16.08.2015

Ostropłetwiec


Fot. Bernard Picton, żródło: www.habitas.org.uk

Ostropłetwiec (Pholis gunnellus) – gatunek morskiej ryby z rodziny ostropłetwcowatych (Pholidae)


Ostropłetwiec, mniej znany gatunek bałtycki. Ciało wstęgowate, pokryte grubą warstwą śluzu. Ubarwienie żółtobrązowe. Od 9–13 ciemnych cętek wzdłuż podstawy płetwy grzbietowej, posiada niewielki otwór gębowy. Ostropłetwiec dorasta do 30 cm, populacja bałtycka nie przekracza 20 cm długości. Żywi się głównie drobnymi skorupiakami oraz ikrą innych gatunków. Tarło odbywa od listopada do stycznia. Samica składa pomiędzy kamieniami lub do pustej muszli małży 80–200 jajeczek. Opiekę nad ikrą sprawuje samiec. Larwy pelagiczne, odżywiają się planktonem.

Swym ubarwieniem, kształtem oraz wielkością przypomina bardzo węgorzycę, jednak to ryby z dwóch różnych rodzin. (Węgorzyca (Zoarces viviparus) – gatunek ryby z rodziny Zoarcidae. Oczywiście różnią się szczegółami ubarwienia, proporcjami budowy ciała i głowy, jednak ogólne podobieństwo to przystosowanie do warunków środowiskowych. Dopiero poruszając się ku wyższym jednostkom systematycznym odnajdziemy wspólne korzenie, bo obie rodziny należą do rzędu okoniokształtnych (Perciformes). Zaliczenie tych gatunków do wspomnianego rzędu w potocznym odbiorze wydawać się może zaskakujące, szczególnie gdy zbyt proste skojarzenie z okoniem przeczy "węgorzowatym" rybom, o których mówimy. Pamiętać jednak musimy, że rząd okoniowatych to jedna z największych grup, do której zaliczana jest ogromna ilość rodzin, rodzajów i gatunków, szczególnie ryb morskich.

Zjawisko podobnej adaptacji u niespokrewnionych gatunków obserwujemy u znanych Wam przedstawicieli słodkowodnych - sielawy oraz uklei. Choć niezwykle podobne to zaliczane do innych rodzin a tym przypadku nawet rzędów. To ryby pelagiczne, których kształt i barwy natura przystosowała do życia w wodnej toni. Na pierwszy rzut oka wydają się być identyczne mimo różnic w budowie płetwy grzbietowej oraz występującej u sielawy płetwy tłuszczowej. Podobnie jak w przypadku opisywanych gatunków bałtyckich, wykształciły mechanizm ochrony przed drapieżnikami w tym przypadku strefy otwartej wody - budowa ciała i srebrzyste barwy, u węgorzycy i ostropłetwca - budowa ciała i kamuflaż strefy dna.



Sielawa (Coregonus albula) – gatunek ryby z rodzinysiejowatych (Coregoninae), rząd łososiokształtne fot. żródło:  www.pescanetwork.it


Ukleja Ukleja (Alburnus alburnus) – gatunek rodziny karpiowatych (Cyprinidae)  Fot. źródło: www.nahaku.pl


Węgorzyca Fot.  źródło: www.luontoportti.com


Ostropłetwiec Fot. żródło: www.habitas.org.uk


Na zamieszczonym filmie możecie na żywo porównać oba gatunki


Ostropłetwiec zasiedla wody Północnego Atlantyku i morza przylegające, również Morze Bałtyckie. W naszym morzu nie jest gatunkiem powszechnie wstępującym a jego stanowiska notowane są na wschód od Helsinek oraz w okolicach fińskiego Kaskinen, w Zatoce Botnickiej. Zasiedla wody przybrzeżne, zwykle w strefie głębokości 10 - 100 m. Preferuje jednak kryjówki pośród wodorostów, głazów i skał, również wraków. Przebywa tam za dnia a nocą wyrusza na żerowanie. 

W Polsce nie jest gatunkiem chronionym, zapewne z powodu niezagrożonych siedlisk w strefie naszego wybrzeża oraz ryzyka odłowów rybackich. Jednak nie dotarłem do rzetelnych danych na temat występowania tej ryby w naszych wodach a chętnie przy udziale wiedzy i chęci kolegów uzupełnię publikację w tej (i nie tylko) części. Jedyną wskazówką są obserwacje na obszarze planowanej inwestycji Morska farma wiatrowa Bałtyk Środkowy III, gdzie odnotowano obecności ostropłetwca w wynikach badań.  www.baltyk3.pl


Mapa żródło: http://www.baltyk3.pl

14.08.2015

Dennik


Liparis liparis, Fot. Źródło: /www.marlin.ac.uk

Dennik, Liparis liparis (Linnaeus, 1766) – gatunek morskich ryb skorpenokształtnych z rodziny dennikowatych (Liparidae)

Zasiedla wody  przydenne północno-wschodniego Oceanu Atlantyckiego i połączonych z nim mórz, również Bałtyk. W akwenach Północnego Atlantyku gatunek ten klasyfikowany jest jako - niewielkiej troski. Wynika to z ogromnego obszaru zasiedlenia oraz rozpiętości głębokości występowania a obszar ten i strefa nie zostały dostatecznie zbadane pod względem ewentualnych, niekorzystnych zmian środowiskowych, które mogłyby stanowić przesłanki do ochrony. Obszerną publikację na temat badań nad gatunkiem w świetle zachowań rozrodczych oraz środowiskowych odnajdziecie: www.iucnredlist.org

Natomiast w Polsce objęty ochroną gatunkową częściową, na mocy ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ŚRODOWISKA z dnia 6 października 2014 r. DZIENNIK USTAW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Warszawa, dnia 7 października 2014 r. Poz. 1348 . Załącznik nr.1, nr. 59.

To niewielka ryba dorastająca zaledwie do ok. 15 cm. Jednak osobniki populacji bałtyckiej są mniejsze. Odnotowane maksymalne wymiary z połowów wędkarskich, to w Zatoce Fińskiej -  12,5 cm, ogólnie w Morzu Bałtyckim znane są przypadki maksymalnie 13 - sto centymetrowych ryb  i dopiero w Morzu Barentsa, Dennik dorasta dorasta do 16,5 cm.

Jego pokarmem są głównie skorupiaki, rzadziej wieloszczety i mniejsze ryby. Występuje w strefie wody do 150 m (inne źródła do 300 m). Potrafi odnaleźć dla siebie siedlisko nawet na głębokości 5 m, jednak unika strefy pływów. Tarło odbywa się zimą od stycznia do marca. Rozwój zarodkowy trwa do 6-8 tygodni od wylęgu, larwy są pelagiczne.


Rodzina dennikowatych (Liparidae) reprezentowana jest przez 32 rodzaje i 407 gatunków (inne źródła 480 gatunków), zamieszkujące wody oceaniczne całego świata, od Oceanu Arktycznego po Antarktydę, na różnych głębokościach, nawet do 7000 m. Rekord głębokości do niedawana należał do dennika - Pseudoliparis amblystomopsis, zaobserwowanego na 7703 metrach. Ostatnio jednak odkryto przedstawiciela tej rodziny na głębokości 8143 metrów w Rowie Mariańskim. Miało to miejsce podczas ekspedycji kierowanej przez Jeffa Drazena i Pattty Fryer z University of Hawaii. Pośród wspomnianej wyżej ilości, jednym z gatunków jest  Liparis tunicatus.



Liparis tunicatus (Reinhardt, 1836) Fot. źródło: www.oceanexplorer.noaa.gov

Jest gatunkiem wysuniętym bardziej na północ i obejmującym zasięgiem występowania już dwa kontynenty. Ryba równie niewielkich rozmiarów, osiągająca ok. 16 cm.





 Kolejny gatunek Liparis gibbus (Bean, 1881).  Fot. źródło: www.jypichthyology.info

13.08.2015

Lisica


Lisica (Agonus cataphractus) Fot. źródło: www.onderwaterwereld.org

Podwodny świat Bałtyku jawi się bogatszy, niż uczy nas wędkarska praktyka. Jego wody zasiedlają mało znane gatunki ryb, w których tajemnice życia nieczęsto mamy okazję zaglądać. Przyglądając się faunie naszego morza, bardzo upraszczamy skład gatunkowy ichtiofauny, rzecz sprowadzając do ryb w zasięgu turystycznych obserwacji lub wynikających z połowów rybackich. Jednak w czasie gdy rybacka flota przemierza fale Bałtyku, w jego wodach pluszczą się wczasowicze a wędkarze gonią za okazałą zdobyczą, w głębinach kryją się tajemnicze istoty. 

Tak to już jest, że gatunkom cennym gospodarczo wiele uwagi poświęca się w publikacjach a tym "niszowym" niewiele. Mimo to spróbujemy przyjrzeć się niewielkiej rybce o wdzięcznej nazwie  - Lisica.

Lisica (Agonus cataphractus) gatunek morskiej ryby skorpenokształtnej (Scorpaeniformes) z rodziny lisicowatych (Agonidae), jedyny przedstawiciel rodzaju Agonus.

Dorasta zaledwie do 20 cm i prowadzi dość skryty tryb życia. Lisice spędzają większość swojego życia częściowo zakopane w piasku, zwykle na głębokości poniżej 20 m i głębiej do 270 m, choć źródła różnie podają głębokość graniczną, nawet do 500 m. Młodsze osobniki spotykane są na płytszych wodach nawet do 2 m. Zasiedlają europejskie wybrzeża północnego Atlantyku i sąsiadujące morza, również Morze Bałtyckie. Dojrzałość płciową osiąga ok. 1 roku życia. Tarło odbywa się od lutego do kwietnia. Ikra w ilości do 3000 jajeczek jest składana w wodorostach. Larwy unoszą się w toni wodnej przez 10 do 11 miesięcy, żywiąc się planktonem. W sezonie lęgowym u ryb objawiają się nieznaczne barwy godowe przez zabarwienie płetw piersiowych na pomarańczowy kolor.


Możecie przyjrzeć się na żywo tej rybie oglądając film, którego autorem jest  James Hartley




Jej pokarmem są skorupiaki oraz wieloszczety, zatem nie stanowi zagrożenia dla cennych gatunków przez pokusę zjadania ich narybku. W poszukiwaniu swojej zdobyczy lisicy pomagają liczne wąsy czuciowe, umieszczone na dolnej stronie pyska. Na zamieszczonym filmie doskonale widać ich budowę i potencjał podczas wyszukiwania pokarmu.  

Na pierwszej zamieszczonej mapie, kolorem czerwonym oznaczono największe zagęszczenie populacji lisicy, które charakterystyczne jest dla Wysp Brytyjskich oraz Kanału La Manche. Na akwenach tych od lat 70 - tych ubiegłego wieku, prowadzone są badania nad liczebnością tego gatunku, szczegółowo opisane w publikacji:
Obok mapa występowania gatunku na wyspach.

12.08.2015

Minóg morski


Petromyzon marinus - Foto Bernd Stemmer, źródło: www.fischfauna-online.de

W polu naszego, dzisiejszego zainteresowania pojawia się minóg morski. Choć to rzadki gość w naszych wodach, jednak jego zachowania rozrodcze i pokarmowe kierują nas ku rybom będącym celem rybołówstwa również rekreacyjnego, w tym łososiowatym bo podobnie jak minogi zajmują podobne miejsce w ekosystemie, zasiedlając akweny morskie i odbywając podobne ciągi rozrodcze w rzekach. W przypadku tych ostatnich, skala wzajemnych relacji może jest niedostrzegalna w naszych wodach, jednak na Bałtyku i polskich rzekach świat się nie kończy ...

Minóg morski (Petromyzon marinus)  (L., 1758), zaliczany do Kręgoustych Cyclostomata – grupa wodnych kręgowców o otworze gębowym w kształcie okrągłej przyssawki. Nazwa krągłouste obejmuje minogi i śluzice zaliczane do bezżuchwowców. 

Największy przedstawiciel minogowatych, osiągający ponad metr długości w wagę ponad 2 kg. Głowa zakończona tarczą o średnicy większej niż przekrój poprzeczny odcinka skrzelowego, zaś powierzchnia tarczy usiana licznymi hakowatymi zębami, układającymi się w szeregi. To przystosowanie do sposobu odżywiania. Gatunek "drapieżny", pasożytniczy. Atakuje śledziowate - szprot, aloza, parposz oraz dorszowate - dorsz, plamiak, czerniak. Niestety nie omija również ryb łososiowatych. Najczęściej przywiera w okolicach brzusznych lub tuż za głową ofiary. W przypadku masowego występowania może stanowić poważne zagrożenie dla ryb cennych gospodarczo. W prawdzie często nie uśmierca większych ryb, bo po kilku dniach żerowania na żywej tkance ofiary przenosi się na kolejnego żywiciela, jednak pozostawia rozległe rany. Te zaś stanowią otwarte wrota do wszelkich infekcji, których jak uczy praktyka ostatnich lat nie brakuje w populacji łososiowatych. Niezależnie zbyt duża utrata tkanek i płynów ustrojowych ofiary może być bezpośrednią przyczyną śmierci.





fot. źródłod: www. doris.ffessm.fr


Aparat gębowy minoga morskiego Fot/ źródło:  www.regions.noaa.gov


Fot. źródło: www.m.nautil.us


W Bałtyku obecnie bardzo nieliczny, częściej jako gość z Morza Północnego. Cytując za "Poradnikiem ochrony siedlisk i gatunków" - rozwój i stan populacji wyglądał następująco: "Do 1945 r. minóg morski był sporadycznie odnotowywany w śródlądowych wodach Polski. W XIX wieku był kilkakrotnie stwierdzony w przymorskich rzekach, środkowym basenie Wisły (Bug, Narew, Tanew, Pilica, Bzura, Drwęca) podczas wędrówki tarłowej. W latach czterdziestych XX w. pojedyncze osobniki stwierdzono w Odrze, później w Pilicy, Pasłęce, Baudzie, Zalewie Wiślanym i jeziorze Dąbie. Tak więc obecnie występowanie tego gatunku ograniczone jest już tylko do obszaru północnej Polski".

Prawdopodobnym czynnikiem ograniczającym obecnie zasięg występowania jest pogorszenie warunków migracyjnych przez zanieczyszczenia rzek oraz zabudowa hydrotechniczna. Badania jego zachowań rozrodczych oparte są prawie wyłącznie na obserwacjach populacji północnoamerykańskich a w Polsce jest tak rzadki, że prawdopodobnie w ogóle nie rozmnaża się w naszych wodach.

Może być to jednak ocena nierzetelna a wnioski błędne bo jak podaje Główny Inspektorat Ochrony Środowiska - cytuję: " ... przyjęty w monitoringu 2010 sposób oceny stanu siedliska w oparciu o charakterystyki hydromorfologiczne można zaakceptować, to jednak ustalony termin wykonywania badań (wrzesień-październik) jest nieodpowiedni dla omawianych gatunków (minogów w ogóle);  problematyczne jest również zastosowanie przyjętej oceny stanu populacji dla tych gatunków. Po pierwsze, termin w którym prowadzono badania monitoringowe absolutnie wyklucza złowienie dorosłego osobnika minoga morskiego" - koniec cytatu.  Źródło:

Rozród ... wędrówkę tarłową minóg morski rozpoczyna na wiosnę (kwiecień-maj). Jego tarliska znajdują się nawet kilkaset km w głąb lądu – w górnych odcinkach rzek. Gniazda formują samce – do których z kilkudniowym opóźnieniem docierają samice. Płodność waha się od 150 do 300 tys. ziaren ikry, zaś średnica jaj od 0,8 do 1,5 mm. Kilka dni po tarle również wszystkie tarlaki giną. Przy temperaturze wody ok. 15°C po 11 dniach wykluwają się larwy, które zasiedlają zastoiskowe odcinki w środkowym biegu rzek. Metamorfoza, po której młodociane osobniki o długości 130-150 mm spływają do morza następuje w maju. Następny okres 6-8 lat spędzają w wodach słonawych lub przybrzeżnych morskich. 

W Polsce objęty ochroną ścisła, na mocy ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ŚRODOWISKA z dnia 6 października 2014 r. DZIENNIK USTAW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Warszawa, dnia 7 października 2014 r. Poz. 1348 . Załącznik nr.1, nr. 497. z adnotacją - ochrona czynna.



Zasięg występowania minoga morskiego www.fishbase.org


Przyglądając się mapie zasięgu występowania minoga morskiego widzimy, że zasiedla rozległe prowincje geograficzne. O ile w Bałtyku jest gatunkiem rzadkim i chronionym, to w innych akwenach potrafi być uciążliwy lub niebezpieczny dla ryb i jego ilość musi być kontrolowana i redukowana. 

Największe szkody w populacji ryb cennych gospodarczo poczynił minóg morski w strefie północnoamerykańskiej. Niewątpliwie przyłożył do tego rękę człowiek, otwierając temu gatunkowi drogę ku Wielkim Jeziorom budując od 1835 roku kanały. W latach 1940 - 1950 minóg morski był sprawcą największych szkód i można było go odnaleźć już we wszystkich pięciu jeziorach oraz kilku rzekach do nich wpływających. Obecnie gatunek ten jest przedmiotem działań kontrolnych przez rządowe agencje Stanów Zjednoczonych i Kanady, mających na celu monitorowanie jego populacji oraz redukcję do poziomu niezagrażającego rodzimym gatunkom. 



Zasięg występowania i oddziaływania Petromyzon marinus na gatunki ryb obszaru USA oraz Kanady, opisany został wnikliwie w obszernym opracowaniu: www.nas.er.usgs.gov

11.08.2015

Makrela ... ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie



Wczorajszy przyłów tej ryby podczas wyprawy na dorsze, skłonił mnie by słów kilka napisać o makreli. Opisywanie bałtyckich gatunków w ramach zaczerpniętych informacji jest zajęciem pożytecznym, choć pozbawionym nutki własnych wrażeń, szczególnie tych wędkarskich. Móc widzieć i ocenić walory makreli na "żywo" to inna historia i tu na pierwszy plan wysuwa się przystosowanie do środowiska morskiego. 

Dopiero oglądając wyłowioną z morza rybę widać, że to stworzony przez naturę "urodzony" pływak, zdolny pokonywać ogromne odległości. Ciało tej ryby to istna sprężyna, muskularne a kształtem i ubarwieniem doskonale radzące sobie morskiej toni. Choć znacznie mniejsza, bo osiągająca 30 - 50 cm, swoją sylwetką przypomina tuńczyka. Nic w tym dziwnego bo oba gatunki należą do tej samej rodziny - makrelowatych (Scombridae). Makrelę znamy najczęściej w wydaniu handlowym i to przetworzonym jako bardzo popularną rybę. Kojarzy się często z wędzoną tuszą o złotym kolorze, jednak za życia jest pięknie ubarwiona. To wspomniane przystosowanie, gdzie srebrzyste boki podkreślają soczystą, seledynową barwę grzbietu w maskujące czarne smugi. 

Zapewne niewielu z Was będzie miało okazję zmierzyć się z ta rybą podczas wędkowania w wodach Bałtyku a mój połów jest absolutnym przypadkiem. Skoro już się skusiła, to wypada napisać o jej zachowaniu. Odnalazła przynętę w tej samej strefie wody co dorsze, czyli tuż przy dnie w relatywnie płytkim łowisku jakim są wody Łeby, na ok. 40 - stu metrach. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego bo makrele penetrują morza od powierzchni do ogromnych głębokości. Samo branie podobne jest do dorsza, jednak podczas holu im bliżej powierzchni, tym bardziej dale się odczuć, że to inna zdobycz. Najciekawsze są ostatnie metry, gdzie makrela wyraźnie wprowadza się w intensywnie drgający ruch, jednocześnie zataczając koła w stosunku do pionowej osi obciążonej plecionki. To ciekawe doznanie dla wędkarza, bo nie znam innej ryby z gatunków słodko i słonowodnych, która takimi rotacjami walczy o wolność. Szkoda tylko, że wszystko się dzieje na wędzisku o ciężarze wyrzutowym 180 g, bo delikatniejszy zestaw z pewnością pozwoliłby docenić ten specyficzny taniec makreli.



Zasięg występowania tego gatunku to północnoamerykańskie i europejskie wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, morze Śródziemne i Czarne oraz Morze Północne, również Bałtyk. Jednak u naszych wybrzeży ryby przebywają okresowo w porze letniej po tarle i odpływają z tych obszarów przed zimą. W krajach gdzie ten pelagiczny gatunek wstępujący w dużych stadach, które latem podchodzą pod brzegi na żerowiska, jest obiektem skutecznych i celowych połowów wędkarskich. Temat ciekawie opisuje Artur Brzozowski, na portalu www.wędkarskapasja.pl  w artykule: Czas na Makrele – połów makreli w morzu

Makrela to gatunek o ogromnym znaczeniu gospodarczym. Na zachodnich łowiskach u wybrzeży Stanów Zjednoczonych cenione były już od czasów kolonialnych, jednak postępujący popyt na te ryby doprowadził do przełowienia stad. Szczególnie lata 1960 -1970 były okresem największego spadku liczebności gatunku. W 1976 roku Kongres USA, na mocy ustawy ograniczył dostęp do swoich łowisk obcym flotom połowowym, w ten sposób chroniąc zdziesiątkowaną populację. Jej odrodzeniu sprzyjał również zmniejszający się współcześnie popyt na rynku amerykańskim, gdzie makrela nie cieszy się obecnie uznaniem konsumentów a większości jest przedmiotem eksportu.

Kulminacja światowych połowów makreli przypada na lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, również w strefie wschodniego Atlantyku a globalnie szacowana była na milion ton. W latach 90 - tych nastąpił gwałtowny spadek ilości poławianych ryb, nawet o połowę a na łowiskach Norwegii aż czterokrotnie. Był to ostatni dzwonek by wprowadzić limity połowowe. W latach 2008-2009 Unia Europejska, Norwegia i Wyspy Owcze uzgodniły trójstronne porozumienie określające plan zarządzania dla makreli. Plany zarządzania określały kwoty połowowe (TAC) zgodne z zaleceniami ICES. Porozumienie zapewniało utrzymanie kwot połowowych (do podziału przez sygnatariuszy porozumienia) na poziomie ~ 600,000 ton z całości biomasy tej ryby określanej na poziomie 2.2 – 3.0 milionów ton. Obecnie interesy gospodarcze państw, na których wodach terytorialnych prowadzony jest odłów makreli są chronione prawnymi regulacjami a zainteresowanych dosyłam do szczegółowych uzgodnień zwartych w opracowaniu:
Przedłużenie zawieszenia certyfikacji MSC północno-wschodnio atlantyckiego stada makreli

W przypadku naszej floty łowiącej na obszarach połowowych wschodniego Atlantyku, (według danych z 2010), odłowiono zaledwie 1857 ton makreli a sam gatunek stanowi zaledwie 1 % ogólnie złowionych ryb wszystkich gatunków o znaczeniu gospodarczym. Dane i wykres - źródło:  Morski Instytut Rybacki w Gdyni  Zakład Ekonomiki Rybackiej - MORSKA GOSPODARKA RYBNA W 2010 R.


Według tych samych danych w Bałtyku odłowiono zaledwie 3,5 tony makreli, co nie rokuje rychłego, kolejnego spotkanie wędkarskiego z tą rybą, uwzględniając dodatkowo sezonowość jej obecności u naszych wybrzeży. Szkoda bo znając waleczność i specyficzne doznania na kiju makrela mogłyby znaleźć niemałe zainteresowanie pośród rodzimych wędkarzy. Jest też gatunkiem nie ujętym ROZPORZĄDZENIU MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI z dnia 6 lipca 2015 r. w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego. Również co do metody połowu, która jak widać w przypadku wspomnianego artykułu Kol. Artura Brzozowskiego przypomina powszechnie stosowane na naszych łowiskach zestawy w postaci przywieszek (obecnie ograniczonych do 1 sztuki zamiennie z pilkerem). 

Przyglądając się wnikliwiej temu gatunkowi okazuje się, że nasze wyobrażenie o jego udziale w połowach polskiej floty jest mocno wyolbrzymione. Dzieje się tak za sprawą naszej tradycji kulinarnej, gdzie od dawna makrele zajmują znaczące miejsce. W kraju uchodzą za ryby smaczne w puszkowanych przetworach a szczególnie w postaci wędzonej ale trafiają na nasz rynek w dużych ilościach głównie z łowisk zachodniego Atlantyku jako import ryb uchodzących tam za mało atrakcyjne na lokalnym rynku. Również pochodzące ze strefy połowów wschodniego Atlantyku, jednak w krajach tamtego rejonu częściej służą jako przynęta w postaci filetów, niż atrakcja kulinarna w przypadku połowów wędkarskich. Choć i tam znaczenie gospodarcze w przypadku połowów rybackich jest ogromne.

10.08.2015

Dorsze łowić trzeba umieć


Port w Łebie, jednostka pływająca "Hydrograf", kolejny rejs na dorsze i nowe doświadczenia. To była ciekawa i niezwykle pouczająca wyprawa, której towarzyszyła zmienna pogoda, nieoczekiwane spotkania z morskimi rybami i nauka pokory wobec poczytywanej jako prostą, metody połowu dorszy. Dla porządku rzeczy słów kilka o samej łodzi i załodze. Hydrograf jest jednostką niezwykle wygodną dla wędkarzy a niskie burty i spore odległości między stanowiskami dają wiele miejsca dla swobodnego wędkowania, lądowania ryb i sprzyjają unikaniu plątania zestawów z sąsiadami, w czasie powolnego dryfu. Zaletą, o której mieliśmy się przekonać są  wysokie barierki pozwalające pewnie opierać się w czasie dużych przechyłów łodzi. Załoga to czteroosobowy zespół ludzi niezwykle pogodnych, przyjaznych i pomocnych a co ważniejsze, znających swój fach i oczekiwania wędkarzy.

Nasz rejs przypadł na okienko pogodowe, które w niedzielę uraczyło nas gwałtownym spadkiem temperatury z blisko 40- sto stopniowych upałów poprzednich dni, do znośnych 25 st. C, w dniu wędkowania, lecz dopiero w godzinach południowych. Do tego deszcz, który był naszym udziałem do porannych godzin i jeszcze zwykle obecny wiat na morzu - czyli było zimno. Takie warunki wielu kolegów zaskoczyły, przekonanych, że w morze można wyjść w plażowych spodenkach. Kiedyś już o tym pisałem uprzedzając, że cokolwiek mówią prognozy pogody, jakkolwiek oceniamy warunki pogodowe w Waszym ekwipunku muszą znaleźć się ciepłe ciuchy i kurtki. Weterani morskich wypraw wiedzą o tym doskonale i nie cierpieli a okazjonalni wędkarze z grupy turystów szczekali zębami.




W drodze nieco bujało więc lepiej było raczyć się świeżym, choć zimnym powietrzem a jak widać patenty na przetrwanie długich godzin przelotu na łowisko bywają oryginalne. Hydrograf nie jest łodzią wolniejszą od innych jednostek z Łeby, jednak dorszy trzeba już szukać daleko od portu. W tym miejscu potencjalnych malkontentów uprzedzam, że choć rejs trwa 10 godzin, z tego niespełna 6 godzin przypada na samo łowienie. Tą niedogodność rekompensuje wiedza i umiejętności szypra, który po osiągnięciu rybnego łowiska sprawnie wykonuje niezliczone napłynięcia, praktycznie jedno za drugim na niewielkim obszarze wybranego akwenu. 

Ta relatywnie niewielka strefa pozwala ocenić czym dorsze  akurat się posilają a po analizie zawartości żołądków pierwszych ryb skutecznie dobrać przynętę na resztę dnia. Pomijam wagę pilkerów, która zależnie od dryfu niejako sama się wyznacza. Tego dnia ryby żerowały na śledziu, czyli prym wiodły pilkery imitujące barwą i kształtem naturalny pokarm.



Z lewej strony na dole powyższego zdjęcia widzicie naklejone dwa paski na barierce. To zaznaczony obecny wymiar ochronny dorsza - 35 cm, który poleceniem szypra musiał być rygorystycznie przestrzegany. To rzadka praktyka podczas rybołówstwa rekreacyjnego i nieczęsto spotykana na innych łodziach. Takie oznaczenia wyznaczono przy każdym stanowisku wędkującego. Również w myśl nowego rozporządzenia ministra łowić można na jedną przynętę, zatem wybór był trudny czy pilker czy przywieszka, bo wiele dorszy tego dnia wypchanych było do bólu pchłami morskimi.
Zasadnicze zmiany w połowach dorszy - rozporządzenie ministra w sprawie sposobu wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego


Zdjęcie morskiej pchły, zawartość treści pokarmowej dorsza złowionego podczas wyprawy  Uwaga na pchły z sierści sarny

Mimo tych jednostkowych, pokarmowych obserwacji dorsze są niezwykle chude i nawet te wymiarowe nie stanowiły atrakcji wędkarskiej a tym bardziej kulinarnej bo to sama skóra i ości. Zatem, niezależnie od prawnego stanu zagadnienia, nie warto łaszczyć się na małe sztuki. Tym bardziej, że łowiska Łeby są relatywnie płytkie a uwolnione ryby z racji niewielkiej różnicy ciśnień sprawnie odzyskiwały kondycję, ochoczo schodząc  w głębiny.

Mamy taki stan rzeczy - krótki pobyt w łowisku, ograniczenie w stosowaniu ilości przynęt i przestrzegany wymiar ochronny ... jak zatem nałowić dorszy, szczególnie, że nie obowiązują limity ilościowe. Jak się okazuje prowadzenie pilkera w pionie z punktu A do B, przez szarpanie i podskakiwanie w pobliżu dna nie jest na niego sposobem, choć większość tak łowi narzekając przy tym, że wyniki są słabe. Przy okazji dostaje się szyprowi  ... a to za krótko w łowisku, a to źle napływał, a to wybrał niewłaściwy akwen. Zwykle i mnie towarzyszą podobne oceny, jednak ostatnia wyprawa raz na zawsze wyleczyła mnie z takich dylematów. Choć złowiłem sporo ryb, podobnie jak standardowo łowiący koledzy, to jednak prawdziwej nauki udzielił nam syn szypra, który podczas rejsu czynił honory pomocnikach.

Niezwykle sympatyczny i uczynnych człowiek, który służył natychmiastową pomocą w wszelkich kłopotach wędkarzy, szczególnie przy rozplątywaniu zestawów, których było naprawdę sporo przy silnym dryfie tego dnia. Nie zaniedbując ani na jotę sowich obowiązków znalazł czas na wędkowanie, podczas którego złowił trzykrotnie więcej dorszy niż każdy z nas. To jakiś wędkarski Midas, który każde wypuszczenie pilkera zamieniał na rybę, w czasie gdy my pociliśmy łowiąc mało skutecznie. Co ciekawe, część wędkarzy próbowało podpatrzeć i naśladować jego ruchy, stosując podobną przynętę jednak bezskutecznie - ja również, by ostatecznie wrócić do swoje klamki uznając, że się poddaję i dużo przyjdzie mi się jeszcze uczyć. 

Jak widać dorsz to wcale nie głupia ryba, która natychmiast połknie kawałek połyskliwego żelastwa tylko dlatego, że pomachamy tym prze rybim nosem. Trudno nawet opisać a tym bardziej wytłumaczyć ten rodzaj ruchu jaki nadawał pilkerowi, zatem pozostaje wam wyprawa Hydrografem i osobiste obserwacje umiejętności kolegi.


Miałem i ja swoje pięć minut w postaci nieoczekiwanych morskich przyłowów. Pierwszym zaskoczeniem była belona, która uderzyła w pilker gdy opuszczał lustro wody. Jednak nie trafiła w kotwiczkę a spory pilker utrudnił zacięcie, szczególnie że wszytko odbyło się w ułamku sekundy. Natomiast kolejna ryba była już moja ...


Makrela ... pokusiła się na dużej głębokości, praktycznie tej dorszowej. Spora ryba uwzględniając skalę widocznego największego kołowrotka z serii morskiej Okumy. Możliwość przyjrzenia się temu gatunkowi "na żywo" była ciekawym doświadczeniem, bo choć to ryba popularna w domowej diecie, jednak w Bałtyku nieczęsto gości na wędkarskim zestawie.


Niekończące się godziny powrotu z łowiska, zmęczenie długim dniem, który z dojazdem stanowi nieomal dobę oraz skutkami walki ze słabością żołądka, błędnika, czynią widok portowych główek szczególnie pożądanym. Wracaliśmy obtłuczeni obijaniem się o barierki, gdy spore fale z trudem pozwalały trzymać się w pionie. Choć w takich chwilach rodzą się pokrętne myśli ... to był ostatni raz, to pierwsze kroki po twardym gruncie nabrzeża już kierują ku nowej morskiej wyprawie.


05.08.2015

Bałtyckie Syngnathidae


Tropikalny przedstawiciel rodziny – Doryrhamphus japonicus (fot. Wikipedia)

Igliczniowate (Syngnathidae) – rodzina ryb igliczniokształtnych (Syngnathiformes), obejmująca pławikoniki oraz iglicznie. Większość przedstawicieli tej rodziny zasiedla tropikalne wody morskie. Iglicznie tamtych środowisk zaskakują wyszukanymi barwami, inaczej jak skromniej ubarwione gatunki strefy umiarkowanej. W obu przypadkach to przystosowanie do środowiska wynikające z trybu życia. Jednak wszystkie cechuje podobna budowa ciała, oraz sposób poruszania w morskiej toni. 

Ich ciało pokryte jest płytkami kostnymi czyniąc je sztywnym, ograniczającym dynamiczne przemieszczanie. Nie posiadają też płetw brzusznych a powolną lokomocję umożliwia ruch płetw piersiowych. Szczęki tych ryb są zrośnięte a pobieranie pokarmu zapewnia mechanizm zasysania pokarmu, który przełykają w całości. Niezwykle ciekawy jest rozród, gdy samica składa jaja do torby lęgowej na ciele samca. Tam następuje zapłodnienia i donoszenie tej specyficznej "ciąży" do czasu uwolnienia zdolnego do samodzielnego życia narybku.

Syngnathidae obejmują głównie dwie podrodziny: Hippocampinae - 47 gatunków koników morskich (rodzaj Hippocampus )  i Syngnathinae - około 200 gatunków w 54 rodzajach, z czego dwa występują w Bałtyku - Iglicznia (Syngnathus typhle) oraz Wężynka (Nerophis ophidion).

To niezwykle ciekawe ryby a niewielka bałtycka populacja czyni je mało znanymi, szczególnie, że nie stanowią przyłowu wędkarskiego. Wspomniane ograniczenia ruchowe, w naturze wymusiło adekwatną strategię przetrwania, polegającą na ukrywaniu się pośród wodorostów płytkich stref morza. To jednak ochrona przed naturalnymi drapieżnikami, natomiast bywają przedmiotem niezdrowej ciekawości turystów oraz zabawy przez wyławianie, oglądanie a czasem uśmiercanie. 

W tym miejscu należy jasno wyrazić dezaprobatę wobec takich praktyk a szczególnie podkreślić, że oba bałtyckie gatunki znajdują się w Czerwonej księdze gatunków zagrożonych i podlegają częściowej ochrone na mocy ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ŚRODOWISKA z dnia 6 października 2014 r. DZIENNIK USTAW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Warszawa, dnia 7 października 2014 r. Poz. 1348 . Załącznik nr.2  - GATUNKI ZWIERZĄT OBJĘTE OCHRONĄ CZĘŚCIOWĄ .

Cytuję za portalem www.akwarium.info.pl ... " W polskim Instytucie Ochrony przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie powstała Polska Czerwona Księga Zwierząt zagrożonych wyginięciem. Znajduje się w niej lista gatunków zagrożonych z dokładnym miejscem ich występowania, rzadkości występowania oraz sposobami na ochronę poszczególnych gatunków zwierząt. Ile znajdziemy tam rodzimych gatunków ryb. Poniżej przedstawiamy listę ryb które należy chronić w naszym kraju, ponieważ ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania."  www.akwarium.info.pl ... lista gatunków ryb

Opracowana w 2003 r. koncepcja zróżnicowania ochrony na kategorie przewidywała podział gatunków objętych ochroną gatunkową na trzy grupy, w tym: - objęte ochroną „częściową” (czyli niepełną) – gatunki, które mogą wymagać celowej redukcji ich populacji, w celu ochrony innych wartości (np. innych gatunków), albo które będą mogły podlegać kontrolowanej eksploatacji. 

Od lat trwają konsultacje oraz zgłaszane są kolejne propozycje zasad kwalifikacji zwierząt i roślin do poszczególnych grup ochrony a i one same nadal są kontrowersyjne i podlegają pokusie nowych regulacji. To ogromnie skomplikowane zagadnienie a zainteresowanych odsyłam do: Aktualizacja listy gatunków zwierząt objetych ochroną gatunkową oraz wskazania do ich ochrony.

W starszych opracowaniach jako czynnik skłaniający zaliczenie opisywanych gatunków ryb do kategorii - ochrona częściowa, wskazywano - odtwarzanie siedlisk. Wydaje się, że tak ujęte zagadnienie zakładało potencjał ekspansji populacji w przypadku spełnienia powyższego warunku. Czy jednak ów proces już się dokonał w wodach Bałtyku naszego wybrzeża ?. Nawet znając odpowiedzi na to pytanie w kategoriach pozytywnych, nie wolno nam uznać gatunki igliczni z pospolite i na tej podstawie taktować je jako przedmiot turystycznej zabawy lub sięgać po zbyt pochopne decyzje, co do zaniechania ochrony.



Iglicznia (Syngnathus typhle)  fot. www.naszbaltyk.pl

Gatunek zasiedla Ocean Atlantycki wzdłuż wybrzeży Europy, Morze Bałtyckie, Śródziemne, Czarne i Azowskie. W Bałtyku występuje w płytkich, zarośniętych wodach, zwłaszcza na łąkach podwodnych Zatoki Puckiej i w pobliżu urządzeń wodnych obrośniętych glonami.

Ciało wydłużone, bardzo wąskie, o przekroju siedmiokątnym, pokryte pierścieniami pancerza z płytek kostnych, po trzy na bokach i jeden na brzuchu. Na końcu ciała widoczna jest wyraźna, wachlarzykowata płetwa ogonowa. Długość ciała do 35 cm. Pysk bocznie silnie spłaszczony, o długości większej niż połowa długości głowy, przekształcony w rurkę, otwór gębowy skierowany skośnie ku górze. Na bokach drobne płetewki piersiowe. Brak płetwy odbytowej. Ciekawy jest również rozród ... W okresie tarła w końcowej części ciała samca wyrasta torba lęgowa. W czasie godów samica składa do niej kilkadziesiąt jaj. Tam następuje ich zapłodnienie. Po miesiącu młode ryby o długości 2–3 cm, poruszając się w torbie, rozrywają ją i wypływają do wody.


Wężynka (Nerophis ophidion)  fot. akwarystyczne.info

Gatunek zasiedla Północno-wschodni Ocean Atlantycki wzdłuż wybrzeży Europy (od południowej Norwegii) do Maroko, Morze Bałtyckie, Śródziemne i Czarne. Preferuje piaszczyste podłoże oraz w zarośla traw morskich, na głębokościach od 2–15 m. Wstępuje do wód słonawych.

Ciało wydłużone, bardzo wąskie, o zmiennym ubarwieniu, w przekroju okrągłe, u samicy lekko spłaszczone. Samice osiągają długość do 30 cm, samce są o kilka centymetrów krótsze. Wąski, wyciągnięty pysk o długości równej połowie długości głowy. Brak innych płetw, poza płetwą grzbietową. Jedynie u osobników młodocianych są obecne płetewki piersiowe i płetwa ogonowa, które zanikają w pierwszych 3–4 miesiącach życia. U samców nie występuje torba lęgowa. Tarło odbywa od maja do sierpnia. Samica przykleja 200–300 ziaren ikry do zagłębienia skórnego wzdłuż brzusznej części ciała samca. Wylęgłe ryby mają 1 cm długości. 

04.08.2015

Profesor Rozwadowski przewraca się w grobie

Pierwszy akt dramatu otwiera scenka połowu na muchę. Pewnie to sugestia, że rybom łososiowatym poświęcono szczególną uwagę w działalności Polskiego Związku Wędkarskiego i stąd to pierwsze miejsce na liście wyborczej. O dziwo, to materiał propagujący niekończące się pasmo sukcesów, które było udziałem PZW przez ostatnie 65 lat. Z tej okazji powstał film, który uświetnił relację z obchodów (uroczystych) tego zacnego jubileuszu, z dumą zawieszony na portalu Zarządu Głównego. W tym miejscu możemy podarować sobie wiedzę o sztandarach i odznaczeniach, choć z trudem bo zajmują zasadnicze miejsce w komunikacie. Możemy też pominąć artystyczny występ baletowy młodych dam, które wprawiały w zachwyt wiekową część zgromadzonych gości, czyli wszystkich.


Proponuję jednak skupić uwagę na wspomnianym filmie. Mamy oto młodego wędkarza, który w organizacyjnym stroju muchowym, na tle uroczej górskiej rzeki, po której nie płyną kajaki a brzegi wydają się być nienaruszone łychą koparki, uprawia wędkowanie na muchę. Za jego plecami nie widać Małych Elektrowni Wodnych, tuczarni pstrągów tęczowych oraz meliorantów a jedynie czystą naturę. W tych pięknych okolicznościach przyrody choć młody, lecz dobrze już zindoktrynowany łowca oddaje się połowom chyba pstrągów, bo wielkość poławianych ryb nie bardzo pozwala rozróżnić gatunek. To scenka lądowania narybku w iście sportowym stylu, czyli szybki lot koszący w powietrzu ku podbierakowi. Dobrze, że choć wycieli ciąg dalszy w postaci biegu korytem na przełaj do sędziego. Tym bardziej, że sędziego też nie dane nam jest oglądać i dobrze, bo lato gorące a pić się chce.

By tragedii było mało, tej scenie na podobieństwo "Szybcy i wściekli", towarzyszy komentarz autorstwa Profesora Józefa Rozwadowskiego, który chyba w grobie się przewraca widząc czemu zostały przypisane jego słowa.

"Może inne rozrywki gwałtowniejsze wywołują wrażenia, silniej wstrząsają nerwami, żadna jednak nie wymaga więcej sprawności, żadna umysłu tak skutecznie i gruntownie nie orzeźwia, żadna tak równomiernych pod względem pewności ręki, bystrości wzroku i szybkiego orientowania się nie stawia wymogów jak sztuka łowienia ryb ( w oryginale zakończone  - na muchę)"

Festiwal hipokryzji trwa na dobre, gdy nagle okazuje się w dalszej części narracji, że tradycje wędkarstwa w Polsce to nie PZW a historia Towarzystw Wędkarskich rodem z XIX wieku. Tak pięknie opisuje swoje korzenie organizacja, która w 1950 roku rękami kuratora likwidującego 3 lata wcześniej przedwojenny Związek Sportowych Towarzystw Wędkarskich, została powołana do życia. No cóż, ciemny lud to kupi ...

(W lutym 1947 roku, podczas zjazdu delegatów, nastąpiło wznowienie działalności ZSTW. Postanowiono kontynuować wydawanie "Wiadomości Wędkarskich" oraz zrealizować drugie wydanie książki Feliksa Choynowskiego, co się zresztą udało. Jednak we wrześniu 1949 roku ZSTW został zawieszony, a jego majątek przejęty przez kuratorów. Na lipiec 1950 roku kurator zwołał Nadzwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZSTW, w którego trakcie postanowiono powołać Polski Związek Wędkarski (PZW). Trzeba wiedzieć, że była to jawna ingerencja władz komunistycznych w celu likwidacji ZSTW oskarżanego o elitarność nie pasującą do obowiązującej idei równości społecznej. Poza tym, władze nie mogły pozwolić sobie, aby tak liczna organizacja pozostawała bez partyjnej kurateli.)

Obejrzałem film, poczytałem o radości tworzenia i dumie działaczy. Jednak cisną mi się na usta słowa ... kompromitacja, manipulacja i przekłamanie prawdy historycznej. Jak można propagować osiągnięcia PZW nie mając pojęcia o sztuce i tradycji połowu łososiowatych, szczególnie gdy wpycha się je na pierwszy plan filmowej laurki. Jak wobec nauki płynącej słowami Profesora Rozwadowskiego i postawy Feliksa Choynowskiego można zaprezentować najgorsze praktyki rodem z powojennego sportu muchowego. Do tego ubrać je w komentarz i odwołanie do słów i czynów owych zacnych wędkarzy, których historia życia jest jawnym zaprzeczeniem tego co ów film prezentuje oraz czym w istocie jest PZW.

W dalszej części filmu dowiadujemy się również, że co roku do naszych wód wpuszczamy miliony pstrągów i lipieni a związek przywraca naturalny bieg rzekom. W tle urocza scenka z nurtem rzeki zawalonym niezliczonymi konarami drzew. Pewnie to jakiś skansen lub muzeum. Podobno ryby są podmiotem a nie przedmiotem, tylko jak to przełożyć na jedyne zajęcie, któremu PZW poświęca uwagę, czyli zawody wędkarskie No cóż działa to na wyobraźnię i tylko jako lektora brakuje Andrzeja Łapickiego, który swoim charakterystycznym głosem opiewał onegdaj sukcesy pierwszych lat odbudowy socjalistycznej ojczyzny.

Na jubileuszowych obchodach była łapa, klapa, buźka, goździk ... był balecik i bufecik, zbrakło jeno rozumu.

To niestety efekt postrzegania wędkarstwa muchowego przez ostatnie 65 lat wyłącznie przez pryzmat sportu kwalifikowanego i amatorskiego. Zabawy dla "elit", zabawy dla gawiedzi, sposobu rozumienia wędkarstwa przez ilość i czas przerzuconych pożytków (w domyśle ryby), które są jedynie sposobem na gromadzenia punktów w tabelach wyników zawodów, rozdawania pucharków i mistrzowskich tytułów. Praktyki połowu niewymiarowych ryb, która po latach sprzeciwu środowiska muszkarzy (nie mylić z zawodnikami), dopiero w tym roku doczekała się słynnej uchwały 67, ZG PZW oraz jej ostatecznej interpretacji. Wreszcie eliminującej trwające latami zorganizowane kłusownictwo podczas zawodów muchowych, za przyzwoleniem władz związkowych.  Uwaga ... zmiana oznakowania łowisk

W tym miejscu powinny paść słowa Profesora Józefa Rozwadowskiego, które stanowią dalszą część pierwszego cytatu, niestety skrupulatnie pominięte ...

"Prawda, że dziwnym się wydać musi niewtajemniczonym, jak łowić można największe ryby na haczyk ledwie widoczny, na żyłkę jedwabną, cienką jak pajęczyna, na kij wątły i nie ledwo pod własnym uginający się ciężarem lecz w tym właśnie leży tryumf sztuki nad nieokrzesaną siłą, w tym odpowiedź na pytanie, dlaczego sport wędkowy, we właściwym swym znaczeniu „sztuką", a nie li zabawą nazywa się i nazywać powinno."

Czego można oczekiwać od działaczy lub decydentów, którzy zlecili i zatwierdzili to filmowe arcydzieło, skoro nie znają innego oblicza muszkarstwa. Tego prawdziwego zrodzonego z tradycji, do której się sami odwołują. Szkoda drodzy działacze, że nie przyszło Wam do głowy zajrzeć na sam dół organizacyjnych struktur. Tam spotkacie setki Kolegów, którzy nie tylko ku własnej radości kręcą piękne filmy z muchowych połowów, ale czynią z wędkarstwa muchowego prawdziwą sztukę. 

Tam zobaczycie hol pięknego Kardynała lub okazałego potokowca, który na przekór związkowych zaniechań nadal tkwi, w czymś co przypomina już tylko rzekę. Żyje tam dzięki trosce i pracy Kolegów, o których istnieniu, pomysłach, oczekiwaniach i potrzebach nawet nie wiecie, lub wiedzieć nie chcecie. 

Może rozmawiając z nimi oraz oglądając ich filmową i fotograficzną twórczość otworzą Wam się oczy, by nigdy więcej tej karykaturze współczesnego wędkarstwa jakim jest sport muchowy i płynące z niego praktyki podczas wędkowania rekreacyjnego, nie przypisywać słów nestorów polskiego wędkarstwa i nie obnosić się z tym po świecie. 

Idąc dalej ... jaką przyszłość mają msze rzeki oraz ryby łososiowate skoro ich rzekomym dobrem zajmują się decydujący ignoranci.

03.08.2015

Morskie potwory




Pośród gatunków ryb Bałtyku wiele jest takich, które uznaje się za nieznaczące gospodarczo. Taka klasyfikacja przekłada się na ich postrzeganie przez wędkarzy. Powodów jest kilka, choćby niewielkie rozmiary a częściej kłopot w masowym poławianiu, co wynika z liczebności oraz biologii życia wyrażanej specyficznym pokarmem lub budową dna morskiego, również strefą wody, którą zasiedlają. Dla wędkarzy morskich oznacza to ograniczenia w stosowaniu przynęt oraz dostępu do ich naturalnych siedlisk, które czasem bywają poza strefą przyjaznych wędkowaniu plaż i nabrzeży, lub gdy takie miejsca ryby odwiedzają jedynie okresowo. 

Gorzej gdy niektóre ryby Bałtyku niesłusznie postrzegane są jako chwast wodny lub niepożądany gatunek stanowiący potencjalne lub rzekome zagrożenie dla pozostałych, w postaci konkurencji pokarmowej, siedliskowej lub rozrodczej. Wtedy bezkrytycznie traktowane są z pogardą a przypadkowy połów kończy się bezmyślnym uśmierceniem. Również wizerunek morskich ryb, czasem tak daleki od zwyczajowego obrazu gatunków słodkowodnych, tym pierwszym dolepia łatkę morskich potworów, obślizłych, obleśnych a może groźnych. Faktem jest, że niektóre morskie ryby do pięknych nie należą dokonując oceny w powszechnych kanonach estetyki ale nas wędkarzy nie powinny takie obowiązywać. Przecież ich ubarwienie, kształt, proporcje budowy są dziełem natury a w rezultacie przystosowaniem do morskiego środowiska, gdzie muszą odnaleźć swoje miejsce wyrażane w strategi przetrwania przez zachowania pokarmowe, rozrodcze czy terytorialne. 


Od wieków takim gatunkom poświęcano uwagę i chętnie gościły jako dziwa na przyrodniczych rycinach. Początkowo utożsamiane z morskimi potworami opisywanymi jako węże, smoki lub bardziej wyszukane porównania, które wynikały ze strachu przed nieznanym, z niewiedzy oraz barku znajomości genezy, ewolucji, ostatecznego miejsca i znaczenia takich ryb w morskim środowisku. Rozwój nauk przyrodniczych XVIII i XIX wieku, w tym systematyki oraz wprowadzenie jednolitej nomenklatury łacińskiej opisującej stworzenia nazwą rodzaju i gatunku, umożliwił traktowanie fauny i flory w kategoriach poznawczych, odrzucając stopniowo mity, legendy oraz wyssane z palca morskie opowieści o rzekomych potworach. 

Obok  dziewiętnastowieczna rycina, gdzie umieszczono gatunki rozpoznane i opisane. Niestety długo jeszcze pokutowało myślenie o dziwnych morskich rybach w powyższych kategoriach a i dziś odnajdujemy tego skutki.

Karol Linneusz (1707 - 1778), szwedzki lekarz i przyrodnik, twórca systematyki, Systema Naturae (1735-1770). Karol Linneusz



Węgorzyca Zoarces viviparus (Linnaeus, 1758) Fot. źródło www.biologie.uni-rostock.de


Spoglądając na wizerunek węgorzycy oraz na ilustrację otwierającą dzisiejszą publikacje, nietrudno oczami dawnych ludzi morza ujrzeć również w jej sylwetce inspirację fantazyjnych opowieści o morskich potworach. Gatunek ten po części współcześnie jest tak postrzegany, choć może w innej skali. Bardziej widzimy w nim "obcego" w bałtyckim środowisku, element zbędny, zaśmiecający nasze oczekiwania wobec ryb poławianych przez rybaków a szczególnie wędkarzy. Najczęściej wynika to z niewiedzy, uprzedzeń rodzących się na falochronach i morskich przystaniach gdzie turyści, w tym wędkarze z lądu, słuchają dziwacznych a czasem wymyślonych opowieści tubylców. Tak rodzą się mity i legendy, które kreują fałszywy pogląd o Bogu ducha winnej rybie. 

Węgorzyca jako gatunek rodzimy, zajmuje ważne miejsce w bałtyckim środowisku, nie tylko w łańcuch troficznym (1).

"Jest bioindykatorem jakości środowiska wodnego. Gatunek ten jest polecany do celów monitoringowych. Został zaproponowany przez szwedzkich naukowców w 1991, ako bioindykator przybrzeżnych wód Morza Bałtyckiego (Komisja Ochrony Środowiska Morza Bałtyckiego – altic Marine Environmental Protection Commission - HELCOM). jest on również stosowany jako wskaźnik wykorzystywany w ramach Programu Monitoringu Morza Bałtyckiego (BMP – Baltic Monitoring Programme). "

"(Gatunki wskaźnikowe ... uwzględniając specyfikę monitorowanych obszarów oraz biologię występujących na nich gatunków ryb, zaproponowano siedem wskaźnikowych gatunków ryb, dobrze opisujących stan ekologiczny przybrzeżnych ekosystemów morskich, odpowiednich do wykorzystania podczas badań monitoringowych: dorsz (Gadus morhua), okoń (Perca fluviatilis), sandacz Stizostedion lucioperca), płoć (Rutilus rutilus), stornia (Platichthys flesus), skarp (Psetta maxima) i węgorzyca (Zoarces viviparus))" ...  koniec cytatu

Tekst cytowany za: INSPEKCJA OCHRONY ŚRODOWISKA PRZEWODNIK METODYCZNY DO BADAŃ TERENOWYCH I ANALIZ LABORATORYJNYCH ICHTIOFAUNY W WODACH PRZEJŚCIOWYCH I PRZYBRZEŻNYCH W RAMACH MONITORINGU DIAGNOSTYCZNEGO ICHTIOFAUNY




___________________________________________________________________________________________________________
(1.)  Łańcuch troficzny – szereg organizmów ustawionych w takiej kolejności, że każda poprzedzająca grupa (ogniwo) jest podstawą pożywienia następnej. Wiążą one ze sobą producentów, konsumentów i reducentów w poszczególnych biocenozach. Łańcuchy troficzne tworzą sieć zależności pokarmowych. Dzięki nim możliwy jest obieg materii i przepływ energii w ekosystemach. 

Środowiskiem bytowania węgorzycy są wody słone bądź słonawe. Preferuje stanowiska o kamienistym i żwirowym dnie, porośniętym roślinnością zanurzoną. Swoim zasięgiem występowania obejmuje północno-wschodnią część Atlantyku, Morze Bałtyckie. W Polsce występuje wzdłuż całego wybrzeża, szczególnie licznie w wodach Zatoki Gdańskiej. 

Ciało węgorzycy jest wydłużone, w tylnej części bocznie ścieśnione. Posiada płetwę grzbietową połączoną z płetwą ogonową i odbytową, wspartą na miękkich promieniach. Osiąga długość ciała rzędu 45 cm. Ubarwienie ciała jest ciemne, żółtawozielone, ze znajdującymi się po bokach podłużnymi plamami, przypominającymi szachownicę. Dojrzałość płciową samce osiągają w drugim roku życia, samice w trzecim. 

Okres tarła przypada na okres późnego lata i wczesnej jesieni (sierpień-październik). Węgorzyca jest jedynym przedstawicielem jajożyworodnych ryb w polskiej ichtiofaunie. Jako gatunek typowo denny, odżywia się skorupiakami (np. Mysidotea entomon), mięczakami (np. Macoma baltica), w niewielkim stopniu drobnymi rybami (Kuczyński 1980). 


Zasięg występowania węgorzycy - www.fishbase.se


Naprawdę okazałe węgorzyce, które były celem wędkarski wypraw samych w sobie, łowiłem w latach 70 - tych ubiegłego wieku na przystaniach w Gdyni. Były to ryby zbliżone wielkością do górnej granicy przypisanej dla populacji bałtyckiej. Zawsze zadziwiała mnie siła z jaką węgorzyca walczyła o wolność, gdy wypinana z haczyka silnie umięśnionym ciałem zawijała się wokół dłoni. Wyjątkowo duże i pięknie ubarwione okazy zanosiłem do nieopodal mieszczącego się Morskiego Instytutu Rybackiego, do działu akwarystyki morskiej a dokładniej do laboratoriów mieszczących się w podziemiach budynku. 

Tam jako mały chłopak mogłem podziwiać umieszczone w wodzie, nie tylko ryby przez mnie dostarczone ale pracujących w MIR-e naukowców i techników, którzy chętnie mnie gościli, dając wgląd w ich codzienne zajęcia, okazy fauny morskiej przeznaczonej do badań i ekspozycji w ogólnodostępnym akwarium morskim na wyższych pietach. Wtedy czułem się ja w ciastkarni z przylepionym nosem do akwariowej szyby, podziwiając piękno nie tylko egzotycznych ale szczególnie rodzimych gatunków. W tamtych czasach  i okolicznościach rodził się sentyment do ryb Bałtyku, który dziś jest głosem w ich sprawie.

Dzisiejszy wpis to kolejna próba zwrócenia Waszej uwagi na mniej znane gatunki z naszego morza. To swojego rodzaju apel i zachęta by postrzegać równie ważnie jak spektakularne wędkarko ... łososie, morskie pstrągi oraz sandacze a nawet dorsze. Zgłębiać o nich wiedzę i szanować ich obecność w naszych wodach a przyłów nie traktować z pogardą i lekceważeniem. Bez ich udziału oraz roli w środowisku populacja ryb tak chętnie poławianych, nie darzyła by nas pięknymi okazami a wiele wędkarskich przygód nie miało by miejsca ...

01.08.2015

Piękni ludzie

Dziś o godzinie 17.00 zatrzyma się stolica. Z okazji siedemdziesiątej pierwszej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ludność stanie w krótkiej zadumie by oddać hołd powstańcom. Czy będzie to szczere uznanie powstańczego wysiłku, czy pusty gest części społeczeństwa, bo tak wypada ?. Jestem skłonny uznać, że to drugie, bo kto dziś potrafi zrozumieć ofiarę życia dla dobra ojczyzny. Kto potrafi wyobrazić sobie ból, niewyobrażalne cierpienie rannych i śmierć kolegów. 

Słucham opowieści ostatnich powstańców ... piękni ludzie. Zadają się pomijać te wszystkie potworności a pamiętać jedynie dumę, młodzieńczy zapał i radość z wolności, która była ich udziałem przez 63 dni.  W ich ustach słowo - Polska brzmi prawdziwie, słowo - Kolega, szczerze, słowo - troska, bezinteresownie.

W tym samym czasie medialny przekaz zasypuje nas informacją o listach wyborczych, zrujnowaną współczesna Polską lub wyścigiem obietnic - damy wszystko, wszystkim. Roszczeniowa młodzież ląduje na oddziałach intensywnej terapii ogłupiona dopalaczami, które wypalają im resztki mózgu a na ich czele stają nowi wizjonerzy krzycząc - zabić wszystkich. Hasło "Dobro Polski" jest narzędziem sięgania po władzę a odmieniane na dziesiątki sposobów od prawa do lewa, tłoczy w "umysły" młodych ludzi złudzenie wartości, której już nie ma. 

Kształtowanie postaw i umysłów to proces wychowawczy, edukacja i to wszystko co wynosimy z domu, otoczenia i środowiska. Wędkarskiej społeczności od lat towarzyszy Polski Związek Wędkarski, którego udziałem jest również owa praktyka. To ogromna organizacja, ponad 600 tys członków a tej liczbie tysiące dzieci i młodych ludzi. To wielka odpowiedzialność PZW za ich przyszłe postrzeganie nie tylko wędkarstwa. Tam rodzi się lub nie, prawdziwe znaczenie słów - Kolega, troska, bezinteresowność - czy nie brzmi to znajomo?   

Dziś gdy politycy nie prześcigają się w pomysłach na młodzież, proponując jedynie domy kultury i komputerowe salki. W czasie gdy na osiedlach trwa pijaństwo, narkomania i pospolity, bezmyślny bandytyzm, nie wiele jest już organizacji, które mogą stawić temu czoła. Tym większe stają wyzwania przed PZW ...

W tym miejscu wielu spyta - po co łowieniu ryb dorabiać jakąkolwiek ideologię. Jak zabijanie ryb ma kształtować właściwe wzorce i życiowe postawy. Wydaje się stać to w sprzeczności z tym wszystkim co wyżej napisałem. Po prawdzie stoi i stać będzie tak długo, póki statutowy zapis naszej organizacji odnajdywać będzie inspirację leżącą u podstaw powstania PZW.  

§ 7 Cele Związku realizowane są poprzez:

10) upowszechnianie sportu wędkarskiego, organizowanie zawodów wędkarskich w kraju oraz uczestnictwo w takich zawodach za granicą;
11) organizowanie rekreacyjnych imprez wędkarskich;
12) organizowanie współzawodnictwa sportowego opartego o zasady obowiązujące w polskich związkach sportowych;
13) wyłanianie kadry narodowej w dyscyplinach kwalifikowanego sportu wędkarskiego;
14) popularyzowanie idei wędkarstwa i działalności PZW wśród dzieci i młodzieży oraz prowadzenie pracy oświatowo-wychowawczej w tym zakresie;
15) edukację wędkarską i turystykę
16) resocjalizację, zwalczanie nałogów i patologii społecznych oraz pracę ze środowiskami zagrożonymi wychowawczo;

Przytoczę fragment publikacji Kol. Roberta Kosteckiego 

" W lutym 1947 roku, podczas zjazdu delegatów, nastąpiło wznowienie działalności ZSTW. Postanowiono kontynuować wydawanie "Wiadomości Wędkarskich" oraz zrealizować drugie wydanie książki Feliksa Choynowskiego, co się zresztą udało. Jednak we wrześniu 1949 roku ZSTW został zawieszony, a jego majątek przejęty przez kuratorów. Na lipiec 1950 roku kurator zwołał Nadzwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZSTW, w którego trakcie postanowiono powołać Polski Związek Wędkarski (PZW). Trzeba wiedzieć, że była to jawna ingerencja władz komunistycznych w celu likwidacji ZSTW oskarżanego o elitarność nie pasującą do obowiązującej idei równości społecznej. Poza tym, władze nie mogły pozwolić sobie, aby tak liczna organizacja pozostawała bez partyjnej kurateli. Zawieszono też na blisko pięć lat wydawanie "Wiadomości Wędkarskich", jedynego czasopisma wędkarzy. Konsekwencją zniesienia elitarności był szybki napływ do PZW dużej ilości nowych członków bez tzw. "kindersztuby", co wywołało upadek etyki wędkarskiej i pospolite kłusownictwo."  

"Major Feliks Choynowski był człowiekiem nie pogodzonym z ówczesną rzeczywistością. Potępiał zdecydowanie pogoń za ilością poławianych ryb, a co za tym idzie, ekspansję przemysłu wędkarskiego, który to umożliwiał. Uważał, że wędkarstwa w rozumieniu łowienia żywej ryby, nie można uczynić dyscypliną sportową, bo w wędkarstwie nie powinno być współzawodnictwa w osiąganiu wyników na masową skalę. Swoją postawą naraził się na ostrą reprymendę ideologiczną, ponieważ Polski Związek Wędkarski w swojej działalności przystąpił do realizacji zasad współzawodnictwa, które stanowiły jeden z głównych czynników w budownictwie ustroju socjalistycznego." ... koniec cytatu.

Dziś równie uroczyście swoją rocznice powstania obchodzi Polski Związek Wędkarski, czy jednak ma prawo do świętowania, stojąc i trwając na takich podwalinach. Czy dumnie wypinając pierś do orderów, ktoś nie zapomniał, że przez dziesięciolecia wpajano młodym, pseudowartości socjalistycznego współzawodnictwa. Zamienione w obecnych czasach na wyścig szczurów, budujący podziały, zawiść, chciwość i wykluczenie. Gdzie inny wędkarz w łowisku konkurentem lub przeciwnikiem a wszystko co ma edukować młodzież sprowadzone do "sportowej" rywalizacji. Gdzie emocje i własną ocenę kształtują pojęcia - zwycięzca lub pokonany a miarą wędkarskiej satysfakcji jest ilość przerzuconych ryb na zawodach lub waga mięsa pozyskanego z łowiska.  Gdzie ryba i jej środowisko jest środkiem a nie celem. Czy o członkach i działaczach naszej organizacji również powiemy - Piękni ludzie? 

"Ważnym punktem jubileuszu była ceremonia nadania Polskiemu Związkowi Wędkarskiemu nowego sztandaru ... w imieniu Prezydenta RP wręczył ... Złote, Srebrne i Brązowe Krzyże Zasługi oraz Złote i Srebrne Medale za Długoletnią Służbę."

Jeśli ktokolwiek z naszej społeczności zasłużył na Złote, Srebrne i Brązowe Krzyże Zasługi oraz Złote i Srebrne Medale za Długoletnią Służbę, to bezimienni Koledzy, którzy od lat nie oglądając się na jedynie słuszną linię PZW, pracują z młodzieżą u podstaw. Uczą, że istotą wędkarstwa jest szacunek dla przyrody i poznanie praw natury. Wyzwaniem jest okazała ryba, której złowieniu należy poświęcić lata nauki i pokory a ukoronowaniem, zwrócenie jej wolności. Zasługują Koledzy, którzy za dnia budują tarliska a nocami je chronią, nie oczekując ani nie pobierając diet i delegacji. Zasługują ci wszyscy, którzy każdego dnia pobytu w łowisku widzą i wiedzą więcej niż powołani do tego i opłacani działacze i etatowi pracownicy. Latami walczą ze związkową biurokracją i arrogancją, by z trudem ich oddolne inicjatywy znalazły łaskawe przyzwolenie władz okręgowych. Czy teraz słowa Kolega, troska, bezinteresowność brzmią znajomo? Może i pośród nas są Piękni ludzie ...