19.12.2015

Srogi zwierz


Miałem przed laty przyjemność wędkować w łowisku Unichowo (Pomorskie). To woda słynąca z ogromnych karpi i karasi, choć licznie występuje w niej szczupak. Celem naszego pobytu był tego dnia karaś a egzemplarze 1,5 kg nie należały do rzadkości. Kto jednak ze spinningistów wytrzyma dłużej niż pierwsze godziny poranka gapiąc się w spławik lub sygnalizator feedera. Ja nie ... czyli po pierwszych srebrnych prosiaczkach na kiju, ręce rwały się do spinningu. Zostawiłem kolegów grunciarzy idąc szukać spotkania z zębatym. Do wody ruszyły obrotówki, wahadłówki, te najbardziej łowne oraz zaufane i choć mijały chwile najlepszej pory żerowania szczupaków, czyli między godz. 9.00 a 12.00., moich blaszanych smakołyków nie zakosztowała żadna ryba. 

Miałem już dać sobie spokój i odłożyć spinning a opowieści właściciela łowiska o licznych szczupakach włożyć między bajki, gdy nagle delikatne trącenie obrotówki zamieniło się w wyraźny opór. Ryba jednak nie walczyła a ciągnęła się jak flaki z olejem i nic dziwnego bo w zasięgu wzroku oto pojawiła się kupa zielska nawinięta na kłębek obcej żyłki, na której końcu sterczał uwiązany wobler. Oglądam to dziwo i nie przymierzając  - Jaxon, taka stonowana imitacja okonka. Myślę sobie a co mi tam uwiąże to do mojej wędki i zobaczę jak pływa. Pierwszy rzut taki mikry, bo przynęta lekka i ląduje kilka metrów od pobliskiej trzcinki. Pierwsze ruchy korbką kołowrotka ... fajnie pracuje, ostro drgając na szczytówce i nagle bum, solidne uderzenie ryby. Zacięcie, hol i w pierwszym przelocie "znajdy" ląduję ładnego szczupaka. Kilka kolejnych prezentacji Jaxona i kolejna ryba a do końca dnia kilka szczupaków. Opuszczając gościnne Unichowo w ostatnich rzutach ostatecznie urwałem zdobyczny wobler, jednak dobrze go zapamiętałem by przy pierwszej wizycie w sklepie wędkarskim odnaleźć go pod nazwą Holo Select Ferox. 




Pewnie i Wam zdarzyło się podjąć z wody na swoim zestawie przynętę innego wędkarza, który utracił ją wcześniej. Zwykle bywa ona łownym wzorem lub konstrukcją w tym łowisku. Czasem jest to błystka, jak ta wahadłówka podczepiona na moim woblerze ... choć z rzeki wyciągałem już wszelkiej maści wahadła, obrotówki i wobki a nierzadko unikalnej domowej konstrukcji.

Tak to już jest, że zawsze warto przyglądać się na co łowią tubylcy, zarówno w przypadku spinningu jak i muchy. Czasem podobną przynętę odnajdziemy w swoich pudełkach a czasem trzeba zdać się na odrobinę szczęścia jak w opisywanej historii, gdy znaleziony w szczupakowym łowisku wobler bije na głowę Algi i Meppsy, którym tak ufamy. Generalnie z przynętami wyjętymi z wody bywają przedziwne historie a do przypomnienia jednej z nich zapraszam tu:  Pojedynczy, tęczowy dublet

Do produktów Jaxona mam stosunek raczej ambiwalentny, jednak w tym przypadku - czapka z głowy. Przynęta "srogi" bo tak można przetłumaczyć z języka łacińskiego oryginalną nazwę modelu, w pełni oddaje charakter woblera i zwierzęcia, któremu w nomenklaturze przyrodniczej przypisuje się taką nazwę gatunkową (np. Canis ferox - wymarły gatunek wilka północnoamerykańskiego). Praca Feroxa to istna szarża w wodzie gdy pływający wobler dzielnie schodzi w dół a ostro zaznaczony ruch bocznego drgania czyni tę przynętę energiczną i zdecydowaną. Warto dodać o solidnej konstrukcji, zwłaszcza odporności steru na uszkodzenia mechaniczne nie budzi zastrzeżeń i mamy pełny obraz doskonałego woblera.

Tak sobie przypomniałem tamte przeżycia i woblerek Jaxona u progu sezonu trociowego, gdy wzrok błądzi po obwieszonych przynętami półkach sklepów wędkarskich. Choć od lat mam swoich styczniowych faworytów w postaci woblerów "Góral" i "Kenart Dynamic", to jednak warto mieć coś w zanadrzu. 
Góral na Pomorzu
Kenart - Trociowe Last Minute

Szczególnie, że kolejny sezon zapowiada się podobnie jak w ostatnich latach, czyli przy ciepłej wodzie i dodatnich temperaturach powietrza oraz braku śniegu najbardziej prawdopodobnym spotkaniem będzie  tęczak i srebrniak oraz pstrąg potokowy - pewnie w tej kolejności. To dla tych ryb warto nieco poeksperymentować z przynętami, by kapryśna i niesprzyjająca ich żerowaniu zapowiadająca się aura, nie pozostawiła nas o kiju.



Padło zatem na Jaxona a wspomniany charakter pracy Feroxa jakoś pasuje mi do zachcianek ryb styczniowych dni. Niezależnie od przewidywanej, wiosennej pogody, to nadal zima i raczej zawierzę kolorom prowokującym, stąd wybór koloru GT widocznego na tytułowym zdjęciu w przypadku Holo Select Ferox. Również z rozmiarem woblerów nie ma co szaleć, szczególnie w rzekach wielkości Redy a rozmiar 4 -  6 cm wydaje się być optymalnym. Niezależnie może trzeba stonować nieco oryginalne, jaskrawe ubarwienie, dodając np. własnoręcznie wykonane kropki (jak widać powyżej) lub zdać się na propozycję producenta, który oferuje całą gamę deseni i stylizacji woblerów Ferox.

No cóż wędkarze wiedzą, że łapanie króliczka jest tak samo przyjemne jak jego złapanie, zatem nie odmawiajmy sobie przyjemności buszowania w ofercie woblerów. W takim wypadku może ktoś z Was spojrzy łaskawym okiem na ten model podczas przygotowań do nadchodzącego sezonu.

18.12.2015

Świąteczny Odcinek Specjalny



Zwykle opowieść zaczyna się tak ...
Rześki poranek powitał nas mgłą, która ścieliła się po okolicznych polach i łąkach. W tej bajkowej scenerii zmierzaliśmy w kierunku ukochanej rzeki a wschodzące słońce z każdą minutą rozbudzało naszą wyobraźnię. Jednak uprawianie wędkarstwa muchowego nad rzeką jest nielogiczne.

Równie dobrze możemy zamknąć się w łazience ze świeżo zakupionym pstrągiem w formie żywej lub ostatecznie z karpiem wcześniej pomalowanym w czerwone kropki za pomocą lakieru do paznokci żony. Technika połowu muchowego w łazience w zasadzie nie różni się od technik plenerowych, bo ostatecznie chodzi o przesuniecie po dnie kawałka ołowiu owiniętego w wełnę, z punktu A do punktu B. Rzecz jasna przewagę w organizacji domowego łowiska mają zwolennicy sobotniej kąpieli w wannie, natomiast posiadacze kabin prysznicowych mogą zafundować sobie szum rzeki. Sobota jest dniem odpowiedni a nie jest terminem kłopotliwym, bo dzieci myć się nie lubią a żona myje głowę u fryzjera. Zatem odstępując od rytuału własnej kąpieli mamy już łowisko.

Łowisko to nie podlega presji, bo jest wyłącznie i w całości do naszej dyspozycji. Też się nie nachodzimy oszczędzając w ten sposób buty do brodzenia, które mogą się jeszcze przydać, na okazję wyjścia do znajomych, na wesele córki lub pierwszą komunię syna. Właściwie nawet nie musimy mieć wędki i linki muchowej bo i po co, skoro zamachnąć się nie ma gdzie, zresztą jak na większości rzek. Wystarczy sama żyłka, co odpowiada wynikom najnowszych badań nad technikami połowu muchowego. W wersji dla zawodników możemy pokusić się o inwestycję w dwa pstrągi mały i duży. Na przemian mierzyć je sobie a nawet zapisywać wyniki w stosownej tabelce na podręcznym papierze toaletowym.

Urządzając odcinek specjalny w domu w reszcie unikniemy kłopotliwych pytań małżonki, czy aby na pewno byłeś na rybach, bo Kowalski przywiózł siatę leszczy, a ty ..? Nie ponosimy też strat w przynętach bo wanna jest łowiskiem bezzaczepowym a jako że z domu się nie ruszamy, ryzyko kradzieży sprzętu jest minimalne. Miłym akcentem może być gumowa kaczuszka, byle za bardzo się nie panoszyła lub kumkanie żab z magnetofonu ale właściwie po cholerę skoro nad rzeką i tak nas irytują.

Dla poprawy nastroju możemy chwilowo suszące się skarpetki zastąpić widoczkiem jesiennego Sanu ale też niekoniecznie, bo kto ma czas rozglądać się po chaszczach jak trzeba patrzeć pod nogi. Niewielkim kłopotem może być apatia pstrąga w wannie i brak chęci do współpracy ale ostatecznie możemy wykonać tzw. szarpaka, potraktować go prądem z lokówki, lub przeczesać wannę siatką do włosów żony ... a jeśli to nie pomoże zawsze możemy wyjąć z wanny korek.

Na koniec obowiązkowe zdjęcie z dopiskiem, ryba wróciła do wody. Wszelkie przycinki czy miałeś mydło i ręcznik, niezależnie jak głupie jest to pytanie w tych okolicznościach, możemy spokojnie puścić mimo ucha, bo sukces murowany.

12.12.2015

Przyjaciel


Tekst i zdjęcia: Kazimierz Żertka

Tak. Znamy się już rok - jak ten czas leci. Szybko leci. Czasem odnoszę wrażenie, że im człowiek jest starszy, tym czas szybciej umyka. Czy rok znajomości to już przyjaźń, czy może tylko zauroczenie? Sami osądźcie.

Początek jak to zwykle bywa, nie był łatwy. Opowieści znajomych z reguły trochę ubarwiają rzeczywistość i tak też mogło być w tym przypadku. Pierwsze wrażenie - delikatność, nawet można by przekornie powiedzieć - zniewieściałość. Kruchość jakby choinkowej bombki a przecież mieliśmy się razem zmierzyć z wyzwaniem zarośniętych rzeczułek pstrągowych. Kto łowił kiedykolwiek w rzece typu górna Łeba ten wie o czym piszę i wie również, że dobry przyjaciel to połowa sukcesu. Taki pewny, nieodpuszczający, na którym jeśli zachodzi potrzeba - można się wesprzeć a i pomoże odgonić ujadającego psiaka. Byłem pełen obaw podczas naszej pierwszej pstrągowej wyprawy. Czy podoła? 

Już na wstępie zaskoczył mnie swą elastycznością, jakby w pewien sposób odgadywał moje myśli. Z godziny na godzinę nieco mężniał w moich oczach. Czy było to podlizywanie się starszemu koledze? 

Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, wiało. Pochmurny, mglisto-siąpiący poranek na początku lutego. Ni to zima, ni to wiosna, woda ciemna, ołowiana, podniesiona, leniwie przesypująca piasek i zbutwiałe liście od burty do burty. Rozpoczęliśmy na ostro, od ślajzura i pijawki. Parę trąceń i cała masa zaczepów, sporo nerwowej szarpaniny, jakby ktoś, ot tak złośliwie pozastawiał pułapki. Z ulgą wstąpiliśmy do leśnego odcinka gdzie zawsze było trochę przytulniej, pomimo urywanego szumu wiatru w koronach bezlistnych drzew i chlupotu błotnistych kałuż pod nogami. Rzuty jednak z uwagi na brak wiatru były łatwe, sprawiały przyjemność. Można było się zatracić, zjednoczyć w jeden nerw: przynęta - linka - wędka.

Miło było na niego patrzeć, jak zwiewnie rzuca i jak z każdym drgnięciem oddaje ruch streamera w głębinie. Pewne przytrzymanie zlało się z zacięciem. Wędka przeszła z akcji szczytowej w tężejącą z każdą chwilą parabolę, bo i ryba była słusznych rozmiarów. Mimo bezzadziorowego haka tęczak nie dał rady wytrząsnąć przynęty. Piękny, zasiedziały, srebrzysty uciekinier wypasiony na tutejszych tłuściutkich kiełbiach. Podebrałem. Uśmiech sprawił, że w ten posępny, ponury dzień na chwilę niemal zaświeciło słońce. Obaj poczuliśmy, że się sprawdził, że pokazał, na co go stać! Że potrafi!. Przyznaję, że zadziwił mnie. Mimo pierwszych wątpliwości, polubiłem go. Staliśmy się nierozłączni.

Przyszła wiosna, rozmarzenie. Podziwiałem jego lekkość mokrej muchy pośród rozkwieconego jestestwa. Pierwsze jętki, chruściki. Sucha mucha? Mimo pewnej ociężałości dawał radę. Poznałem się na nim. Nie był stworzony do suchej muchy, ale nie odstawał. Dla laika był porównywalny z najlepszymi. Rzucał książkowo. Jednak przyznaję, że mokra mucha była jego żywiołem... tu wyprzedzał wielu. Mistrzostwo urzekające, a szkoda, bo technika na pewno niesłusznie zaniedbana. Jest jednak w tym okresie - bezkonkurencyjna. Ćwiczy oko, słuch i szybkość. Uczy dokładności, staranności, wprawia rękę i przywraca szacunek do muszkarstwa. 

Można by przekornie napisać, że to nie sztuka wejść z nimfą rybie na głowę i ją złowić. Nasza nonszalancja wzięła się poniekąd z połowu lipienia. Pstrąg został na tyłach, otoczony z racji nielicznego występowania aurą tajemniczości. Ktoś kiedyś stwierdził, że łatwiej jest złowić pstrąga niż lipienia, ale nauce połowów pstrągów poświęcić należy o wiele więcej czasu. Może dlatego, że przypisana pstrągowi sztuka związana z mokrą muszką też nosi w sobie tajemnice?




Lato rozleniwia, prawda? Tegoroczne lato wręcz roztapiało najtwardszych. Ciepła woda zachęcała, ale co najwyżej do zabawy z krasnopiórkami czy okoniami na granicy trzcin. Lekkie, delikatne zestawy z wygodnej łódki, czy też bezpośrednio z wody nie robiły na nim żadnego wrażenia, również kruche pyski okoni nie sprawiały żadnej różnicy. Był na swój sposób bezkompromisowy, nawet w starciu z podrośniętym szczupakiem. Jeszcze tego nie wiedział ale wtedy przygotowałem dla niego najtrudniejsze wyzwanie. W tym starciu niejeden już poległ. Nie każdy jest stworzony do takiej próby sił. Dotychczas udowodnił, że znieść potrafi wiele, że ze zniewieściałego chucherka stał się męski ... ale czy gotów jest być żołnierzem sił specjalnych?




Brzana. Tu żarty się kończą. Przypon rzadko schodzi poniżej 0.18 mm. Tu jest gruby nurt, gruby zwierz i najczęściej trudna, nieustępliwa walka. Osobiście już dawno pokochałem brzany, niedługo nasza znajomość nabierze wymiaru pełnoletności. Wielu znajomych, przyjaciół odpuściło. Bo łowienie to trudne, wymagające specjalizacji przynęt, metod, sprzętu, często okupione nadwerężeniem zdrowia czy ekwipunku. Martwiłem się o niego. Podjął jednak rękawicę. Oboje stanęliśmy w nurcie.

Panująca tegoroczna niżówka poddała w wątpliwość wiele kanonów połowu brzany. Zupełnie nietrafione były imitacje raków, zaś o dziwo powróciły do łask imitacje hydropsyche czy też widelnicy. Niezłe były imitacje białych robaków i czarne nimfy imitujące drobne pijawki. Mimo wszystko - działo się. Połowy rozpoczęliśmy delikatnie, zresztą samo szukanie brzan było niezłym wyzwaniem. Rozbrykane 50-tki, mimo mojego sceptycyzmu nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Za to pewnego dnia mnie rozczulił.



Brzana była rosła, silna, całe 77 cm mięśni. Zaskoczył mnie swoją "zimną krwią". Był wyważony lekkością i ufny siły swojej paraboli. Nie stękał, nie "leciał na pysk", nie udawał "zmęczonych rąk". Był w tym magicznym momencie jednym żywiołem z rybą! Szara myszka stawała się diamentem. Kupił mnie tym! Już wiedziałem, że znalazłem przyjaciela na dobre i złe, że pójdzie ze mną w najtęższe chaszcze i zawsze da radę!

Jesień była przedłużeniem lata więc i polowanie na brzany trwało w najlepsze. Kolejne ryby tylko doskonaliły doskonałość ale czekało nas jeszcze jedno wyzwanie. Też trudne ale wymagające zupełnie czegoś innego. Brzany już odpuszczały, schodziły na zimowiska, brały coraz rzadziej. Częściej za to przyłowem były lipienie.




Powiecie: Lipień?! A co to za wyzwanie? Wszak to ryba towarzyska, łatwa! Może i tak, ale np. na Sanie. W moich polsko-czeskich łowiskach połów już tak prosty nie jest. Lata praktyki wskazywały ciężką nimfę jako siatkę na ryby i poniekąd wciąż tak jest. Jednakże można zauważyć, że jak każde zwierzę lipień też się uczy i o ile wczesną zimą (o ile przepisy na to pozwalają) faktycznie grubego lipienia najłatwiej złowić właśnie na dolną nimfę, to już w szczycie sezonu najskuteczniejsza jest lekka nimfa pod prąd. Od zawsze sprawiała mi wiele radości i przynosiła mi piękne ryby.


Także teraz przyjaciel, bo tak go już chyba mogę nazwać, dawał radę a nawet wyróżniał się i wyraźnie kpił wraz ze mną z tzw. "antenkowców" Współczuliśmy obaj szczerze muszkarzom noszącym po dwie a nawet, jak co poniektóre "kombajny" po trzy rozłożone muchówki. Ta presja czasu zabija, zwłaszcza gdy rozplątuje się splątane zestawy! Obaj uznaliśmy, że nasza uniwersalność jest bezcenna. Muszkarstwo to przecież nie tylko zacięta ryba, to cała ta otoczka, klimat, światopogląd wręcz, wielowymiarowość doznań.

Tak minął nam rok. Czy to przyjaźń czy zauroczenie? 
To już przyjaźń na długie lata. Poznajcie mojego przyjaciela: to muchówka EGO 2+1

Wędki jednoręczne EGO 2+1 (RD-DA9056)

Pozdrawiam! 
Kazek Żertka  

10.12.2015

List otwarty do Prezesa Zarządu Głównego PZW ... drodzy czytelnicy

Jako że list otwarty do Prezesa Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego w sprawie możliwych nieprawidłowości podczas rozgrywanych w tym roku XXXIX Mistrzostw Polski Seniorów i XVII Mistrzostw Polski Juniorów w Wędkarstwie Muchowym na rzece Łupawa ma charakter jak wyżej, czuję się w obowiązku opublikować treść korespondencji z ZG PZW w przedmiotowej sprawie. List, o którym mowa opublikowany został na stronie internetowej ZG PZW i tam uzyskaliśmy odpowiedź od Rzecznika prasowego PZW w imieniu Kolegi Prezesa Dionizego Ziemieckiego - cytuję:

" Szanowny Panie,
Dziękujemy za zwrócenie uwagi, iż mogło dojść do złamania przepisów polegających na punktowaniu niewymiarowych lipieni w trakcie XXXIX Mistrzostwa Polski Seniorów i XVII Mistrzostwa Polski Juniorów w Wędkarstwie Muchowym rozegranych na rzece Łupawa w dniach 9-11 października 2015 r.
Ponieważ z zamieszczonej tabeli wyników nie można wywnioskować, czy miał miejsce przypadek mierzenia i punktowania niewymiarowych ryb, Zarząd Główny zwrócił się do Głównego Kapitanatu Sportowego o przedstawienie pisemnych wyjaśnień i ustosunkowanie się do powyższych zarzutów.
W załączeniu pismo  ZG PZW do GKS. 
Z poważaniem
Prezes ZG PZW
Dionizy Ziemiecki" ... koniec cytatu.

Ponieważ z naszej strony zrodziły się wątpliwości co do trybu postępowania, w odpowiedzi sugerujemy co następuje:

"Szanowny Panie Prezesie,

Dziękuję za udzielenie odpowiedzi.  
Pozwoli Pan, że w swojej odpowiedzi będę używał liczby mnogiej, ponieważ w przedmiotowej sprawie, oprócz części środowisk wędkarskich, zaangażował się też szereg pozarządowych organizacji ekologicznych i przyrodniczych. Opierając się na informacjach docierających od obserwatorów i uczestników MMP 2015 – bezpośredni organizator tych Mistrzostw miał pozwolić na połów ryb niewymiarowych, ustalając dla lipienia europejskiego wymiar w granicach 25-30 cm. Według tabeli wyników – "Innych ryb", czyli tych punktowanych dodatkowo poza wymiarowymi lipieniami, zostało złowionych 1 529  sztuk, z których gros zapewne stanowiły lipienie niewymiarowe. Przypominamy, że lipień europejski jest wymieniony w międzynarodowej Czerwonej Księdze jako gatunek narażony na wyginięcie, a więc obchodzenie się ze stadiami młodocianymi tej ryby powinno być wyjątkowo ostrożne.

W związku z powyższym istnieją podstawy do sądzenia, iż mogło dojść ze strony bezpośredniego organizatora do naruszenia obowiązujących przepisów prawa publicznego i związkowego. Dlatego uważamy, że wysokie prawdopodobieństwo zaistnienia złamania prawa kwalifikuje sprawę do rozpatrzenia przez Rzecznika Dyscyplinarnego, a nie przez Główny Kapitanat Sportowy, tym bardziej, że w jego składzie znajduje się osoba, która do tej pory opowiadała się publicznie za punktowaniem ryb niewymiarowych.

Z poważaniem Artur Buczkowski"

Polski Związek Wędkarski - Zasady Postępowania Dyscyplinarnego

Postępowanie przygotowawcze

Postanowienie Rzecznika o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego skutkuje przesłuchiwanie świadków, gromadzenie dokumentów, żądanie od władz i organów Związku odpisów i kopii uchwał, protokołów oraz innych dokumentów, mających znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, Powoływanie biegłych, Przeprowadzenie wizji lokalnej, Wykonywanie innych czynności, zgodnych z przepisami Statutu PZW i Regulaminu, zmierzających do wyjaśnienia sprawy. 

POLSKIEGO ZWIĄZKU WĘDKARSKIEGO

Z treścią korespondencji w oryginale można zapoznać się: 


Dla porządku rzeczy publikujemy pismo ZG PZW do GKS


05.12.2015

List otwarty do Prezesa Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego, Kolegi Dionizego Ziemieckiego

Szanowny Kolego Prezesie,
w imieniu własnym oraz części społeczności wędkarskiej oraz wybranych organizacji ekologicznych wyrażam obawę, iż mogło dojść złamania przepisów, zasad etycznych oraz ducha Fair Play, czyli krótko mówiąc do punktowania niewymiarowych lipieni oraz ukrywania tego faktu przez fałszywy zapis w protokołach wyników zawodów, co prawdopodobnie miało miejsce w trakcie XXXIX Mistrzostwa Polski Seniorów i XVII Mistrzostwa Polski Juniorów w Wędkarstwie Muchowym.  

Z komunikatu ogłoszonego przed tymi Mistrzostwami wynikało, że " … Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego w Słupsku zawiadamia, że w dniach 09 - 11 października 2015 r. na zlecenie Zarządu Głównego PZW na rzece Łupawa od miejscowości Łupawa do miejscowości Damno odbędą się Mistrzostwa Polski seniorów, oraz od miejscowości Drzeżewo do miejscowości Zgojewo - Mistrzostwa Polski juniorów w Wędkarstwie Muchowym”.

Jeżeli potwierdziłyby się napływające do nas informacje, to postępowanie organizatorów, sędziów obserwatorów i uczestników Mistrzostw Polski stoją w jawnej sprzeczności ze stanowiskiem Zarządu Głównego PZW wyrażonym w uchwale 67 oraz okólniku L.dz. Sport-32/2015 z dnia 29.06.2015 r. rozesłanym do wszystkich Biur ZO PZW, której podstawą były opinie  Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz stosownych Urzędów Marszałkowskich.

Z ubolewaniem musimy stwierdzić, że podczas wspomnianych Muchowych Mistrzostw Polski, prawdopodobnie doszło do naruszenia prawa cywilnego, związkowego oraz karnego, poprzez świadome i celowe wpisanie do tabeli wyników (pod pozycją "Inne ryby”) niewymiarowych lipieni w miejsce określonych regulaminem zawodów: pstrągów tęczowych, pstrągów źródlanych, płoci, jelców oraz jazi. Wynika to z relacji świadków tej imprezy, m.in. zawodników, w tym „kadrowicza”, który publicznie przyznał się, że " … jedyną zaliczaną do punktacji rybą Mistrzostw był lipień” (poniżej jego pisemna relacja zamieszczona na ogólnopolskiej witrynie internetowej www.facebook.com), FB Fly Fishing Team Poland

Wysokie prawdopodobieństwo zaistniałej sytuacji skłoniło nas do zwrócenia się do Marszałka Województwa Pomorskiego o informację, czy stosowna zgoda na obniżenie wymiaru ochronnego lipienia na czas trwania wspomnianych Mistrzostw została wydana (treść wniosku i odpowiedź poniżej).

Jeśli powyższe fakty znajdą potwierdzenie w postępowaniu wyjaśniającym, które mamy nadzieję podejmie Zarząd Główny PZW, to staniemy wobec faktu wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec osób, które się do tego przyczyniły.

W tym miejscu pragniemy przypomnieć, że do tej pory dochodziło do różnych prób pokrętnego omijania obowiązujących przepisów ustawowych, tłumacząc to rzekomymi odłowami kontrolnymi przy pomocy wędek w trakcie masowych zawodów muchowych, aż po jawne wypowiedzenie nieposłuszeństwa wobec wspomnianych instytucji, m.in. przez Kolegę Piotra Koniecznego, wchodzącego w skład Głównego Kapitanatu Sportowego, który nie tylko był autorem wspomnianych działań, ale autorem butnej wypowiedzi w rodzaju: 

"… jestem za punktowaniem ryb niewymiarowych. Tak jak jestem za łowieniem ryb w ogóle. Oczywiście ma to wiele uwarunkowań i dotyczy sytuacji na Sanie. Negowanie możliwości łowienia ryb niewymiarowych jest negowaniem wędkarstwa jako takiego a ja myślę łowić ryby do końca życia" (wypowiedź na Forum ZG PZW z dnia  24 września 2015 roku.)
 Polski Związek Wędkarski - Forum

Stoimy zatem na stanowisku, że wszelkie decyzje ZG PZW oraz wspomnianego Ministerstwa i Urzędów nie zamknęły drogi organizatorom, sędziom i uczestnikom zawodów wędkarskich do łamania przepisów prawa w tym zakresie. Okazać się bowiem może, że mamy do czynienia z kolejną próbą ominięcia prawa, czyli nazywając rzeczy po imieniu – oszustwem w sposobie zapisywania wyników zawodów wędkarskich. 

Pragnę też zwrócić uwagę, że w wyniku takiego postępowania Polski Związek Wędkarski stanąć może wobec zainteresowania sprawą przez Organizacje pozarządowe w tym ekologiczne, które posuwając się dalej w interpretacji prawnej opisywanego procederu podczas w/w Mistrzostw Polski, skłonne będą sięgnąć nie tylko po zapisy prawa cywilnego i związkowego ale również po Kodeks karny. A to za sprawą zastosowania Art. 271  - Poświadczenie nieprawdy w przypadku organizatorów, Art. 273 - Użycie poświadczeń nieprawdy, w przypadku uczestników.

Nie wiem jaka musi być jeszcze miara skandalu, łamania prawa i bezkarności osób które mogły się do tego przyczynić, skoro oszustwo mogło stać się podstawą do rozegrania Mistrzostw Polski w Wędkarstwie Muchowym, imprezy tej rangi i to przy milczącej aprobacie startujących w niej zawodników. Na to ostatnie pytanie, jak i pozostałe zawarte w treści niniejszego Listu otwartego, oczekujemy stanowiska i odpowiedzi od Kolegi Prezesa ZG PZW w Warszawie.

Poniżej linki oraz kopie dokumentów w sprawie:




z Muchowych Mistrzostw Polski Seniorów rozegranych w dniach 9-11.10.2015 r.
na rzece Łupawa w miejscowości Ustka zorganizowanych przez PZW Słupsk
.
Cytuję: "MUCHOWE MISTRZOSTWA POLSKI 2015
W dniach 09-11.10.2015r. na rzece Łupawa odbyły się XXXIX Mistrzostwa Polski seniorów i XVII Mistrzostwa Polski juniorów w wędkarstwie muchowym. Mistrzostwa rozegrano zgodnie z ZOWS i RAPR, a jedyną zaliczaną do punktacji rybą był lipień.
Łukasz Ostafin autor



SKŁAD KOMISJI SĘDZIOWSKIEJ XXXIX MISTRZOSTW POLSKI SENIORÓW I XVII MISTRZOSTW POLSKI JUNIORÓW W WĘDKARSTWIE MUCHOWYM:

Sędzia główny:                       Józef Jeziorski
Z-ca sędziego głównego:            Józef Janowski
Sędzia sekretarz:                   Bogumił Stadler
Sędziowie sektorowi:     
Stanisław Szymański
Roman Sil
Bartosz Tołoczko
Artur Wysocki


Dopełniając rzetelności, poniżej treść pisma i odpowiedź - Marszałek Województwa Pomorskiego, w związku z Obniżeniem wymiaru ochronnego lipienia europejskiego, podczas Mistrzostw Polski seniorów i juniorów w Wędkarstwie Muchowym rozegranych na rzece Łupawa w dniach 09-11 października 2015 roku.


Pan Mieczysław Struk
Marszałek Województwa Pomorskiego
 Urząd Marszałkowski
Województwa Pomorskiego
ul. Okopowa 21/27
80-810 Gdańsk
2015.10.11.

Dotyczy: Obniżenia wymiaru ochronnego lipienia europejskiego, podczas Mistrzostw Polski seniorów i juniorów w Wędkarstwie Muchowym rozegranych na rzece Łupawa w dniach 09-11 października 2015 roku.


            Szanowny Panie Marszałku!

Na zlecenie Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego w Warszawie –  Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego w Słupsku w dniach 09 - 11 października 2015 roku zorganizował na rzece Łupawa Mistrzostwa Polski seniorów oraz juniorów w Wędkarstwie Muchowym.
Organizator ustalił, że do punktacji będą zaliczane następujące gatunki ryb: lipień europejski, pstrąg tęczowy, pstrąg źródlany, płoć, jelec i jaź.
Do niedawna, dla punktowanych ryb, organizatorzy wielu tej rangi zawodów samowolnie ustalali długość poniżej wymiaru ochronnego określonego w Rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 12 listopada 2001 r. w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie (Dz. U. z 2001 r. Nr 138, poz. 1559, z późn. zm.).
 Pomimo stanowiska Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi Departamentu Rybołówstwa wyrażonego w piśmie z dnia 05.02.2004 r. znak: RYBlrśl0221/MWI/439/04 (w załączeniu) oraz okólnika Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego w Warszawie L.dz. Sport-32/2015 z dnia 29.06.2015 r. (w załączeniu), nadal dochodzi do obniżania przez organizatorów zawodów wędkarskich wymiarów ochronnych dla ryb, szczególnie z rodziny łososiowatych, w stosunku do tych wymiarów, które wynikają z Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb, z kolei opartego na ww. akcie wykonawczym do ustawy  z dnia 18 kwietnia 1985 r. o rybactwie śródlądowym (Dz. U. z 2009 r. Nr 189, poz. 1471, z późn. zm.).
Dla określenia powszechnie obowiązujących wymiarów ochronnych ryb, na podstawie art. 21 ustawy o rybactwie śródlądowym, upoważniony jest wyłącznie minister właściwy do spraw rolnictwa działający w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw środowiska, natomiast na podstawie art. 17 ust. 1. tej samej ustawy – marszałek województwa może zezwolić na połów ryb poniżej wymiaru ochronnego. Pozwolenie takie wydaje się w szczególnie uzasadnionych przypadkach na podstawie przepisów o postępowaniu administracyjnym.
Ze znanych nam przypadków, odmowę udzielenia takiego zezwolenia wydał swoją decyzją znak: RO-II.7143.1.3.2015.AU z dnia 04.03.2015 r. Marszałek Województwa Małopolskiego (w załączeniu).
W związku z powyższym prosimy o informację, czy na czas rozegrania tegorocznych Mistrzostw Polski seniorów oraz juniorów w Wędkarstwie Muchowym, zostało wydane przez Pana zezwolenie na połów wędkarski lipieni europejskich, poniżej ich ustawowego wymiaru ochronnego.




03.11.2015

Opaska ... tylko czy na oczach?

Poprzednia publikacja, w której krytykowałem decyzję o całkowitym zakazie zabijania łososi w Słupi, niech będzie punktem wyjścia do kolejnych przemyśleń. Oto wprowadzono zakaz niczemu nie służący, poza ograniczeniem praw lub jak kto woli przywilejów wędkarzy. Niestety przyszło mi stwierdzić, że lansowana od kilku lat moda na wypuszczanie ryb łososiowatych, bez względu jakie przesłanki leżą u podstaw takich decyzji, co niektórym również tym uczonym odbiera rozum i możliwość trzeźwego myślenia. Pomijam fakt rodzącej się "elity" przewodników duchowych zakrzykujących amatorów rybki z rzeki wszelkimi możliwymi epitetami i szukających takich motywacji i racjonalizacji jak w przypadku wspomnianej decyzji na Słupi.

Umówmy się co do jednego ... wędkarstwo to również możliwość zabrania ryby z rzeki. Jednak dziś wiemy jedno - wędkarzy jest dużo a ryb mało, do tego potencjał rzek ograniczony. Co zatem zrobić, by z jednej strony ograniczyć ilość ryb zabieranych z rzeki a jednocześnie zapewnić tym Kolegom, którzy w zabranej rybie upatrują sensu wędkarstwa? Sprawa wydaje się banalnie prosta ...

Oczywiście możemy nadal wędkować i zabierać pstrągi, lipienie, trocie i łososie z rzeki za 80 groszy dziennie, bo tyle kosztuje nas taka praktyka. Możemy zachować obecny stan i w nieskończoność ścierać poglądy na temat czy powolna edukacja w kierunku no - kill oraz mozolnie wprowadzane decyzje przez Zarządy Okręgów celem ograniczenia limitów dziennych są drogą skuteczną do rybnych łowisk.

Możemy też, co proponuję wykonać ruch radykalny. Wiemy, że za 80 groszy dziennie od każdego wędkarza w postaci składek, nie ochronimy rzek i nie sprawimy by ryb przybyło. Podniesienie składki rocznej lub wprowadzenie kosztownych licencji na wody krainy pstrąga i lipienia, to też ograniczenie dla mniej zamożnych, którzy pragną oddać się wędkowaniu, choć w tym miejscu jest pole na dodatkowe opłaty, ale o tym za chwilę. Płaćmy zatem poza relatywnie niską, czyli prawie jak dotąd "składką", wysoką opłatę jednostkową za każdą zabraną z rzeki rybę łososiowatą i lipienia.  

Co stoi na przeszkodzie, by wszelkie absurdalnie wysokie limity dzienne połowu wspomnianych gatunków za psie pieniądze, zastąpić opaską zakładaną na rybę w chwili pozbawienia jej życia natychmiast nad wodą. Taką opaskę dla każdego gatunku, np. wyróżnioną kolorem i opisem, zakupimy w Kole lub miejscowym sklepie wędkarskim. Warunek jest jeden ...  ryba pozyskiwana na takich zasadach musi kosztować np. trzykrotnie drożej niż jej substytut hodowlany oferowany w handlu. Mało tego, kara za ujawnienie ryby podczas kontroli bez opaski kosztować będzie dziesięciokrotność wspomnianej podstawy. Opaska musi oczywiście spełniać warunki techniczne jednorazowego użytku, ale to szczegół który opracowali już myśliwi.

By posunąć się dalej ... możemy dorzucić po sto złotych do opłaty za wędkowanie na wodach krainy pstrąga i lipienia a wygenerowane w ten sposób kwoty określone jako np. opłata ochronna + wszelkie dochody ze sprzedaży opasek i wspomnianych kar muszą być bezwarunkowo w całości przeznaczone na działalność Społecznej Straży Rybackiej, przynależnej do Kół opiekunów łowisk lub odcinków rzek. Te dofinansowane, nawet łącząc swoje siły w ramach wód Okręgu, może wreszcie będą skuteczną siłą do walki z wędkarskim i niewędkarskim kłusownictwem.


01.11.2015

Zakaz zabijania łososi w Słupi ... kolejny absurd ichtiomatołków.

By rzecz od początku była jasna  ... byłem i jestem za ochroną ryb łososiowatych w naszych rzekach. Jednak czytając radosne komunikaty na Forum o Rybach Szlachetnych zastanawia mnie płynący tam entuzjazm wobec decyzji  -  od początku roku 2016 na rzece Słupi obowiązuje zakaz zabijania złowionych łososi. Zarząd Okręgu PZW Słupsk przychylił się do wniosku koła "Trzy Rzeki" o objęciu łososi ochroną i przegłosował wnioskowaną uchwałę. Sami zainteresowani przywołują stwierdzenie - cytuję:" Wędkarze z nad Słupi zajmują się ochroną i gospodarowaniem łososiami które powracają do Słupi na tarło, nie zajmujemy się gospodarowaniem populacjami łososi w Bałtyku. Łososie poławiane w Bałtyku właściwie nie mają nic wspólnego z polskimi łososiami." ... koniec cytatu. 

Zadziwiające, tym bardziej że nie dowiedziałem się co oznacza "gospodarowanie łososiami, które powracają do Słupi na tarło" i co to jest polski łosoś. Pewnie chodzi o łososia atlantyckiego (Salmo salar), nie pochodzącego z hodowli. Jeśli tak to przy okazji unijnej awantury czytamy:

"Jest rok 2007. Federacja Zielonych, Grupa Szczecińska pisze: Obecne przepisy dotyczące rybołówstwa łososiowego na Morzu Bałtyckim zezwalają na stosowanie przez jeden statek (kuter) rybacki 21 km dryfujących sieci pelagicznych czyli pławnic. Biorąc pod uwagę, że ponad 300 statków poławia na Bałtyku łososia atlantyckiego (Salmo salar) w ten sposób, każdego dnia mogą być wydawane pławnice o łącznej długości 6300 km. Połowy tego gatunku na otwartym morzu nie są wybiórcze, tzn. nie można rozróżnić ryb hodowlanych i wypuszczanych do morza od zagrożonych wyginięciem dzikich łososi, które rozradzają się w rzekach wpadających do Morza Bałtyckiego."  (Postawą zakazu pławić była ochrona morświna a nie populacji łososi ... dopisek autora)


Wobec stwierdzenia zawartego w tekście (na żółto) wprowadzony na Słupi zakaz wydaje się jedynie radosną twórczością. To większa szkoda niż pożytek, bo już sami zainteresowani podkreślają, że nie interesuje ich to co dzieje się z łososiem na Bałtyku. Pewnie nie interesuje ich również ilość sieci rybackich przy ujściach rzek pomorskich oraz nielimitowane połowy morskie łososi, dokonywane przez wędkarzy na naszych wodach przybrzeżnych. 

Ciekawostką jest argumentacja, która leżała u podstawy tej decyzji, opisana przez innego Kolegę na wspominanym forum - cytuję: " Generalnie wszystko się zgadza, jednakże warto wiedzieć, że:
1. Z propozycją wprowadzenia zakazu zabijania łososi w Słupi wystąpił do użytkownika rybackiego Pan dr. inż Rafał Bernaś podczas posiedzenia zespołu ds. zarybień Polskich Obszarów Morskich dnia 26 września 2013 r. Pan Bernaś z IRŚ uczynił to w trakcie spotkania tego znanego gremium dysponującego pieniędzmi publicznymi na zakup smoltów troci i łososi przeznaczonymi do zarybień. Sądzę, iż nic nie stało na przeszkodzie aby wystąpił do przewodniczącego Komisji Pana prof. Bartla z propozycją ograniczenia połowów łososi przez polskich rybaków.
2. Kilka, kilkanaście sztuk narybku jesiennego łososi łowionego corocznie w Słupi i UZNANEGO przez naszych ekspertów za pochodzący z naturalnego tarła to rybki, które pod względem genetycznym pochodzą z populacji łotewskiej. Rzeczywiście jeżeli owe badania genetyczne łososi w Bałtyku dały takie wyniki, to można śmiało stwierdzić, że w efekcie niezwykle udanej restytucji trudno złowić ,,nasze" tzn. łotewskie łososie z Daugawy w Bałtyku. A cha byłbym zapomniał w rzekach oczywiście również, ( jeżeli wierzyć danym na które powołuje się dr Bernaś we wrześniu 2013 r. wędkarzy pozyskali 5 szt. tych ryb w Słupi ... koniec cytatu.

Dodajmy do tego brak umiejętności przeciętnego wędkarza w odróżnieniu łososia od troci lub pstrąga w przypadku mniejszych egzemplarzy i mamy komplet nieszczęść. Chyba , że posługiwać się będą słynną metodą - 30-50 cm pstrąg, 50-80 cm troć ... 80 w górę  - łosoś.


W moim przekonaniu to wyjątkowo szkodliwa i nieprzemyślana decyzja, która ładnie brzmi medialnie i sugeruje daleko idącą troskę o stan naszych łososiowatych. Jednak przyglądając się sprawie z dystansu i odrzucając euforyczne emocje, że coś w ogóle zrobiono mamy obraz pogrzebania kijem w rzece na pożytek kolejnej pracy naukowej i sposobności wydania nieco kasy ... tyle i tylko tyle. Chyba, że pięć łososi, którym uda się przedostać do rzeki odbuduje dziką populację Salmo salar. Pomijam już fakt potencjału rzeki Słupia w odbudowie populacji "dzikiego" łososia. 

Zarządy Okręgowe PZW cedzą i celebrują latami naprawdę istotne decyzje wobec ryb łososiowatych. Nie ograniczono absurdalnych limitów dziennych w połowach pstrąga potokowego, lipienia i troci. Z oporem powstają odcinki no- kill, o bezzadziorowych obligatoryjnie haczykach w skali całego kraju już nie wspomnę, podobnie jak o redukcji kotwiczek. Brak ochrony wód i monitorowania efektów zarybień, wymieniać można w nieskończoność. Co mamy? ... ogłoszony "narodowy" program ochrony łososia w oderwaniu od rzeczywistości, tak jakby ryby tego gatunku całe życie spędzały w Słupi i można było nimi gospodarować. Mało tego, z entuzjazmu zainteresowanych wynika, że ich potomstwem obdzielimy całą Europę . Polscy ichtiolodzy autorami cudu.

Jestem w stanie zrozumieć wprowadzenie zakazu zabijania troci w rzekach Pomorza, którego podstawą i uzasadnieniem będzie ochrona tych nielicznych tarlaków, które nie zostały dotknięte UDN. Jednak na taką decyzję żaden Okręg się nie zdecyduje, bo rzeka kasy z opłat na "wody górskie" wyschnie jak polskie rzeki tego lata a na związkowych stołkach jeść coś trzeba. Lepiej mydlić nam oczy ochroną łososia pod iluzorycznym pozorem odbudowy populacji.

Niestety ichtiomatołki, które maja wpływ na decyzje działaczy PZW nie raczyli zauważyć co jest istotą problemu łososiowatych w naszych rzekach i Bałtyku. Sprawa jest banalnie prosta ... jesz nas zbyt dużo konsumentów wędkarskich i rybackich wobec możliwość wspomnianych akwenów. By zaspokoić popyt na wędkarskie emocje i rybę konsumpcyjną mamy rozbudowaną produkcję w hodowlach i takiej wydajności oczekujemy od naszych rzek. Efektem jest bezmyślne zarybianie oraz UDN, przełowione rzeki i steki wędkarzy nad ich brzegami oczekujących więcej i więcej. Wszystko to za symboliczne pieniądze, których nie wystarcza na skuteczną ochronę i brak przepisów ograniczających presję oraz ilość dopuszczonych do pozyskania ryb w postaci absurdalnych limitów dziennych.

Polskie rzeki to darmowe koryto rabowane już przy ujściach przez rybaków, w ich biegu przez kłusowników i wędkarzy walących w beret tysiące pstrągów i lipieni w majestacie prawa ... a Wy zabieracie się za ochronę pięciu tarlaków łososia? Nie wiem ile łososi powinno odbyć tarło w Słupi, pewnie tysiące by zaspokoić popyt wędkarzy, których dzień wędkowania nad pomorskimi rzekami kosztuje 80 groszy, za które mogą zabrać codziennie kilka ryb łososiowatych.

Jest takie powiedzenie -  Rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki, na cuda trzeba chwile poczekać ... może czas zacząć od tych niemożliwych.

.........................................................................................................................................................................

Suplement ... jak głos Kolegi w dyskusji z FORS, cytuję:
"Nad Słupią nigdy nie wędkuję i nie wędkowałem. Jeżeli chodzi o zakaz zabijania łososi to w zasadzie nie moja rzeka, nie mój okręg i nie moja sprawa. Jestem też w stanie ścierpieć wiele, więc przyzwyczaiłem się już do tego, że po upływie ponad 20 lat od udanej restytucji łososi do naszych rzek rzeczywistość nad nimi przedstawia się tak:
1. Pomimo usilnych, kilkuletnich badań genetycznych (lata 2003 - 2006) nie potwierdzono, że w jakimkolwiek kopcu tarłowym, w jakiejkolwiek polskiej rzece lub jej dopływie znajduje się ikra łososia:
2. Ilości tarlaków łososi pozyskiwanych w punktach odłowu tarlaków jest śladowa, więc de facto TYCH RYB W POLSKICH RZEKACH NIE MA;
3. Niektórzy eksperci sugerują wprost, że ,,należałoby jeszcze raz rozważyć wybór materiału zarybieniowego do celów restytucji łososia na terenie Polski"

Wszystko to jednak nic w porównaniu z pracą naukową ,,Occurrence of juvenile salmon, Salmo salar L., from natural spawning in the Slupia River (northern Poland)" z 2009r. w której nasi naukowcy z IRŚ na podstawie 25 szt. narybku jesiennego łososi złowionych w Słupi w latach 1999-2008 oraz danym opublikowanym przez prof. Chełkowskiego obliczają populację łososi w Słupi na poziomie 100 sztuk co wg. Autorów ,,is relatively few and very close to the minimal effective population size, which, for salmon, is 150 spawners annually".
Panowie powiem brutalnie: przyjmijcie do wiadomości, że 0-0,64% to niekoniecznie oznacza to samo co mniej niż 1%, a raczej bardziej oznacza nieco ponad 0,5%, natomiast 0,5% z liczby 8000 to jest 40, więc Wasze stado łososi wynosi nie 100 sztuk a raczej coś koło tych 40. Wasze 25 rybek sami żeście uznali za pochodzące z naturalnego tarła i na tej podstawie tworzycie jakieś teorie zwane opinią naukową.

Nie jestem ichtiologiem, nie mam tytułu naukowego wiem natomiast z ogólnodostępnej literatury, że na 2 niewielkich tarliskach poniżej Słupska nie narodzi się samorekrutująca populacja łososi. Powinniście też pamiętać o tym, że wielkość populacji determinuje min. ilość dostępnych powierzchni tarliskowych z odpowiedniej jakości substratem (!) i żerowisk dla narybku. Wielkości te są powszechnie znane i można sobie o tym poczytać chociażby w pracy prof. Domagały i dr.Nyka ,,Sztuczne tarliska dla ryb litofilnych w rzekach pomorskich". Z opracowania tego można się też dowiedzieć, iż na Pomorzu nie ma zbyt wielu miejsc tarliskowych z odpowiednim substratem dla tarlaków łososi, a od siebie dodam, że jak są, to w górnych odcinkach dorzeczy gdzie te ryby aby dopłynąć muszą pokonać przepławki" ... koniec cytatu.

05.10.2015

Sentymentalna mokra muszka


Sentymentalna mokra muszka ... takim mianem opisuję dziś jedną z moich wczesnych mokrych much. To w zasadzie własny wzór opracowany nad Redą do połowu pstrągów. Przeglądając archiwum fotograficzne natrafiłem na jej wizerunek, pamiętając jak wiele ciekawych spotkań z potokowcami było moim i jej udziałem. 

Konstrukcja jest dość prosta, na haczyku roz. 8 - 12 kładziemy odrobinę brązowego dubbingu i jeżynkę tułowia z koguta. Przednia jeżynka to drobina kury bażanta. Jednak tajemnica skuteczności muszki leży w skrzydełku, które wiążemy z sierści lisa. Skutkiem ubocznym jest dość duża główka ale musimy pamiętać, że włos lisiego ogona jest dość gruby i mimo wyczesania podszerstka a może dzięki temu staje się śliski a więc wymaga solidnego dociągnięcia nicią wiodącą, również przez większą ilość nawojów dając w rezultacie widoczną główkę. 

Może komuś z kolegów przypadnie do gustu a jesienne wieczory będą okazją do jej powielenia na pożytek przyszłorocznego sezonu ... 

28.09.2015

Na ryby z psem i kotem


No cóż, wszelkie dylematy złap i wypuść same się rozwiązały, bo nasza rodzina powiększyła się o etatowego konsumenta ryb. Oczywiście to żart, choć nie wiem kiedy teraz będę miał czas i okazję je łowić, bo ta kocia znajda rzadko opuszcza moje kolana. Chyba się starzeję skoro mam kota, bo zawsze kochałem psy. Z drugiej strony patrząc na tą niewinną minkę trudno oprzeć się podobnym uczuciom.


Tym razem decyzja o nowym zwierzęciu w domu była spontaniczna, choć taka być nie powinna. To zawsze duże wyzwanie i odpowiedzialność, może mniej w przypadku kota ale z pewnością gdy w rodzinie ma pojawić się pies. Wiem jak z czasem staje się pełnoprawnym pośród domowników a wręcz cieszy się przywilejami, o których dzieci mogą czasem marzyć. Tym bardziej rozstanie po kilkunastu latach, gdy pies kończy życie jest bolesnym doświadczeniem, porównywalnym ze stratą najbliższej osoby. Tak żył pośród nas wyżeł Kajetan i gdy jako staruszek zgasł na moich rękach, długie miesiące nie mogłem dojść do siebie i obiecałem sobie ...  nigdy więcej zwierzaka, z którym tak się zżyjemy.

Kajtek był wspaniałym towarzyszem polowań i wędkarskich wypraw. Kochał wodę a każde sięgnięcie po wędkę lub strzelbę sprawiało szaleńczy taniec radości. Taplał się w każdym błotku, dzielnie pokonywał bagniste trzcinowiska, zmagał się ochoczo z nurtem rzeki lub wypuszczał się steki metrów w głąb jeziora. Woda była jego drugim żywiołem, choć miewał dziwaczne kaprysy. Nie daj Boże spadł deszcz a wtedy za żadne skarby świta nie chciał wyjść na spacer. Z klatki schodowej trzeba było wyciągać go na siłę, gdy  zapierał się czterema łapami, by ostatecznie sunąć na tyłku jak na sankach ciągnięty przez mnie za głowę. Widać taki był z niego esteta, że nie lubił moczyć samych łapek drepcząc po mokrym chodniku Na szczęście z kotem podobnych atrakcji nie będzie, co najwyżej czekać będzie na mój powrót z rybą w plecaku.




27.09.2015

Jesienne impresje ... muchy Kazimierza Żertki


Postać mojego kolegi, Kazika Żertki wielokrotnie miałem przyjemność Wam przybliżać. Kolegom, którzy jeszcze go nie znają wspomnę, że Kazek to doskonały wędkarz muchowy, który na przestrzeni wielu lat połowów w rzekach Polski południowej i północnej oraz na wodach Czech jest zdobywcą rekordowych brzan na muchę, niezliczonych ogromnych lipieni, pstrągów i kleni. Jeśli tylko czas mu pozwala, chętnie dzieli się sowim doświadczeniem na żywo, przekazując doświadczenie nad wodą młodszemu pokoleniu. Również publikując swoje opowieści, porady i opisy spotkań z niebywałymi rybami. 

Wykonuje również doskonałe muchy użytkowe a wiele z nich, a raczej zdecydowana większość to jego wzory autorskie powstałe nad wodą. To efekt niezliczonych obserwacji jak ryby reagują na kolejne muchowe propozycje. Również podpatrywania otoczenia rzeki w zmiennym rytmie pór roku oraz wszystkich jej mieszkańców, także efekt obserwacji podwodnych podczas nurkowania. Dla młodszego pokolenia do wielka gratka móc skorzystać z doświadczenia Kazika, na ile pozwala forma publikacji a na które składają się dziesiątki lat nad wodą. Dziś Kazek dzieli się ze mną porcją swoich much na jesień a ja dzięki jego uprzejmości, dzielę się ich wizerunkiem z Wami ... Kazik, serdecznie dziękuję.

Dla przypomnienia kilka kluczowych w jego dorobku publikacji, które gościły na moim portalu.







26.09.2015

Kolejna godzinka po pracy


Jak widać spinning zastąpił dziś grzybowy koszyk. Tak wyglądała moja dzisiejsza godzinka w drodze z pracy do domu, gdy zbłądziłem nad Redę. Rzecz jasna szukałem spotkania z trocią, jednak woda w rzece mocno opadła i do tego sporo słońca rozświetlało rzekę, czyli warunki wędkowania sporo się pogorszyły. Nie była to godzina kilku kilowej ryby, ale na pocieszenie dobry i tęczak. Ryba to raczej hodowlany uciekinier i jako klasyczny 40 - stak, niekoniecznie był wart uwagi obiektywu, jednak był wyjątkowo pięknie ubarwiony i tak się uwiecznił. Ważne, że odrobina wędkarskich emocji urozmaiciła zwykły, roboczy dzień jako przerywnik między końcem pracy a domowymi obowiązkami po południu. 

Tak to już jest, że nie zawsze fotografia okazałej ryby ma być wspomnieniem wędkarskiej wyprawy. Czasem barwy jak w tym przypadku, czasem okoliczności połowu lub towarzyszące nam zdarzenia, osoby lub miejsca skłaniają nas do tych kilkunastu sekund z życia nawet mniejszej ryby dla uwiecznienia chwili. Z rybą, którą zabieramy z łowiska nie ma kłopotu, nieco trudniej z tą, którą uwalniamy. Jednak przy odrobinie wyobraźni i ostrożności, fotografując w wodzie lub delikatnie przytrzymując mokrymi rękami nie stanie jej się krzywda.

Bardzo przydałby się deszcz, zarówno rzece jak i okolicznym lasom. Mamy chyba małą przerwę w ciągu tarłowym troci, bo dziś dość długo obserwując jaz nie widziałem ani jednej ryby, która choćby się spławiała lub wynurzała z pienistej kipieli, nie mówiąc już o pójściu w górę. Nie spotkałem też wielu wędkarzy, choć jeden był podobno świadkiem połowu troci. Niestety też widywano ryby chore (UDN), jak w poprzednich sezonach. Jutro też jest dzień, więc  ...  ryby czy grzyby?.




25.09.2015

Godzinka po pracy


Jadąc z pracy do domu, po drodze mam rzekę i las. O tej porze roku trudno zdecydować gdzie skręcić, szczególnie że w bagażniku dyżurne wędki i koszyk na grzyby. Nad rzeką ostatnie dni trociowych połowów i początek sezonu lipienionewgo. W okolicznych lasach wsyp grzybów i oba miejsca równie kuszą. Mam to szczęście wstawać do pracy o 4.00 rano i już o 13.00 podążać ku łowisku lub zalesionym wzgórzom okolic Wejherowa. Wszystko to zanim dotrę do domu i w zasięgu zaledwie 20 - stu minut.

Wczorajszy dzień, mimo pokusy zajrzenia nad wodę był grzybowy a widoczna zawartość koszyka to efekt zaledwie godzinnego spaceru po lesie. Mimo ogromnej konkurencji grzybiarzy w niewielkiej odległości od miasta, jak widać leśnego runa wystarcza dla wszystkich. Nawet w tygodniu, również po południu niezliczone samochody zapychają każda dziurę na leśnych parkingach i drogach wjazdowych do lasu. W weekend to już widok przypominający supermarketowy parking.

To, że ostatnie dni to ogólnokrajowy wysyp grzybów nie jest nadzwyczajną wiadomością, bo praktycznie wszystkie media donoszą o tym w licznych newsach. Ważniejsze, że pomorskie lasy oferują teraz wiele gatunków, a nie ma nic bardziej aromatycznego w suszeniu i potrawach jak mieszanka rodzajów grzybków. Zebrać można oczywiście dorodne borowiki ale pojawiły się kozaki, koźlarze i brzozaki, choć nazwy te zamiennie opisują tego samego grzyba w różnych rejonach kraju. Niezależnie do koszyka trafiają czerwone, brązowe i siwe a obok nich wszelkiego rodzaju podgrzybki.

No cóż przed nami cały październik i jeśli będzie łaskawy listopad, co oznacza nieustające dylematy i rozterki ... grzyby, czy ryby?




24.09.2015

Chce się żyć



Grzyby, ryby ... czy jest piękniejsza pora niż jesień. Lasy pełne borowików, rzeki zachwycają widokiem troci w drodze na tarliska. Lipienie barwne na podobieństwo kolorów jesiennych liści. Złociste szczupaki, z dnia na dzień bardziej opasłe budzą nasze zmysły. Rześkie powietrze o poranku, mgły i czerwona tarcza słońca. Głucha cisza wieczorną porą, choć gdzieś poza naszymi zmysłami trwa krzątanina natury przez nadchodzącą zimą. Spływający po brodzie słodki sok gruszek i złocisty miąższ śliwek. W kuchni zapach ciasta z owocami i aromat suszonych grzybów. Słoje pełne kolorowych owoców, jak zatrzymane w czasie lato i wrześniowe klimaty kształtnych kapeluszy podgrzybków. Ni to smak, ni to zapach rydzów, skwierczących na złotym tłuszczu. W kącie pokoju muchowa wędka, a gdzieś nieopodal w rzece o barwach jesieni czekają kardynały   ...  chce się żyć.

22.09.2015

Piękno, które więzi babie lato


Tą pięknie ubarwioną ważkę niekiedy spotykałem nad rzeką. Wielokrotnie przymierzałem się obiektywem aparatu by uwiecznić jej wizerunek, jednak ostrożność tego owada oraz szybkość z jakim znikał z pola widzenia, nie dawały okazji do wykonania zdjęcia.  Dopiero teraz, jesienią gdy skrzydła ważki oplatają nici babiego lata czyniąc je niezdolnymi do lotu, nadarzyła się okazja do wykonania kilku portretów.

Widoczna za zdjęciu ważka to Żagnica zielona (Aeshna viridis), gatunek objęty w Polsce całkowitą ochroną na mocy Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 6 października 2014 r. w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt. W części -  GATUNKI ZWIERZĄT OBJĘTE OCHRONĄ ŚCISŁĄ Z WYSZCZEGÓLNIENIEM GATUNKÓW WYMAGAJĄCYCH OCHRONY CZYNNEJ lp. 581. Wraz w § 6 ust. 2., w brzmieniu - zakaz umyślnego okaleczania lub chwytania.

W praktyce oznacza to dla amatorów fotografii owadów brak możliwości przeniesienia tego gatunku ważki do warunków studia fotograficznego. Pozostaje jedynie refleks nad wodą lub okazja jak ta, gdzie natura uwięziła owada.

To najrzadszy przedstawiciel w naszym kraju rodziny żagnicowatych (Aeshnidae) i jedna z największych polskich ważek. Dorasta do 9 cm a rozpiętość skrzydeł sięga nawet 13 cm. Żagnica zielona jest, podobnie jak inne ważki, drapieżnikiem. W skład jej diety wchodzą głównie muchy i komary. Czasem atakuje motyle, jętki i inne ważki. Pożywienie larwy stanowią wodne owady, kijanki i narybek. Jednak i same larwy będąc pokarmem starszych ryb stanowią o przydatności wędkarskiej w postaci muchowych imitacji.


Sprawcą nieszczęścia tego okazu było babie lato. Wszyscy znamy snujące się długie nici, gdy jesienną porą połyskują w słońcu. Choć często zachwycamy się widokiem babiego lata, które jest też potoczną nazwą pory roku, to nic innego jak nić przędna niektórych pająków. Wytwarzane są zwykle przez młode pająki obu płci, z gatunków o niewielkich rozmiarach. To sposób młodych osobników na rozmieszczenie terytorialne, podczas biernego przemieszania się za pomocą długich nici, nawet na odległości kilkuset metrów.




21.09.2015

List otwarty

Ponieważ dzisiejszą publikacją zwracam się personalnie do Pana Piotra Koniecznego, proszę potraktować to jako list otwarty ...

Niedawno poruszona sprawa naruszania w bieżącym sezonie postanowień Zarządu Głównego PZW w sprawie zakazu punktowania ryb niewymiarowych na zawodach wędkarskich, znalazła swój ciąg dalszy na forum ZG PZW. To za sprawą wątku, który czułem się w obowiązku otworzyć, by dyskusja w tej sprawie toczyła się publicznie na oczach działaczy oraz Prezesa Zarządu Głównego.

Z wielkim zdumieniem odnotowałem tam głos a raczej treść licznych wypowiedzi Pana Piotra Koniecznego. Z przebiegiem dyskusji możecie zapoznać się tu:  Forum ZG PZW

By nie cytować całości postaram się tylko przekazać najważniejsze kwestie, Krótko mówiąc po wydaniu decyzji i opinii Urzędu marszałkowskiego, który stwierdził, że zawody wędkarskie nie służą celom badawczym a rekreacji i w związku z tym uzasadnienie wniosku o zgodę na obniżenie wymiaru ochronnego na zwodach badaniami kontrolnymi jest bezpodstawne. Po decyzji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi  dnia 31 grudnia 2014 roku, które wydało jednoznaczną opinię zabraniającą obniżania wymiarów. I wreszcie gdy ZG PZW ogłosił swoje stanowisko o podobnym brzmieniu, uznając ten proceder bezprawnym i nieetycznym ... mamy zadziwiający głos sprzeciwu Pana Koniecznego.

W uzasadnieniu powracają wszystkie te rzekome argumenty, które Pan Konieczny uparcie przywołuje, a które były przez te instytucje rozważone i zanegowane, by ostatecznie wydać zakaz punktowania ryb niewymiarowych. Jenak pośród rozlicznych jeden stanowi próbę działania na opinię publiczną w nadziei, że manipulacja faktami nie spotka się z odpowiedzią kolegów znających się na rzeczy.

Pozornie  opinia, którą Pan Konieczny wygłasza brzmi gładko, cytuję:

"Od 15 lat cały czas na podstawie wyników z Jesiennego Lipienia Sanu analizujemy jak zmienia sie populacja lipieni w Sanie i na tej podstawie wyciągamy wnioski co do ochrony i zarybień. Jak brakowało małych ryb można było dorybić lub zakazać zabierania - był czas na reagowanie zanim lipienie dorosną. Tak było do tego roku bo jakiś dureń wymyślił krucjatę przeciwko zawodom. W latach poprzednich dysponowaliśmy 1000 - 2000 pomiarami ryb zebranych w czasie 2 dni na odcinku ok. 20 km. Dane praktycznie pełne. W tym roku wiemy jedynie że są duże ryby. Aby uzyskać dane o jakie nam chodzi należałoby zaangażować armię ludzi wyposażonych w agregaty i kazać im przez 2 tygodnie bagrować rzekę. Wiele lipieni zginęłoby bo wyjątkowo źle tolerują prąd. Dodatkowo kosztowałoby to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko to było "za darmo" przy okazji zawodów - dzisiaj zapłacą za to wędkarze ze składek.
Wyjątkowo dobra robota Panie Hrabio (to dotyczy mojej skromnej osoby). Gratuluje. Niestety nie wyjdzie na dobre ani wędkarzom ani lipieniom."

Panie Konieczny, to że Pan kwestionuje moje zdanie w tej sprawie to nieznaczący epizod, ale znów mamy w Pana wydaniu manipulację oraz podważanie opinii kolegów, którzy zawodowo od 30 - stu lat zajmują się badaniami kontrolnymi, prowadzonymi metodą elektropołowów, śledzących również przebieg, skutki i efekty podobnych badań na świecie. Zatem w tym miejscu przytoczę opinię jednego z nich, która jest wprost odpowiedzią na Pana konfabulacje, cytuję:

"Rozumiem, że autorowi bardzo „zależy” na dobru lipieni. Dlatego preferuje delikatne, bezstresowe metody pozyskiwania ryb do badań, przecież holowanie skaleczonej ryby jest dla niej rozrywką, a delikatne ocieranie ryby ze śluzu i branie je do rąk przez miłośnika badań wędkarskich to wręcz dla ryb czysta przyjemność. Idąc tym tropem, oczywiście dla dobra ryb, proponujemy w ten sposób uwzględnić w zawodach wszystkie złowione ryby a nie tylko te o 5, czy 10 cm mniejsze od wymiaru ochronnego . Pozwoli to na zebranie wspaniałych „materiałów badawczych”. Będziemy mieli zmierzone wszystkie ryby, niektóre nawet wielokrotnie i nic więcej.

Nie powie to nam nic o zagęszczeniu ryb, strukturze wiekowej. Nie wiem czy autor wie, ale badania przeprowadza się zazwyczaj, chyba, że są jakieś nowe metodyki badawcze opracowane przez szanownych sportowców wędkarskich, na próbach losowych a nie wybiórczych a wędkarstwo przez duże „W” to selektywny połów określonego gatunku i wielkości ryby, poprzez stosowanie odpowiedniej przynęty czy techniki połowu. 

Zebrane w ten sposób materiały „badawcze” będziemy mogli tylko i wyłącznie wielofunkcyjnie porównywać z materiałami z podobnych „badań”. Dowiemy się o średniej długości ryb w konkretnych zawodach, ilości ryb na jednego wędkarza w powiązaniu z wiekiem i statusem zawodowym wędkarza, wpływie określonej przynęty i techniki połowu na strukturę pozyskiwanych ryb itd., itp. Jeżeli autor potrafi te wyniki przełożyć na strukturę ichtiofauny i porównać je z wieloletnimi badaniami z innych cieków, prowadzonymi okrutnymi i godnymi potępienia metodami w całym normalnym niewędkarskim świecie to czapka z głów. 

Chociaż jeśli ktoś to potrafi, to porównywalne efekty znacznie mniejszym nakładem sił osiągnie prowadząc swym nieomylnym okiem badania bezdotykowe, patrząc po prostu głęboko w wodę okiem uzbrojonym w polaroidy. I tu dochodzimy do sedna. Hipokryzja niektórych działaczy wędkarstwa "sportowego” osiąga takie szczyty, że Himalaje to w porównaniu z nimi babki z piasku na plaży." ... koniec cytatu.

Kończąc ...  wszyscy mówią Panu - NIE. Panie Konieczny, co z Panem jest?. Ilu jeszcze ministerialnych urzędników, prezesów i marszałków oraz specjalistów musi Panu to powtórzyć, by Pan zrozumiał. Szkoda, że tak zasłużony działacz publicznie kompromituje swój wizerunek, broniąc u podstaw przegranej sprawy.