31.10.2012

Hrabiego słowo na Dzień Zaduszny


W tym dniu wspominamy naszych Kolegów
Zapalamy im znicze na grobach, zapalamy im też symboliczne świeczki w naszych myślach, przywołując wspomnienia wspólnych chwil nad wodą. Przywołujemy ich sylwetki, dokonania i wkład w wędkarstwo muchowe

Zapalimy świeczkę Koledze Mundkowi, Edmund Antropik, który pozostawił nam przesłanie ...
„Na koniec prośba i apel.
Od wielu już lat nie używam osęki, bo uważam że narzędzie to jest niegodne prawdziwego wędkarza”

Zapalimy tez świeczkę Koledze Tonkinowi, Jerzy Schick , który pisał ...
"Dla mnie osobiście nie ma większej przyjemności jak złapanie ryby na własnoręcznie „ukręcona” muchę i własnoręcznie „wystrugana” wędkę. .."

"Sport muszkarski zwłaszcza w obecnym wydaniu (żyłka, długie wędziska etc.) moim zdaniem nie wiele wspólnego ma z muszkarstwem ogólnie rozumianym, ale to już inny temat.

Może choć w takim dniu warto posłuchać głosu Kolegi Roberta Tracza, który pisze ...
”Dzisiaj istotą wędkarstwa muchowego jakże często staje się pogoń za punktami, klasyfikacjami, nowinkami technicznymi i sprzętowymi... Jedni nazywają to postępem, inni zbyt dalekim odejściem od korzeni...
My, to znaczy uczestnicy spotkań nad Wdą, w przyjętych założeniach szlachetnej rywalizacji, opartej na uczciwości i wzajemnym zaufaniu, do tych korzeni muszkarstwa nawiązujemy... a Mundzio siedzi zadowolony na białej chmurce przy imadełku i kręci dla nas muchy.”


Przesłania te jak i wiele starych obyczajów składają się wielowiekową tradycję wędkarstwa muchowego.


Wsłuchując się w głosy wielu Kolegów zadbajmy,
aby w kolejnych latach,  My jak i nowe pokolenie wędkarzy muchowych
nie musiało zapalić świeczki na grobie tradycji.
 

 





29.10.2012

Mucha tygodnia

Muskrat Zonker

Haczyk: TMC 5263 #4

Nić: Danville Flymaster 6/0
Ogonek: siodło koguta czerwone
Tułów: Uni Mylar#14Silwer, Uni French Wire SM Silver
Jeżynka: siodło koguta czerwone,  lis czarny
Skrzydełka: Zonkers Strip Muskrat 2,5 mm

27.10.2012

Hrabiego słowo na niedzielę ...



Zwykle opowieść zaczyna się tak...
Rześki poranek powitał nas mgłą, która ścieliła się po okolicznych polach i łąkach
W tej bajkowej scenerii zmierzaliśmy w kierunku ukochanej rzeki a wschodzące słońce z każdą minutą rozbudzało naszą wyobraźnię, nasze myśli ... co też przyniesie nam dzień

Jednak uprawianie wędkarstwa muchowego nad rzeką jest nielogiczne.

Równie dobrze możemy zamknąć się w łazience ze świeżo zakupionym pstrągiem w formie żywej., lub ostatecznie z karpiem wcześniej pomalowanym w czerwone kropki za pomocą lakieru do paznokci żony.

Technika połowu muchowego w łazience w zasadzie nie różni się od technik plenerowych bo ostatecznie chodzi o przesuniecie po dnie kawałka ołowiu owiniętego w wełnę, z punktu A do punktu B.

Rzecz jasna przewagę w organizacji domowego łowiska maja zwolennicy sobotniej kąpieli w wannie, natomiast posiadacze kabin prysznicowych mogą zafundować sobie szum rzeki

Sobota jest dniem odpowiedni a nie jest terminem kłopotliwym, bo dzieci myć się nie lubią
a żona i tak myje głowę u fryzjera.
Zatem odstępując od rytuału własnej kąpieli mamy już łowisko.

Łowisko to nie podlega presji, bo jest wyłącznie i w całości do naszej dyspozycji
a i się nie nie nachodzimy oszczędzając w ten sposób buty do brodzenia, które mogą się jeszcze przydać na wesele córki lub Pierwszą komunię syna.

Właściwie nawet nie musimy mieć wędki i linki muchowej bo i po co, skoro zamachnąć się nie ma gdzie, zresztą jak na większości rzek..
Wystarczy sama żyłka, co odpowiada wynikom najnowszych badań nad technikami połowu muchowego.
W wersji dla zawodników możemy pokusić się o inwestycję w dwa pstrągi mały i duży.
Na przemian mierzyć je sobie a nawet zapisywać wyniki w stosownej tabelce na podręcznym papierze toaletowym.

Urządzając odcinek specjalny w domu w reszcie unikniemy kłopotliwych pytań małżonki,
czy aby na pewno byłeś na rybach, bo Kowalski przywiózł siatę leszczy, a ty ..?

Nie ponosimy też strat w przynętach bo wanna jest łowiskiem bezzaczepowym a jako że z domu się nie ruszamy, ryzyko kradzieży sprzętu jest minimalne.

Miłym akcentem może być gumowa kaczuszka, byle by za bardzo się nie panoszyła, lub kumkanie żab z magnetofonu, ale właściwie po cholerę skoro nad rzeką i tak nas irytują.

Dla poprawy nastroju możemy chwilowo suszące się skarpetki zastąpić widoczkiem jesiennego lasu na Sanem, ale też niekoniecznie, bo kto ma czas rozglądać się po chaszczach jak trzeba patrzeć pod nogi.

Niewielkim kłopotem może być apatia pstrąga w wannie i brak chęci do współpracy ale ostatecznie,
możemy wykonać tzw. szarpaka, potraktować go prądem z lokówki, lub przeczesać wannę siatką do włosów żony a jeśli to nie pomoże zawsze możemy wyjąć z wanny korek.

Na koniec obowiązkowe zdjęcie z dopiskiem, ryba wróciła do wody

Wszelkie przycinki czy miałeś mydło i ręcznik, niezależnie jak głupie jest to pytanie w tych okolicznościach,
możemy spokojnie puścić mimo ucha, bo sukces murowany


26.10.2012

Mucha tygodnia


Thunder Dunkeld V

Mokra
Haczyk:
Daiichi 1530#10
Nić:
Danville Flymaster 6/0
Ogonek:
Pheasant Crest
Tułów:
Uni-Mylar Gold przewinięty Uni French Oval Silver SM
Jeżynka:
Bażant
Skrzydełka:
Mallard Bronze j.c.
Pozostałe materiały:
jeżynka tułowia - kogut



Zawody wędkarskie ... ja już panu miałem dawno powiedzieć wiecie, kabarety cholera

Wicie, rozumiecie ...może takim językiem należy rozmawiać z działaczami PZW

 -  Panie Anioł, ja już panu miałem dawno powiedzieć wiecie, kabarety cholera... no nie, ja się też lubię pośmiać prawda, tylko że to jest taka bardzo indywidualistyczna sprawa.
Nie ukrywajmy sytuacja jest bardzo trudna i nam w tej sytuacji potrzeba no ja wiem, jakiegoś takiego głosu, zbiorowego takiego no... mocnego.

-  A może chór?

-  No

- Będą festiwale, pokazy, różne okazje. Kabarety też, tylko później no, jak to wszystko się tak wiecie, okrzepnie no...

Towarzysz Winnicki, Alternatywy 4, rok 1984

25.10.2012

Zawody wędkarskie ... nie stać nas jako Związek na sport i zabawę



W obecnej chwili nie stać nas jako Związek
na sport i zabawę,
wobec nieistniejącej ochrony wód

By uniknąć zarzutów stawianych już w dyskusji na FFFo ingerencji w sprawy konkretnych Kół, czy Zarządów Okręgowych, piszę o PZW jako o całości a przykłady staram się przytaczać z mojego podwórka tzn, Okręgu Gdańsk. Jednak po przeczytaniu tej lektury jestem przekonany, że swoich okręgach i kołach znajdziecie liczne przykłady i potwierdzenie stawianych tu kwestii.

Zawody wędkarskie wszelkiej maści, rozgrywane wszędzie, na wszystkim i o wszystko zdominowały działalność PZW.

Wystarczy zajrzeć na dowolną stronę internetową, dowolnego Koła lub Zarządu Okręgowego by przekonać się w jaki gwizdek idzie para działaczy. Już same tytuły i okazje do rozgrywania zawodów wędkarskich powalają na kolana, ale najważniejsze ile nas, jako Związek kosztują a w rezultacie nas jego członków. Wielu Kolegów próbowało bagatelizować te koszty, wykazując że tylko 1,5% składki podstawowej czyli z 64 zł, stanowi dostępny Zarządom Okręgowym budżet na organizacje sportu. Formalnie tak, ale nawet ta kwota choć nie jedyna, w skali całego związku oznacza 576,000 zł z przeliczenia wpłat 600 tys członków,. Kwota nie do pogardzenia wobec zdecydowanie ważniejszych obecnie potrzeb.
Dziś wiemy, że to kwota 16 milionów złotych rocznie, na sport ( przypisek , luty 2013 )

W tym miejscu nie wspomina się jednak o kosztach jakie ponoszą same Koła, których liczba wynosi – 2500. Argument o finansowaniu zawodów z dobrowolnych wpłat na rzecz Koła oraz startowego a raczej sposób wydawania tych pieniędzy uważam za absurdalny, ponieważ w przypadku tych pierwszych powinny być kierowane na ochronę i zarybianie. Startowe natomiast winno znaleźć szlachetniejszy cel, niż nagradzanie uczestników, może rozsądniej za te pieniądze kupić narybek nagradzając rzekę lub inne łowisko, lub nagrodzić lokalną SSR kupując im sprzęt lub paliwo .

Niewielu z moich oponentów raczy zauważyć, że w budżetach Kół i ZO znajdują się takie pozycje jak;
Działalność statutowa i organizacyjna
Sport i turystyka wędkarska
Działalność młodzieżowa ,
Przejazdy działaczy, diety, itp., które stanowią finansowe zaplecze do organizacji sportu wędkarskiego i realizacji niezliczonych imprez.

Ogarnięci obsesją zawodów działacze raczyli zapomnieć, że w Statucie PZW określone są również inne cele związku

ROZDZIAŁ II
Cele i środki działania Związku
§ 6
Celem Związku jest organizowanie i promowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego,
użytkowanie i ochrona wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej.

Jednym z nich jest CHRONA WÓD, która w obecnym czasie powinna być podstawowym wyzwaniem i oczkiem w głowie działaczy. Niestety ochrona i związane z nią przedsięwzięcia są jak dotąd na tyle rzadkimi i odosobnionymi, że w przypadku ich zaistnienia należy nadać im rangę związkowego święta.


To co powinno być rutynową działalnością Związku w ramach funduszy pochodzących z wpłat 600 tysięcy członków, obracane jest w pokazową imprezę na którą należy skrzyknąć księdza z kropidłem, matkę chrzestna z butelczyną szampana i grupkę zawsze tych samych oficjeli a ceremoniał zakończyć bankietem.

Warto znaczyć, że owy ponton, wykreowany przez ZO PZW do rangi Pancernika „Bismarck”
został w znacznej części sfinansowany nie z funduszy związku ale z Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku, choć chwała działaczom, że w ogóle o takie środki wystąpili. Nawet mimo starań działaczy, by wydarzeniu temu nadać odpowiednią rangę,  komunikat o tej imprezie ledwie przebija się na stronach ZO Gdańsk wśród niezliczonych komunikatów o zawodach wędkarskich wszelkiej maści.


Czym zajmujecie się Działacze i na co idzie związkowa kasa w chwili gdy troć jest na tarliskach a pilnuje ich grupka zapaleńców amatorów, ano organizacją i udziałem w połowie flądry dumnie nazwanym: III Mistrzostwa Polski Brzegowo-Plażowe, Karwia 2012



No cóż, zawsze w odwodzie jest Społeczna Straż Rybacka, chwała i podziękowanie Kolegom za aktywność i prace społeczną, zgodną zresztą z podstawowym zapisem Statutu:


§ 5
1. Związek opiera działalność na pracy społecznej swych członków, a do prowadzenia spraw może tworzyć biura i jednostki gospodarcze oraz zatrudniać pracowników.

Szkoda tylko że na wspomaganie działalności tych pierwszych w zakresie ochrony wód idą grosze natomiast, natomiast na szeroko pojęte koszty administracyjne oraz działalność statutowa pod tytułem SPORT idzie prawie cała związkowa kasa.

Dziś wiemy, że koszty administarcji PZW, to 40 milionów złotych rocznie, sport 16 milinów rocznie ( przypisek, luty 2013 )

Szanowni Działacze … Czy wam się wydaje, że formułą zawodów na wszystkim i o wszystko, wyedukujecie nowe, nowoczesne pokolenie wędkarzy, działaczy i menadżerów wędkarstwa? Produkujecie jedynie Klony poprzedniego pokolenia, których najistotniejszym celem jest przerzucanie jak największej liczby ryb, w jak najkrótszym czasie, często wyłącznie dla nagrody. To czemu poświęcacie główna uwagę,  zaangażowanie i pieniądze, nie odnosi już żadnego skutku edukacyjnego a liczne postawy i zachowania patologiczne w sporcie nie służą propagowaniu wędkarstwa. Swoje zaniechania i brak zainteresowania problemami łowisk pozostawionych samym sobie, próbujecie zstąpić apelem o rozsądek i umiar wędkarzy z korzystania z absurdalnie wysokich limitów dziennych, nawołując do powszechnego, dobrowolnego C&R. Jednocześnie ufni w swój sukces w postaci promocji wędkarstwa przez sport i postawy etyczne wynikające z wizerunku zawodnika, wskazujecie miejsce i wzór, który powinien być ostatnim do naśladowania.

Wszystko to dzieje się na wodach pozbawionych
choć elementarnej ochrony … 


Drodzy Działacze, wędkuję intensywnie od 40 lat, różnymi metodami i na wszelkiego typu wodach Okręgu Gdańsk. Kontroli zostałem poddany – słownie jeden raz przez 40 lat (30 lat temu) Ja to mam szczęście ...  prawda  ?







24.10.2012

Mokra mucha North Brown


Mokra mucha North Brown,  ( z archiwum autora)
Ciepłe dni marca, rzeka budzi się z zimowego snu, owady wylatują nad jej wody i okoliczną roślinność. Pierwsze chrusty i małe, brązowe jęteczki nawiedzają krainę wygłodniałych pstrągów.
Takie dni zachęcają do pierwszych prób skuszenia mokrą muchą pstrąga potokowego. Zapewne tak ciężka zima jak w tym roku przesunie ten radosny okres o kilka tygodni, jednak tym bardziej, zmęczeni zimowym zastojem, z radością staniemy nad rzeką w promieniach wiosennego słońca.
Z myślą o wiosennych połowach powstała mokra mucha
North Brown


Nazwa jest nawiązaniem do pomorskich rzek, szczególnie rzeki Redy, nad wodami której od lat obserwuję owady, zwyczaje pokarmowe pstrągów oraz mam okazję sprawdzać skuteczność prezentowanych much.
Inspiracją do powstania tej mokrej muchy, była klasyczna March Brown. Choć prezentowana mucha dalece odbiega od klasycznej MB i nie może być nazywana nawet jej wariantem, to z założenia ma imitować ten sam gatunek brązowej jętki, której wyloty obserwujemy w cieplejsze marcowe i kwietniowe dni.
Tradycyjne wykonywanie MB jest bardzo starym wzorem, sięga zamierzchłych czasów w historii Szkocji. Do dnia dzisiejszego mucha ta doczekała się niezliczonej ilości wariantów, szczególnie kolorystycznych, choć zwykle z zachowaniem konstrukcji skrzydełek ze sterówki kuropatwy. Jednak tu również bywają odstępstwa np. skrzydełka ze sterówki kury bażanta, lotki II rzędu oraz inne.
Zapewne temat takiego klasyka jak March Brown, zostanie wielokrotnie poruszony przez Kolegów, dlatego powrócę do mojej muchy.
Wcześniejszy, krótki opis MB, miał jedynie na celu zwrócenie uwagi na używaną w NB kolorystkę, nawiązującą do owada, którego obie muchy mają imitować.
Również zastosowałem nieco inne materiały do konstrukcji tułowia, skrzydełek oraz jeżynki, w wyniku czego powstała mokra mucha prezentowana na zdjęciu. 
Haczyk: wielkości w przedziale od #8 - #14, preferuję i polecam
haczyki Daiichi 1530 lub Partridge YL2A
Doskonale trzymają rybę, a ich kształt ułatwia właściwe uchwycenie proporcji wykonywanej muchy.
Tułów: w przypadku NB, wykonany z Muskrat dubbing Dark Brown, sierść piżmaka, oferowany w wielu odcieniach, przyjazny i łatwy przy konstrukcji tułowia, a w tym ubarwieniu idealny dla uzyskania pożądanego efektu kolorystycznego. Przewinięty Uni French Oval Gold SM


Jeżynka: wykonana z piór szyjnych kury bażanta, czasem z piór grzbietowych kuropatwy, choć doświadczenia z wiosennych połowów na pomorskich rzekach zdecydowanie wskazują na te pierwsze



Skrzydełka: tu dalece odmienne rozwiązanie, czyli pióra Mallard Flank pozyskiwane z kaczorów Krzyżówek, w naturze występujące w kolorach popielatych, w tym wypadku barwione na kolor Rusty Brown


Under wings: materiał pod skrzydełka Pheasant rump feather , czyli pióra puchowe z kury bażanta, stosowany w wariantach NB.


Rzeka Reda jest pokręconą wodą, zarówno w znaczeniu topograficznym jak i w przenośni, przez wielu uznawaną za trudną i nieprzyjazną sztuce połowu suchą i mokrą muchą. Gęsta nadbrzeżna roślinność, korony drzew zamykające przestrzeń nad wodą, liczne nieoczekiwane zakręty, zawady, muliste wypłycenia i głębokie doły utrudniają brodzenie i prezentację muchy w sposób do którego przywykli wędkarze z południa. Charakterystyka rzeki wymaga zatem poszukiwania skutecznych sposobów prezentacji North Brown w trudnych warunkach połowu. O wybór takich miejsc nietrudno - liczne zwalone drzewa, wlewy, głębokie rynny, nawisy z przybrzeżnych krzaków dają niezliczoną ilość potencjalnych miejscówek.
Z moich doświadczeń, najbardziej praktycznym i najskuteczniejszym sposobem spotkania dużego pstrąga w tych warunkach jest przytrzymanie muchy 1- 2 m powyżej przewidywanego stanowiska ryby. Zwykle prezentacja muchy polega na puszczeniu muchy z prądem, przytrzymaniu powyżej stanowiska i wykonaniu płynnych, poziomych ruchów szczytówką, tak by mucha zatoczyła w miejscu kilka pętli w kształcie ósemki. Ponieważ używam linek od pływających do tonących w III klasie, warto powyższą czynność powtórzyć unosząc szczytówkę, co pozwoli penetrować muchą różne głębokości podczas ósemkowania. Jest to metoda dla cierpliwych, mających wiarę w wybór miejscówki i muchy, zwłaszcza że kontakt z rybą zamienia się często w zaczep na podwodnej zawadzie, bo opisywaną czynność prowadzimy pozwalając stopniowo spływać muszce aż do granicy stanowiska.
North Brown sprawdza się również w miesiącach letnich w połowach pstrąga i lipienia, choć z okresem zbliżania się jesieni należy zmniejszać rozmiar muchy aż do września, kiedy to praktycznie lipień przestaje się nią interesować.

Mucha jest stosunkowo prosta do wykonania- konstrukcja oraz rodzaj zastosowanych materiałów zapewnia dobrą i skuteczną pracę w wodzie dla wszelkich technik i sposobów prowadzenia mokrej muchy.
Może North Brown zagości w Waszym muchowym pudełku, a jeśli woda podaży, pozwoli na spotkanie z kropkowanym królem rzeki.

Jak dzieci we mgle ... ZO Gdańsk



Działacze Zarządu Okręgu Gdańsk … pobudka

W obecnej chwili utrzymywany limit pstrąga a szczególnie lipienia 3 sztuki dziennie jest absurdalny i katastrofalny w skutkach dla obu gatunków.
Na większości naszych łowisk lipień jest gatunkiem ginącym lub w całkowitym zaniku.
Przyczyn jest wiele, ale sytuacja szczególnie w trzech ostatnich latach bije na alarm.
Teraz mamy obowiązek wszelkimi sposobami chronić lipienia.
Pierwszym krokiem było wprowadzenie wymiaru ochronnego na rzece Redzie 35 cm, który to winien już w 2012 roku obowiązywać na wszystkich rzekach Okręgu, niestety tak się nie stało.
W obecnym czasie takie rozwiązanie choć oczekiwane, to zbyt mało.
Krokiem następnym wręcz równoległym jest nasz wspólny obowiązek zmniejszenia limitów dziennych, nawet wprowadzenie kilkuletniego moratorium na zabieranie lipienia z łowisk Okręgu Gdańskiego

Już czas pójść za głosem rozsądku innych Zarządów Okręgowych ...


Okręg w Jeleniej Górze
5. Wprowadza się następujące limity ilościowe ryb do zabrania z łowiska:
- lipień (patrz pkt 4), pstrąg potokowy (łącznie) - 1 szt.

Okręg w Krakowie
§ 5. Limit dobowy złowionych i zatrzymanych ryb do zabrania z łowisk:
pstrąg potokowy 2 szt
Lipień – całkowity zakaz zatrzymywania
Łączny roczny limit połowu ryb łososiowatych oraz karpia, szczupaka i sandacza  wynosi 30szt.

Okręg Nowy Sącz
Niedozwolony jest połów ryb, których długość mierzona …
wynosi dla: 1. lipienia do 35 cm
III.1. Dzienny limit pstrągów potokowych, pstrągów tęczowych oraz lipieni 3 szt. łącznie, jednak w limicie nie więcej niż 1 lipień
Miesięczny limit pstrągów potokowych oraz lipieni 15 szt. łącznie, jednak w limicie nie więcej niż 5 lipieni

zapisy w RAPR - bujamy w obłokach


zapis w RAPR 

3.6. Złowione ryby niewymiarowe lub będące
pod ochroną muszą być bezwzględnie
z ostrożnością wypuszczone do wody.


Wynika z niego, że nie istotny jest czas powrotu ryby do wody
Nie użyto słowa bezzwłocznie a bezwzględnie, co oznacza praktykę
jak piszą „ostrożnego” wypuszczenia do wody ledwie żywej lub martwej ryby.

Jednocześnie tak sformułowany zapis swobodnie dopuszcza dowolne obchodzenie się z rybą,
byle czynność końcowa czyli wypuszczenie odbyło się ostrożnie
Pytanie dla kogo - ryby ?
Czy wędkarza narażonego na zamoczenie nogawek?


W dokumencie nadrzędnym w stosunki do Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb czytamy:

1. Ustawa z dnia 18 kwietnia1985 r. o rybactwie śródlądowym
2. Ustawa z dnia 24 września 2010r. o zmianie ustawy o rybactwie śródlądowym

Art. 9.
1. Ryby złowione z naruszeniem przepisów art.8 ust.1 pkz 1-3a, niezwłocznie wypuszcza się do tego samego łowiska, z zachowaniem niezbędnej staranności.

„niezwłocznie wypuszcza się”

Jednak kto czyta ustawy …

Złap i wypuść, czyli Catch and Release, zgodnie z Ustawą i RAPR jest obligatoryjne w stosunku do ryb niewymiarowych.
Natomiast w przypadku ryb wymiarowych jest postulatem i apelem części środowiska wędkarzy muchowych (i nie tylko).

C&R w obu przypadkach ma sens jedynie wtedy, gdy wykonywane jest prawidłowo czyli przede wszystkim – niezwłocznie
C&R w samej definicji w zapisie RAPR powinno brzmieć czytelnie i zgodnie z intencjami jakie przyświecają idei C&R, nie pozostawiając pola do swobodnej interpretacji, która często w praktyce oznacza długotrwały pobyt ryb poza środowiskiem wodnym., przez wynoszenie ryb na brzeg, mierzenie, fotografowanie itp.






Zawody wędkarskie … etyka czy patologia?

Zgonie z interpretacją Rzecznika Prasowego PZW,  możliwe jest nawet rozegranie zawodów w okresie ochronnym pstrąga i lipienia i zaliczene do punktacji w/w gatunków podczas tego okresu ... jak również sankcjonowanie mających miejsce praktyk zaniżania wymiaru ochronnego

"Wymiary i okresy ochronne zostały prawnie ustalone dla pożytków uzyskiwanych w trakcie amatorskiego połowu ryb.
Oznacza to iż, można uzyskać pożytek, czyli połów, ale tylko w okreśoonych prawem okresach, o okreslonych wymiarach oraz w określonych limitach ilościowych i dziennych.
Natomiast co do postepowania z rybami, które nie spełniają kryteriów prawnie dozwolonego pozytku obowiązuje pkt. 3.6 RAPR (który stanowi pochodną przepisów prawa rybackiego), w którym stwierdzono, iż: ,,Złowione ryby niewymiarowe lub będące pod ochroną muszą być bezwględnie, z ostrożnością wypuszczone do wody.
Dla wędkarza amatora pożytkiem jest sama ryba, więc jeśli nie spełnia ona kryteriów, to nie może być pożytkiem.

Natomiast dla sportowca pożytkiem są punkty uzyskane w wyniku oceny złowionej, a nastepnie obowiązkowo wypuszczonej ryby. Dodam, że w trakcie zawodów muchowych mierzenia ryb dokonuje się w specjalnie do tego celu przystosowanej rynience, tak by nie doznały one uszczerbku."

............................................................................................................................................

"Pamiętajmy, iż definiacja pożytku rybackiego zgodnie z ustawą Prawo wodne oraz połowu w wyniku amatorskiego połowu ryb, zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym nie odnosi się do wyników zawodów muchowych, w trakcie których nie dochodzi ani do uzyskiwania pożytku, ani do połowu w trakcie amatorskiego połowu ryb, ponieważ ryby złowione w trakcie zawodów są natychmiast po ich zmierzeniu i sklasyfikowaniu wypuszczane do wody i tym samy nie mogą być rejestrowane jako pożytek rybacki.?

Antoni Kustusz
rzecznik prasowy ZG PZW

22.10.2012

bo dostaniesz kociej mordy ...

Do  Rzecznika Prasowego ZG PZW
Proszę o wyjaśnienie dlaczego budżet ZG Polskiego Związku Wędkarskiego nie jest publikowana na stronie internetowej ZG PZW a przez to niedostępna dla szeregowych członków Związku.

..........................................................................................................................................

”...Budżet nie jest także publikowany z powodu istnienia w PZW sytemu kontroli przedstawicielskiej, co oznacza, iż zarówno jego przyjęcie, jak i ocenę sprawują organy wyłonione w wyniku wyborów, jako przedstawiciele gremiów wyborczych.
W Związku nie istnieje, poza walnymi zgromadzeniami członków kół formuła kontroli bezpośredniej ...”

Antoni Kustusz
rzecznik prasowy ZG PZW

............................................................................................................................................

Jak widać dla władz PZW szczebli ZO i ZG, wędkarz jest jedynie uciążliwym petentem, który powinien znać swoje miejsce w szeregu.
Powinien ograniczyć się jedynie do płacenia składek, których sposób wydawania na cele statutowe ma być mu nieznany.

Czyli wędkarzu … nie interesuj się tym, bo dostaniesz kociej mordy


Salmon Fly

 







Wet Fly









Mamy kryzys i to jest fakt

Jego wymiarem jest stan i kondycja ryb łososiowatych,
W przypadku jakiegokolwiek kryzysu sięga się do radykalnych posunięć, szczególnie tak długotrwałego i pogłębiającego się j/w.

Działacze PZW zdaje się nie dostrzegać tego kryzysu z wyjątkiem bardziej postępowych kół i Zarządów okręgowych i duszą siebie i nas w gorsecie archaicznych zapisów RAPR oraz zapisów statutowych.
Może nie wszystko da się zreformować jednym uniwersalny posunięciem, ale w przypadku ryb łososiowatych odpłatność za rybę zabieraną z łowiska może być rozwiązaniem prostym, skutecznym i możliwym do natychmiastowego wprowadzenia.

PZW nie może już dłużej być marketem rybnym, w którym kupujemy praktycznie nieograniczone ilość ryb w ramach jednej skromnej opłaty.
Nasze łowiska powinny być akwarium z rybami, gdzie składka upoważnia nas jedynie do wstępu na jego teren i zanurzenia w nim przynęty.
Czas zmienić zasady:
No – kill ma być nadrzędną praktyką i zasadą w postępowania z rybami i do tego w odpowiednim, nowym zapisie RAPR powinien być zobligowany każdy wędkarz.

Odstępstwem od tego zapisu, wyjątkiem powinna być sytuacja, gdy płacimy za każdy kilogram lub sztukę zabieranej ryby ….



Podejrzany Chruścik



Podejrzany Chruścik 
Nazwa nieco zagadkowa lecz dalsza część artykułu wyjaśni jej genezę.
Opracowanie własnego, łownego wzoru muchy to zajęcie nader ciekawe choć żmudne, wymagające wielu prób w doborze materiału i kolorystki oraz licznych wizyt nad rzeką w różnych porach dnia i roku. Wymaga też konsekwencji i cierpliwości, szczególnie gdy wokół Koledzy łowią na swoje pewniaki i sprawdzone wzory.
Pogodzenie się z wieloma początkowymi porażkami i powrotami o kiju w końcu zostanie wynagrodzone opracowaniem własnego killera.
Wprawdzie nic nie może równać się satysfakcji towarzyszącej złowieniu ryby na opracowaną przez siebie muchę, jednak bywają chwile, gdy zamiast podglądać przyrodę, podglądamy pudełka muchowe napotkanych Kolegów.

Lat temu kilka, przypadkowe spotkanie z wędkarzem i krótki rzut oka na zawartość jego pudełka zaowocowało powstaniem muchy, którą od tamtej chwili nazywam Podejrzaną.
Tamtą muchę widziałem przelotnie, na tyle by zapamiętać kolorystykę i pozostawić w pamięci domysły o rodzaju zastosowanych materiałów.
Było to tym bardziej trudne, bo owe pudełko było kopalnią ciekawych i nieznanych mi wzorów o różnej kolorystyce, a wzrok mój błądził po wszystkich tych muchach jak wzrok dziecka przed szybą sklepu z ciastkami.
Nie wiem dlaczego zapamiętałem właśnie tamtą muchę, dziwne, bo była skromniejsza od pozostałych i raczej nie powinna rzucać się w oczy.. Może dlatego, że jej piórka wystawały też zza przelotki, o którą zaczepiony był haczyk zestawu. Początkowo żałowałem, że nie śmiałem wyłudzić jej oferując w zamian wędkę z kołowrotkiem, ale gdy wędkarz zniknął za kolejnym zakrętem rzeki zrobiło mi się żal mojej starej muchówki, o kołowrotku już nie wspomnę.

Tego szczególnego dnia spotkaliśmy się ponownie. Mijając niedostępne odcinki wysoko zarośniętego brzegu, wszedłem wreszcie w nurt rzeki stając pośrodku spokojnego, prostego odcinka, gdzie rzeka zwalniając bieg pozwalała na leniwą prace mokrą muchą .Niewiele powyżej stał tajemniczy przybysz. Oddzielała nas niedostępna bystrzyna, zawalona konarami drzew, poprzedzona sporym dołkiem, nad którym kiedyś pozostał tylko mój kapelusz. To właśnie tam ustawił się przybyły. Pomyślałem – „moja miejscówka!”. Z lewej piękna rynna, na wprost dołek a z prawej fragment wolnej od konarów bystrej wody.
Nic nie złowi, pomyślałem, pochlapie trochę i pójdzie sobie. Znam to miejsce, setki razy policzyłem tam wszystkie kamienie na dnie, rozpoznaję każdy patyczek, który rzeka naniesie podczas mojej nieobecności. Tam siedzą te wielkie cwane lipienie. Nie da rady, niech sobie chlapie swoją linką. Po dłuższej chwili przekonany o bezcelowości poczynań Kolegi, odwróciłem wreszcie wzrok sprawdzając gdzież to powędrowała moja mokra mucha.
Odszukanie jej w rzecznej toni zabrało nieco czasu bo zapatrzony w poczynania wędkarza bezwiednie wypuściłem cała linkę z kołowrotka. Ponawiałem niespieszne rzuty a cisza panująca za moimi plecami pozwoliła mi zapomnieć o obecności łowiącego. W tej właśnie chwili usłyszałem donośny plusk i zapewniam Was- nie było to chlapanie, ale odgłos wielkiej ryby wykonującej ostatnie młynki przed lądowaniem.
Odwróciłem się i osłupiałem, moje spojrzenie trafiło na końcowy akt dramatu rozgrywającego się pod nogami szarej postaci.
Wreszcie wędkarz uniósł nieco rybę na powierzchnię wody, tak bym i ja z tej odległości mógł ją zobaczyć, po czy wypiął i uwolnił ogromnego potokowca.
Nigdy takiego nie widziałem na tym odcinku rzeki, nawet nie podejrzewałem że takie tu żyją, ale od tamtej chwili jestem przekonany, że była to ryba na podejrzanego chruścika.
Z poczuciem wiary we własne siły oraz intuicję jeszcze tego dnia zasiadłem przed imadłem, próbując odtworzyć zapamiętany wizerunek.
Tak powstała mucha, która po niewielkich modyfikacjach, szczególnie w doborze haczyka, na stałe zagościła w moim muchowym pudełku.
Haczyk: do budowy tej muchy zdecydowanie polecam haczyk Partridge YL2A lub podobnego kształtu o szerokim łuku kolankowym .

 

Wykonałem Podejrzaną na haczykach innych kształtów z dłuższym trzonkiem, nawet typu long, ale praktyka pokazała, że haczyk typu - opisany Partridge najlepiej pozwala ukształtować wizerunek muchy w łownych proporcjach.
Tułów: do budowy tułowia użyłem dwóch kolorów Flossu, od oczka czarnego, w połowie przechodzącego w kolor żółty.
Całość przewinięta Uni French Oval SM (0,5 mm) Gold.


Rozmiar haczyka to przedział # 8- 12
Skrzydełka: stanowi pęczek promieni z piór szyjnych bażanta kury
Jeżynka: kura w kolorze czarnym.
Do budowy tułowia obok czarnego, został użyty UNI Floss pod handlowym oznaczeniem koloru Br. Yellow. Jest to na tyle jaskrawy odcień, by mucha mogła być prowadzona w „trąconej” wodzie, ale może na warunki ciemniejszej i mętniejszej wody warto pokusić się o wersję Fluo.

W tym miejscu na potrzeby własnego łowiska pozostawiam pole do inwencji i pomysłowości wędkarzy, dysponujących wieloma odcieniami koloru żółtego, pomarańczowego, czerwonego, zielonego oraz seledynowego a nawet kolorem białym, mogących być materiałem do budowy przykolankowej części tułowia.
Podejrzana, to mokra mucha imitująca chruścika domkowego, którą z powodzeniem stosuję od późnej wiosny w połowach pstrągów i z początkiem sezonu w połowach lipieni, praktycznie do października.

Może być prezentowana jako samodzielna morka mucha, lub jako skoczek w zestawie z prowadzącą nimfą.
Nie jest to mucha kapryśna, w ilustrowanej tonacji kolorystycznej jest skuteczna zarówno w dni bardzo słoneczne jaki i pochmurne, w wodzie krystalicznej jaki i trąconej, praktycznie o każdej porze dnia.
W bystrym nurcie muchę prowadzę równomiernie od brzegu w kierunku środka rzeki, natomiast w nurcie spokojnym warto nią nieco popracować. Bardzo skuteczne bywa przytrzymanie muchy a następnie wykonanie kilku lekkich skoków w pobliżu dna, przez lekkie szarpnięcie linki.
Następnie pozwalamy muszce powolnie spłynąć o kolejne 1-2 m, powtarzamy skoki i tak do granicy zaplanowanego obszaru połowu.
Branie następuje zarówno podczas wykonywanych lekkich szarpnięć linka jak i w czasie swobodnego spływania muchy, kiedy to ruch szczytówki ku górze oraz wybranie odrobiny linki, powoduje oderwanie muchy od strefy dennej.

Na Podejrzaną łowiłem dorodne lipienie i pstrągi, choć nigdy tak wielkie jak ten widziany pamiętnego dnia.
Wierzę jednak w tą muchę i w takie spotkanie, jakie dane było przybyszowi goszczącemu na Redą.

Bywają takie dni kiedy nie potrafimy odczytać wody ani tego co w rybiej głowie siedzi. Wszelkie nasze muchowe łakocie, pewniaki oraz wynalazki są ignorowane, wręcz ostentacyjnie obrzucane obojętnym wzrokiem upatrzonej ryby.
Może zamiast tracić wiarę, sapać w upalny dzień w cieniu nabrzeżnego drzewa, powtarzając sobie „rzucam to wszystko!”, „nie ma ryb” należy zawierzyć Podejrzanej w podejrzany dzień.









W kontekście zawodów muchowych rangi GP, padają takie oto argumenty wobec zaniżania wymiaru ochronnego



"zapewnić możliwie równe warunki na wszsytkich stanowiskach,"

.......................................................................................................................................

Pozostaje zaten rozgrywanie zawodów (mistrzostw) na stawach hodowlanych z tęczakiem

By jeszcze bardziej owe szanse wyrównać, to tak po jednym basenie na sportowca
i to koniecznie z jednolicie wysortowana rybą i równej ilości wagowej.

Staw ma też swoją powierzchnię i głupia ryba może akurat być bardziej skoncentrowana w innej jego części niż stoi zawodnik, więc można dać mu do ręki nieco granulatu nie sobie te ryby przywabi pod nogi.
Niech sypie jeno lekuteńko i z umiarem, by ryb nie przekarmić, dawkę może ustalić z trenerem podczas treningów.

Ma to tez dodatkową zaletę, gdyż starannie wyselekcjonowany tęczak był by w jednym rozmiarze, co eliminuje potrzebę pomiaru każdej ryby, zwiększając tępo przerzucania ryb i emocje z tym związane.

Poza tym wypuszczona ryba w szoku nie przepłynie to sektora sąsiada, bo niby jak

Jedyne co może to przywalić głową w betonową obudowę basenu,
czego życzę i co polecam niektórym działaczom ....

Którą rzekę da się jeszcze zadeptać w przyszłym sezonie




z archiwum autora :

Na zwodniczym portalu Forum Fly Sport, trwa aktualnie dyskusja pod hasłem
„ Gdzie walczymy” w kontekście kalendarza przyszłorocznych zawodów.
Czytając zamieszczone tam wypowiedzi tytuł tego wątku powinien raczej brzmieć:

 „Którą rzekę da się jeszcze zadeptać w przyszłym sezonie” 
Choć można tam odnaleźć głosy rozsądku cytuję:

„Może wyrażę kilka swoich opinii nt. zawodów na Czarnym Dunajcu. W porównaniu do tego co było 2-3 lata w tej rzece, teraz to jest nic. Dalsze organizowanie zawodów na tej rzece napewno jej nie pomoże... Niestety, to co się dzieje w tym roku na CD to jest jakaś masakra.
W Każdy weekend od września, sobota i niedziela, są zawody.
To już nie jest sportowa rywalizacja, to jest rzeźnia
.
Łowienie w kółko tych samych ryb, a nie jest ich tam dużo, powinno być definitywnie zakazane. Jedne zawody na miesiąc - ok. Ale 8-10? To już przegięcie. Za 3 lata będziemy tylko wspominać, ile to kiedyś było lipienia na Czarnym Dunajcu. Nie oszukujmy się, ale taka ilość zawodów nie robi dobrze dla rzeki... Mam nadzieję że to ktoś przeczyta i pomyśli o tym w przyszłym roku. ...  Pozdrawiam, Maciej Putniorz” 
Natomiast dominuje takie stanowisko:
cytuję:
Witam
Pawle ! Nawet gdyby był chociaż jeden sektor ,to już jest coś ( chociaż przy obniżonym wymiarze można by realnie myśleć o dwóch sektorach ) .Dwa pozostałe można zrobić od połączonego . Mam nadzieję ,że przyszły rok powinien być lepszy od minionego (jest sporo drobnego lipienia ) ...” pozdrawiam Józek Lach

Tu pozorny głos rozsądku, ale …. cytuję:

„Zawody "lipieniowe" nie powinny się odbyć, bo nie ma gdzie (pomijając Łupawę). Nie zanosi się na nagłą poprawę sytuacji na Sanie, a i rzeka mogłaby odpocząć.
Może trzeba pomyśleć nad ewentualnym powrotem do Soły i Koszarawy / Soły + zbiornika? Przy dodatkowym, dobrym zarybieniu nie widzę osobiście przeciwwskazań.” 
Za wszelką cenę … cytuję:

"Jestem zaskoczony rezygnacją z pomysłu Andrzeja Wawryki o dwu turowych zawodach eliminacyjnych GP Polski . Uważam , że to był dobry krok w kierunku uaktywnienia mniejszych łowisk , mniejszych rzek . Soła , Skawa dorybione - to rzeki raczej na dwie tury . Zdają egzamin w naszych dwu turowych zawodach GP Okręgu .
Nie bójmy się nowości , chociaż w zawodach eliminacyjnych GP Polski , sprawdźmy pomysł Andrzeja , jeżeli nie jest za późno !
Będzie źle wrócimy do zawodów po trzy tury "
http://www.flysport.fora.pl/zawody-zawody,1/gdzie-walczymy,1035.html

 
Panowie Zawodnicy … może już najwyższy czas
ogłosić kilkuletnie moratorium na wszelkiego typu zawody
Zamiast licytować się, którą rzekę jeszcze zadeptać, ile da się rozegrać tur, komu by tu jeszcze wpakować się w łowisko, jak jeszcze zaniżyć wymiar ochronny, może już czas na Wasz głos rozsądku i opamiętanie 
Mały krok człowieka, duży dla …
"Józiu - jeżeli to tylko problem z lipieniem , to można jak prawi Paweł dać tej rybie spokój na dwa czy też trzy lata ... " Tadeusz

Hrabiego słowo na niedzielę ...




Poddaję pod rozwagę możliwość rozgrywania zwodów GP w wędkarstwie muchowym na Stadionie Narodowym w Warszawie w porozumieniu i współpracy z Narodowym Centrum Sportu,

Nasze doświadczenie ostatnie dowiodło, że technicznie jest to jak najbardziej możliwe, natomiast po raz pierwszy nadarza sę okazja rozegrania mistrzostw przed 50 -cio tysięczną publicznością.

W przerwach między turami można by zorganizować występy czirliderek odzianych jeno w logo związku a zapowiedź kolejnej rundy oznajmi długonoga Miss, z tablicą z napisem C&R runda 2.

Na widowni zasiądą fanatyczni kibice obu drużyn, czyli drużyny zawodników i drużyny ryb. Koniecznie odziani w szaliki za barwami klubowymi, w pierwszym przypadku barwy khaki w drugim rybia łuska
Oczywiście należy uczulić służby porządkowe na możliwość wystąpienia konfrontacji fanatyków obu drużyn i oddzielić je neutralnym sektorem wypełnionym matkami z dziećmi oraz duchowieństwem.

Zapewne znajdzie się tez potencjalny twórca hymnu mistrzostw, który to publiczność ze łzami w oczach odśpiewa na stojąco
Może coś w stylu:
„Bój to jest nasz ostatni, krwawy skończy się trud
Gdy związek nasz bratni ogarnie rybi lud.”

Nie trudno też wyobrazić sobie emocje płynące z głosu komentatora sportowego podczas transmisji telewizyjnej i radiowej na żywo.
Zawodnik podaje muchę, podaje muchę, mucha wychodzi na pozycję …
Do podania idzie tęczak, ech minął się z muchą a tak mało brakowało
a publiczność:
Je - szcze jeden, je - szcze jeden …

Polacy nic się nie stało, Polacy nic się nie stało ...nic się nie stało, Polacy nic się nie stało