28.02.2013

chuda, jak pula PZW na ochronę wód



Jak wynika z ostatniego zdania pod poprzednim wpisem, poszedłem na ryby.
Sprawy związkowe póki co mnie zmęczyły a opór materii, chwilowo zniechęcił do walenia głową w związkowy beton.
Podreptałem nad rzekę, na te kilka chwil spokoju nie licząc na rybę w ostrym słońcu i dokuczliwym wietrze dzisiejszego popołudnia.
Jednak nawet tam, dopadła mnie nasza rzeczywistość w postaci połowu Palii alpejskiej, długiej jak kolejka do związkowej kasy i chudej,  jak pula PZW na ochronę wód.



Sprawa krakowska, przyczynkiem do kolejnych pytań cz. 3


Jeśli są wątpliwości, to nie ma wątpliwości ... 

autor:
proszę też o jasną odpowiedź, jakie firmy świadczą usługi na rzecz PZW, z tytułu budowy i administrowania internetowych portali związkowych i jakie koszty z tego tytułu ponosi związek

odp. rzecznik prasowy PZW:
 -  dane objęte tajemnicą handlową

autor: 
Czy odpowiedź odnosi sie również do pytania o koszty?
Jak rozumieć nformację podaną w stopce portalu związkowego?
Copyright © Polski Związek Wędkarski Realizacja: :http://www.rybobranie.pl
Czy Rybobranie.pl, jest firmą realizującą i admnistrującą portal związkowy i pobiera z tego tytułu opłaty od PZW?


26 lutego 2013 07:49
Kolego Kustusz, czy może Pan skomentować lub wyjaśnić tą zależność i powiązania obu firm z PZW, również w znaczeniu finansowym?
Polski Portal Wędkarski Rybobranie.pl sp. z o.o. to przedsięwzięcie zapoczątkowane w 2006 roku przez Polski Związek Wędkarski oraz DirNet sp. z o.o. W roku 2010 PZW postanowiło odsprzedać swoje udziały na rzecz DirNet sp. z o.o., zachowując jednocześnie bliską współpracę w zakresie promocji wędkarstwa i działań Polskiego Związku Wędkarskiego.

odp. rzecznik prasowy PZW

ZG PZW odstąpił udziały PZW w spółce Rybobranie.pl wspólnikowi, jakim była spółka Dirnet. Obecnie trwają rozmowy co do dalszych zasad korzystania z możliwości portalu Rybobranie.,pl przez PZW. Portal www.pzw.org.pl został zrealizowany przez spółkę Rybobranie.pl i obecna informacja jest tego potwierdzeniem. Co innego bowiem kształt tego dzieła, jakim jest obecny portal, a co innego jego bieżąca obsługa i modyfikacje dokonywane na podstawie odpowiednich umów. I co w tym dziwnego?

autor:
"Portal www.pzw.org.pl został zrealizowany przez spółkę Rybobranie.pl i obecna informacja jest tego potwierdzeniem."
Można nieco jaśniej, czyli odpowiedź wprost:
Czy PZW zapłacił spółce Rybobranie.pl, za realizację portalu związkowego?

autor:
Czy bieżąca obsługa i modyfikacje portalu związkowego, dokonywane są odpłatnie na podstawie odpowiednich umów ze Spółką Rybobranie.pl, lub wchodzącą w jej skład jako udziałowiec, spółką Dirnet

autor:
Jak w świetle braku wyjaśnień skomentuje Kolega fakt, że jako etatowy pracownik ZG PZW a już z pewnością Rzecznik prasowy ZG PZW, czyli Antoni Kustusz, jest jednocześnie członkiem zarządu Spółki Rybobranie.pl,, firmy całkowicie niezależnej po zbyciu udziałów przez PZW

odp. rzecznik prasowy PZW
Grzebanie w necie czasem przypomina kapiel w szambie i warto o tym pamietać. Oświadczam, żięc, że uczestniczyłem w pracach zarządu spółki Rybobranie.pl., jako przedstawiciel wspólnika czyli PZW, ale po zbyciu udziałów PZW w kapitale spółki zostałem z jej zarządu odwołany i obecnie nie wiąże mnie z tą spółką nic poza wspomnieniami.

autor:
Czyli może Kolega śmiało odpowiedzieć na to pytanie
Czy bieżąca obsługa i modyfikacje portalu związkowego, dokonywane są odpłatnie na podstawie odpowiednich umów ze Spółką Rybobranie.pl, lub wchodzącą w jej skład jako udziałowiec, spółką Dirnet

autor:
Niestety trudno dać wiarę wyjaśnienim Kolegi, KRS stwierdza co innego
Polski Portal Wędkarski Rybobranie.pl sp. z o.o. to przedsięwzięcie zapoczątkowane w 2006 roku przez Polski Związek Wędkarski oraz DirNet sp. z o.o. W roku 2010,  PZW postanowiło odsprzedać swoje udziały na rzecz DirNet sp. z o.o.,
wpis z 2011
http://www.krs-online.com.pl/polski-portal-wedkarski-rybobranie-pl-sp-archiwum-1134540-255706.html
wpis z 2012
http://www.krs-online.com.pl/polski-portal-wedkarski-rybobranie-pl-sp-archiwum-1516326-255706.htm

odp. rzecznik prasowy PZW
Ale co to ma do rzeczy, zwłaszcza przy okazji tego wątku? To sprawa obecnego właściciela spółki Rybobranie.pl i proszę wszelkie pytania kierować do niego. On odpowiada za aktualizację wpisów do KRS i ponosi za to konsekwencje. Ja byłem delegowany do zarządu tej spółki w imieniu udziałowca i po wycofaniu udziałów PZW mandat wygasł, na co istnieją stosowne zapisy w protokole Walnego Zgromadzenia Wspólników. To jest koniec sprawy i zupełnie nie rozumiem motywacji Kolegi przy zadawaniu tych pytań. Może jakieś osobiste problemy? Nie znamy się i nie interesuje mnie to. Z pytaniami proszę zwracać się do spółki Dirnet.

autor:
Czyli może Kolega śmiało odpowiedzieć na to pytanie
Czy bieżąca obsługa i modyfikacje portalu związkowego, dokonywane są odpłatnie na podstawie odpowiednich umów ze Spółką Rybobranie.pl, lub wchodzącą w jej skład jako udziałowiec, spółką Dirnet

Czy wybór oferenta tego typu usług ( budowa i bieżąca obsługa portalu związkowego) odbył się na drodze przetargu, czy powinien się odbyć na drodze przetargu, czy była to decyzja ZG PZW, z pominięciem przetargu?

odp. rzecznik prasowy PZW
PZW nie ma obowiązku organizowania przetargów, a co do tego wyboru to ZG PZW dysponował kilkoma ofertami i podjął decyzję na podstawie przedłożonych ofert. Jeszcze raz pytam o motywację tego rodzaju pytań, poniewż ocena stosowności i formalnych wymogów takich uchwał należy do GKR i tam proszę kierować swoje uwagi i pytania.

autor:
Motywacja moich pytań jest prosta.
Jako członek PZW z 40 -sto letnim stażem, jestem żywo zainteresowany sposobem gospodarowania pieniędzmi pochodzącymi z moich składek, podobnie jak Koledzy z Krakowa oraz rzesza ponad 600 tysięcy wędkarzy zrzeszonych w PZW.

Między wierszami ostatniej wypowiedzi Kolegi odczytuję, że Spółka Rybobranie.pl, lub wchodzącą w jej skład jako udziałowiec, spółka Dirnet, pobiera opłaty za bieżącą obsługą portalu związkowego.
Jaką zatem kwotę rocznie PZW odprowadza na rzecz tych spółek, z tytułu świadczonych usług

odp. rzecznik prasowy PZW:
Skoro jest taka członkowska motywacja to proszę korzystać z drogi organizacyjnej. Co zaś do utrzymania portalu związkowego to wszelkie koszty ponosi ZG PZW ze swego budżetu, a rozlicza się z podmiotami, które pracują na rzecz tego zadania po wystawieniu faktur. Co do kwot odmawiam komentarza. Proszę pytać właściciela spółki Rybobranie.pl czyli spółkę Dirnet.sp. z o.o.  

autor:
Wypada tylko odpisać ...
Wysoki sądzie, nie mam więcej pytań
Pozostaje jednak stare porzekadło:
- Jeśli są wątpliwości, to nie ma wątpliwości

Szkoda tylko, że trzeba było dusić Rzecznika Prasowego PZW przez kilka kolejnych dni, by choć wykrztusił z siebie, jakie spółki świadczą usługi dla PZW, w ramach obsługi związkowego portalu.
Jeśli każda informacja ma być wyduszana z działaczy metodą przypalania pięt, to ja wysiadam

Idę na ryby ....






27.02.2013

Czyżby Zarząd Okręgu, ruszał z posad bryłę świata ?


W najnowszym komunikacie Okręgu Gdańsk czytamy:

Przedstawiciele Okręgu w Gdańsku stwierdzili brak efektów dialogu oraz wykorzystania składanych wniosków i propozycji z zakresie:
między innymi w punkcie 3., czytamy:


Skostniałe formy ochrony wód, powodujące coraz bardziej rozprzestrzeniające się kłusownictwo, niekontrolowane odłowy rybackie oraz brak procedur kontroli, zezwoleń na odłowy tarlaków w okresach ochronnych, zapominając, że podstawą jest naturalne tarło.


Szkoda tylko, że komunikat nie zawiera rozwinięcia w postaci propozycji rozwiązań, jakie złożyła strona wędkarska.
Może jednak uda się to ustalić u źródła …?



Korespondencja do:  Dyrektor Biura ZO PZW Gdańsk
"Witam Pana Dyrektora,
z wielkim zainteresowaniem przeczytałem najnowszy komunikat na stronie Okręgu.
 Szkoda tylko, że komunikat nie zawiera rozwinięcia w postaci propozycji rozwiązań, jakie złożyła strona wędkarska.
Czy Zarząd Okręgu może opublikować w/w propozycje, lub w odpowiedzi przesłać na mój adres, ich treść drogą elektroniczną?"

W tym miejscu sprawa się kończy, ponieważ Zarząd Okręgu Gdańsk, jak to ma w zwyczaju nigdy nie odpowiada na kierowaną do niego korespondencję.




24.02.2013

Sprawa krakowska, przyczynkiem do kolejnych pytań cz. 2

rzecznik prasowy PZW Antoni Kustusz :
WSzanowny Kolego, portal związkowy jest sprawą zwiazkowa, a jeśli daleki port ma inne zdanie, to niech dziala po swojemu. Proszę zwrocić uwagę na to, iz w kwestii publikacji informacji o zyciu związków portal ma status biuletynu wewnątrzorganizacyjnego. Przy tej okazji pragne jednak zwrócić uwagę na uchwałę Prezydium ZG z dnia 25 stycznia br. w sprawie elektronicznej publikacji uchwał i biuletynow ZG oraz okręgow PZW. To jest krok w tym kierunku, ktory się Koledze marzy, chociaż trzeba zdawać sobie sprawę, że pełna publikacja informacji finansowych, zwlasscza tych zwiazanych z gospodarką rybacką na rynku konkurujących ze soba podmiotów tej gopspopdarki jest mało realna i potrzebna.

autor:
Nie odpowiedział, Kolega na to pytanie:
"Tak przy okazji proszę nas zapoznać z kosztami tej konferencji oraz kosztami badań internetu, jakie jak się domyślam Związek zlecił oraz kosztami jakie Związek ponosi na utrzymywanie i administrowanie portali związkowych."
W rozwinięciu spytam, jakie firmy, Spółki świadczą usługi internetowe na rzecz PZW?
To chyba nie jest opatrzone  klauzulą – ściśle tajne ?


autor:
23 lutego 2013 08:58
- rzecznik prasowy ZG PZW Antoni KustuszWSzanowny Kolego, portal związkowy jest sprawą zwiazkowa, a jeśli daleki port ma inne zdanie, to niech dziala po swojemu. Proszę zwrocić uwagę na to, iz w kwestii publikacji informacji o zyciu związków portal ma status biuletynu wewnątrzorganizacyjnego. Przy tej okazji pragne jednak zwrócić uwagę na uchwałę Prezydium ZG z dnia 25 stycznia br. w sprawie elektronicznej publikacji uchwał i biuletynow ZG oraz okręgow PZW. To jest krok w tym kierunku, ktory się Koledze marzy, chociaż trzeba zdawać sobie sprawę, że pełna publikacja informacji finansowych, zwlasscza tych zwiazanych z gospodarką rybacką na rynku konkurujących ze soba podmiotów tej gopspopdarki jest mało realna i potrzebna.

 1.  Portal związkowy to sprawa związkowa a związek to ja oraz pozostałe ponad 600 tys wędkarzy zrzeszonych w PZW a nie władze Okręgów czy ZG.
2. Portal ma status biuletynu wewnątrzzwiązkowego, to kolejna manipulacja, mająca na celu uzasadnić niemożliwość publikacji istotnych informacji finansowych.
"Dane ogólne Związku są publikowane w Minitorze Polskim B, zgodnie z wymogami ustawy o rachunkowości."
rzecznik prasowy PZW A. Kustusz
W świetle tej wypowiedzi oraz odpłatnej dostępności sprawozdań finansowych w Minitorze Polskim B, przez dowolną osobę, sprawozdanie finansowe PZW, jest jawne i może podlegać również powszechnej publikacji.
http://www.monitorb.pl/polski-zwiazek-wedkarski-zarzad-glowny,firma,108423,pl.html
Zatem publikacja sprawozdań finansowych, jest kwestią woli ZG a nie zakazu. Jednak tylko w sytuacji gdy nie ma się nic do ukrycia, w sposobie wydawania pieniędzy,  którego ocena może mieć wpływ na wybór władz związkowych.

"To jest krok w kierunku, który się Koledze marzy"

 Drogi Kolego,
mnie to się marzy tylko jedna rzecz, by wody krainy pstrąga i lipienia były rybne i dobrze chronione a przepisy stanowiące o sposobie korzystania z tych łowisk, był adekwatne do obecnego ich stanu.
To niestety wynika również ze sposobu rozdziału środków w ramach wszystkich zadań i obowiązków jakie nakłada na nas i na Was statut PZW.
Niestety tak nie jest, gdy uwaga działaczy poświęcona jest obecnie wyłącznie zawodom wędkarskim wszelkiej maści oraz wynagrodzeniem w postaci uposażenia składającego się na kwotę blisko 27 milionów złotych, o dietach i pozostałych kosztach obocznych już nie wspomnę.
Kiedy kolejne naczelne zadanie - zarybianie, jest realizowane w postaci bezmyślnego realizowania operatu.
Kiedy ochrona wód nie istnieje.
Dlatego żądamy pełnej jawności finansów na poziomie Okręgów i ZG a skoro już Wam płacimy, oczekujemy profesjonalnego i nowoczesnego kreowania modelu wędkarstwa oraz zarządzania związkiem, którego nie zbudujecie siedząc na dwudniowych konferencjach o niczym, z bankietami, bufetem i wyżerką na nasz koszt,  w konsekwencji których powstaje jedynie niekończąca się lista zwodów wędkarskich, jak chleb i igrzyska dla mas.
Najwyższy czas na konkrety a nie rzucanie piłeczką do koła w pozycji kucznej ...
http://dalekiport.blogspot.com/2013/02/program-dla-redy.html

rzecznik prasowy PZW A. Kustusz
Przy tej okazji pragne jednak zwrócić uwagę na uchwałę Prezydium ZG z dnia 25 stycznia br. w sprawie elektronicznej publikacji uchwał i biuletynow ZG oraz okręgow PZW. To jest krok w tym kierunku, ktory się Koledze marzy, ... "W sprawach różnych podjęto uchwałę w sprawie elektronicznej publikacji uchwał i biuletynów informacyjnych PZW przyjętych po 1 stycznia 2013 r. oraz utworzeniu elektronicznego archiwum biuletynów informacyjnych z lat poprzednich, a także zasad dostępu do tych zbiorów." http://www.pzw.org.pl/zgpzw/wiadomosci/72101/60/liczba_delegatow_na_xxx_kzd_wystapienie_do_okregowych_zjazdow_de

Wygląda to na przełom w polityce informacyjnej PZW, jednak czytając treść tej uchwały, nic z niej nie wynika, poz tym że ją podjęto.
Jeśli zamierzacie tworzyć zbiór komunikatów o treści podobnej, jak ta informująca powstaniu takiego zbioru, to sobie podarujcie.
Może zatem dowiemy się cóż takiego przełomowego nastąpi w związku z tą uchwałą, w sposobie powszechnej dostępności do informacji finansowych ZO i ZG.


... ???

autor:
sprawozdanie finansowe PZW, opublikowane w Monitorze Polskim B.
Zapoznałem się z treścią , które kończy uchwała nr 151, ZG PZW z dnia 26 maja 2012 w sprawie zatwierdzenia łącznego sprawozdania finansowego PZW i sprawozdań jednostkowych, wchodzących w skład sprawozdania łącznego za 2011 rok.
I dalej w treści czytamy:
Zatwierdza się sprawozdania łączne PZW, obejmujące działalność Zarządu Głównego PZW, Gospodarstwa Rybackiego PZW w Suwałkach i Redakcji „Wiadomości wędkarskie” zamykające się sumą bilansową ….
O ile jestem w stanie odczytać dokument pisany językiem sprawozdawczości księgowej, to nie jest to sprawozdanie finansowe PZW a jedynie, z działalności Zarządu Głównego.
Czyli mimo zawartych tam zastanawiających pozycji i towarzyszących im kwot, nadal nic nie wiemy o wydatkach i rozdziale środków w PZW jako całości, na podstawowe cele statutowe oraz administrację.
Czy w ogóle istnieje dokument, na podstawie którego jesteśmy w stanie ustalić ile globalnie w całym związku wydano na:
1. zarybienia
2. ochronę wód
3. sport
4. koszty administracyjne, pensje, diety, przejazdy, media
5. koszty konferencji, zjazdów i wyjazdowych posiedzeń
6. koszty reprezentacyjne
7. usługi zewnętrzne na rzecz PZW, np. koszt zakupu i administrowania portali związkowych
itd ....


Z jakiego dokumentu pochodzi informacja opublikowana w Gazecie Prawnej, o kwocie 40 milionów złotych wydanych na administrację w ramach 579 etatów związkowych.
Następnie błędnie skorygowana w oświadczeniu Zarząd Główny PZW w sprawie artykułów w Dzienniku Gazecie Prawnej, do kwoty 26,9 tysięcy złotych, ostatecznie uznana za pomyłkę w w/w oświadczeniu.
Obecnie skorygowana do kwoty 26.9 milionów złotych. ( nie w treści, ale w wypowiedzi rzecznika PZW na forum)

rzecznik prasowy ZG PZW, Antoni Kustusz:
- Jssne, sorry, chodzi o mln, a nie tys. zl.

Czy jest to kwota netto czy brutto?
Ponieważ kwota 4 milionów złotych na pensje, z tytułu działalności Zarządu Głównego PZW, Gospodarstwa Rybackiego PZW w Suwałkach i Redakcji „Wiadomości wędkarskie” okazuje się być kwotą netto, ponieważ w sprawozdaniu finansowym z tej działalności istnieje osobna wykazana, pokaźna kwota na składki ZUS i ubezpieczenia społeczne .
Z jakiego dokumentu pochodzi informacja o wydaniu 16 milionów na sport?


autor:
Szanowny Kolego, dlaczego Kolega świadomie wprowadza członków związku w błąd, podając nieprawdziwe informacje, służące przekonaniu nas o rzekomej jawności finansów PZW.
Cytuję wypowiedź Kolegi:
"Dane ogólne Związku są publikowane w Minitorze Polskim B, zgodnie z wymogami ustawy o rachunkowości"
Jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę, że nie są to Dane ogólne związku a jedynie sprawozdanie finansowe obejmujące działalność Zarządu Głównego PZW, Gospodarstwa Rybackiego PZW w Suwałkach i Redakcji „Wiadomości wędkarskie”

Dlaczego zamiast łowić ryby, zmuszeni jesteśmy łowić w mętnej wodzie, szczątkowych i rozproszonych komunikatów, uchwał i artykułów poza związkowej prasy, opisujących stan finansów PZW oraz sposób nimi gospodarowania.
Dlaczego w miejsce publikacji rocznego bilansu PZW, zmuszeni jesteśmy samodzielnie układać zestawienie wydatków, z nadal wieloma niewiadomymi.

155 mln budżet PZW w 2012 r.
7 mln zł. Rocznie na opłacenie tenuty dzierżawnej PZW wydane ze składek członkowskich
26,9 milionów metto, osobowy fundusz wynagrodzeń dla 579,24 etatów
W tym miejscu mamy sami dopisać kolejne 5 - 6 milionów zł., na ZUS, ubezpieczenia społeczne i inne świadczenia?
4 mln zł netto, płace pracowników ZG PZW zgodnie z tabelą ich zaszeregowania, płace pracowników redakcji ,,Wiadomości Wędkarskich’’ oraz płace pracowników Gospodarstwa Rybackiego PZW w Suwałkach.
W tym miejscu mamy sami dopisać kolejny milion na ZUS, ubezpieczenia społeczne i inne świadczenia?
16 milionów Sport – wydatki poniesione na działalność sportową 1% członków związku.
8,5 mln koszty poniesione przez okręgi PZW na ochronę wód (dane rok 2011)
Czy jest to kwota z uwzględnieniem dotacji z Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ?

Czy sami uzupełnicie powyższe zastawienie, czy nadal mamy samodzielnie, dochodzić prawdy o finansach PZW, w atmosferze lekceważenia i braku poszanowania ponad 600 tysięcznej rzeszy członków PZW.

Już tylko z powyższego zestawienia nasuwa się fundamentalne pytanie:
Dlaczego środki na ochronę wód są pięciokrotnie niższe od funduszu wynagrodzeń, dwukrotnie niższe od wydatków na sport (tylko kwalifikowany) oraz wielokrotnie niższe od pozostałych wydatków związku, które może w swej łaskawości ujawnicie?



 

21.02.2013

Sprawa krakowska, przyczynkiem do kolejnych pytań


Tematem otwierającym cała tą dyskusję było pytanie:
"Panie żeczniku pzw nich pan udzieli informacji wędkarzą dlaczego okręg kraków kupił obligacje korporacyjne 6 letnie bez uchwały zarządu za 1milion zł w psełdo banku bez gwarancji .."

Kwestia ta, obok przy okazji stawianych innych pytań, była przyczynkiem do oceny działalności Komisji rewizyjnych a co ważniejsze, do jawności i dostępności wyników ich pracy.
Powróciła zatem kwestia ich publikacji na stronach związkowych portali internetowych, w postaci wymiany zdań z Rzecznikiem prasowym PZW :

rzecznik prasowy PZW:
Kolego Arturze, widać daleki port znajduje się w innej rzeczywistości, niż ta, o ktorej mówimy. Znajomośc ,,doniesień z terenu\'\' wynika z zakresu kompetencji komisji rewizyjnych, opisanych w Statucie PZW w par. 33, 48 oraz 58. To jest cały system kontroli rewizyjnej w PZW, ale ponadto istnieje coś takiego, co Kolega słusznie nazywa kontrolę członkowską, która wynika z obowiązków członka koła zapisanych w par. 14 Statutu, a zwłaszcza pkt. 4, który nakłada na członków PZW obowiązek chronienia i pomnażania mienia Związku jako dobra wspólnego. O co więc chodzi w tym całym sporze? jeśli o konrety, to proszę o przykłady, a jeśli tylko o tzw. całokształt, to proponuję zapoznać się ze sprawozdaniami komisji rewizyjnych, np. w swoim macierzystym okręgu i na tej podstawie wyrobić sobie zdanie nt. skutecdzności działania systemu kontroli wewnętrznej w Związku.

autor:
 "... a jeśli tylko o tzw. całokształt, to proponuję zapoznać się ze sprawozdaniami komisji rewizyjnych, np. w swoim macierzystym okręgu i na tej podstawie wyrobić sobie zdanie nt. skutecdzności działania systemu kontroli wewnętrznej w Związku."

Jak powiedział Kmicić, do Księcia Bogusława
- Rozum mój objąć tego nie może, więc o naukę proszę.
I ja o naukę proszę, czyli o wskazanie gdzie na stronach internetowych Okręgu Gdańsk, jestem w stanie zapoznać się z treścią sprawozdań komisji rewizyjnej, lub innego źródła gdzie w/w są publikowane.

rzecznik prasowy PZW:
Najlepiej pytać o to w okręgu, a nie na forum. Bo komisja rewizyjna, jak każe statut par. 49 pkt. 4 jest zobowiązana do ,,składania sprawozdań ze swojej dzialalności na okręgowym zjeździe delegatów\'\'. oznacza to, iż w materiałach, które otrzymują delegaci na zjazd znajduje się także sprawozdanie OKR.

autor:
Kolejna zaskakująca odpowiedź.
Nie pytamy sobie na na forum w formie pytania retorycznego, ale zwracamy się o odpowiedź do Rzecznika prasowego PZW, w kontekście jawności i powszechnej dostępności związkowych informacji.
To, że możemy spytać w Okręgu, to wiemy i bez Kolegi podpowiedzi.
Kto ma czas w każdej sprawie i po każdą informację, udawać się osobiście do siedziby Okręgu jak będzie wyglądać praca okręgu, jeśli masowo zawitają tam wędkarze z wnioskami o informacje finansowe i rewizyjne.
Na wnioski i uwagi kierowane do Zarządu Okręgowego drogą elektroniczną, nigdy nie ma odpowiedzi, przynajmniej tak jest w O. Gdańsk.
Nawet na stronie w/w, nie ma wskazanego kontaktu do Rzecznika prasowego, o ile w ogóle takowy tam jest.
Jednak wypada zauważyć, że żyjemy w XXI wieku, co wydawało się również zauważyły władze Związku organizując i finansując :
Konferencję administratorów okręgowych portalu związkowego www.pzw.org.pl oraz rzeczników prasowych zarządów okręgów PZW.
A z informacji tam zawartej wynika:
”Przede wszystkim jednak administratorzy portalu zapoznali się z nowymi jego funkcjonalnościami, ich obsługą, a także wskazali na nowe możliwości wykorzystania internetu w działalności okręgów i kół PZW. „
http://www.pzw.org.pl/zgpzw/filmy/290/pzw_rozwija_internet_i_promuje_wedkarstwo
Więc pytam
 -  jakie to są owe nowe możliwości?

Bo jakoś z dotychczasowej dyskusji i praktyki informacyjnej PZW, nie wynika że będą one służyć,  publikacji wiarygodnej, bieżącej informacji, która jest w kręgu zainteresowania członków związku, czyli informacji o finansach i pracy komisji rewizyjnych.

Tak przy okazji proszę nas zapoznać z kosztami tej konferencji oraz kosztami badań internetu, jakie jak się domyślam Związek zlecił oraz kosztami jakie Związek ponosi na utrzymywanie i administrowanie portali związkowych.
autor:
Po raz kolejny marnujecie środki z naszych składek, produkując tubę propagandową PZW w postaci portali związkowych, w miejsce źródła publikacji istotnych informacji, służących kontroli i ocenie Waszej pracy, przez szeregowych członków PZW.

..............................................................................................................................................................

"Jeśli więc portal związkowy ma być wizytówką całego PZW na wszystkich jego szczeblach organizacyjnych, ma zapewnić przepływ wewnątrzzwiązkowej informacji pomiędzy wszystkimi jego użytkownikami zarówno w samym Związku, jak i w jego otoczeniu, to czeka nas wszystkich jeszcze wiele pracy - stwierdzili uczestnicy konferencji w podsumowaniu jej wyników. Antoni Kustusz Rzecznik prasowy ZG PZW"

W tym miejscu zadam pytanie:
Pracy na rzecz czego?
Promowania rzutu piłeczką do koła, w pozycji kucznej? 







20.02.2013

Jak małe, głupie pstrągi na związkowym haczyku



Obserwuję statystyki odwiedzin mojego Bloga, nie z próżności by mieć satysfakcję z ogromnej ilości odnotowanych odwiedzin strony, ale by ocenić stopień zainteresowania tematami kolejnych wpisów.
Jedno mogę stwierdzić, że nawet tematy czysto wędkarskie, nie są w stanie przebić czytalności treści dotyczących spraw związkowych i tych organizacyjnych jak i finansowych.
Jesteśmy głodni wszelkiej rzetelnej informacji, jak małe pstrągi a jesteśmy łapani na związkowe haczyki i prowadzeni na krótkiej żyłce.
Nie tak wyobrażałem sobie formułę mojego przekazu, jednak obecnie wypada sprostać oczekiwaniom czytelników i w ich imieniu oraz własnym, nie poprzestawać w dochodzeniu prawdy o naszym wędkarskim związku.
Jednym słowem:
”Nie chcem, ale muszem”
Wreszcie szeregowi członkowie, podnoszą głowy wychylając się z anonimowego tłumu, ujawniając wszelkie nieprawidłowości w Kołach i Okręgach, domagając się wyjaśnień i pełnej jawności.
Od dłuższego czasu wszelkie, wędkarskie fora internetowe, zapełniają wpisy, których lawina ruszyła za sprawą dwóch artykułów w Dziennika Gazety Prawnej’’ z dnia 4.02.2013 r., poświęconych działalności Polskiego Związku Wędkarskiego.
Może w tym miejscu mniej istotne jest nie sprostanie prze ZG PZW, wymogom nowej Ustawy o sporcie, ale wyciekające przy tej okazji pozostałe informacje, dotyczące finansów Związku.
Podstawową informacją zamieszczona w w/w artykułach, była kwota 40 milionów złotych wydanych na administracje PZW.
Miedzy innymi w tej sprawie Zarząd Główny PZW, wydał stosowne oświadczenie i sprostowanie.
Starając się nadać im takie brzmienie i sens, by zdyskredytować autorów w/w artykułów a w rezultacie, zarzucić im manipulacje i mijanie się z prawdą.


Poprosiłem jednak o wyjaśnienie owego sprostowania Rzecznika Prasowego PZW:

autor:
Do tematu sprawozdań, chętnie powrócę w niedługim czasie, po sprawdzeniu ich dostępności na stronie internetowej ZO.
Natomiast proszę o wyjaśnienie części treści opublikowanego przez Pana sprostowania.
Zarząd Główny PZW w sprawie artykułów w Dzienniku Gazecie Prawnej
”Jak informowałem autora budżet PZW w 2012 r. wynosił 155 mln zł, a nie 160 mln zł, jak pisze, osobowy fundusz wynagrodzeń dla 579,24 etatu zaplanowano w wysokości 26,9 tys. zł, a nie 40 mln zł, jak pisze M. Miłosz”

Niestety Wasza polityka dezinformacji, powoduje stawianie takich pytań jak to:
Jak zrozumiałem chodzi o 579 etatów, na które zaplanowano fundusz wynagrodzeń w kwocie 27 tys zł. ( kwoty w zaokrągleniu)
Czyli na jeden etat to kwota - 46, 60 zł rocznie, czyli jakieś 3,80 zł miesięcznie, czy tak mam odczytać podane przez Pana dane?

 
 rzecznik prasowy ZG PZW, Antoni Kustusz:
 - Jssne, sorry, chodzi o mln, a nie tys. zl.

autor:
No to jak to w końcu jest …
Publikujecie sprostowanie, niejako oburzając się na autora za nieprawdziwe dane a sami wprowadzacie w błąd, publikując również nieprawdziwe dane.
Trudno się dziwić, że domagamy się pełnej jawności finansów PZW na szczeblu, Z. Okręgowych jak i ZG.

Kłopot tylko w tym, że tak zredagowane sprostowanie ZG PZW oraz przedstawiona tam kwota 26,9 tysięcy złotych w miejsce 40 milionów popłynęła i nadal płynie w świat, utwierdzając czytelników o tym, że na administrację idą grosze a problem został celowo wyolbrzymiony, celem dyskredytacji zarządzających związkiem.
Dokładając do tego trywialność odpowiedzi Rzecznika, mamy obraz jak rzetelny w swoich komunikatach jest PZW i w jakim poszanowaniu a raczej jego braku, ma szeregowych członków.
Czyli ciemny lud i tak kupi wszystko, co w swojej łaskawości ujawni związek.

Przestańmy wreszcie być popychadłem, bezwolnym tłumem, z którego wysysane są składki.
Masą pokornie płacących, do jakich starają się nas prowadzić działacze.
Czytajcie z uwagą jakie treści niosą związkowe strony, domagajcie się jawności oraz rzetelności informacji, jaką nam serwuje ZG oraz Zarządy Okręgowe.
Oczekujcie i domagajcie się bieżących odpowiedzi na Wasze uwagi, w miejsce zasłony dymnej w postaci Komisji rewizyjnych.



15.02.2013

Program dla Redy


Przez kilka ostatnich lat wydawało się, że rzeka Reda jest traktowana i wyróżniona w szczególny sposób przez Zarząd Okręgu Gdańsk. Poniekąd sugerowało to zrozumienie znaczenia i potencjału tej rzeki, jako wyjątkowego łowiska na mapie wód Okręgu, jedynego mogącego zaoferować tętniącą życiem krainę lipienia, jak i bogactwo morskiego pstrąga (troć). Zachowanie walorów wędkarskich, w obu przypadkach wymagało jednak nowoczesnego i przemyślanego podejścia do tematu z uwzględnieniem potencjału łowisk, możliwości i granic eksploatacji oraz korzyści finansowych jakie mogą przynieść. W obu przypadkach zmarnowano tą szansę.

W przypadku pstrąga morskiego, sprawę puszczono na żywioł, dopuszczając nieograniczony połów tego gatunku w ramach jednolitej opłaty na wody górskie okręgu. W żaden sposób nie uregulowano limitu wejść na łowisko, skutecznego egzekwowania i tak absurdalnie wysokiego limitu dziennego troci i łososia. Efektem są tłumy wędkarzy na rzeką, napychający plecaki, za 286 złotych polskich rocznie. W tym miejscu trudno winić wędkarzy, skoro przepisy na to zezwalają a polityka PZW w postaci ....  "Za marne pieniądze, maksimum ryb”, zachęca ich do niepohamowanych połowów. Skoro jest tak olbrzymi popyt na morskiego pstrąga a nawet mniej sytuowani finansowo wędkarze, gotowi są w tym czasie, wydać krocie na kosztowne woblery, sprzęt, paliwo, itp., nie mówiąc już o wycieczkach zorganizowanych grup z Polski, co stało na przeszkodzie, by w związku z powyższym wprowadzić nowe regulacje. Takie, które pozwoliłyby opanować rządny mięsa tłum, lub wyciągnąć z tego dodatkowe korzyści finansowe z przeznaczeniem na ochronę wód, w ramach lokalnie działających Kół PZW oraz SSR. Np. licencję na połów morskiego pstrąga, na pierwsze trzy miesiące sezonu, w postaci opłaty 100 zł miesięcznie …?


Sprawa lipienia ...
Mimo znacznie dalej idących oczekiwań środowiska wędkarzy, udało się wprowadzić wiele korzystnych zapisów i ograniczeń, jak:
Wymiar ochronny – 35 cm lipienia
Matecznik – odcinek no-kill
Mało skuteczną, ale choć próbę ograniczenia presji, przez obowiązującą do zeszłego roku dodatkową opłatę w wysokości 80 zł rocznie, nazwijmy to licencją na Redę. A od tego roku, nakaz połowu wyłącznie z brzegu, do końca maja. Jednak wszystkie te obostrzenia wprowadzane były mozolnie i z oporem a co gorsza rozłożone były na lata. Jak dziś widzimy, polityka małych kroczków, nie przyniosła efektu w świetle katastrofalnej niskiej populacji lipienia, której odbudowie w/w zmiany miały służyć. Postępowanie i decyzje ZO Gdańsk, wydają się być tym bardziej dziwne, gdyż z jednej strony wprowadzając w/w zmiany, poniekąd uznano za słuszną ocenę zatrważająco niskiej kondycji i populacji lipienia, monitorowanej i zgłaszanej do ZO, przez wędkarzy. Z drugiej strony, nie powstał przemyślany i kompleksowy program naprawy stanu rzeczy, oparty nie tylko na głosach z terenu, ale przygotowany na podstawie rzetelnych badań przyczyn, dziś wskazywanych jako:
  1. Niewłaściwy w znaczeniu pochodzenia,  materiał zarybieniowy, nie potrafiący aklimatyzować się w rzece
  2. Choroby wirusowe, bakteryjne lub grzybicze, populacji z zarybień, rodzimej lub obu.
  3. Niewystarczająca baza pokarmowa.
  4. Kłusownictwo wędkarskie.
  5. Absurdalnie wysoki limit dzienny lipienia - 3 sztuki.
W takim wypadku trudno się dziwić, że daleko idące oczekiwania w niżej wymienionej postaci, nie znajdują zrozumienia i aprobaty w postaci decyzji ZO.
  1. Całkowitego zakazu połowu lipienia, na kilka lat
  2. Lub zmniejszenia w sposób radykalny limitów dziennych, do postaci limitu rocznego (kilka sztuk)
  3. Zmian w sposobie zapisu w Rejestrze połowu, ryb łososiowatych w postaci obowiązku natychmiastowego wpisu, w chwili zabierania ryby z łowiska
  4. Wprowadzenie opasek zakładanych na ryby łososiowate, limitowanych i dostępnych za dodatkową opłatą, niezależną od składki członkowskiej i opłatą na wody górskie okręgu, jako sposób monitorowania i limitowania ilości ryb przeznaczonych do nieodwracalnego usunięcia z rzeki oraz pozyskania dodatkowych środków, przeznaczonych wyłącznie na ochronę łowiska.
Jednym słowem, obecnie nie istniej kompleksowy program odbudowy i ochrony lipienia w Redzie. Zastąpiono go masowym sypaniem do rzeki ogromnej ilości narybku, bez monitorowania jego przeżywalności i efektów zarybień. Wszystkie wprowadzone, jak i oczekiwane zmiany, również te które mogą zaowocować na podstawie przeprowadzenia rzetelnych badań, powinny być wprowadzone, szybko, radykalnie i w postaci spójnego w czasie i treści programu dla rzeki Redy. Programu, który pozwoli nie tylko odbudować potencjał rzeki, umożliwi czerpanie z niej korzyści w postaci doznań czysto wędkarskich, ale też przyniesie wymierne korzyści finansowe w ramach unikalnej ”oferty” lipienia i morskiego pstrąga, jaką rzeka Reda, z pewnością jest w stanie zaoferować. Działacze ZO Gdańsk, mamy perełkę wśród rzek północy, wymaga tylko stosownej oprawy ...

14.02.2013

Głos z Okręgu Gdańsk, w sprawie lipienia Redy


Tytułem wprowadzenia:
Podjęta korespondencja, jest zasygnalizowaniem istniejącego problemu populacji lipienia w Redzie, ze wskazaniem potencjalnych przyczyn oraz próbą wykluczenia części z nich, przez uzyskanie informacji, co do materiału zarybieniowego jak i możliwości podjęcia badań, w związku z podejrzeniem chorób.

Treść korespondencji:

autor:
Witam, nawiązując do naszej dzisiejszej rozmowy telefonicznej, przesyłam tekst, który jest próbą posumowania dotychczasowych głosów i opinii w sprawie zaniku populacji lipienia w Rzece Reda.
Jeśli byłby Pan skłonny w odpowiedzi, przesłać (mailem) swoją opinię i stanowisko w tej sprawie oraz przewidywane działania ZO Gdańsk, będę wielce zobowiązany

Ichtiolog O.Gdańsk Kol. Grzegorz Gęsiarz
Dzień dobry,
Zacząłbym od zbadania kilku sztuk. Tak, jak mówiłem, najlepiej byłoby zbadać ryby z widocznymi zmianami chorobowymi. W tym pomocni byliby bardzo wędkarze, ale można spróbować też złowić ryby elektrycznie w czasie tarła. Wszelkie koszty związane z badaniem poniesie okręg. Niestety, najbardziej miarodajne badanie może być przeprowadzone na rybach żywych, ponieważ po śmierci szybko zmienia się struktura mikroorganizmów w ciele, fałszując wynik tym bardziej, im później od śmierci nastąpi badanie. Jeżeli musi to już być ryba martwa, to powinna być możliwie szybko schłodzona.
Pozdrawiam
Grzegorz Gęsiarz


autor:
Dzień dobry,
Dziękuję za odpowiedź i jak rozumiem, jest to jedynie wstępne zalecenie.
Pisze wstępne, ponieważ choroby wskazywane są jako jeden z możliwych, choć bardzo istotny czynnik nie przeżywalności narybku, z listy niżej wymienionej.
  1. Niewłaściwy w znaczeniu pochodzenia,  materiał zarybieniowy, nie potrafiący aklimatyzować się w rzece
  2. Choroby wirusowe, bakteryjne lub grzybicze, populacji z zarybień, rodzimej lub obu.
  3. Niewystarczająca baza pokarmowa
  4. Absurdalnie wysoki limit dzienny lipienia - 3 sztuki
  5. Kłusownictwo wędkarskie
  6. Drapieżniki: troć, szczupak, norka amerykańska
  7. Spadek skuteczności rozrodu naturalnego z powodu mieszania populacji (S. Cios)
  8. Zaniedbania w procesie zarybiania
  9. Suma części lub całości typowanych czynników
Jednak bez przeprowadzenia badań, nie uda się go potwierdzić lub wyeliminować i kwestia terminu i sposobu wykonania pozostaje otwartą.
W tym miejscu wypada dopytać, czy wymaga to formalnego wniosku Koła Wejherowo Miasto, Klubu „ Lipień” oraz udziału wędkarzy z w/w, czy w sytuacji poinformowania Pana o problemie, Zarząd Okręgu podejmie samodzielne działania i badania, informując zainteresowanych o terminie a następnie o wynikach, wnioskach i zaleceniach.


Druga sprawa to punkt 1. listy a więc materiał zarybieniowy i w tym miejscu pytanie:
Jaka ilość i wielkość narybku lipienia oraz źródło pochodzenia, przewidziana jest w tym roku dla rzeki Reda, zgodnie z operatem.

autor:
Pozostaje kolejna kwestia do rozważenia w związku z podejrzeniem nieskuteczności zarybień wynikającym z niewłaściwego w znaczeniu pochodzenia materiału zarybieniowego ( Piła, Krosno)
Czy w takim przypadku nie należało by ograniczyć zarybienia do materiału wyłącznie rodzimego - Rutki.
W przypadku niemożliwości pokrycia zapotrzebowania wynikającego z operatu, zmniejszyć zarybienia do poziomu możliwości Rutek, przez wniosek do RZGW.

Ichtiolog O.Gdańsk Kol. Grzegorz Gęsiarz:
Narybek lipienia pochodzący z Krosna był wypuszczony do Redy raz, albo dwa. Lipień z Rutek jest mieszanką genów z Raduni, Dunajca z małą domieszką Redy. Do tego jest to w tej chwili ryba całkowicie hodowana w sztucznych warunkach, bez kontaktu z naturalnym środowiskiem.
Obecnie wypuszczany narybek z Plecemina pochodzi corocznie od dzikich tarlaków łowionych w dorzeczu Gwdy (przynajmniej tak twierdzi hodowca). Reszta wydaje się być teorią z argumentami nie upoważniającymi do podejmowania tak długofalowych kroków jak Pan sugeruje. Przypominam, że operat będzie obowiązywał przez 10 następnych lat, a nie jest łatwo go zmienić w tym czasie.
Wspomnieć trzeba też rzekę Łebę, gdzie populacja lipienia również obecnie wyraźnie się zmniejszyła, a Łeba nigdy nie była zarybiana lipieniem z uwagi na decyzję o pozostawieniu jej jako swoistego banku genów rodzimej populacji lipienia..."

autor:
Zdaję sobie sprawę ze złożoności problemu, zarówno w zakresie ustalenia przyczyny obecnego katastrofalnego stanu lipienia w Redzie, jak i skutków zbyt pochopnych decyzji w kwestii zarybień i operatu.


12.02.2013

Gdzie się podział lipień z Redy, czyli sprawa dla Archiwum X



Połów troci, szczególnie srebrniaka, to zajęcie ekscytujące, jednak nie mogące się równać doznaniami z połowu lipienia w pięknych i zwykle nadal ciepłych, jesiennych miesiącach sezonu. Tym bardziej, gdy trocie zastępują opasłe tęczaki, które zawsze pozostaną substytutem wędkarskich emocji a taka obecnie sytuacja na Redzie, poniekąd zachęciła mnie do czasowego zawieszenia wędki na kołkach. Zatem nadszedł czas na refleksje sezonu lipieniowego, który dla jasności, z wyboru kończy się dla mnie z pierwszymi dniami, nawet ciepłego grudnia. To okazja do powrotu kwestii kondycji i populacji lipienia w Redzie Niepodważalnym faktem jest  zdecydowane zmniejszenie ilości ryb,  mimo intensywnych zarybień. Nazywając rzecz po imieniu, obecny stan lipienia w Redzie, należy określić jednym słowem  –  KATASTROFALNY.

Jak do tej pory nie udało się jednoznacznie wskazać przyczyny tego zjawiska a poszukiwanie odpowiedzi zainicjowało małą wymianę poglądów na Forum Fly Fishing, z inicjującym wskazaniem troci jako winowajcy,  zatem wymiana poglądów zaczyna się taką, moją wypowiedzią: "Od kilku lat trwa dyskusja miejscowych wędkarzy na temat przyczyn zanikania populacji lipienia na rzece Reda. Wskazywane były różne powody, od tych środowiskowych, do kłusownictwa wędkarskiego, jednak wszelkie typowane nie tłumaczą masowego zaniku lipienia. Obecnie sytuacja wygląda tak, że mimo rocznych zarybień w ilości 15 tys sztuk, stale brakuje w rzece całych roczników w przedziale wielkości 20 – 30 cm, które niegdyś stanowiły uciążliwy przyłów. Pozostały jedynie grube sztuki ..."

Skąd zatem "gruby lipień w Redzie” Z roku na rok, zmniejszająca się ilość lipieni wymiarowych spowodowała zdecydowane zmniejszenie presji wędkarskiej, do prawie całkowitego obecnie odstąpienia od połowu lipienia. Dotyczy to szczególnie „niedzielnych wędkarzy z Trójmiasta i Wejherowa, którzy słabiej znając rzekę odpuścili, nie mogąc czy nie potrafiąc usatysfakcjonować się skutecznym połowem kardynałów a przez lata celem ich wypraw był lipień 30-sto centymetrowy. Z 15 tys, sztuk rocznie z zarybień, jakaś część dorasta do w/w wymiaru, jednak obecnie nie odławiana, ma szansę przekroczyć granice wymiaru ochronnego i w kolejnych latach, objawić się w rzece jako ryby duże.



Szczęściem w nieszczęściu lipienia w Redzie, jest topografia rzeki oraz obecność wielu niedostępnych lub bardzo trudnych wędkarsko stanowisk ryb, stanowiących ostoje gatunku.
http://dalekiport.blogspot.com/2012/11/rzeka-kardynaem-stoi.html

Znaczący wpływ na zachowanie stada podstawowego, ma też prowadzona od lat przez członków Klubu "Lipień” z Wejherowa, akcja propagująca ochronę tego gatunku, przez dobrowolne wypuszczanie łowionych ryb, czyli Catch and Release.

Zanik lipienia praktycznie zbiega się w czasie z przebudową przepławki dla troci na jazie, który to dzieli rzekę na dwie krainy. Jednak udrożnienie jazu dla ciągu tarłowego troci, spowodowało liczną jej migrację w górę rzeki i praktycznie koniec dla lipienia ( w domyśle) Jednak troć w górnym, lipieniowycm odcinku przebywa krótko i to w okresie tarła a w tym sezonie kelty spłynęły już w grudniu.  Jaz wyznacza też granicę żerowania morskiego srebrniaka i tęczka z zarówno uciekiniera z hodowli jak i tego morskiego a populacja potokowca jest nader skromna. Reda niegdyś stojąca lipieniem na lipieniu, dziś to prawie pustynia i wiele wskazuje, że od czasu masowego dostępu troci do tarlisk … czyli jak to jest ??? "

Jednak jak wynika z opinii wielu Kolegów wypowiadających się w tej kwestii, dość szybko odrzucono teorię o zgubnym udziale troci. Wydaje się być to uzasadnione szczególnie w kontekście niżej cytowanej wypowiedzi, w której czytać będziecie o dokładnie odwrotnym procesie, gdy to rozbudowana populacja lipienia w latach 50 i 60 - tych ubiegłego wieku, poważnie zagrażała tarliskom troci i pstrąga potokowego. Zatem póki co, winę przypisano zarybieniom, po części nieprawidłowo wykonanym a szczególnie przy udziale nieodpowiedniego materiału zarybieniowego. Ten pierwszy argument, wydaje się być mniej istotny, ponieważ zarybienia na Redzie przy udziale wędkarzy miejscowego Koła PZW z Wejherowa, z udziałem członków Klubu „ Lipień” odbywały się prawidłowo, z małymi wyjątkami w czasie niewielkiej frekwencji biorących udział w zarybieniach, gdy silą rzeczy narybek nie udało się rozprowadzić na większym odcinku rzeki. Jako istotną pozostaje kwestia pochodzenia narybku a co za tym idzie adaptacji w rzece północy i przeżywalności młodych lipieni. Początkowo rzecz miała się dobrze, ponieważ narybek pochodził z hodowli w Rutkach na podobnej środowiskowo i relatywnie pobliskiej rzece Raduni. Jednak możliwości produkcyjne nie pokrywały zapotrzebowania, wynikającego z operatu a więc sięgnięto po materiał zarybieniowy z głębi i południa Polski, czyli z okolic Piły i Krosna. Mimo jesiennych terminów zarybień oraz 15 tys sztuk narybku rocznie, póki co nie widać efektów, lub raczej należy uznać bardzo powolną odbudowę populacji.

Dodatkowy w odróżnieniu do wielu innych rzek, w przypadku Redy, środowisko jak i opiekunowie wody, spełniają wiele innych warunków umożliwiających i sprzyjających liczebności lipienia jak:
Brak kormorana i wydry
Zredukowane kłusownictwo, przez staranną ochronę odcinka lipieniowego
Funkcjonujący odcinek no-kill
Od lat obowiązujący wymiar ochronny lipienia - 35 cm
Brak Pstrąga tęczowego, którego granicą występowania jest jaz na rzece, sporo poniżej krainy lipienia .
Nieliczna populacja pstrąga potokowego.
Stale utrzymująca się populacja grubego lipienia a więc istniejące stado podstawowe.
Wiele niedostępnych, lub bardzo trudnych do obłowienia stanowisk
Naturalne i chronione tarliska. 
A d tego roku zakaz brodzenia, do końca maja

W czasie dyskusji na FFF, Kolega Robert Kostecki wskazał osobę a raczej wypadało by użyć zwrotu postać Kolegi Zbigniewa Girsztowtta, przywołując jego wspomnienia.
Pozwoliłem sobie rozwinąć to wypowiedź, zwracając się do autora i taką otrzymałem relację z pierwszej ręki, naocznego świadka tamtego okresu.

"Wędkowałem w Redzie w latach 1950-1954. Byłem wtedy członkiem Koła Gdańsk-Dolne Miasto. Najczęściej jeździłem kolejką do Śmiechowa (przystanek był praktycznie na bezludziu). Początkowo próbowałem łowić pstrągi, ale, że zbyt wielkich sukcesów tam nie miałem, tych ryb szukałem głównie w Łebie. Redę natomiast odwiedzałem jesienią łowiąc trocie i lipienie. Troci złowiłem kilka, ale nie były to sztuki, którymi mógłbym się chwalić. Natomiast lipieni złowiłem dużo, w tym sporo kapitalnych sztuk, również i powyżej 50 cm. Lipieni w tym okresie było bardzo dużo w większości rzek Pomorza. Jeszcze na początku lat 1960-tych, kiedy po studiach rozpocząłem pracę, na spotkaniach ichtiologów mówiliśmy o "klęsce lipienia". Chodziło o to, że wg kolegów pracujących w nadmorskich okręgach PZW, lipienie na tarliskach pstrąga i troci w okresie tarła tych gatunków pojawiały się masowo i zjadając ikrę powodowały ogromne szkody.A w Redzie lipieni było naprawdę w bród. Nigdy i nigdzie nie widziałem takich ilości tych ryb. Przez kilka lat, chyba jak pamiętam w październiku, dopuszczano połów lipieni na dorosłą formę chruścików (motylki), którymi w tym okresie były oblepione gałęzie krzaków porastających brzegi rzeki. Ciągle spadające z gałęzi do wody chruściki powodowały, że woda wprost gotowała się. W takich warunkach złowienie dużych sztuk nie było trudne. To eldorado urwało się nagle. Moje wiadomości w tej sprawie pochodzą od znajomych wędkarzy - ja od września 1954 przeniosłem sie do Olsztyna i nad Redą z wędką już nie byłem. Podobno (chyba w 1955 r.), na polach nad Redą w górnym biegu, prowadzono jakieś opryski. Pracownicy, którzy to robili, część tych  środków zatopili w rzece. Było tego jakoby kilkanaście worków. Od tego czasu liczebność lipieni już nie zbliżyła się nawet do tego co było wcześniej.
Pozdrawiam  Zbigniew Girsztowtt"

Opisując stan lipienia w latach 50- tych XX wieku, Kolega wskazuje na bogata bazę pokarmową z zaznaczeniem chruścika. Trudno nie zauważyć znaczenia tych zdań: "A w Redzie lipieni było naprawdę w bród. Nigdy i nigdzie nie widziałem takich ilości tych ryb. Przez kilka lat, chyba jak pamiętam w październiku, dopuszczano połów lipieni na dorosłą formę chruścików (motylki), którymi w tym okresie były oblepione gałęzie krzaków porastających brzegi rzeki. " Choć nadal dorosła postać owada widywana jest dość licznie nad brzegami Redy, to trudno nazwać to oblepieniem gałęzi owadami. Swego czasu opisywałem połów lipieni w październiku na suchą muchę i faktycznie ilość owadów z tego okresu, choć nie tak masowa, była jednak znacząco liczniejsza niż obserwowana w ostatnich sezonach, zapewne z proporcjonalnym przełożeniem na postać larwalną. Tamten okres i połów to praktycznie końcówka lipieniowego eldorado, więc może przyczyny należy upatrywać w bazie pokarmowej.



Faktem jest masowy wylot małej jętki, często, później obserwowany przez mnie na Redą, jednak nigdy nie widziałem zbierania tych owadów przez lipienie, w przeciwieństwie do chętnie pobieranego, nielicznego chruścika. Podejrzenie chruścika, nieco zaciemnia fakt wymienianego w wielu opracowaniach kiełża, jako podstawowego składnika bazy pokarmowej lipienia, ale może nie w przypadku Redy a najbliższą opisana w ten sposób rzeką, jest Łupawa . http://www.bialaprzemsza.pl/scios/PL43.pdf

Zatem pojawia się kolejny trop, czyli brak pokarmu, jednak by go podjąć brakuje analizy treści żołądków lipieni i informacji o składzie pokarmowym, zarówno z okresu świetności populacji jak i stanu obecnego. Nie dotarłem do analiz pokarmowych rzeki Redy i pewnie takich nie ma, więc może warto je wykonać szukając przyczyn zmniejszania się ilości ryb, mimo intensywnych zarybień. Czyżby lipień z Redy nie miał co jeść …?

Kolejną wielce prawdopodobna przyczyną są choroby lipieni, od lat obserwowane przez miejscowych wędkarzy a więc nieincydentalne. Dostrzegane zmiany skórne, wskazywać mogą wiele przyczyn: Choroby wirusowe takie jak posocznica wirusowa czy martwica trzustki, ale nie tylko wirusowe, także bakteryjne, pasożytnicze czy grzybicze. Jednak bez stosownych badań, nie sposób wykluczyć, tak możliwie istotnej przyczyny a takie badania póki co nie miały miejsca. W wyniku trwającej dyskusji wyłania się lista potencjalnych czynników, mogących stanowić przyczyny zaniku populacji lipienia, typowana w hierarchii ważności i prawdopodobieństwa:

  1. Niewłaściwy w znaczeniu pochodzenia,  materiał zarybieniowy, nie potrafiący aklimatyzować się w rzece
  2. Choroby wirusowe, bakteryjne lub grzybicze, populacji z zarybień, rodzimej lub obu.
  3. Niewystarczająca baza pokarmowa
  4. Absurdalnie wysoki limit dzienny lipienia - 3 sztuki.
  5. Kłusownictwo wędkarskie
  6. Drapieżniki: troć, szczupak, norka amerykańska
  7. Spadek skuteczności rozrodu naturalnego z powodu mieszania populacji (S. Cios)
  8. Zaniedbania w procesie zarybiania
  9. Suma części lub całości typowanych czynników
Temat pozostaje otwartym, obecnie czekamy na stanowisko Ichtiologa ZO Gdański, o które się zwróciłem elektronicznie oraz telefonicznie w osobistej rozmowie, ilustrując sytuację lipienia Redy …






11.02.2013

Pojedynczy, tęczowy dublet



Tytuł dość przewrotny, tak jak dzisiejsze spotkanie z kolejnym pstrągiem tęczowym. Jeśli chodzi o pogodę, dzień odmienny, ciężkie chmury i opady małego gradu, przemieszane ze śniegiem, choć wyjątkowo ciepło, przynajmniej w znaczeniu temperatury odczuwalnej na dłoniach. Taka aura, to potrzeba wyboru innej tonacji i kolorystyki woblera, przynajmniej tak twierdzą doświadczeni łowcy łososiowatych. Im ciemniejszy dzień, tym ciemniejszy wobler a pudełko z przynętami wypełnione jaskrawymi lub jasnymi wzorami. Co teraz ?

Pierwsze godziny to bezcelowe kuszenie pomarańczowymi woblerami, wyjątkowo nie przystającymi do dzisiejszej wody, oczywiście bezskuteczne. Jak to nad rzeką Redą bywa, jej nieprzewidywalność często obdarza nieoczekiwanymi wydarzeniami, tak i dziś rzeka uraczyła mnie woblerem, który odzyskałem z wody przy uwalnianiu własnego z zaczepu. Wyciągnięty z nurtu, zamotany kawałek plecionki z zielskiem skrywał wobler „Góral”, wyglądający na nówkę, choć to nic nadzwyczajnego, zważywszy ilu wędkarzy obławia rzekę oraz ile przynęt pada łupem podwodnych pułapek.


Mimo, że żywy w kolorach, jednak okazał się być najciemniejszym w moim arsenale i od razu powędrował na końcówkę zestawu. Rzeczna znajda okazała się strzałem w dziesiątkę i w kolejnej godzinie skusiła pstrąga tęczowego, niewiele mniejszego od przedwczorajszego, takie uczciwe 50 cm. Jak widać czasem rzeka sama podpowiada, jak znaleźć sposób na wędkarski sukces, szczególnie tak pokręcona i przewrotna, jak rzeka Reda.




Szkoda tylko, że ostatnie roztopy odsłoniły spod śniegu brzegi, które wyglądają makabrycznie w postaci niezliczonych śmieci, upychanych przez wędkarzy w śnieżnych zaspach. Rzeka wygląda ponuro, mimo klarownej i przejrzystej wody a odsłonięte niskim jej stanem łachy nabrzeżnego piachu pokrywają wszelkie maści żelastwa i plastiki, wyciągane z dna rzeki na spinningowych zestawach. Choć każdy kolejny dzień może przynieść okazję do spotkania następnego tęczaka, wypada odpuścić na czas jakiś wędkowanie, by odpocząć od widoku zadeptanej rzeki. Marzec już blisko i mam nadzieję, że wiosenny powiew wprowadzi mnie w lepszy nastrój i pozwoli powrócić nad brzegi Redy, może nareszcie z wędką muchową.



09.02.2013

Tęczak 52 cm



Tytuł krótki i praktycznie wystarczyłby w tej postaci jako podpis pod zdjęciem, gdyby nie małe przygody jakie towarzyszyły dzisiejszemu wędkowaniu.
Dzień zapowiadał się prawie wiosennie, brak wiatru i co raz wyżej chodzące nad horyzontem słońce, zapowiadało miłe chwile nad wodą.
Miłe złego początki, taki przysłowiem powinienem zstąpić powyższe zdanie.
W zeszłym tygodniu wysoka pośniegowa woda, spływając do morza, zababrała ze sobą resztki srebrniaka.
Od wielu dni wędkarze bezskutecznie próbują łowić troć a jedynie niewielkie egzemplarze 30 - 40 cm, co jakiś czas są tematem meldunku o złowionej rybie.
Do łask powróciły małe twistery, w kolorze białym i seledynowym oraz woblery w tonacji i ubarwieniu z przeznaczeniem na pstrąga tęczowego, którego nadal spora ilość bytuje na odwiedzanym odcinku rzeki.
Ostatnio podpatrując co tam dynda za szczytówką sąsiadów, dojrzałem wobler - patyczak, tzw brązowy pstrąg.
Wydawał mi się ciekawy a w miejscowym sklepie udało mi się drapnąć dwie ostatnie sztuki.
Dzisiejszy dzień był wymarzony pod taką przynętę i takim woblerem zacząłem wędkowanie.

Jednak zmiana poziomu wody oraz ostatnie wysokiej jej stany, naniosły nowe zawady, nieprzewidywalne w ostatnich, bezpiecznych, w znaczeniu zaczepów miejscach.
Łupem takiej pułapki, już w trzecim rzucie padł mój tak trudno zdobyty wobler i należało go bezwzględnie odzyskać.
Wlazłem do wody w woderach, by sięgnąć go ręką i wyniosłem na brzeg, przy okazji wynosząc pełne wodery lodowatej wody.
Co teraz, dzień się dopiero rozpoczął a ja stoję na brzegu skąpany po uda.
Najpierw próba reanimacji, ściąganie wszystkiego do ostatniej warstwy skarpet, wykręcanie, wylewanie wody z butów, przebieżka na boso po zmrożonej ziemi a następnie wciąganie wszystkiego z powrotem i kicha.
W nogi zimno jak pies i decyzja -  powrót do domu.
Do rzeki mam blisko, mam czas, myślę wyskoczę jutro.
Jednak nie, wskakuję w kolejny zestaw, tym razem neoprenowe spodnie i hajda z powrotem nad wodę.
Zasapany, umęczony tą morką przebieranką, wreszcie stanąłem ponownie nad brzegiem rzeki, mogąc cieszyć się na sucho urokami dnia.
Wiedząc, że na troć nie ma co specjalnie liczyć, odpuściłem kilka pierwszych miejscówek by ostatecznie zatrzymać się w miejscu częstego kontaktu z tęczakiem.
Trudno być pewnym że złowi się rybę, można mieć nadzieję i przekonanie i z takim nastawieniem ponawiałem rzuty, wiedząc że wybrany wobler wyjątkowo dziś pasuje do koloru i nastroju wody.
Niedługo musiałem czekać, by się o tym przekonać gdy po środku nurtu zdecydowane uderzenie zatrzymało przynętę.
Pewne zacięcie i zdecydowany, choć emocjonujący hol na daleko wypuszczonej żyłce, zakończyły zmagania tęczaka spokojnym lądowaniem.
Połaziłem jeszcze kilka chwil nad rzeką, ostatecznie uznając, że mam wystarczającą satysfakcję i resztę dnia wypada poświęcić małżonce na spacer w przedwiosennym słońcu.
Jutro też jest dzień ...