31.12.2012

Witam nowy rok



Tak pięknymi życzeniami, żegna stary rok Kolega Kazimierz Żertka, do których i ja się przyłączam.
Zaś nowy rok, powitam z grupką szczęśliwców nad brzegiem rzeki, czego i Wam życzę. 
Niechaj najbardziej z wytrwałych, jutrzejszy dzień nagrodzi okazałą trocią.





29.12.2012

U progu sezonu trociowego



27.12.2012

Soft Hackle ... nieco historii





Sekret mokrej muchy Soft Hackle, to prostota wykonania i oszczędne wiązanie materiałów, na które w zasadzie składają się: nic wiodącą do budowy tułowia lub promień pawia i zwykle miękkie pióra na jeżynkę, w oryginale zalecane z  kuropatwy Delikatną budowę wyznacza też wielkość haczyka, zwykle rozmiar 10 – 18. Mucha znana pod nazwą Hackle Fly, Fly North Country, Stewart Spider, czy Yorkshire Spider a pierwsza wzmianka o tego rodzaju muszkach pojawia się w "Treatise of Fishing with an Angle" z 1496 roku, Dame Juliana Berners.




Choć prawdziwą popularność zawdzięcza opublikowaniu w 1971 roku, The Soft-Hackled Fly autorstwa: Sylvester Nemes, wydanej w w Ameryce Północnej oraz  dwóm innym wydaniom: The Soft Hackled Fly Addict (1981), Soft Hackled Fly Imitations (1991). Wydanie z 1971 roku, zawiera rys historyczny oraz odnajduje ślady wzoru Soft-Hackled Fly w literaturze Wielkiej Brytanii,  nawiązując do: Edmonds' and Lee's 1916 Brook and River Trouting, Pritt's North Country Flies (1886), W.C. Stewart's The Practical Angler (1857). Prezentuje też klasyczne wzory takie jak: Partridge & Green, Partridge & Yellow i Snipe & Purple oraz własne modyfikacje i opisy metod wiązania oraz połowu. http://www.flyanglersonline.com/stufarnham/stu051302.php

 Sylvester Nemes

Jak to zwykle bywa, również i Soft Hackle, doczekała się wielu wariantów kolorystycznych i wykonań z zastosowaniem różnych piór do wiązania jeżynki.


Jednak za najciekawsze, należy uznać jej ewolucję w kierunku Mayfly Nymph, przez dodanie dubbingu z sierści oraz ogonka a powstałe w ten sposób wzory określa się nazwą nimfy Soft Hackle ( soft-hackle nymph ) lub "flymph" , wzory spopularyzowane przez Leisenring i Hidy, "The Art of Tying the Wet Fly" Leisenring & Hidy. http://www.flyanglersonline.com/stufarnham/stu052002.php   



Leisenring & Hidy





22.12.2012


Drodzy Koledzy,

Życzę Wam Świąt pogodnych, dostatnich, chwil spokoju w zapomnieniu codziennych kłopotów.
Pośród choinkowych prezentów, ciepłych skarpet na pierwsze tygodnie sezonu a na cały nadchodzący rok, mądrych decyzji włodarzy świata wędkarstwa.
Łamania kija, ilekroć staniecie nad brzegami Waszych ukochanych rzek.
Życzę również widoków czystych brzegów, nienaruszonej piłą nadbrzeżnej roślinności, drzew pozostawionych w nurcie rzeki, tarlisk pełnych troci, pstrągów i lipieni.
Spotkania nad wodą ludzi przyjaznych, szanujących i rozumiejących przyrodę.
Kolegów dzielących się swoją wiedzą i doświadczeniem, ale też potrafiących słuchać Waszych przemyśleń.
Życzę Wam, by wspólne dobro jakim jest rzeka i jej mieszkańcy, było nadrzędnym celem, bez względu jak pięknie się różnimy.

A.H.B.

P.S. bardzo dziękuję za życzenia świąteczne od ZG PZW, ZO PZW i Zarządu Koła, których nie otrzymałem, w przeciwieństwie do komunikatu o potrzebie opłacenia składek.








21.12.2012

Zakaz brodzenia, czy zakaz myślenia …?




W nowym Informatorze Wód Krainy Pstrąga i Lipienia Okręgu Gdańsk, czytamy o obowiązującym nakazie połowu wyłącznie z brzegu na Rzece Reda w okresie od 01.12 – 31.05. ( dalsze Reda, patrz: Informator Wód Krainy Pstrąga i Lipienia).
Nie do końca rozumiem czym kierowali się działacze Okręgu Gdańsk, takie obostrzenie wprowadzając a tym bardziej dlaczego brak w tym konsekwencji.
Niezbadane są myśli, rodzących się w głowach decydentów, więc może chodzi o ochronę pstrąga i lipienia w pierwszej części sezonu w postaci utrudnienia technicznego dokonywania połowu, przez możliwość podawania przynęt wyłącznie z brzegu a w związku z tym ograniczenie skutecznego połowu łososiowatych … może?
Jeśli tak, to obostrzenie to praktycznie ”dotknie” jedynie wędkarzy muchowych, łowiących w tradycyjnym stylu, czyli mokrą i suchą muchą.
Spinnigiści i tak dostaną się do wybranych miejscówek, jak nie z jednej do z drugiej strony rzeki a przepis nie zabrania przekraczania nurtu w dowolnym miejscu.
Nie zabrania też brodzenia, poruszania się nurtem rzeki a jedynie nakazuje połów z brzegu.
Należy mieć na uwadze jakiego charakteru są wody górskie Okręgu Gdańsk, także i Reda.
To relatywnie wąskie rzeki,, co niestety nie wyklucza skutecznego połowu na krótką nimfę z brzegu a większość atrakcyjnych miejscówek, nadal pozostanie w zasięgu długich wędzisk ”muchowych”.
Pytanie zatem, czy ochrona łowiska, czy ochrona tarlisk lipienia?
Wygląda na to, że tarliska bo zakaz ten nie obowiązuje w miesiącach jesiennych, ale co w tym przypadku z tarliskami pstrąga i troci.
W prawdzie w okresie jesiennym jeden z odcinków rzeki:
2.Od cementowni w Wejherowie do mostu w ciągu ul. Chopina, objęty został dodatkowym zakazem :
Od 01.10 do 31.05 połów wyłącznie z brzegu, jednak gniazda tarłowe troci spotykam sporo poniżej tego fragmentu rzeki.
Dodatkowym kłopotem dla rzeki Reda, jest od nowego sezonu brak opłaty dodatkowej w postaci 85 zł za wędkowanie na jej wodach, obowiązującej w poprzednich sezonach.
To w prawdzie marna kwota, ale dość skutecznie ograniczała presję na tej rzece wobec dostępności pozostałych wód w ramach jednolitej opłaty okręgowej na wody krainy pstrąga i lipienia.
Można się spodziewać zwiększenia frekwencji wędkarzy, dla których brodzenie w okresie jesiennym i całkowity brak szacunku do ciągu tarłowego troci, będzie powszechną praktyką, szczególnie tych nie znających dobrze rzeki.

Biorąc to wszystko pod uwagę, jak sądzę starano się znaleźć kompromis pomiędzy ograniczeniami a dostępnością łowiska w okresie połowu lipienia, jednak w tym przypadku ZO Gdańsk, nie podjął najważniejszej dla tego gatunku decyzji, mianowicie radykalnego zmniejszenia dziennych limitów połowu., które nadal obowiązują w postaci – 3 sztuki dziennie.
Szczerze mówiąc nieco się pogubiłem w decyzjach ZO Gdańsk, szczególnie że okręgowy ichtiolog również sprawiał wrażenie zagubionego.
10 grudnia zadzwoniłem do ZO PZW w Gdańsku z pytaniem o decyzje w sprawie osęki oraz o informację o przewidywanych zmianach w regulaminie łowisk okręgu.
Połączono mnie z ichtiologiem, którzy wyrazili zdziwienie pytaniem a odpowiedź brzmiała – nic nie wiem o nakazie połowu wyłącznie z brzegu, może coś zdecydują na posiedzeniu zarządu pod koniec grudnia.
Dziwna ta niewiedza, skoro Uchwała Zarządu Okręgu datowana jest z dniem 13.11.2012.
Wygląda na to, że w tak kluczowej sprawie jak ochrona tarlisk, okręgowy ichtiolog nie ma wiedzy i zdania, więc pewnie nie wydał nawet opinii, skoro wyraził zdziwienie, że takie obostrzenia w ogóle będą miały miejsce w nadchodzącym sezonie.
Połów wyłącznie z brzegu, choć nieprecyzyjny w kontekście nienaruszalności koryta rzeki, jest jednak precedensem, u którego podstaw leży ochrona tarlisk.
Pojawia się zatem argument, by nienaruszalność rzeki dotyczyła wszystkich jej użytkowników, nie tylko wędkarzy.
Mam na myśli wszelkie prace związane z regulacją koryta i brzegów, ale przede wszystkim niedopuszczenie w tym czasie do wiosennych spływów kajakowych.
W tym miejscu niestety zakładam, że wyobraźnia działaczy ZO Gdańsk się kończy a podjęcie choćby próby wykorzystania tego argumentu do walki o powszechną nienaruszalność rzeki, pozostanie pobożnym życzeniem.
Tym bardziej, gdy uznać nowe przepisy za słuszne i postulowane w przyszłości dla pozostałych rzek Okręgu, podobnie narażonych na dewastację, przez użytkowników innych niż wędkarze.
Nam pozostanie przyglądać się bezradnie, mechanicznym piłom karczującym brzegi oraz pozdrawiać kajakarzy bagrujących wiosłami tarliska.
 
No cóż, zapewne zdania i argumentacji ZO Gdańsk, w tej sprawie nie poznamy, bo Okręg nie ma w zwyczaju odpowiadać na pytania kierowane do nich drogą elektroniczną.
Wszystko co dzieje się na poziomie wyższym niż struktura Koła, jest ściśle tajne.
Natomiast usłyszycie jak ja, opryskliwy głoś sekretarki ZO w słuchawce telefonu
 -  niech Pan zadzwoni sobie do Koła
w odpowiedzi na pytanie, o decyzje Zarządu Okręgowego.



19.12.2012

3 cm za kropką




I tle naszego, reszta to  ... kasa Misiu, kasa
Tak obecnie powinno brzmieć naczelne hasło Polskiego Związku Wędkarskiego.
Miałem niewielką, ale nadzieję że nadchodzący rok przyniesie świeży powiew w decyzjach i przekazie związkowym.
Miałem i już nie mam, bo oto nadchodzący sezon PZW otwiera okładka Wiadomości Wędkarskich. z wizerunkiem spinningowego łowcy pstrągów z czym ... ?
Nieustannie marketing PZW skierowany jest na promocję sprzedaży ryb, z łowisk za marną składkę.
To działa i będzie działać jeszcze przez lata.
W przypadku Okręgu Gdańsk, owa marna składka w pojęciu działaczy już taka marna nie jest, ponieważ skubnięto naszą kieszeń, podnosząc opłatę na wody górskie do 220 zł.
Kłopot w tym, że zwiększona przez to pula wpływów do związkowej kasy, niczego nie zmieni poza uszczupleniem naszego portfela.
Księgowi już pewnie zacierają ręce, bo dodatkowe pieniądze będą jak znalazł na finansowanie kolejnych, bezsensownych poczynań, typu: olimpiada w rzutach piłeczką do koła, czy produkcja związkowych filmików o łowieniu flądry.
W przypadku wód górskich, podniesienie składki powinno być radykalne, ale uzyskane w ten sposób kwoty muszą służyć finansowaniu oczekiwanym zmianom.
Tak się jednak nie stało, ponieważ ZO PZW Gdańsk, zapewnił sobie jedynie bezpieczne zaplecze finansowe by trwać.
Z tak kosmetycznej podwyżce składki nie wygenerują się właściwe kwoty na ochronę wód górskich i egzekwowanie nowych przepisów, których i tak nie doczekaliśmy.
Nie zmniejszono limitów dziennych P&L, nie zakazano osęki, nie wprowadzono planowanego zakazu brodzenia na wielu rzekach.
Wody nie doczekały się nawet nowych odcinków no-kill, nie mówiąc o całkowitym zakazie zabierania ryb z łowiska.
Jednym słowem dla działaczy nie istnieje problem kondycji oraz  populacji łososiowatych w wodach okręgu.

Otwiera się nowy sezon, wobec którego stają wyznawcy C&R.
Jednak w głosach Kolegów zaczynam  odczuwać  nutę zwątpienia, czy ich dobrowolne wypuszczanie ryb, wynikające ze świadomości stanu naszych łowisk, jest sensowne ?
Wielu z nich podejmuje obecnie decyzję o uwalnianiu ryb, dyktowaną potrzebą chwili a w dużej części wywodzą się z grupy wędkarzy, dla których ryba z łowiska, była naturalną zawartością siatki czy muchowego koszyka.
Obawiam się też, że bez wsparcia Związku do takiej praktyki wrócą, po prostu machą ręka na wszystko, na zasadzie niech inni się martwią, co ja będę robił z siebie idiotę, jak wszyscy rybę zabierają.
Wkrada się myśl, że ich postawa i postępowanie stwarza jedynie sposobność do pozostawienia w rzece okazałych ryb, które i tak padną łupem wędkarzy, dla których związkowy komunikat złap i przyduś, jest wędkarskim mottem.
Brak znaczących,  nowych regulacji przepisów, jest czytelnym sygnałem dla wędkarzy C&R, że Okręg Gdańsk nie przykłada żadnej wagi do wypuszczania ryb i postawy Kolegów a aktualne przepisy wręcz zachęcają do pozyskiwania łososiowatych.
Wręcz przeciwnie, postawa złap i wypuść szkodzi polityce PZW, opartej na gromadzeniu środków ze składek, które chętniej wpłaca członek, zachęcony do napychania siatek.
PZW nie tylko zachęca, ale przyzwala i umożliwia, nie nakładając daleko idących ograniczeń co do samego sposobu wykonywania połowu a także ilości ryb łososiowatych pozyskiwanych z łowisk Okręgu Gdańsk.

Doczekaliśmy się ”małej kropki nad i ”, postawionej przez działaczy ZO Gdańsk w postaci nowych regulacji i zapisów w Informatorze Wód Krainy Pstrąga i Lipienia.
Z radością należy przyjąć informację o nowym wymiarze ochronnym pstrąga potokowego i lipienia w wodach górskich okręgu gdańskiego, który wynosi od nowego sezonu 33 cm.
3 cm i tyle Naszego w stosunku do poprzedniego wymiaru.
Również wprowadzono sporo obostrzeń i zakazów brodzenia w wybranych okresach sezonu, jednak dotyczy to jedynie rzeki Reda oraz Bolszewka, w postaci zapisu - połów wyłącznie z brzegu :
Bolszewka od 01.09 do 31.12
Reda: od 01.12 – 31.05. ( dalsze Reda, patrz: Informator Wód Krainy Pstrąga i Lipienia)
Nie znajduję też uzasadnienia, dla decyzji wprowadzenia tego obostrzenia jedynie na Redzie, domyślając się po datach obowiązywania, że intencją jest ochrona tarlisk lipienia.
Widać na pozostałych rzekach okręgu, lipień do tarła nie przystępuje, lub nie ma potrzeby go chronić. 
Jednocześnie nie objęto całkowitym w rozumieniu całorocznym zakazem brodzenia, rzek małych, o wąskim i płytkim korycie, szczególnie podatnym na rozdeptanie, niezależnie od okresów tarła.

Jednym słowem idzie nowe, stare a wszystkich Kolegów zapraszamy w najbliższych dniach do siedzib Kół, celem opłacenia składek.




18.12.2012

Nie mam talentu


 

Talent, jednym podarowany innym poskąpiony.
Jestem z tych drugich, natura pozbawiła mnie wszelkich umiejętności muzycznych, wokalnych i plastycznych.
Mam słuch absolutny, czyli absolutnie nic nie słyszę i w związku z tym nie wykonam arii Nostra Dorma jak Pavarotti, ale z tym mogę się jeszcze pogodzić.
Natomiast ogromie żałuję, że nie potrafię rysować, malować w oleju, akwareli czy jakiejkolwiek technice.




Zawsze z uznaniem i zazdrością spoglądałem na prace innych, szukając sposobu jak choćby nawiązać innymi dostępnymi technikami, do malarskich czy graficznych wizerunków związanych z wędkarstwem.
Niestety i na szczęście pomocą służą komputerowe programy graficzne.
Niestety, bo powstające z ich udziałem ”dzieła”, są namiastką wykonanych w technikach malarskich.
Na szczęście, ponieważ punktem wyjścia są własne zdjęcia, które zawierają autorskie widzenie rzeczywistości, mimo że rejestrowane nie pędzlem, czy ołówkiem a obiektywem aparatu fotograficznego.
Przetworzenie zdjęcia w grafikę, czyli nie tylko zmiana plastycznego wizerunku, ale też zmiana zarejestrowanej fotograficznie rzeczywistości, pozwala oddać również nasze wyobrażenie o zatrzymanej w kadrze chwili, lub oddać jej klimat niemożliwy dla prostego przekazu fotograficznego.

Natomiast skala możliwości zależna jest nie tylko od zasobności w funkcje programu graficznego, sprawnego z niego korzystania, ale też od naszej wyobraźni i wrażliwości.
Zdarzają się chwile nad rzeką, które w szczególny sposób zapamiętaliśmy a po czasie sięgając do albumu zdjęć, mówimy – to nie tak przecież było, nie tak wyglądała woda, niebo, widoczna w oddali kępa drzew.
Inne były barwy, mgła, która ścieliła się po polach była gęsta , niebieska a śnieg miał kolor rudej poświaty wschodzącego słońca.
Gdzie to wszystko jest na moim zdjęciu?
Spłaszczone w światłach i cieniach, wyblakłe barwy fotografii, kolory które jest w stanie widzieć tylko ludzkie oko.
Mamy przecież taką sama wyobraźnię jak malarz, jedynie trudno nam przełożyć zapamiętane obrazy na płótno.
Przełóżmy je zatem na fotograficzny papier.
Zmiana wizerunku naszego zdjęcia nie wymaga wielkich umiejętności, bo nawet za pomocą prostego programu jakiego używam – IrfanView oraz dziesiątków podobnych, możemy uzyskać ciekawe efekty, nie mówiąc już o możliwościach jakie oferuje Photoshop.


Widoczne zdjęcia to oryginał fotograficzny oraz jego przemiana w obraz olejny.
Recz jasna nie dokona się to jednym kliknięciem myszy, wymaga nieco kombinacji i łączenia dostępnych w programie możliwości, ale od czego nasza kreatywność.
Ekran monitora, w przeciwieństwie do płótna zniesie wszystko, również nasze nieudane dziesiątki prób, jednak z czasem wyłoni się obraz na miarę naszych oczekiwań.
W znaczeniu technicznym, pozostaje jedynie wydruk zdjęcia, raczej na matowym papierze, który zatraci nieco charakter fotografii, stylizując na obraz olejny, grafikę czy akwarelę.

Współczesny papier fotograficzny potrafi długo zachować barwy, nawet przy wystawieniu na intensywne światło dzienne a po czasie mamy przecież zapisany oryginał do ponownego powielenia.
Pewnie w dobrym smaku będzie oprawa z użyciem passe-partout a sama wielkość wydruku powinna być raczej mała, nawiązująca do formatu malarskiej miniatury.

Pozostaje jeszcze kwestia odbioru powstałego obrazu przez publiczność.
Choć nam może się podobać i to właściwe temat zamyka, jednak w sztuce istnieje pojęcie kiczu.
Przez wieki natura przedstawiana była na setki sposobów, zależnie od trendów epoki, wizji i talentu autora, doczekała się niezliczonych wizerunków.
Niestety większość z nich śmiało można zaliczyć do kategorii kiczu, choć nadrzeczny pejzaż jakoś się jeszcze przed tą klasyfikacją broni.
Gorzej jest z wizerunkami zwierząt, w naszym przypadku ryb.
Jak dotąd mimo licznych prób, zupełnie niezłych zdjęć jako materiał wyjściowy, nie udało mi się uzyskać malarskiego, czy graficznego przekazu, tak by uniknąć kiczowatości.
Z pstrągiem jest jak z jeleniem na rykowisku, zwykle w malarstwie ukazany jest banalnie, martwo, bez przekonania, sztucznie i przypomina (bez urazy) góralską pamiątkę.
Nie koniecznie wypada w tym miejscu przywoływać takie obrazy, myślę że każdy z Was widział takie dzieła i z pewnością na ścianie ich nie powiesi.

Natomiast wypada i należy przybliżyć twórczość Kolegi Roberta Tracza, któremu w sposób szczególny, z wyjątkowym plastycznym smakiem i talentem udaje się oddać w swoich pracach klimat wędkarstwa muchowego.
W moim odczuciu, jest to jeden z nielicznych autorów na świecie, który potrafi tak trudny, wymagający, ale wdzięczy temat przełożyć na malarską opowieść.
Kolego Robercie, z uznaniem i nieukrywaną zazdrością pozwolę sobie zaprosić Kolegów do Twojej galerii.
No cóż, mi pozostaje aparat fotograficzny i program komputerowy.
Może i Wam, tym wszystkim którym poskąpiono talentów plastycznych, zabłysła iskierka nadziei.
Długie zimowe wieczory sprzyjają wspomnieniom mienionego sezonu, przeglądaniu albumów zdjęć i może próbom przełożenia obrazu z fotografii na wyobrażenie tamtej chwili.


17.12.2012

Mucha tygodnia - żabka



Haczyk:  Tiemco 707DS #4
Nić:  Uni 8
Tułów: Uni Mylar#14 zielony
Jeżynka: Sarna zimowa
Skrzydełka: Marabou , Krystal Flash


16.12.2012

Łowisko pod klifem w Orłowie


Wybierając łowiska z moich okolic, które zamierzam Wam przybliżyć, zawahałem się czy pisać o nadmorskim klifie w Gdyni. Jego widok i popularność wydawały mi się tak oczywiste, dopóki nie przypomniałem sobie pewne rodzinnej scenki. Jeszcze mieszkając w Gdyni, z racji atrakcyjności regionu często i chętnie odwiedzały mnie rodziny z głębi Polski. Już pierwszego dnia obowiązkowym punktem programu była wycieczka nad morze i z taką propozycją pewnego lata oczywiście się spotkałem. Moja reakcja była wydawało się naturalna, czyli dobrze się składa, pojadę z wami, bo od roku nie byłem nad morzem. Natomiast reakcja gości już naturalna nie była, bo nie potrafili zrozumieć, jak mieszkając na samym morzem, od tak długiego czasu nie byłem nad jego brzegami.

Tak to jest czasem, gdy dobrodziejstwo krajobrazu staje się tak oczywiste, że przestajemy zauważać jego obecność i zatracamy potrzebę odwiedzania miejsc, które dla innych są przedmiotem westchnień i wycieczek planowanych przez cały rok. W przypadku mieszkańca Gdyni, pomijanie odwiedzin  nadmorskich plaż czy bulwarów, często bywa naturalne, szczególnie gdy latem stają się uciążliwe i zatłoczone a zimą hula tam północny, lodowaty wiatr. Brzeg morza odgradzają od miasta wysokie wzgórza w postaci moren polodowcowych a zajęci codziennymi sprawami, nie zawsze mamy czas i ochotę skręcić w kierunku bulwaru czy skweru prowadzącego do nadbrzeża, lub plaży. Morze tam szemi i oczywiście jest.

Ta oczywista oczywistość powoduje też zdziwienie pytaniami wędkarzy, zadawanymi na forach, czyli prośbą o wskazanie łowisk z regionów, do których się wybierają na wakacje lub nawet na kilkudniowy pobyt służbowy, z którego zamierzają uszczknąć dzień na wędkowanie. Zdziwienie, dopóki tubylec nie uzmysłowi sobie, że  nie znają okolicy bo niby skąd, skoro nigdy wcześniej tu nie byli a tym bardziej nie wędkowali. Zatem dla tych wszystkich Kolegów, którzy podróżując w okolice Trójmiasta, stają przed pytaniem gdzie można tu powędkować, postaram się nieco przybliżyć łowisko pod Klifem. Na wstępie aby rozwiać złudzenia zwolenników mokrej czy suchej muszki, jest to łowisko łososiowe i trociowe, których to  okres połowu w morzu  przypada na późnojesienne miesiące oraz zimę.

Dojeżdżamy do mola w Gdyni Orłowie, czyli skręcając w lewo jadąc z Gdyni w kierunku Gdańska, z głównej alei przelotowej trójmiasta Al. Zwycięstwa w ulicę Orłowską, która w prostej linii poprowadzi Was nad brzeg morza i parking przyległy do mola.


Wewnętrzna droga dojazdowa do parkingu, w lewo od mola. Widoczny w głębi budynek to po części stanica  zawodowych rybaków, u którym możemy zwykle kupić świeżą rybę z porannego połowu, również troć lub łososia. Pogawędka też nie zaszkodzi, bo ich znajomość łowiska i wiedza o aktualnej aktywności troci, może być bezcenną w Waszych zmaganiach.


  Takim widokiem z parkingu powita Was, początek dnia i wędkarskiej przygody.

Parking jest bezpieczny co pewnie ma znaczenie w dzisiejszych czasach, wobec konieczności pozostawienie dobytku poza zasięgiem wzroku. Niestety jest mały i często, szczególnie w weekendy, gdy zbyt późno zawitacie w jego progi, nie znajdziecie tam miejsca ze względu na spacerową frekwencję mieszkańców i zimowych turystów, którzy koniecznie spacer zaczynają od dostarczenia tam siebie na fotelach samochodu. Jednak rasowy wędkarz trociowy, melduje się w łowisku skoro świt, wtedy i dla Was kawałek placu się znajdzie. Od miejsca parkowania, usytuowanego po lewej stronie mola, udajemy się plażą dalej w tym kierunki, aż do jej najwęższego miejsca, czyli pod urwisko klifu. W tym miejscu praktycznie zaczyna się łowisko trociowe. Wcześniejszy odcinek, to sporo ugięta linia brzegu o płytkim, powoli opadającym dnie, i raczej pomijana przez znających wodę wędkarzy.


Stojąc pod samym nawisem ogromnej lodowcowej moreny, dojrzycie wchodzącą w morze, wynurzoną stertę głazów. Miejsce to uchodzi za najbardziej atrakcyjne i zwykle tam panuje największy tłok.


Widok na muchową miejscówkę, od strony Gdyni  a te czarne przecinki widoczne na horyzoncie, to sylwetki wędkarzy skupionych w najbardziej atrakcyjnym odcinku brzegu.

Niezależnie jest to niewielki  fragment plaży i chyba jedyny, sprzyjający połowom na muchę w tradycyjnym stylu, czyli z użyciem linki muchowej. W okolicach głazów troć podchodzi najbliżej brzegu, teoretycznie w zasięg rzutu klasyczną muchówką. Od tego miejsca rozciąga się w kierunku Gdyni morski brzeg, który jest królestwem spinningu.


Brodząc w tym miejscu należy uważać na bardzo liczne, różnej wielkości zatopione kamienie … śliskie cholery.


Wędkarstwo morskie nieco różni się od innych jego form, dlatego na jego użytek wymyślono sposób podania lekkich przynęt metodą spinningową na duże odległości, takich jak wobler czy mucha. Powstała zatem kombinacja spinningu z muchówka w postaci obciążenia zestawu przez pływak Sbirulino, czyli przeźroczysty ni to spławik, ni ciężarek wykonany z tworzywa, pływający lub tonący. Montowany na żyłce głównej ciągnie swym ciężarem zestaw na końcu którego, na przyponie wiążemy wobler, lekką błystkę lub muchę. http://fishing-mart.com.pl/sklep/pl/jaxon-plywaki-sbirulino-spirolino-g2-a73-p788-k4320.html . Choć metoda ta jest dozwolona, jednak nie cieszy się wielkim wzięciem wśród morskich łowców troci, którzy pogardliwe nazywają to łowieniem na "spierdulino", lub jakoś tak równie nieładnie. Wyznawcom klasyki pozostaje w przypadku muszkarzy, męka na głazach a spinningistom relaks i przestrzeń  w serwowaniu błystek. Przynęty spinningowe to przede wszystkim wahadłówki, bardzo wąskie i długie, w podstawowym kolorze niebiesko - srebrnym. Nie jest to oczywiście jedyne danie z morskiego menu troci i na ten użytek powstała ogromna grupa błystek i much o różnej kolorystyce, kształcie i wielkości, ale to temat na osobną opowieść.

Moją intencją jest przybliżenie Wam łowiska i warunków tam panujących. Zważywszy na okres wędkowania, czyli późną jesień i zimę, musicie być przygotowani na brodzenie w zimnej wodzie i bez neoprenów się nie obejdzie. Szczególnie, że na całym tym łowisku dno choć twarde, piaszczyste i kamieniste, opada powoli i należy sporo oddalić się od brzegu wchodząc do wody. W ten sposób pominiecie odległość skracającą maksymalny zasięg Waszych przynęt. Stan morza pod Klifem bywa bardzo różny a kierunek wiatru i wysokość fali, często uniemożliwia wędkowanie. Dogodne są nawet silniejsze wiatry, ale wiejące od lądu a i sama wysoki klifu daje w takich chwilach osłonę, na tyle by kilkaset metrów morza było spokojne, czasem wręcz w postaci flauty. Pewne zawahanie może wywołać informacja o połowach jesiennych, jednak celem Waszych wędkarskich wypraw jest w tym czasie łosoś i troć  ryby w pełnej kondycji, które nie wchodzą w danym sezonie do rzeki na tarło i wodach morskich nie posiadają okresu ochronnego dla prowadzenia połowów w celach sportowo-rekreacyjnych

W tym miejscu warto zauważyć zapis o nowych limitach dziennych, obowiązujących od 2011 roku, szczególnie dotyczących belony- 5 sztuk, która jest również celem połowu, lecz zwykle w okresie wiosennym. Różnicę w stosunku do RAPR, stanowi też limit dzienny morskiego pstrąga tęczowego - 3 sztuki. Poniżej wiosenna kraina belony, tym razem widziana z pozycji Półwyspu Helskiego, widok na Zatokę Pucką, ale to już inna bajka. To również miejsce połowu troci, jednak raczej z łodzi, które dostępne są wraz z przewodnikiem w ramach usług świadczonych przez mieszkańców półwyspu, Pucka i jego okolic.


Przepisy także nakładają na Was obowiązek posiadania niezależnego od PZW zezwolenia, wydanego przez Morski Inspektorat Rybołówstwa w Gdyni,  lub jego Inspektoraty terenowe. http://bip.oirm.gdynia.pl/?pid=90 Okres zezwolenia jest odmienny niż w przypadku opłat związkowych, czyli ważne jest przez rok od daty wydania.

Drodzy Koledzy, poznaliście już łowisko pod Klifem, przynajmniej w znaczeniu topograficznym. Pozostaje mi zatem zaprosić Was do gościnnej i uroczej Gdyni oraz życzyć Wam szczęścia w spotkaniu z walecznym morskim srebrniakiem lub łososiem. Łowisko piękne, ludzie mili, atmosfera wyśmienita a Koledzy na miejscu, zawsze służą radą i pomocą ...


Widok z wysokości stanicy rybackiej, na molo w Gdyni Orłowie


Ujście rzeki "Kaczej", na wysokości mola w Orłowie.



15.12.2012

Pod rzecznym nawisem



Opisywana poniżej technika połowu, dla jednych rzecz oczywista, dla innych, początkujących muszkarzy może niekoniecznie i z nimi pragnę podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
Sam chętnie czytuję opisy muchowych strategii, stale się ucząc.
Życia nie starczy, by posiąść wszelką wiedzę i umiejętności a wywarzanie otwartych drzwi drogą własnych eksperymentów, jest niekoniecznie zajęciem właściwym, choć ciekawym.
Rzeka i jej mieszkańcy stanowią  wystarczającą zagadkę, by pozostawić nam pole do własnej inwencji w wielu innych dziedzinach, niż sprawdzone metody muchowego wędkowania.

W poszukiwaniu pstrągowych czy lipieniowych miejscówek, rozglądamy się szukając wszelkich odstępstw od rutynowego biegu rzeki, w jej nurcie i budowie brzegu,.
Szczególnie pstrąg, jako terytorialny drapieżnik obiera sobie, nie tylko rewir który patroluje wzrokiem, lub nieodległymi wycieczkami, ale również stanowisko dające mu osłonę i kryjówkę.
Bardziej zaawansowany łowca, bez trudu odnajduje potencjalne stanowiska ryb w pobliżu zwalonych drzew, głazów, dennych rynien czy wlewów.
Również za cenne i warte zapuszczenia muchy, uznaje podmyte burty brzegu, szczególnie przy których, rzeka zmieniając nieco bieg, tworzy  ziemny nawis porośnięty nadbrzeżną roślinnością, która pochylając się nad wodą, buduje dodatkowy parasol.
Niekoniecznie jest to głębokie stanowisko a takie szczególnie pobudza naszą wyobraźnię, odsyłając do prostego skojarzenia – im głębsza woda, tym większa ryba.
Bywa, że woda w tych miejscach jest płytka a jej poziom ulega okresowym wahaniom, tak jak ogólny stan rzeki.
W tym przypadku miejsce płytkie, nie oznacza bezrybne, bo często takie siedlisko zajmuje pstrąg a bywa, że przy jego niewielkiej liczebności, staje się kryjówką lipieni.
Mamy zatem rozpoznaną miejscówkę w postaci rzecznego nawisu i wielkie chęci na skuteczne spenetrowanie go naszą muchą.
To królestwo mokrej muchy, lub nimfy, w tym przypadku im lżejszej tym lepiej.
Jaka mucha, jaka nimfa …?
W tym miejscu należało by napisać książkę, ale wystarczy odesłać Was do zawartości pudełek muchowych, gdzie z pewnością odnajdziecie wzór odpowiedni do pory roku, lub upodobań lokalnych ryb, byle by muchowe przynęty pozbawione były ołowiu.
Pod nawisami brzegu, szczególnie wysuniętymi w głąb rzeki woda zwykle nieco lub wyraźnie zwalnia, tworząc mini zakole poza głównym, szybszym nurtem.
W takich warunkach a szczególnie na płytszej wodzie, ciężka mucha wlec będzie się po dnie a swoją pracą nie będzie kusić drapieżnika, szczególnie, że technika prezentacji polega na przytrzymaniu zestawu powyżej, poniżej lub w samym środku miejscówki.
Linka pływająca lub Intermediate, choć wolę tą pierwszą, natomiast rzut wykonujemy na swa sposoby.
Pierwszy, nieco mniej skuteczny to wędrówka zestawu pod przeciwległy brzeg, mniej więcej na wysokości stanowiska i przyzwolenie, by nurt rzeki wprowadził muchę pod nawis,  z obowiązkowym przytrzymaniem na końcu drogi, lub swobodnie poniósł ją wokół potencjalnej miejscówki, w różnych od niej odległościach, innych za każdym kolejnym rzutem.

Drugi, to ustawienie się sporo powyżej  i swobodne spływanie muchy z prądem w linii prostej w kierunki podmytego brzegu w formie małego cypla.
W takiej sytuacji najważniejsze jest jednak, kilkakrotne zatrzymanie linki, tak by muszka lub nimfa mogła nieco pląsać w miejscu, ruchem wymuszonym nurtem, lub naszym przez przerzucenie linki, ruch szczytówki w bok, lub uniesienie wędziska muchowego.
Linka wykona kilka pętli w miejscu a przynęta zatoczy ósemki na różnych głębokościach.
Zaczynamy sporo powyżej, powtarzając zabawę kilkakrotnie na całym dystansie, który wyznaczył nam nawis brzegu, łącznie z jego okolicami.
W chwili zatrzymania zestawu, zalecane jest wykonanie kilku delikatnych szarpnięć linką, tak by mucha agresywnie poskakała w miejscu, choć nie za każdym razem.
Miejsce i metoda również pod streamera, bo tak ukształtowana burta brzegu, często kryje pod sobą znacznie głębszą wodę.
Metoda nieco dla cierpliwych, którzy nie zrażą się dłuższym postojem podczas marszu wzdłuż rzeki oraz brakiem natychmiastowego wyjścia ryby do muchy, bo nawet początkowo niezainteresowany pstrąg w końcu z ciekawości czy ze złości, lub zachowań wynikających z terytorializmu, zapomni o tym, że nie jest akurat głodny.
W takich miejscach i tą metodą, zwykle udawało mi się skusić pstrąga, również lipienia, choć w przypadku tego drugiego, były to osobniki młodsze, ot takie wymiarowe.
Zima w pełni, czas oczekiwania pstrąga, może zatem okazja, by przy imadełku odchudzić nasze nimfy, zrzucić nieco ołowiu a nad rzeką w nadchodzącym sezonie, zapomnieć o krótkiej nimfie i pozwolić na długiej lince jak Bóg przykazał, zapuścić zestaw pod rzeczny nawis.





13.12.2012

Zachód księżyca nad Redą



Zachód księżyca w pierwszych dniach stycznia


Słońce ...
Zimowe, krótkie dni, to czas połowu pstrąga i troci.
Ilość godziny wędkowania na rzekach górskich, ograniczona jest w Regulaminie Amatorskiego Połowu Ryb, do czasu pomiędzy godziną przed wschodem słońca a godziną po jego zachodzie.
3.1. W wodach użytkowanych przez PZW można wędkować przez całą dobę, z wyjątkiem
wód krainy pstrąga i lipienia (wymienionych w odrębnym informatorze PZW), gdzie wolno wędkować tylko w porze dziennej,tj. od świtu do zmierzchu (1 godz. przed wschodem słońca i 1 godz. po zachodzie słońca).
Piszę o rzeczy oczywistej, jednak w pierwszych dniach sezonu, to ponad osiem godzin, które dane nam są na spotkanie rybą.
Wschód i zachód słońca jest łatwy do obserwowania a z tabel odczytujemy dokładne godziny, dnia przybywa zwykle 1 minutę dziennie.
Księżyc …
To indywidualista, który porusza się własnym rytmem, choć przewidywalnym.
Jego fazy oraz godziny wschodu i zachodu, są obliczone i także dostępne w tabelach.
Nie pokrywają się swoim rytmem z ruchem słońca i nie stanowią podstawy wyliczania regulaminowego czasu wędkowania, jednak dla wielu wędkarzy mają znaczenie w określaniu aktywności żerowania ryb w cyklu miesięcznym.
O ile niesprzyjająca faza księżyca może jeszcze zatrzymać w domu wędkarzy nizinnych a szczególnie jeziorowych, o tyle nic nie zatrzyma wędkarzy trociowych.
Tym właśnie pozostaje jedynie przyjemność obserwowania wchodów i zachodów księżyca w zimowej scenerii rzeki.
Aparat fotograficzny, który towarzyszy na często podczas połowów, zwykle obok efektów i przebiegu dnia, rejestruje zastane nad rzeka widoki.
Do takich należą malownicze wschody słońca, inne zimowa porą, gdy jego pierwsze promienie w pogodny dzień nieco nas rozgrzewają, wprawiając w lepszy nastrój i zapowiadają nadchodzące emocje.
Również zachody słońca, oznajmiające koniec wędkowania, podsumowanie dnia, radość lub zawód z obranej strategii, wyboru łowiska.
Rzadko jednak, łupem naszego obiektywu pada księżyc, którego wschody i zachody są równie malownicze a widok ten, zbiega się z porą całego wędkarskiego dnia.
Nawet zimą, pozornie martwa przyroda wysyła nam liczne sygnały, by się  na chwilę zatrzymać.
Wyjąć termos gorącej kawy, usiąść na nadbrzeżnym pniu i spojrzeć na otoczenie i rzekę, nie tylko jak na magazyn ryb, dostępnych za związkowa składkę.



12.12.2012

Dolna Reda


Może takim widokiem powita Was poranek, na drodze dojazdowej do rzeki, w dniu rozpoczęcia sezonu trociowego,  choć w tym roku zanosi się na prawdziwie zimową scenerię.

Dolna Reda, zwana przeze mnie Starą Redą, określenie to powstało raczej na własny użytek.
Stara, bo niewiele tam się zmieniło a przynajmniej znacznie mniej, niż w jej środkowym, czy górnym biegu.
Tym, którzy w nadchodzącym sezonie, wybierają się po raz pierwszy na połów troci w Redzie, wypada nieco tą rzekę przybliżyć.
Zwykle miejscowi jak i przyjezdni stają przed dylematem, na jakim odcinku rozpocząć sezon i gdzie szukać szczęścia.
Zdania są podzielone, własne obserwacje a czasem teorie wskazują miejsca pobytu troci z początkiem stycznia, choć często wiara w szybkie spłynięcie troci w dól rzeki, powoduje wybór jej ostatniego odcinka,  szczególnie przez rasowych łowców troci, liczących na spotkanie z walecznym srebrniakiem.
W tym miejscu mam na myśli dziesięciokilometrowy fragment rzeki, rozpoczynający się poniżej jazu, widocznego z mostu na ul. Kazimierskiej w miejscowości Reda.
To kraina wszelkiej i wielkiej ryby, godnej naszych muchowych i spinningowych przynęt oraz godzin spędzonych pośród monotonnego krajobrazu.
Lipień  mniej licznie reprezentowany, natomiast spotkać tu można potokowca, sieję, okonia, ogromnego tęczaka morskiego jak i uciekiniera z hodowli oraz rzecz jasna łososia i troć, często okazałego srebrniaka.
Rzeka płynie tu leniwie, wąskim choć głębokim korytem, pośród pół, łąk i nieużytków.
Domostwa oddalone od jej brzegów, często widoczne dopiero horyzoncie, nie absorbują naszej uwagi, pozwalając cieszyć się widokiem porannych mgieł, wschodem słońca i przestrzenią.
Choć stanowi to o pewnej niewygodzie, powodowanej w wielu miejscach kiepskim dojazdem do rzeki, to  namiastka dzikiej przyrody, rekompensuje nam przyzwyczajenia mieszczuchów.
Tu sprawdzi się stare wędkarskie przysłowie ”Troć trzeba wychodzić”, bo spacerować jest gdzie zarówno w linii prostej od samochodu jak i brzegami dolnej Redy.
Jest kila łatwiejszych dojazdów do betonowych mostów, ale i tak warto ”chwycić języka” wśród miejscowych wędkarzy, by nie błądzić polnymi, nie zawsze w dobrym stanie drogami.
Panuje tam jednak zwykle spory tłok i sporo czasu zajmie Wam, rozprowadzenie się po rzece w poszukiwaniu wolego i spokojnego miejsca

Teraz pozostaje mi dodać kilka fotek obrazujących charakter rzeki tego odcinka oraz odesłać Was do pięknego i wyczerpującego temat, opisu Redy …