30.07.2013

Pod lustrem wody ... larwy chruścika


Oligoplectrum maculatum (Fourcroy, 1785) Brachycentridae, gatunek chruścika masowo zasiedlający wody Redy

Chruścik, słowo najczęściej wymieniane pośród terminologii wędkarstwa muchowego. Kojarzy się wprost z wizerunkiem owada, którego wyloty mamy okazje obserwować nad naszymi rzekami. Jest zwiastunem budzącej się wiosny i pierwszych emocji połowu na suchą muchę. Czas wylotu związany jest ściśle z gatunkiem owada i może trwać od kwietnia do listopada. W miesiącach jesiennych daje nam okazję połowu dorodnych kardynałów i związane z tym emocje, nie mniejsze niż połów pstrągów na jętkę majową.  Tańczący z rybami.  Również bardzo zmienna kolorystyka, zależna od gatunku i środowiska rzecznego doczekała się niezliczonych wizerunków zapełniających nasze muchowe pudełka. Podstawowy wzór suchej muchy zbudowany z dubbingu, skrzydełek CDC oraz jeżynki z koguta, nie tylko na stałe gości w patce muchowej kamizelki, ale stanowi zwykle jeden z pierwszych egzemplarzy much jakie samodzielnie wykonujemy. W tym miejscu wypadało by napisać książkę, bo mając do czynienia z liczbą około 10 tysięcy gatunków, z których część zasiedla nawet wysokie partie gór,  (np. w Himalajach do wysokości 5800 metrów ), co do wyboru wielkości i kolorystyki "suchego" chruścika musimy zdać się na obserwację naszego, rzecznego środowiska.

Przenosząc to na specyfikę wód krajowych, wyróżniamy gatunki wczesno - wiosenne, późno - wiosenne, wiosenno - letnie, letnie i jesienne. Okres trwania lotów jest różny dla poszczególnych gatunków i może być też zmienny w poszczególnych latach, jednak za podstawową zasadę można przyjąć, że dla gatunków wiosennych i jesiennych okres ten jest krótki i zwykle trwa od jednego do kilku tygodni. Dla pozostałych wyraźnie dłuższy, nawet ponad dwa miesiące. Niektóre gatunki charakteryzuje jednoczesny rozwój całej populacji i masowe pojawienie w jednym czasie owada dorosłego, jak w przypadku Brachycentrus montanus


Kolorystyka suchych chrustów, prawie na każdą okazję

Prawdziwą tajemnicę chruścików skrywa jednak wodna toń, stanowiąc nie tylko o sukcesie ewolucyjnym owadów, ale wyznacza kolejne wędkarskie strategie. Wynika to ze sposobu rozmnażania i tajemniczej fazy życia postaci larwalnej. Wylot owadów to nic innego, jak ostatnia faza ich życia zakończona początkiem nowego pokolenia. W tym czasie samice znoszą jaja składając je pojedynczo lub w pakietach wprost do wody, lub na kamieniach, czy nabrzeżnych zaroślach. Z takich miejsc spadają do wody pod własnym ciężarem lub spłukuje je deszcz. Rozwój jaja zależnie od temperatury wody może trwać od 2 do 4 tygodni. Z jaja wylęga się larwa, która zwykle buduje domek, jednak i bez niego wszystkie chruściki przed przepoczwarzeniem budują sobie schronienie. W okresie larwalnym owady zasiedlają różne typy wód: strumienie, rzeki, jeziora. W tych ostatnich występują w płytkim litoralu, ale spotkać je można do głębokości 40 metrów a w przypadku niektórych gatunków nawet do 80 metrów. Większość chruścików to gatunki przydenne, i w związku z tym niektóre posiadają nawet specjalne przystosowanie w postaci bocznych balastów. 

Wiele gatunków związanych jest z wodami bieżącymi, w niektórych potokach stanowiąc 40 % fauny. W zależności od szybkości prądu zmienna jest ilość larw. Ja wynika z badań przeciętna ilość chruścików wyniosła około 40 osobników na 0,25 m 2, przy małych i dużych szybkościach prądu liczebność była mniejsza niż przy przeciętnych szybkościach 0.4 - 0,7 metra/ sekundę. Zagęszczenie larw w potokach zależy również od rodzaju podłoża a chętniej wybierane są kamienie średniej wielkości. Prąd i charakter dna wpływa nie tylko na rozmieszczenie larw, ale także ich pokarmu. W miejscach o słabszym prądzie żyją gatunki Detrytusożerne oraz Saprofagiczne. To środowisko sprzyjające odnajdywaniu zbutwiałych roślin oraz pozostałych szczątków organicznych.

Część chruścików wypracowała szczególne sposoby pozyskiwania pokarmu wykorzystując nieco szybszy przepływ wody, budując sieci łowne, tak jak w przypadku niektórych gatunków z rodzaju Rhyacophila Rhyacophilidae oraz Hydropsyche Hydropsyche


Larwy chruścików mają kształt gąsienicowaty, wydłużony osiągając rozmiar do kilku centymetrów, z wyraźnie wykształconą głową uzbrojoną w aparat gryzący. Oddychają za pomocą nitkowatych skrzeli, wspomagając ten proces całą powierzchnią ciała. Niektóre to formy bezdomkowe.


Gatunki bezdomkowe
A. Hydropsyche lepida, występują w wodach bieżących, budują sieci łowne Hydropsychidae
B. Rhyacophila nubila, forma drapieżna wód o szybkim nurcie Rhyacophila nubila
C. Polycentropus flavomaculatus, występuje w odach płynących oraz litoralu jezior Polycentropus flavomaculatus

Większość gatunków buduje jednak schronienia z patyczków, liści, muszelek i kamyczków. Domki mogą być dwóch typów, pierwszy nieprzenośny, na tyle obszerny by larwa mogła się w nim obracać. 




Typ drugi, to przenośne, wąskie "futerały" umożliwiające przemieszczanie owada. Z domku zwykle wystaje głowa z częścią ciała, ale larwa może w nim całkowicie się schować. Do utrzymania takiego domku na ciele służy wyrostek grzbietowy na pierwszym segmencie oraz haczykowate przydatki na segmencie ostatnim odwłoka. Materiał do budowy schronienia oraz kształt zależy od gatunku. Apatania buduje domek z bardzo drobnego żwiru, Glyphotaelius z kawałków liści Glyphotaelius pellucidus. Niektóre gatunki wykorzystują różne matriały, jak w przypadku widocznego poniżej Limnephilus flavicornis



Limnephilus flavicornis
A. poczwarka
B. larwa
C. owad dorosły
a,b,c,d. różne typy domków tego chruścika

Chruściki, larwy domkowe


A. Notidobia ciliaris występuje w wodach płynących nawet o szybkim nurcie, równiez w litoralu jezior.
B. Phryganea grandis występuje w wodach wolno płynących i stojących, buduje domki z części roślin
C.Triaenodes bicolor występuje w przewadze w wodach stojących, stawy, jeziora,  buduje domki z części roślin
D. Grammotaulius atomarius spotykany w wodach stojących


E. Anabolia nervosa występuje w wodach stojących lub wolno plynących o dnie kamienistym i żwirowym
F. Silo sp. występuje w wodach płynących przeważnie na kamieniach, buduje domek z balastem 
G. Leptocerus występuje w litoralu jezior, czasem rzek, tworzy bardzo delikatne domki z pisaku
H. Molanna angustata buduje domki z piasku o charaktersytycznej szerokiej podstawie.Gatunek typowy dla jezior, często pośród trzcin

Budowę domku larwa zaczyna od uprzędzenia sieci, do której wbudowuje elementy konstrukcji. Niektóre gatunki tworzą okrycie wyłącznie z sieci, ale są i takie które tworzą bardziej skomplikowane budowle jak rodzina Polycentropodidae  w postaci domków wielokomorowych, zanurzonych jednym końcem w mule. Domek każdego gatunku ma przynależny mu kształt i rodzaj materiałów z jakiego jest zbudowanych, choć ten drugi może być zastąpiony innym materiałem budulcowym. Natomiast kształt pozostaje niezmienny.

Larwy chruścików stanowią istotny skład biomasy organizmów wodnych. W miejscach masowego występowania spełniają ważną rolę w procesach obiegu i przetwarzania materii organicznej. Obecność w środowisku gatunków: Hydropsyche lepida, Rhyacophila nubila, Phryganea grandis, wskazuje wody niezanieczyszczone.

__________________________________________________________________________________
Literatura: "Zwierzęta bezkręgowe naszych wód" Anna Stańczykowska, wydanie drugie, 1986. 
Ryciny: "Zwierzęta bezkręgowe naszych wód" Anna Stańczykowska, wydanie drugie, 1986. 
Źródła odnośników: Wikipedia
Zdjęcia: autor

W naszej wędkarskiej praktyce, biegła znajomość łacińskich nazw gatunków zapewne nie wiele pomoże, ale powyższe opracowanie ma na celu zwrócenie uwagi na ogromną ilość przedstawicieli chruścików, zróżnicowane obyczaje oraz środowisko w jakim żyją.  To już zasadniczy krok do sukcesu w połowach pstrąga i lipienia, dla których larwy chruścika stanowią istotą część składu pokarmowego. W tym miejscu należałoby "otworzyć strony" muchowej encyklopedii, w postaci niezliczonych wykonań imitacji larw chruścików. Z mojej strony ograniczę się do wskazania doskonałej nimfy imitacja latwy chruścika oraz do kilku wykonań własnych. Resztę pozostawiając Waszej wyobraźni i poszukiwaniom w literaturze oraz internecie. Jednak co najbardziej istotne, to nawyk zaglądania po rzeczne kamienie, odwracanie zatopionych kłód, przyglądanie się podwodnym plażom żwirku. To własnie tam odnajdziecie inspirację i wiedzę, jak również odpowiedź na pytanie: Kiedy oraz czym skusić miejscowe ryby ?.


Mokra mucha, chruścik domkowy


Nimfa, chruścik domkowy


Nimfa, chruścik

28.07.2013

Galeria pstrągów potokowych


Szkoda, że na zaproszenie publikacji zdjęć pstrągów  potowych odpowiedziało niewielu kolegów. Mimo to nadesłane zdjęcia, za które serdecznie dziękuję, ilustrują choć część z chyba nieograniczonej palety barw i wzorów ubarwienia potokowca.

Fot. Zbyszek Strzebonski - Rzeka Doder Irlandia

Fot. Andrzej Kozendra 





Fot. Paweł Rejkowicz, Shannon River

26.07.2013

Dzwoneczki w szczupakowym zielu


Temat połowu szczupaka nieodmiennie co jakiś czas powraca na strony bloga. Po części z racji jego obecności w krainie pstrąga i lipienia, budząc w ten sposób emocje i kontrowersje co do jego ochrony, lub nie na wodach tego typu. Jest też rybą w stu procentach muchową, jak widać na przykładzie relacji Kazimierza Żertki oraz innych Kolegów, których szczupakowe muchy miałem przyjemność gościć i prezentować na portalu. Powinien być też wędkarską alternatywą dla pstrągów i lipieni, poddawanych szczególnie wakacyjnej presji. Czy jednak jest to możliwe wobec przełowionych wód, które od dziesięcioleci ulegały inwazji amatorów zębatego drapieżnika ?. Zapewne tak, o ile potrafimy poznać jego obyczaje, stanowiska jakie zajmuje w jeziorowej toni, dzienne pory żerowania i menu, którego odpowiednikiem są muchowe i spinningowe przynęty. O kapryśnym charakterze szczupaka miałem okazję niejednokrotnie się przekonać w chwilach gdy ignorował okresowo wszelkie spinningowe przynęty, aż do sytuacji skrajnych gdy z zasady ich nie atakował. Tak było i zapewne nadal jest na jeziorze Łapino w pobliżu Gdańska, gdzie kilka sezonów z rzędu mierzyłem swoje siły z licznie występującym szczupakiem. Konia z rzędem temu kto na tej wodzie złowi go na blachę, w przeciwieństwie do połowu na żywca. Obławialiśmy wszelkimi błystkami przybrzeżne stoki, płytkie zatoczki, i wspaniałe górki podwodne ... bezskutecznie. Wystarczyło jednak w tej samej chwili umieścić tam żywca w postaci Jazgarza, który masowo zasiedla jezioro, by natychmiast na kiju meldowały się zębate.

Szczególnie atrakcyjnym miejscem była podwodna górka, której wierzchołek zakrywał zaledwie metr wody. Jej południowe i zachodnie stoki o małym nachyleniu stanowiły rozległą połać dna, łagodnie schodzącego do 2 - 3 metrów, porośniętego Rdestnicą. Było to klasyczne siedlisko szczupaków, które dzieląc ta krainę między kilka swoich roczników, objawiały się żywcowym połowem w postaci sztuk wielkości 40 - 60 cm. Może nie były to okazy, ale w pokaźniej ilości, która gwarantowała codzienny kontakt z kilkoma rybami. Na tą okazję wybieraliśmy urlop z początkiem czerwca, na tzw przed - turnus, mając nieomalże do wyłącznej dyspozycji ośrodek wczasowy Portu Gdynia jak i dowolny sprzęt pływający. Również godziny wędkowania były klasyczne, czyli między godziną 9 rano a południem, magiczna pora dnia. W tym przedziale czasowym złowiłem na spinning 90 % swoich szczupaków na wodach wszelkiej maści i nikt nie namówi mnie do zrywania się o czwartej rano, jako godziny szczupakowej wyprawy. W Łapinie początkiem wędkowania był jeden, może dwa zaciągi podrywką na przystani, dające zwykle kilkadziesiąt dorodnych jazgarzy i z takim zapasem płynęliśmy w kierunku podwodnej górki. Teraz już wystarczyło umieścić żywca pośród rzadkich rdestnic i czekać, choć niekoniecznie długo. Bywało, że już po kilku minutach bojka znikała pod wodą a jej wynurzenie i ponowna ucieczka w głębię była sygnałem do zacięcia. Czasem wiatr i fale zniosły zestaw poza obszar górki a tam na głębokiej wodzie jazgarzowa przynęta natychmiast zabierana była przez dorodne okonie.

Powszechnie też wiadomo, że miesiąc maj, czerwiec oraz późnojesienne miesiące sprzyjają nie tylko apetytowi szczupaków, ale też dają komfort prowadzenia przynęt spinningowych w jeszcze, lub już niezarośniętych, szczególnie płytszych jeziorach. Gorzej jest latem, gdy pierwszy przelot błystki kończy się nie tylko nabraniem na kotwicę solidnej porcji zielska, ale też biadoleniem wędkarza ... tu nie da się łowić. Jednak to co nabierze kotwiczka, jest dla mnie najcenniejszą informacją i często z premedytacją pierwsze rzuty temu celowi służą. Szczególnie podczas połowu z brzegu, gdzie w przeciwieństwie do łódki nie mamy sposobności obserwowania wielkości, zasięgu i składu gatunkowego podwodnych kobierców. Ta podstawowa informacja wyznacza spinningową strategię, z pewnością co do wyboru przynęty. Pewnym rozwiązaniem jest wobler, który potrafi przemknąć się na strefą roślinności zanurzonej, dla innych twister lub kopytko, których pojedynczy hak zmniejsza ryzyko nabrania zielska, jednak dla mnie sposobem są duże, ale lekkie błystki obrotowe. W tym miejscu na plan pierwszy wysuwają się obrotówki typu Vibrax, nie ze względu na wydawany dźwięk dzwoneczkowej konstrukcji, który niejako ma prowokować szczupaki, ale z powodu ich lekkich i "tłustych" korpusów. Obrotówka Blue Fox w rozmiarze 3, to spora przynęta jednak na tyle lekka, że prowadząc ją w łownym tempie idzie wysoko, zwykle nie narażając się na kontakt z podwodnymi sidłami w postaci roślinności.





Skoro już o do tematu roślinności powróciliśmy, to oczywiście podwodne łąki moczarki, skraje trzcinowiska, pasy tataraków, czy urokliwe wygrzane zatoczki pełne grążeli stanowią potencjalne miejscówki, to jednak moje serce zaczyna bić mocniej, gdy na grocie kotwiczki podejmę łodygę Rdestnicy. Ten widok zwykle zwiastuje rychły kontakt ze szczupakiem. Jeśli roślina ta zasiedla dany zbiornik, to zwykle występuje na niewielkich głębokościach, od jednego do trzech metrów, stanowiąc pewne miejsca przyczajenia szczupaka. Ryba ustawia się tam klasycznie 40 - 50 cm nad dnem, czasem wyżej a nawet pojedyncza Rdestnica stanowi dla niego osłonę, zza której patroluje łowiecki rewir. Przemykająca tam nasza duża, lekka obrotówka choć czasem zahaczy łodygę lub utknie w niej na chwilę, to jednak część jej przelotów pozostaje "czysta" niezmiernie często prowokując szczupaki, kończąc nasze zmagania udanym zacięciem i lądowaniem. Jednym słowem miejsca występowania Rdestnicy oznaczają dla mnie zwykle duże wędkarskie emocje i sukces a z tej okazji roślinie tej nadałem zaszczytne miano   - szczupakowego ziela.

Być może publikując ten tekst spotkam się z pomrukiwaniem doświadczonych Kolegów, że cytując za klasykiem, piszę ... " Oczywistą, oczywistość ". Jednak mam nadzieję, że zapozna się z nim młode pokolenie wędkarzy, któremu pragnę podpowiedzieć, by połów szczególnie ryb drapieżnych zaczynali nie tylko od czytania internetowych publikacji, ale przede wszystkim od czytania wody. 

W kwestii szczupaka polecam uwadze opracowanie: Samice górą


Jezioro Hutowe, Pojezierze Kaszubskie


Rdestnica kędzierzawa  (Potamogeton crispus L.) W Polsce roślina pospolita na całym niżu. Zasiedla głównie wody stojące i wolno płynące, jeziora, starorzecza, stawy sadzawki, rzeki. Rośnie głównie w strefie głębokości od 1 do 3 m


Fot. Wikipedia,  Rdestnica przeszyta (Potamogeton perfoliatus L.) 



Fot. Wikipedia, Rdestnica połyskująca (Potamogeton lucens L.)

25.07.2013

Szczupak na muchę - Kazimierz Żertka


Fot. Kazimierz Żertka

Od autora bloga: Krótkie wprowadzenie z mojej strony, ograniczę jedynie do pobudzonej wyobraźni jaką uczyniła zaledwie treść pierwszej korespondencji od Kazimierza Żertki. To jak w filmie Alfreda Hitchcocka, zaczyna się od trzęsienia ziemi a potem napięcie już tylko rośnie ...

Kazimierz Żertka ... Witam                                 

średniak o świcie

Podsyłam parę moich wzorów much szczupakowych, to takie moje ulubione. Najczęściej łowię na rzeczkach podobnej wielkości co Reda powyżej j. Orle oraz na rozlewiskach po kopalniach kruszywa i na napływach rzek do zbiorników zaporowych. Łowiska tego typu nie przekraczają 1.5 m głębokości i łowię na nich od czerwca do września z naciskiem na lipiec i sierpień podczas upałów. O sposobie łowienia i sprzęcie napiszę więcej w opracowaniu (to prawie dziesięcioletnia praktyka). Jak również o konkretnie stosowanych modelach "muszek" - bo to dosyć istotne przy szczupłych. W moim sposobie łowienia najczęściej łowię osobniki ok 60 cm ale zdarzyło mi się parę 80-tek, większe raczej nie przebywają w takich miejscach, co ciekawe nie zdarza mi się zbyt często łowienie pistoletów około 40-sto cm. 

Szczerze... to lubię latem łowić szczupaki, pstrągi i lipienie raczej wtedy walczą o przeżycie i niestety jest ich coraz mniej. Jednak moją ulubioną rybą od wielu lat jest brzana... bardzo wiele mnie nauczyła, wywróciła ale pojęcie połowu muchowego, zmusiła by tworzyć nowe wzory much... tak powstały słynny "raczek", amlok" i "kruszynka" Łowię od 40-stu lat z tego 30 na muchę i wciąż jest to dla mnie sposób życia - może dlatego, że jestem góralem?

Pozwoliłbym sobie (przy okazji) trochę napisać więcej o zastosowaniu much szczupakowych i sposobach połowu. Typowymi rzecznymi muchami ze średnio i szybko płynącą wodą są nieśmiertelne muddlery - większość prezentacji "załatwia" za nas nurt wody i sznur pływający - najczęściej sa to muchy o długości 7 cm . Rzuty raczej do najdłuższych nie należą i z reguły staram się łowić z brzegu - przy popracowaniu nad techniką wcale to nie jest trudne. Zawsze też łowię z przyponem metalowych - od lat i po wielu próbach wykonuję przypony metalowe z najcieńszej struny do gitary elektrycznej. Połączenie muchy z przyponem jest poprzez pętle (ruchome) - pozwala na lepszą prezentację, długość przyponu to ok 20 - 40 cm, długość przyponu żyłkowego (to z zależności od muchy) wynosi ok 0.8 - 1.3 m. 

Łowię zawsze tylko na jedną muchę. Latem najskuteczniejsze są połowy o świcie i o zmierzchu - dotyczy to w zasadzie wszystkich łowisk szczupakowych. Zmierzch pozwala także namierzyć żerujące drapieżniki i ich stanowiska. W rzekach stosuję wędzisko # 7 ale o raczej miękkiej akcji - bo ze względu na sztywność linki muchowej i metalowego przyponu taka właśnie akcja muchówki pozwala na bezpieczne hole. branie szczupaka najczęściej jest bardzo widowiskowe i łatwe do zacięcia - zacinam linką i dopiero potem pozwalam wędzisku "popracować " nad zmęczeniem szczupaka.

W przypadku much rzecznych nie ma znaczenia czy są wykonywane z syntetyków czy też z sierści zwierząt - a nawet lepiej jest je wykonywać z materiałów naturalnych (królik, lis) - po nasiąknięciu wodą łatwiej się nimi rzuca. Odmiennie muchami na wody stojące są przynęty typu bucktail, wolly i pokazany na zdjęciu crystalliser z przewagą materiałów syntetycznych, długość tego typu much waha się od 7 do 15 cm. Wymusza to stosowanie muchówki # 9-10 i najwłaściwsze dla tego typu łowienia głowice typu skagit.

Jednakże w dawnych czasach moich początków na j. Żarnowieckim (ujście Bychowskiej Strugi) była to również miękka muchówka # 9 ze sznurem intermediate WF - i też łowiło się wspaniale. Jako ciekawostkę chcę dodać, że moimi pierwszymi muchami szczupakowymi były... włosianki łososiowe typu podanej tu Black Dose - wdzięczne i proste muchy do wykonania. Rzadko stosowałem do konstrukcji much puch ptaków - z zębami nie mają szans. Zresztą, co ciekawe puchowce bardziej interesują okonie a nie szczupaki. Ostatnia z prezentowanych tu much z typu Bunny-Bug to dla mnie kwintesencja przynęty szczupakowej. Jest to przynęta spełniona. Na pewno łowcy szczupaków mogą mieć odmienne zdanie - bo nie jest łatwo tym wynalazkiem rzucać - jestem jednak starszej daty i mimo wszystko tradycjonalistą. Największe przekonanie mam do przedstawionej tu kolorystyki przynęt, sprawdziło się jak na j. Żarnowieckim tak i na j. Goczałkowickim.

Ale o gustach się nie dyskutuje ... Teraz w erze komputerów, kosmicznych materiałów i wspaniałych syntetyków czasem warto wyhamować. Wystarczy wstać przed świtem, wślizgnąć się w oparach mgły w mroczną i tajemniczą jeszcze wodę jeziora i w tej ciszy rozwinąć sznur i pierwszym rzutem musnąć rzadkie trzciny czy też przepiękne o tej porze roku grążele ... by poczuć, odżyć, zapomnieć o przemijaniu. Przywitać wstający dzień uśmiechem ... i zobaczyć w tęczowych kropach rozbryzgu wody symbol siły i piękna ... szczupaka. Naszego od zawsze ... ale czy na zawsze?
Pozdrawiam!
Kazek


Orange Woolly


Orange Muddler


Lake Trout  Muddler Special


Black Dose


Orange Crystalliser


Red-Black Bunny-Bug


S.L.F. Bucktail Red-Grizzly  

Tekst i zdjęcia -  Kazimierz Żertka

24.07.2013

Spotkanie


 Wojtek, z lewej choć ten dopisek jest chyba zbędny patrząc na ogorzałą od słońca i wiatru twarz wilka morskiego.

Internet to dziwne miejsce, gdy latami pisząc na forach pozostajemy anonimowi a nawiązane w ten sposób kontakty często do końca pozostają wirtualnymi. Choć tworzone tą drogą znajomości a czasem przyjaźnie stanowią niekwestionowaną wartość, jednak prawdziwego znaczenia nabierają podczas osobistego spotkania. Tak było z Wojtkiem, początkowo wymiana maili, następnie telefony, by ostatecznie móc się wreszcie spotkać. Okazja ku temu nadarzyła się niedawno, gdy gościł na wybrzeżu cumując swój jacht w puckim porcie, po zakończonym rejsie do Szwecji. Z tamtą już tylko rzut beretem do Wejherowa a raczej Redy, gdzie mogliśmy uścisnąć sobie dłonie. Na pierwszy plan naszej rozmowy w sposób oczywisty wysunęły się wspomnienia dopiero co zakończonego rejsu, choć jak przystało na wędkarza z krwi i kości, jakim bez wątpienia jest Wojtek i tu tematem wiodącym były ryby. Szwedzkie szczupaki łowione przez niego oraz załogę w ilościach nieprawdopodobnych. Był jednak moment gdy stanęliśmy nad brzegiem Redy i patrząc na jej leniwy nurt, nasza rozmowa potoczyła się ku tematom muchowym. Nasze przemyślenia i wspomnienia wędkarskich wypraw wypełniały treść pogawędki. W mgnieniu oka złapaliśmy wspólny język nadając na tych samych falach a możliwość wędkowania razem, niweczyć miała jedynie odległość w kilometrach, jaka za chwilę miała nas dzielić, Wojtek z południa ja z północy.

Początki naszej znajomości internetowej stały się poniekąd za sprawą Kazimierza Żertki, doskonale znanego wielu wędkarzom Kolegi z Cieszyna. Wojtka przyjaciel a mój dobry kompan korespondencyjny połączył nasze drogi swoimi publikacjami na blogu, który był miejscem naszego wspólnego spotkania. 

Stoimy sobie zatem nad brzegiem Redy i Wojtek mówi ...
  • Wiesz, może zadzwonimy do Kazia
Wybiera numer, włącza funkcję głośnego mówienia i za chwile słyszymy głos Kazika
  • Halo ...
  • Cześć Kazik, nie uwierzysz gdzie jestem, mówi Wojtek
  • Noo …
  • Stoimy z Arturem nad brzegiem pięknej Redy i wspominamy Ciebie
  • Niemożliwe ...
Głoś Kazika, początkowo wyraził pełne zaskoczenie, by o chwili zmienić się w wyraz nieukrywanej radości. Płynące ode mnie pierwsze słowa szybko zmieniły się w wymianę prawdziwie szczerych serdeczności. Gdy początkowe emocje telefonicznego kontaktu ustąpiły miejsca wędkarskim tematom, dalsza rozmowa stała się równie czystą przyjemnością, jak słowa powitania. Już pierwsza opowieść Kazika z właśnie zakończonego wędkowania powaliła mnie na kolana, bo relacjonując połów brzan na muchę, w tym udane lądowanie sztuki 82 cm, trafił w mój najczulszy punkt. Moje marzenie złowienia tej ryby na muchę, które zrodziło się gdzieś przed dziesięcioleciami nad Sanem a pozostało niespełnione i czeka jako najważniejsze wyzwanie wędkarskie. Długo by jeszcze pisać o naszej pogawędce, jednak połowy szczupaków w Szwecji przez Wojtka oraz relacje Kazimierza pokierowały ku wspomnieniom połowu tej ryby na jeziorze Żarnowiecki. Kazimierz Żertka, był prekursorem połowu zębatych na muchę w odległych latach, gdy mieszkał na wybrzeżu. Zbiornik Żarnowiecki stal się dla niego nie tylko poligonem dla testowania much i skuteczności metody, ale też miejscem nieliczonych sukcesów w połowie szczupaków na muchę. Jego telefoniczna a więc siłą rzeczy skrócona relacja tamtych czasów, zainspirowała mnie na tyle by poprosić Kazimierza o podzielenie się ze mną i z Wami wizerunkiem much szczupakowych z ubiegłego wieku. Zatem z nieukrywaną przyjemnością w kolejnej odsłonie opublikuję zdjęcia much, których autorem jest Kazimierz Żertka.

Na zakończenie ...Wojtek, pozdrawiam Cię serdecznie, również Kazimierza, po cichu zazdroszcząc Wam wód pełnych okazałych brzan, o szczupakach już nie wspomnę ...

23.07.2013

"Nieskażone" populacje pstrągów potokowych.

W rozwinięciu tematu "W poszukiwaniu oryginalnych pstrągów potokowych", polecam rys historyczny autorstwa Roberta Kosteckiego , publikowany dzięki uprzejmości i za zgodą autora:

Jeszcze niedawno, tak zresztą jak wiele osób ze środowiska rybacko-wędkarskiego, podniecałem się myślą o istnieniu jakiś tajemnych rzeczek, w których od niepamiętnych czasów bytują "nieskażone" populacje pstrągów potokowych. Trzeba zacząć od tego, co oznacza termin "niepamiętne'. Czy są to na przykład czasy biblijne, czy 200 lat wstecz. W stosunku do wielu rzek mamy informacje źródłowe, że przed wiekami notowano w nich łososiowate, a także wiadomości, że niektóre z nich były dorybiane lub wręcz zarybiane. Jeżeli chodzi o region mi bliski, a mianowicie Pomorze Wschodnie, to powszechnie istniała tu świadomość, że silne populacje pstrągów zastane na tym obszarze po II Wojnie Światowej, to właśnie ryby przypisane poszczególnym dorzeczom i żyjące w nich od niepamiętnych czasów. Okazało się, że w tamtych czasach (dopóki w 50. latach XX nie rozpoczęto radosnej działalności zarybieniowej) można było mówić o populacji pstrąga potokowego ze zlewiska Morza Bałtyckiego (Pasłęka, Łyna, Węgorapa, Rominta, Czarna Hańcza). Na podstawie przejrzanych opracowań tematycznych, już w tej chwili mogę powiedzieć, że co najmniej od 70. lat XIX wieku prowadzono na terenie Prus Wschodnich produkcję materiału zarybieniowego pstrąga potokowego. Materiał pochodził z ikry inkubowanej w warunkach sztucznych, często w zaadoptowanych do tego celu pomieszczeniach młynów lub w wylęgarniach polowych. Wyhodowanymi w ten sposób pstrągami zarybiono wiele rzek i potoków, które często typowano pod zarybienia, więc być może na daną chwilę pstrągi potokowe w nich w ogóle nie występowały?! Manipulacje obszarowe były tylko tego typu, że np. w 1880 roku do Pasłęki wpuszczono pstrąga pochodzącego z wylęgarni w Królewcu. Narybek przewożono w kanach, często okładanych lodem i trocinami. Jeżeli dochodziło do udanej introdukcji, to jeszcze w najbliższych latach stawiano w danej rzeczce wylęgarnię polową, najczęściej ustawioną w korycie i opartą na sztucznym spiętrzeniu i wspomagano wodę wylęgiem, ale z ikry pozyskanej z tarlaków pochodzących wyłącznie z danego cieku. Chodziło, o uzyskanie, w jak najkrótszym czasie, silnej liczebnie populacji, która potem radziła sobie sama. Dopiero późniejsze czasy powojenne doprowadziły do wyeksploatowania siłami wędkarskimi i kłusowniczymi silnych populacji i trzeba było dorybiać, a przy niedostatecznym zapleczu wylęgarniczym, sprowadzano materiał zarybieniowy, skąd się dało.
Robert Kostecki

Z potoku nigdy nietkniętego sztucznym zarybieniem.

Choć na Fly Fishing Forum zainteresowanie ostatnim wpisem w postaci komentarzy nie było wielkie, jednak wskazywano tam możliwą drogę Rasy myślenickiej ku Redzie oraz pozostałym rzekom, w postaci realizacji operatów przypadkowym materiałem zarybieniowym. Chodzi oczywiście o zarybienia i zakup narybku pochodzącego z obcych niż w konkretnej rzece populacji. Choć ilość wypowiedzi była nieduża, jednak spoglądając na statystyki odwiedzin bloga, temat ten zaliczyć wypada do najbardziej poczytnych. Nie mniejsze zainteresowanie "Oryginalne pstrągi potokowe" wzbudziły u czytelników Facebooka, zarówno pośród odbiorców zagranicznych jak i naszych, rodzimych wędkarzy. To właśnie jeden z nich, Kolega Grzegorz Górski z Klubu Wędkarstwa Muchowego "Hellfish Małopolska", udostępnił mam wizerunki pstrągów potokowych z wielce wymownym komentarzem, którego część posłużyła za tytuł dzisiejszego wpisu. 

"W mojej okolicy, w malutkich Beskidzkich potokach nie tkniętych nigdy sztucznym zarybieniem można spotkać tak ubarwione Pstrągi"

Fot. Grzegorz Górski





22.07.2013

W poszukiwaniu oryginalnych pstrągów potokowych

Pstrąg potokowy, Rasa myślenicka Salmo trutta dorothea


Fot. A.H. Buczkowski, Salmo trutta dorothea - Reda


Fot. A.H. Buczkowski, Salmo trutta dorothea - Reda

Nieodległy wpis przybliżający postać Karola Linneusza, zasady systematyki i nazewnictwa gatunków oraz wynikający z tego sposób opisywania pstrągów potokowych, stał się jedynie przyczynkiem do prezentacji obszernego i wnikliwego opracowania zamieszczonego poniżej. Powód ważniejszy to prawdopodobieństwo obecności Rasy myślenickiej Salmo trutta dorothea ( Salmo trutta m. fario v. dorothea ) w rzekach Polski północnej. Z moich wędkarskich doświadczeń i obserwacji wynika, że pstrągi o zbliżonym ubarwieniu do Salmo trutta dorothea, występuja co najmniej w dwóch rzekach północy, czyli Redzie i Łebie, w tej drugiej w znacząco mniejszej, proporcjonalnie ilości.

Na podstawie wcześniej zamieszczonych na blogu zdjęć pstrągów, szczególnie z Redy Pstr ( yk ) ąg Kolega Józef Jeleński wskazał prawdopodobieństwo przynależności części z nich do Rasy myślenickiej, co i dla mnie stanowiło sygnał do bacznego przyglądania się ubarwieniu łowionym egzemplarzom. Ryby  poławiane metodą muchowa w górnym biegu rzeki, jak i na spinning w dolnym odcinku poniżej jazu, stanowiły wyraźnie odmienną populację na tle pozostałych pstrągów potokowych bytujących na obu odcinkach. Poczynione obserwacje miały miejsce dopiero w tym sezonie, zatem nie prowadząc szczegółowych statystyk trudno mi podać w miarę przybliżony stosunek ilościowy "Rasy myślenickiej" do pozostałych ras. Jedno mogę stwierdzić, w rzece Reda obecność "Salmo trutta dorothea", lub egzemplarzy o charakterystycznym dla tej rasy ubarwieniu w postaci czerwonych kropek na płetwie grzbietowej, jest znaczna. 

Zapraszam do zapoznania się z zamieszczonym opracowaniem, za zgodą i dzięki uprzejmości Kolegi Józefa Jeleńskiego.

W tym miejscu polecam uwadze również pozostałe publikacje, zamieszczone na portalu: Łowisko pstrągowe Raba

Tytułem wstępu a raczej uzupełnienia od Autora: 
Już po opublikowaniu tego artykułu dotarłem do Galerii pstrągów potokowych i zorientowałem się, że STD jest bardzo podobna do pstrągów potokowych (niewędrownych) ze zlewiska Morza Śródziemnego.


Myślenice, 2007-03-15
W POSZUKIWANIU ORYGINALNYCH PSTRĄGÓW POTOKOWYCH:
RASA MYŚLENICKA Salmo trutta dorothea,
Józef Jeleński
Obwód Rybacki nr 2 rzeki Raby, ul. Jodłowa 5, 32-400 Myślenice
Tekst oryginalny: W POSZUKIWANIU ORYGINALNYCH PSTRĄGÓW POTOKOWYCH

1. Wątpliwości dotyczące gospodarowania miejscowymi pstrągami 
Praktyczne podejście do rozpowszechniania autochtonicznych form i ras pstrąga potokowego polega na wykorzystywaniu miejscowych dziko żyjących dorosłych osobników jako reproduktorów, czyli do pozyskania produktów płciowych, które z kolei wykorzystywane są do produkcji narybku. Taki też sposób rozpowszechniania pstrągów potokowych był stosowany od roku 1997 w obwodzie nr 2 (dawniej 3) rzeki Raby, obejmującego rzekę Rabę od Lubnia do Myślenic wraz z dopływami. Pozyskane podczas elektropołowów w dopływach Raby (ROK 1996, głównie Krzczonówka i Trzebuńka) tarlaki były gromadzone w stawach Andrzeja Górki, hodowcy z Pcimia kooperującego z użytkownikiem rybackim obwodu. Pochodzący od nich wylęg, wylęg żerujący, czasem ikra zapłodniona lub zaoczkowana rozprowadzane były w dopływach Raby. Po wybudowaniu obrębu hodowlanego w Myślenicach przy ulicy Jodłowej 5, użytkownik rybacki rozpoczął w taki sam sposób gromadzenie własnych tarlaków (ROK 2001, głównie z potoków Krzywiczanka, Kobylok i Miłogoszcz). Produkcja narybku odbywa się w oryginalnym modułowym inkubatorze żwirowym, w którym zapłodniona ikra zostaje umieszczona w żwirze o specjalnym uziarnieniu w kontrolowanym przepływie filtrowanej wody. Narybek samodzielnie spływa z inkubatora dopiero po całkowitym zakończeniu rozwoju larwalnego.
Obecnie zarybienie pochodzi częściowo z wylęgarni Andrzeja Górki (wylęg żerujący – głównie do dopływów powyżej zapór), a częściowo z obrębu hodowlanego w Myślenicach (narybek letni – głównie w odpowiednie rejony koryta Raby i przyujściowe, odcięte od swego dorzecza dopływy Raby).

Mimo takiego postępowania wątpliwe jest, czy miejscowe, wolno żyjące osobniki pstrąga potokowego pochodzą od rasy autochtonicznej. W połowach 1996 roku mogły przecież znajdować się osobniki pochodzące z wcześniejszych zarybień dokonywanych w Rabie już od początków XX wieku. Zarybienia te prowadzone były przez wiele lat bez określania ras czy miejsc pochodzenia rodziców użytego narybku. Jest też prawdopodobne, że podczas sztucznego zapłodnienia w sposób zamierzony lub przypadkowy mogło dojść do skrzyżowania osiadłych pstrągów z trocią wędrowną. Samo współbytowanie różnych ras pstrągów w tym samym rejonie wcale nie musi świadczyć o tym, że odbywać one będą wspólne tarło – natomiast złowione i magazynowane w stawach tarlaki dobierane ręką hodowcy podlegają takiej przypadkowej lub zamierzonej przymusowej krzyżówce. Późniejsze połowy uzupełniające tarlaków (po roku 2001) właściwie powielają wcześniej zgromadzoną pulę genów ponieważ do stawów dostają się głównie osobniki pochodzące z zarybień, gdyż wobec znikomych rezultatów naturalnego tarła stanowią one większą częśćżyjącej populacji. Tak więc w rezultacie długoletnich zarybień mamy do czynienia raczej z powielaniem mieszanki ras zastanych w określonym czasie, niż z odtwarzaniem autochtonicznej rasy pstrąga potokowego, co było oryginalnym zamiarem przedsięwzięcia.

Obserwacje zachowania w stawach osobników uprzednio wolno żyjących dostarcza szeregu dalszych wątpliwości. Część pstrągów staje się udomowiona, pobiera dobrze suchy pokarm i szybko przyrasta. Inne w różnym stopniu reagują na obecność hodowcy, ale ogólnie rzecz biorąc najsłabiej rozwijają się osobniki najdziksze i najostrożniejsze. Pobierają tylko pokarm naturalny i pochodzenia naturalnego (kryl, dżdżownice, larwy much, drobnica ryb karpiowatych), płoszą się i ukrywają w zakamarkach stawu. W rezultacie ikrzyce dzikie dają wielokrotnie mniej ikry niż udomowione, a ikra ta jest mniejsza. Do jednego modułu inkubatora wielkości skrzynki na owoce wchodzi ikra od 5 do 7 ikrzyc dzikich, lub z jednej ikrzycy udomowionej. Jeśli eliminacja udomowionych mleczaków jest możliwa i nie wpływa na ekonomikę hodowli, to nieraz bardzo trudno jest zdecydować się na eliminowanie z hodowli wyrośniętych młodych ikrzyc dających mnóstwo dorodnej ikry. W efekcie przewagę w zarybianej rzece uzyskać może potomstwo tych niewielu udomowionych ikrzyc, zmniejszając pulę genową wolno żyjącej populacji. 

Cały powyższy wywód wskazuje, że dla zachowania autochtonicznej rasy pstrąga potokowego nie wystarczy rozpowszechnianie potomstwa wolno żyjących osobników. Nawet zaprzestanie zarybień i poleganie wyłącznie na naturalnym tarle nie musi prowadzić do odtworzenia rasy autochtonicznej. Zresztą w Rabie tarło naturalne nigdy nie było dominujące: mała ilość inwentaryzowanych gniazd tarłowych (od 0 do 120 w obwodzie), silne zapiaszczenie i zamulenie żwiru nie sprzyjające przeżywalności, skanalizowane koryta rzeki i jej dopływów powodujące nadmierne przemieszczanie rumowiska dennego, wcięcie koryt aż do warstw nieprzepuszczalnych iłów i łupków, brak dostępu do dopływów, wszystko to redukuje potencjał rozrodczy wolno żyjących pstrągów, które bez zarybień z pewnością zniknęłyby z obwodu tak jak brzana, głowacz białopłetwy i lipień. 

Z drugiej strony, niewykluczone, że w taki sposób powstać może jakaś rasa mieszańców dobrze dostosowanych do aktualnie występujących lokalnych warunków. Liczne przykłady w Rabie wskazują, że wobec wysokiej temperatury wody w lecie pstrągi stają się fakultatywnie rezerwuarowe, chroniąc się w głębinach pobliskiego zbiornika zaporowego, skąd czasem wracają na tarliska w Myślenicach. Ich zachowanie jest podobne do zachowania troci jeziorowej, mimo że w górnej Rabie nigdy nie było zarybień taką odmianą pstrąga. Wątpliwości powyższe skłaniały użytkownika rybackiego do zachowania ostrożności w podejmowanych działaniach, aby nie powodować ewentualnych negatywnych efektów zamierzeń prowadzących do odtworzenia korzeni autochtonicznych populacji pstrągów. Od samego początku traktowano dwa potoki – dopływy Raby (Kobylok i Miłogoszcz) jako bank genetyczny, ze względu na to, że są oddzielone od Raby wysokimi wodospadami i nie były nigdy zarybiane pstrągami zarówno przed jak i po objęciu obwodu w użytkowanie. Podczas kolekcjonowania pstrągów przeznaczonych na tarlaki w Myślenicach skupiono się właśnie na tych pstrągach. Później jednak okazało się (wywiad z miejscowym hodowcą), że potok Miłogoszcz powyżej wodospadu został nielegalnie zarybiony pstrągami pochodzącymi z hodowli z Zawoi przed rokiem 2000, co eliminuje przydatność pstrągów z tego potoku do odtwarzania rasy autochtonicznej. Uznano, że dla odtworzenia dzikiej autochtonicznej populacji pstrąga potokowego z Raby stało się istotne zidentyfikowanie rasy, która z dużą dozą prawdopodobieństwa 1 - przy największej ilości zinwentaryzowanych gniazd tarłowych ilość naturalnego narybku szacowana na podstawie danych literaturowych nie przekraczała 30% całkowitej ilości narybku pochodzącego ze wszystkich źródeł (narybek naturalny + z wylęgarni + z inkubatora). 2 Mikołajczyk T., Jeleński J., Wroński P., Bernaś R., Jackowski K., Epler P.: Ichtiofauna rzeki Raby i jej dopływów w granicach obwodu rybackiego nr 3. Rocz. Nauk. Zoot., Supl., z. 17 (2003) 667-670 reprezentuje oryginalną, starą linię genetyczną, a następnie zastosowanie szczególnych zabiegów pozwalających na ochronę jej populacji w naturze i czystość rasową w hodowli.

2. Pstrągi z potoku Kobylok w Myślenicach 
Starsi mieszkańcy Myślenic z nad potoku Kobylok pamiętają czasy, kiedy w potoku pływało mnóstwo pstrągów, poławianych przez dzieciaków „na rękę” podczas powrotów ze szkoły. W przyujściowym odcinku potoku musiały więc występować wyśmienite warunki tarliskowe, których dziś już nie ma, gdyż koryto potoku dawniej meandrujące po stożku nasypowym zostało wyprostowane i wybetonowane. Około 400 m powyżej ujścia jest wodospad skalny nieprzekraczalny dla pstrągów ewentualnie zamieszkujących przyujściowy odcinek potoku. Ich ilość pomiędzy wodospadem a ujściem nie jest nigdy wysoka, może ze względu na zimowe odwiedziny wydr zamieszkujących zbiornik dobczycki. Powyżej, w malowniczej, rozległej dolinie płynie nieuregulowany potok, w którym żyją pstrągi z przed okresu powstania tego wodospadu nigdy uprzednio nie wprowadzane tam poprzez zarybienia. 


Potok Kobylok w środkowym biegu Fot. Łukasz Brzeziński, 2006

Połowy w potoku Kobylok odbyły się dwa razy: w roku 2001 i w roku 2006. Porównanie ilości pstrągów występujących na kilometrze długości potoku (2001: 94 szt/km, 2006: 22 szt/km) wskazują na istotny spadek liczebności populacji. Wpływ na to miało odłowienie znacznej ilości dorosłych osobników w roku 2001 do stawów gospodarstwa oraz rozległe wyręby i prace ziemne związane z budową stoku narciarskiego w roku 2005. Odłowienie dalszych 22 osobników i ich zmagazynowanie w stawach tarlakowych obrębu hodowlanego w roku 2006 jeszcze bardziej ogranicza potencjał rozrodczy wolno żyjących w potoku dzikich pstrągów. Porównanie wzrostu pstrągów (długość całkowita, longitudo totalis, total length, tl) z potoku Kobylok ze wzrostem pstrągów występujących w innych potokach obwodu dokonano w tabeli, zamieszczając również przeciętne pozycje pierścieni zimowych określone na podstawie odczytów wstecznych łusek pstrągów z Raby3. We wszystkich połowach udało się ustalić pierwszą najmniejszą dominującą długość złowionych pstrągów, którą można uważać za przeciętną zimową długość ryb jednorocznych. Okazuje się ona być nieco większa niż na to wskazywałaby pozycja pierwszego zimowego pierścienia dla wszystkich badanych potoków, z wyjątkiem Kobyloka, gdzie jest ona znacząco mniejsza. W połowach na potoku Kobylok można ponadto wyróżnić trzy kolejne maksima częstości, które prawdopodobnie odpowiadają przeciętnej zimowej długości kolejnych kohort (dwu, trzy i czteroletniej) pstrągów. W porównaniu do pierścieni na łuskach pstrągów z Raby wskazywałoby to na istotną różnicę we wzroście pstrągów z Kobyloka w stosunku do innych dopływów Raby i samej Raby, co zresztą może być wywołane niewielką rozległością i małą żyznością tego potoku.



Jeszcze bardziej obrazowy w tym względzie jest inny parametr, a mianowicie długość pstrąga odpowiadająca połowie ilości złowionych pstrągów. Dla Kobyloka wynosi ona 10cm, a dla innych potoków 14 do 15 cm. Największy pstrąg złowiony w potoku Kobylok miał 20cm, podczas gdy wiele pstrągów z innych potoków osiąga rozmiar ponad 30cm, nawet do 40cm. Można więc podsumować, że tempo wzrostu pstrągów z Kobyloka wynosi około 70% wzrostu z innych rejonów obwodu.


Podczas znakowania pstrągów z Kobyloka okazało się, że ich ubarwienie w sposób znaczący różni się od ubarwienia przeciętnych pstrągów z rzeki Raby. Mają stosunkowo więcej czerwonych kropek w jaśniejszych obwódkach na bokach ciała, czerwone lampasy na płetwie ogonowej, intensywnie czerwone ubarwienie płetwy tłuszczowej i czerwone kropki (obok czarnych) na płetwie grzbietowej. Ta ostatnia cecha jest wspólna i najlepiej wyróżniająca dla wszystkich pstrągów z Kobyloka, wobec występujących czasem u innych pstrągów cech podobnych do wymienionych wcześniej. Posiadają też liczne młodzieńcze plamy przez cały okres swojego życia w potoku, a nawet w ciągu dalszej hodowli w stawach.


Znakowany osobnik rasy myślenickiej pstrąga potokowego Fot. Józef Jeleński, 2006

Ikrzyce z Kobyloka są niewielkie, nawet w hodowli stawowej osiągają w ósmym roku niewiele więcej niż 30cm długości. Przystępują do tarła już od trzeciej dekady października i odbywaja tarło aż do końca listopada. Ilość ziaren ikry u pojedynczej ikrzycy jest bardzo mała, rzadko przekracza u wolno żyjącej ikrzycy 200sztuk, choć zapłodnienie ikry jest zwykle bliskie 100%. Udało się to podsumować dopiero po ustaleniu charakterystycznych cech pstrągów z Kobyloka. Przyjęto, że ma się do czynienia z odróżnialną rasą pstrąga, którą nazwano „rasą myślenicką”, po łacinie Salmo trutta dorothea dla podkreślenia naturalnego pochodzenia tejże rasy (z greckiego: doron – dar, theos – bóg) w przeciwieństwie do pstrągów Salmo trutta pochodzących z hodowli. Okazało się, że oprócz znakowanych osobników z potoku Kobylok w zasobach obrębu hodowlanego w Myślenicach i w gospodarstwie Andrzeja Górki w Pcimiu są obecne pstrągi.


Fot. Łukasz Brzeziński, 2006

Porównanie wielkości i plenności ikrzycy rasy myślenickiej i przeciętnej ikrzycy ze stawu hodowlanego: znakowana ikrzyca 3+ rasy myślenickiej o długości 17 cm dała około 80 sztuk ikry – ikrzyca hodowlana 3+ o długości 60 cm – około 4 tysięcy sztuk ikry odpowiadające wyglądem rasie myślenickiej. 

Co więcej, pstrągi takie stosunkowo często poławia się w Rabie poniżej jazu w Myślenicach, czyli w okolicy ujścia potoku Kobylok. Także i w innych lokalizacjach w Rabie i jej dopływów napotyka się przedstawicieli tejże rasy, prawdopodobnie z powodu wcześniejszych zarybień lub w wyniku rozrodu oryginalnych pstrągów z górskich odcinków dopływów Raby. Na niektórych odcinkach potoku Krzczonówka poławia się około 50% osobników o cechach rasy myślenickiej. Oznaczałoby to, że ilość osobników tej rasy poza potokiem Kobylok znacznie przekracza całkowitą ilość pstrągów w potoku pochodzenia. Powstało podejrzenie, że „rasa myślenicka” może oznaczać oryginalną, osiadłą formę pstrąga potokowego, która przetrwała w wielu innych źródliskowych odcinkach dopływów Raby inwazję obcego narybku pochodzącego z zarybień oraz wpływu osiadłych osobników troci wędrownej. Na korzyść takiej hipotezy przemawiają fotografie pstrągów z Sanu umieszczone na portalu internetowym francuskich muszkarzy, dowodnie obrazujące obecność rasy podobnej do myślenickiej także w Sanie.

3. Program gospodarowania pstrągami rasy myślenickiej
Optymistyczne oszacowania aktualnej ilości pstrągów w całym potoku Kobylok powyżej wodospadu nie przekraczają liczby 100 osobników, a ilość zapłodnionej ikry umieszczonej w oczyszczonym żwirze (700 sztuk) rekompensuje zaledwie pozyskanie tarlaków z potoku. Taka liczba osobników nie wystarcza dla zachowania różnorodności genetycznej populacji, o czym świadczy napotkany w potoku osobnik o zaburzonym rozmieszczeniu barwnika w skórze, podobny do albinosa. Oprócz ścisłej ochrony rasy myślenickiej in situ konieczny jest więc staranny proces hodowlany prowadzący ex situ do zwiększenia ilości osobników tej rasy. Przez najbliższe dwa lata całość zapłodnionej ikry pochodzącej od znakowanych osobników rasy myślenickiej umieszczana będzie w oczyszczonym żwirze macierzystego potoku, w dalszej przyszłości podjęte będą ewentualnie dalsze stosowne kroki.



Fot. Łukasz Brzeziński, 2006

Brak barwnika w skórze jednego dzikiego osobnika pstrąga potokowego z Kobyloka

W ramach ochrony ex situ w krótkim czasie po zidentyfikowaniu możliwości odróżnienia pstrągów rasy myślenickiej od pstrągów potokowych innych ras wprowadzono zakaz zabierania osobników tej rasy w całym obwodzie nr 2 rzeki Raby, obowiązujący od roku 2007. W tarle 2006 zwracano uwagę, aby w obrębie hodowlanym w Myślenicach ikra rasy myślenickiej była zapładniana mleczem samców tej samej rasy. Podobną zasadę wprowadzi się w roku 2007 także w gospodarstwie w Pcimiu.

Oczekiwania korzyści po wprowadzeniu zmian w sposobie gospodarowania pstrągowego opierają się na założeniu, że rasa myślenicka jest definitywnie stanowiskowa, skoro od dawnych czasów utrzymała się powyżej wodospadu. Ponadto, rosnąc wolniej od innych ras pstrągów, osobniki przed osiągnięciem łownego rozmiaru najczęściej już dwu lub trzykrotnie brały udział w tarle. Wędkarze dziś zobowiązani do wypuszczania wszystkich osobników rasy myślenickiej dawniej także je wypuszczali, ze względu na ich niewielkie rozmiary w stosunku do obecnych w rzece specjalnie wpuszczanych hodowlanych pstrągów potokowych (z obciętą płetwą tłuszczową) i tęczowych, których przeciętna masa wynosi w łowisku około 0,5kg. 

Pstrągi rasy myślenickiej przeniesione do innych potoków i do koryta Raby będą zapewne rosły nieco szybciej, ale ich terytorialność spowoduje, że powoli osiągać będą przewagę liczebną nad wszystkimi formami skłonnymi do wędrówek. Ta przewaga będzie prawie niezauważalna dla korzystających z łowiska, gdyż większość pstrągów rasy myślenickiej będzie o wymiarach zupełnie nieinteresujących dla wędkarzy. Dla osobników rasy myślenickiej obecnych w Rabie powinno się udostępnić przyujściową część potoku do wykorzystania jako tarlisko ochronne. Stosowny program obejmujący częściowe odtworzenie aluwiów w uregulowanym korycie potoku został przygotowany przez użytkownika rybackiego i jest obecnie uzgadniany. W stawach gospodarstw obsługujących obwód trzeba będzie eliminować pstrągi nie wykazujące cech rasy myślenickiej aż do wyłącznego używania tarlaków tej rasy. Obecnie zaledwie około 20% ikry umieszczanej w inkubatorze pochodzi od obu rodziców rasy myślenickiej, a dalsze 20% zapłodnione jest mleczem tejże rasy. Jest też potrzeba ulepszania samych tarlisk jak i dostępu do tarlisk w dorzeczu Raby dla pstrągów powracających na tarło, bowiem udane tarło dużej ilości osobników o silnym instynkcie terytorialnym jest podstawą gospodarowania naturalnymi populacjami pstrągów i nadzieją na ich liczebny rozwój.

4. Potencjalna wartość rasy myślenickiej
Oprócz wartości do zarybiania obwodu nr 2 rzeki Raby, oraz szerzej, dla zarybień w dorzeczu Raby, rasa myślenicka pstrąga potokowego ma cechy pozwalające na osiągnięcie celów zarybień w innych specyficznych lokalizacjach. W szczególności chodzi tu o:
· powolny wzrost osobniczy,
· długowieczność,
· wczesną dojrzałość płciową osobników obydwu płci,
· nie wykazywanie tendencji do wędrówek,
· łatwość odróżnienia od innych ras pstrągów.
Wszędzie więc tam, gdzie istnieją warunki rozrodu pstrągów i rozwoju ich populacji (odpowiednie tarlisko, rozległy obszar wychowania narybku, miejsca bytowania dorosłych osobników, możliwość powrotu do miejsca tarliskowego) zastosowanie do zarybień rasy myślenickiej powinno dać rezultaty niezależnie od presji wędkarskiej. Warunkiem przesądzającym o potrzebie zastosowania rasy myślenickiej powinno jednak być stwierdzenie braku autochtonicznej populacji w zarybianym dorzeczu. Trzeba też się pogodzić z powolnym wzrostem osobniczym, szczególnie w mało żyznych górskich dopływach i w miejscach, gdzie pstrągi będą często płoszone, co skutkować może stosunkowo dużą liczebnością osobników o niewielkich rozmiarach. Selektywna hodowla rasy myślenickiej może mieć znaczenie dla badań różnic genetycznych poszczególnych ras i odmian pstrągów. Wobec braku historycznego materiału porównawczego planowanie takich badań jest niezwykle utrudnione. W przypadku ustalenia odmiennego wzorca rasy myślenickiej można byłoby rozpocząć genetyczne badania porównawcze populacji pstrągów z innych rzek. Niewątpliwie miejsca nigdy uprzednio nie zarybiane, takie jak potok Kobylok, są potencjalnie najcenniejszymi miejscami ewentualnych dalszych badań.

W stawowej hodowli zalety rasy myślenickiej stają się wadami: powolny wzrost i wczesna dojrzałość płciowa nie dają możliwości szybkiego tuczenia ryb. Brak udomowienia i nieumiejętność pobierania sztucznej karmy dodatkowo komplikują i podrażają hodowlę. Istnieje też konieczność ścisłego przestrzegania odosobnienia od innych ras pstrąga, gdyż w przypadku mieszanej obsady osobniki rasy myślenickiej są zdominowane przez obce osobniki, co nie pozwala na ich właściwy rozwój. Z kolei każdy sukces w przystosowaniu do hodowli kolejnych pokoleń rasy myślenickiej powodowałby utratę ich wartości dla zarybień wód otwartych. Wszystko to powoduje, że koszt hodowli stawowej w ramach ochrony tej rasy ex situ jest znacznie wyższy niż hodowli innych pstrągów potokowych, tęczowych czy łososi.

Autor Józef Jeleński

Redakcja Bloga składa serdeczne podziękowania Koledze Józefowi Jeleńskiemu za udostępnione materiały.