30.09.2014

Potamophylax latipennis


Potamophylax latipennis Curtis, 1834

Z oznaczeniem przynależności gatunkowej owadów często mamy kłopot. Bywa, że ich zdjęcia nie wystarczają, bo ruchliwe oraz niecierpliwie nie chcą pzować i nie zawsze ujawniają cechy anatomiczne. Nieco łatwiej jest z chrząszczami ale pamiętać wypada, że wartość poznawczą mają pokrywy skrzydeł zatem obowiązkowe jest ujęcie od góry. Gorzej a raczej trudniej sprawa wygląda z chruścikami a szczególnie jętkami, które dodatkowo wykształcają formy barwne zależnie od miejsca występowania. Jeśli potrzebna jest naukowa konsultacja dla prawidłowego oznaczenia gatunku, warto dostarczyć owada w całości. Aby go zabezpieczyć i zachować oryginalne ubarwienie, umieszczamy go w alkoholu najbardziej bezpiecznym konserwancie. Wszystkie te przedsięwzięcia i zabiegi mają na celu wartość poznawczą, nie tylko na potrzeby muchowego wędkowania, ale dla poszerzania własnej wiedzy przyrodniczej oraz jej popularyzowania. Tu jednak należy zachować ostrożność, bo część naszych owadów jest prawnie chroniona i nawet pośród chruścików odnajdujemy taki gatunek - Crunoecia irrorata 


Crunoecia irrorata (Curtis, 1834) źródło: Autor Belen Amarante

Crunoecia irrorata, krynicznia wilgotka (wcześniejsza nazwa to kudłatka) – chruścik (Insecta: Trichoptera, chruściki) z rodziny Lepidostomatidae. Larwy budują charakterystyczne, czworościenne domki. Gatunek prawnie chroniony (jako jedyny chruścik w Polsce. Występuje w całym kraju, ale na nielicznych stanowiskach. Wcześniejsza nazwa kudłatka (używana przez Dziędzielewicza w XIX w.) nawiązuje do licznych włosków i szczecinek pokrywających tułów (przystosowanie do życia w cienkiej warstewce wody), współczesna nazwa - krynicznia wilgotka - nawiązuje do siedliska życia - krynica, źródło.


Bardziej licznie występującym gatunkiem jest prezentowany poniżej Potamophylax latipennis. Jego wylot obserwujemy we wrześniu na Redą i w październiku nad Wdą, czyniąc połowy muchowe szczególnie skuteczne suchą muchą. To duży owad i choć na pierwszej rzece Goddardy nigdy nie zachwycały skutecznością, to na Wdzie królują, podobnie jak inne większe imitacje chruścika. Choćby z tego powodu warto przyjrzeć się z bliska temu gatunkowi i pokusić się o jego rozpoznanie gatunkowe.

Chruścik z rodziny bagiennikowatych, związany z rzekami średniej wielkości. Larwy dochodzące do wielkości 2,5-3 cm budują rurkowate, lekko zagięte domki z ziaren piasku. Konsultacji w części oznaczenia gatunku udzielił dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM. Wydział Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie, któremu za pomoc serdecznie dziękuję.



Potamophylax latipennis Curtis, 1834



29.09.2014

Lipień dla świadomego rzeczy istną niespodzianką



Dzisiejsza publikacja choć tak okraszona piękną polszczyzną J. Rozwadowskiego, w istocie jest spojrzeniem na aktualne miejsce lipienia w systematyce. Do niedawna za właściwą klasyfikację uznawano: wg. "Ryby słodkowodne Polski", Prace zbiorowe pod redakcją Marii Brylińskiej, Państwowe Wydawnictwo Naukowe wydanie II, Warszawa 1991.

Rząd śledziokształtne  Clupeiformes, Goodrich 1909
Rodzina lipieniowate Thymallidae, Gill 1894
Rodzaj Thymallus, Cuvier 1829 
Gatunek Lipień Thymallus thymallus Linnaeus, 1758


Na pożółkłych stronicach Okólnika Rybackiego z 1908 roku, odnajdujemy cytowany poniżej opis lipienia autorstwa J. Rozwadowskiego. W treści autor używa: "Rodzina koregonów", to oczywiście odniesienie do Coregonidae, dawniej wyróżnianej jako rodzina siejowatych. Obecnie obie rodziny Thymallidae oraz Coregonidae sprowadzone zostały do niższej jednostki systematycznej. Zatem aktualna systematyka wygląda następująco:

Rodzina SALMONIDAE – łososiowce 
Podrodzina SALMONINAE - łososie, u nas wszystkie pstrągi, łosoś, trocie, głowacica 
Podrodzina COREGONINAE - głąbiele, u nas sieja, sielawa 
Podrodzina THYMALLINAE - lipienie, u nas lipień


Swoją drogą z jaką przyjemnością czyta się teksty Rozwadowskiego, tworzone umysłem i piórem tamtej epoki ... Może kiedyś pokuszę się o dobrej jakości PDF, by przybliżyć Wam cały artykuł.


Oryginalna ilustracja do publikacji J. Rozwadowskiego


Nasze ryby. 
LIPIEŃ
opisał J. Rozwadowski



”(Thymallus vexilifer właściwiej Coregonus thymallus – die Asche), przez Linneusza bez żadnej racyi do rzędu Salmonidów zaliczony, tłucze się w tem niedobranem towarzystwie po dziś dzień jak Marek po piekle, mącąc i tak już niezbyt klarowne flukta naukowej systematyki” … i dalej



26.09.2014

Antalówka


"Antalówka" -  Autorem oryginalnej nimfy jest Miro Antal ze Słowacji, muchowy Mistrza Świata 2004 i to nieomal wszystko co można znaleźć w internecie o tej nimfie. Z nią jest trochę, jak z właścicielami psów. Połowa śpi z nimi w łóżku a druga połowa się do tego nie przyznaje. Wbrew pozorom to dość znany wzór, który ma oczywiście sporo modyfikacji. Mam jednak wrażenie, że nie zawsze utożsamiany z oryginalną nazwą. Szukając opisów i odniesień do Antalówka, praktycznie natrafiłem na jedną rzeczową informację na portalu Flytiers.pl, autorstwa Kolegi Piotra Zieleniaka, który pisze tak:
"Autorem "Antalówki" jest Miro Antal ze Słowacji. Muchowy Mistrz Świata. Tak jak mówi Szymon nie ma jedynego wzoru bo owych Antalówek jest sporo rodzajów. Ta, którą otrzymałem od Miro i miała być najbliższa oryginałowi. Uzbrojona była w srebrną główkę, dubbing był jaśniejszy na tułowiu i przewinięty crystal flashem a pod pomarańczową pochewką szary zając. Zawiązana była na haku prostym, nie jigowym. Dzisiaj pierwotny wzór uległ wielu trafnym modyfikacjom jednak idea pomysłu została zachowana ..."

Widoczna na zdjęciu, wykonana przez mnie jest kolejnym wcieleniem Antalówki, choć starałem się jedynie zbliżyć do oryginału w miarę posiadanych materiałów. Zatem receptura wygląda następująco:

Haczyk #10 Akita 751 BL, 
Główka złota wolfram 3.5 mm
Tułów Muskrat Dubbing
Pakunek zając
Pochewka Floss, choć lepszy efekt daje Artron.
Przewijka silver wire small
Ogonek kogut grizzli genetyk 

Kłopot jest z pochewką, bo nadal zostaje przedmiotem eksperymentów co do rodzaju materiału, wiemy że powinna być raczej pomarańczowa. Tajemnica tej nimfy tkwi jednak w kolorze dubbingu, który powinien być niebiesko - szary, trudny do pozyskania w formie gotowej. Pozostają zatem poszukiwania odcienia na drodze mieszania. 

Nieco światła rzucił na sprawę Huba Janeczek, wskazując skórkę z szynszyli. Należy wyciąć włos aż do skóry i delikatnie bzyknąć w młynku do kawy. Poniżej wykonanie Huby z dodatkowym komentarzem: "Z szynszyli wychodzi dubbing o absolutnie świetnej teksturze, nie ma konieczności oddzielania podszerstka od kłaczków okrywowych. Natomiast dobór koloru czy tez odcienia dubbingu z szynszyli daje pole do eksperymentów, ponieważ na jej futerku są miejsca o różnym nasileniu barwy włosia od białego do szarego, nawet czarnego.


Przygotowałem alternatywne wersje na najbliższe wędkowanie. Trudno nazwać je nawet wariantami, ale chyba ogólna idea została zachowana. Zobaczymy co na to lipienie ... ???






23.09.2014

Postscriptum



Jedno jest pewne - na odcinku no-kill lipieni jest więcej. Czy to prawda oczywista? Jak się okazuje dla użytkownika rybackiego jakim jest PZW – nie. Również dla wielu wędkarzy, którzy na odcinki objęte zakazem zabierania lipieni nie zaglądają. Zapewne widok okazałego kardynała, którego należy wypuścić, przerasta wytrzymałość ich systemu nerwowego. Społeczność tych wędkarzy jest dostatecznie oportunistycznym i wpływowym środowiskiem na szczeblach Kół i Zarządów Okręgowych, by postulaty, apele oraz inicjatywy tworzenia kolejnych odcinków no-kill, pozostały jedynie pobożnym życzeniem. Procesem, który w najlepszym przypadku trafia na wyboistą i długotrwała drogę decyzyjną. Zasobność lipieniowych łowisk typu C&R nie jest w polu ich zainteresowania, bo nie biorą udziału w podziale łupów i pośród nich nie znajdziemy sojuszników.

Opłakany stan naszych rzek znamy, ich słaby potencjał warunkowany całym zespołem czynników również. Pisałem o tym wiele nie tylko ja. Recepta by taki stan szybko polepszyć, nie jest ani łatwa ani też możliwa. Nie zwalania nas to jednak by bezradnie rozłożyć ręce i poddać się woli lobby smażonego lipienia, która stacza jego populację po równi pochyłej.

Pośród całej obecnej niemocy, bez wątpienia odcinki no-kill, są prostym i skutecznym rozwiązaniem. Ich ustanowienie nie wymaga skomplikowanej procedury na szczeblu Zarządu Okręgu, przynajmniej w ramach jego kompetencji. Pozostaje jedynie uszanować wole i wiedzę tej części wędkarzy, dla których wypuszczanie ryb jest naturalnym sposobem uprawiania wędkarstwa, lub zrozumieli choćby okresową konieczność takiej praktyki, w zamian za relatywnie rybną rzekę.

Mogę zrozumieć partykularny interes PZW, choć go nie aprobuję, polegający na motywowaniu do płacenia składek rybnych zabieraczy. Wędkarzy, dla których dynda marchewka na związkowym kiju w postaci limitu dziennego – lipień 3 sztuki. Jednak i oni są w odwrocie a brzeg rzek pustoszeją za sprawą ich absencji z powodu braku ryb. Nieliczni już desperaci dopychają reklamówki narybkiem lipienia … a ostatni zgasi światło.


Pozostaną zatem wyjałowione rzeki lub ich enklawy w postaci w miarę zasobnych odcinków C&R. One też nie są beczką miodu i długo nie będą z powodu wymienionych na wstępie uwarunkowań. Jednak stanowią ostatnią linię obrony zanikające populacji lipieni i niekiedy jedyne już miejsca, gdzie wędkarz będzie miał okazję przeżyć emocje kardynała na kiju. W chwili gdy pisałem ten tekst zadzwoniła do mnie pani z teleserwsiu z ofertą domowego urządzenia wielofunkcyjnego. Pytam co to jest? …. a w słuchawce słyszę znów – urządzenie wielofunkcyjne. Więc pytam ponownie – czy to może połączenie kosiarki do trawy z trzepakiem do dywanów?. Podobnie odcinki no- kill nie są i nie będą wielofunkcyjne, na zasadzie dla każdego coś miłego. W brew pozorom i wizją niektórych, to nie są stawy rybne, gdzie wystarczy puścić muchę by mieć na kiju lipienia. Podlegają takiej samej degradacji jak reszta rzeki. Są zróżnicowane środowiskowo a okresowo ich fragmenty bywają lepsze i gorsze wędkarsko i wymagają niemniejszej wiedzy i umiejętności od wędkujących. Pozostaje jednak fakt bezsporny – jest tam zdecydowanie więcej ryb. Może nie są to ilości na miarę naszych wspomnień, ale są …. i to się liczy w obecnym stanie rzeczy.

W tym miejscu może paść argument w postaci budzącej się świadomości wędkarzy i co raz bardziej licznej i powszechnej praktyce polegającej na dobrowolnym uwalnianiu ryb, zatem po co odcinki no-kill. ? Ano po to, że naszym rodakom należy wytyczyć wyraźną granicę zakazów i nakazów usankcjonowaną prawnie. To niestety jedyny sposób na nasze roszczeniowe społeczeństwo a szczególnie na roszczeniowych członków PZW, dla których wszystko ma być wspólne czyli niczyje, za jednolitą, marną opłatą i ogólnodostępne na warunkach większości. Proces edukacji, który w innym narodzie trwał by lat 10, u nas będzie trwać sto lat. Nie doczekam tego ja, moje dzieci i wnuki … wasze również.

Roztaczając wizję odcinka no -kill na każdej rzece, wypada być realistą. Nie ze względu na możliwości ustanowienia takowych, ale na potrzebę spełnienia kilku ważnych obocznych warunków. Przede wszystkim skuteczna ochrona. Stwierdzenie niezbyt odkrywcze, jednak zawiera cała górę problemów często nie rozwiązywalnych z powodu braku pieniędzy. Jak przebiega podział i przydział środków na ten cel w ramach PZW – wiemy. Choć i w tej kwestii można by się pokusić o kumulację środków na ochronę wód pozostających w gestii Zarządów Okręgowych, celem utworzenia kilku rzetelnych etatów strażników. Zamiast dzielić te i tak marne pieniądze na Koła, które są opiekunami wód.

Jedyne zatem co przychodzi mi do głowy to opieka lokalnych Klubów, które może będą w stanie zapanować nad relatywnie niewielkim odcinkiem rzeki. To jednak wezwanie do pracy społecznej, często ciężkiej, niewdzięcznej a bywa niebezpiecznej. Nie wiem czy wobec braku własnej aktywności na tym polu mogę wysuwać taki postulat wobec pozostałych Kolegów.

Natomiast niepokoją mnie pomysły tworzenia w miejsce stref no-kill, mini odcinków specjalnych na rzekach Północy, gdzie licencje mają wygenerować środki na w/w cele. Zawsze temat dodatkowych opłat wywołuje emocje, często sprzeciw lub zdziwienie, jak pisałem roszczeniowej społeczności wędkarskiej. Z pewnością jednak w ramach tych kwot wędkarze oczekują znacznie więcej, w znaczeniu ilości i okazałości ryb, niż są w stanie zaoferować łowiska tworzone na wodach nadal o małym potencjale. Może sposobem na ochronę łowisk tego typu będą opłaty o mniejszym kalibrze, niż wynika to z ambicji uznania ich za odcinki specjalne. Kwoty (tu można spierać się o ich wysokość), które trafią bezpośrednio na potrzeby SSR, działającej przy Klubie opiekującym się łowiskiem.


Za pomysł dobry, choć gorszy w realizacji (kasa trafiała do skarbonki ZO) uznaję zarzuconą praktykę pobierania opłat licencyjnych na całą pomorską rzekę, jak miało to onegdaj miejsce w przypadku Redy. Opłata nie była dotkliwa (100 PLN rocznie) i gdyby w całości zgromadzone z niej pieniądze trafiały bezpośrednio do SSR, przy Kołach opiekunach rzeki, były by środki na ochronę nie tylko odcinka no-kill, ale całej rzeki. Może w przyszłości warto powrócić do tego pomysłu i postulować wprowadzenie opłaty - nazwijmy ją ” ochronną” kierowaną zgodnie z wyżej opisanym przeznaczeniem. Niech ZO weźmie swoje w ramach rocznej składki na wody górskie a Koła i Kluby mają własne środki. Nie bardzo rozumiem jak można marnować taki potencjał finansowy wywoływany ciśnieniem na troć, który może być spożytkowany na potrzeby ryb innych gatunków, rzeki która tą troć oferuje i tak za psie pieniądze.

Prawda jest oczywista … gospodarka rybami łososiowatymi na wodach przynajmniej mojego okręgu nie istnieje. To absolutna fikcja a zarybienia, które rzekomo mogą o tym świadczyć, służą zupełnie innym celom. Nie doczekamy się kilkuletniego zakazu zabierania lipienia z łowiska, zmniejszenia absurdalnego limitu dziennego – 3 sztuki i podobnych ograniczeń. Nie doczekamy się niczego, co mogło by poprawić jakość i liczebność populacji lipieni, bo wszelkie tego typu zabiegi nie są w polu zainteresowania władz okręgowych. Realizacja operatów stanowi jedynie warunek utrzymania dzierżawy wód, na których rozgrywane są zawody wędkarskie, będące naczelnym i jedynym celem naszej szacownej organizacji ( w domyśle również jeziora i rzeki nizinne). Pozostaje mała i chyba jedyna nadzieja w postaci odcinków no-kill … dajmy lipieniom i sobie szansę, tworząc łowiska tego typu.



Widok na fragment odcinak no -kill, na rzece Reda. W tym miejscu dziękuję członkom Klubu ”Lipień” z Wejherowa za utworzenie tego odcinaka, opiekę nad nim oraz za doprowadzenie do ustanowienia wymiaru ochronnego lipienia – 35 cm, na całej Redzie.

22.09.2014

Tak, tak ... wszystkiemu winna jest mucha


No i jak tu wyjść z twarzą z całej tej opowieści?  ...  wszystkiemu winna jest mucha. Taką konkluzją podsumuję wspólne wędkowanie z Kubą, bo wynik w lipieniach 11 do 1 - był na jego korzyść, ale po kolei. Dzień i warunki wędkowania były zupełnie inne niż w ostatnim czasie. Praktycznie już od rana nadciągnęły ciemne chmury, zaczęło przelotnie padać. Nieopatrznie, jak się później okazało zostałem wierny nimfie, która tak obdarzała mnie lipieniami w jasne a nawet słoneczne dni. Kuba zaufał sprawdzonej już wcześniej i opisanej w jego artykule nimfie "Antalówka". 




Kuba już w pierwszym przelocie "Antalówki" posadził na kiju pięknego potokowca a za chwilę lipienia. Dalej było już tylko lepiej (dla niego), bo praktycznie każde potencjalne stanowisko kardynała obdarzało go okazałą rybą. Uparłem się jak kozioł na tego kosmatego chrusta i zapłaciłem frycowe. Dopiero pod koniec zmieniłem nimfę na substytut Antalówki sklecony na jej podobieństwo i od razu miałem dwie ryby na kiju. 


Substytut Antalówki
Autorem oryginalnej nimfy jest Miro Antal ze Słowacji, muchowy  Mistrza Świata 2004 

Ale co tam ja, to był dzień Kuby i dzieląc z nim radością zapraszam na relację z jego połowów. Lipienie były naprawdę grube, solidne 40-staki, pięknie wybarwione. Niech zdjęcia same przemówią ...



To były nieomal pierwsze kroki Kuby z wędką muchową. Na filmie widać szczerą radość z sukcesów dziewiczego sezonu. Nie ustrzegł się jeszcze błędów w obchodzeniu się z rybą, ale kierunek jest dobry. Bezwęzłowy podbierak z silikonową siatką, haczyki bezzadziorowe i mokre dłonie chwytające rybę. Następne kardynały pozowały już w nurcie rzeki.










A cha złapałem też żabę. Właściwie to Kuba ją złapał ... pożyczył mi tylko do zdjęcia.




Ropucha szara, ropucha zwyczajna (Bufo bufo

Gatunek ten występuje w niemal całej Europie, z wyjątkiem Irlandii i niektórych wysp śródziemnomorskich, oraz w Atlasie i Azji (po Japonię). W górach dochodzi do 2100 m n.p.m. Na krańcach zasięgu tworzy podgatunki. Osobniki podgatunku Bufo bufo spinosus zamieszkującego południową Europę osiągają 25 cm. Polskę zamieszkuje podgatunek nominatywny, jest znana na terenie całego kraju.

Ropucha szara jest silnie przywiązana do miejsca, szczególnie stare osobniki. Dzięki dobrej orientacji w przestrzeni po polowaniu wraca do swojej stałej kryjówki. Obiera sobie na nią zazwyczaj nory kretów i gryzoni (albo wykopane samodzielnie), szpary między korzeniami drzew lub gęste krzewy. W sen zimowy zapada późną jesienią.


21.09.2014

Niecierpek gruczołowaty ... nadrzeczny gatunek inwazyjny.


Niecierpek gruczołowaty, N. himalajski, N. Roylego (Impatiens glandulifera)\

Stan prawny

Niecierpek gruczołowaty uznawany jest w Polsce za gatunek inwazyjny, groźny dla rodzimej przyrody. Jego wprowadzanie do środowiska lub przemieszczanie w środowisku przyrodniczym jest zabronione przez Ustawę o ochronie przyrody z 2004 roku. Od 2012 roku także jego import, posiadanie, prowadzenie hodowli, rozmnażanie i sprzedaż wymagają specjalnego pozwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Nieprzestrzeganie wymienionych ograniczeń według ustawy o ochronie przyrody jest wykroczeniem podlegającym karze aresztu lub grzywny pieniężnej.


Występuje w stanie dzikim w Azji środkowej, w rejonie Himalajów i w zachodnich Indiach i Pakistanie. Jako roślina ozdobna zawleczony do wielu krajów, gdzie zdziczał i stał się gatunkiem inwazyjnym w Europie, Ameryce Północnej, Azji oraz w Nowej Zelandii. Sprowadzony do Europy po raz pierwszy w 1839 do Anglii (Kew Gardens). Europę kontynentalną opanował w 1900 roku. W Polsce rozproszony jako uciekinier z miejsc uprawy, w niektórych regionach występuje często (zwłaszcza w południowej części kraju) i zajmuje rozległe przestrzenie (np. w rejonie ujścia Odry). Pierwszą naturalną populację zaobserwowano wzdłuż polskich rzek w 1960 roku. 


20.09.2014

UDN troci ... film


Dziś lipienie były bardzo aktywne, choć rano póki na niebie ciągnęły chmury. Trafił się nawet solidny 40- stak. i kilka mniejszych. Trochę pobuszowałem obiektywem po nadbrzeżnej roślinności i zapowiadało się do końca fajnie. Później gdy woda zrobiła się rozświetlona, ryby straciły animusz. Ja przyznam się też, gdy zobaczyłem pierwszą w tym roku troć dotkniętą UDN. Strzeliłem mały filmik, to przykre widzieć tak okazałą rybę z takimi zmianami chorobowymi. Jakość może nie jest najlepsza, ale może choć zerkną Koledzy, którzy nie widzieli tego dramatu na żywo ... Jak widać ryba w ogóle nie reaguje na moją obecność metr od niej i głośne zachowanie, ustawia się w wolniejszym nurcie i tak próbuje przetrwać w rzece. 







To już był taki lorbasek, tylko go nie zeżryjcie  


18.09.2014

Lipienie bursztynowej wody


Ta mała fotorelacja jest autorskim spojrzeniem na Redę. Zawsze zadziwiał mnie jej kolor wody. Bursztynowy ...  dla przybysza zaskakujący, dla mnie fascynujący, którego nastroju od dłuższego czasu poszukiwałem obiektywem aparatu. Chyba dziś był taki dzień, dziwnych miejsc, dziwnego światła i dziwnych lipieni, które jak na zamówienie stawiły się licznie na sesję zdjęciową. Mam nadzieję, że choć odrobinę udało mi się oddać specyficzny klimat tej rzeki  ...



Rozpoczął się wylot tych wielkich chruścików, ale dopiero dziś widziałem pierwsze owady. Widziałem też ładną zbiórkę chrusta przez naprawdę sporą rybę, ale na suchą nie łowiłem. Byłem zaledwie 3 godziny nad rzeką, bardziej na spacerze z wędką i aparatem, niż na "wielkim" wędkowaniu. Testowałem sobie kolejne kolory tych kosmatych nimf ...