27.02.2015

Złap i wpuść Anisakis simplex


fot.Wikipedia

Złap i wpuść do organizmu pasożyta, to przewrotna odpowiedź na pokusy kulinarne wędkarzy, którzy nie zabierają ryb z łowiska w myśl zasady złap i wypuść. Oczywiście ta publikacja nie ma na celu zniechęcenie do rozsądnie stosowanej praktyki uwalniania ryb ale jest próbą zwrócenia uwagi na problem ryb a raczej ich pasożytów, które oferuje nam handel. Bardzo często namawiamy Kolegów, by w miejsce uwolnionego pstrąga, lipienia czy dowolnej innej ryby, odwiedzić market lub rybaka i w ten sposób zadośćuczynić naszej zamrażarce a w konsekwencji chęci na rybkę. W ten sposób, zgodnie z wiekową polską tradycją nierzadko sięgamy po śledzia, którego mięso choć odległe od walorów łososiowatych, jednak w przypadku niektórych potraw wydaje się być niezastąpione. 

Niestety nasza wędkarska, atawistyczna potrzeba świeżej rybki niekiedy skłania nas do zakupu surowych śledzi, najchętniej prosto z kutra lub rybackiej łodzi a następnie fantazji na temat sposobu ich przyrządzania. Tu jednak czyha na nas pułapka w postaci niebezpiecznego pasożyta Anisakis simplex, żyjącego w organizmie tego gatunku ryby. 



"Anisakioza (Anisakis simplex) jest inwazją nicieni z rodziny Anisakidae. Nicienie te rozwijają się kolejno w morskich skorupiakach, rybach i ssakach i są dość pospolite w wielu rejonach świata. Człowiek zaraża się przypadkowo spożywając surowe zarażone ryby morskie np. zielone śledzie lub sushi. Larwy wielkości 2 cm, penetrują błonę śluzową żołądka powodując kurczowe bóle brzucha i wymioty już w kilka godzin po spożyciu ryb. Mniej więcej w tydzień po inwazji pasożyty przemieszczają się do jelita cienkiego, powodując gwałtowne objawy ze strony brzucha, zmuszające niekiedy do laparoskopii lub laparotomii. Częstym powikłaniem anizakidozy jest perforacja jelita i anizakidoza jamy otrzewnej. Ponieważ nie ma skutecznych anthelmintyków przeciwko Anisakis, leczenie polega  na usunięciu pasożyta metodą endoskopową lub chirurgiczną. Możliwe jest rozpoznanie inwazji badaniem seroligicznym. Anisakiozie zapobiega się przez mrożenie ryb morskich ( -20 stopni Celcjusza przez 60 h zabija larwy) lub lepiej przez usuwanie zarażonych trzewi ryb bezpośrednio po ich odłowieniu."
(przez usuwanie zarażonych trzewi -  niekoniecznie skuteczne - przypisek autora) 
żródło: www.pasozyty.net.pl/anisakioza

Czytaj również:
"Aktualne problemy związane z Anisakis simplex – pasożytem ryb morskich"
Publikacja: Zakładu Higieny Żywności Pochodzenia Zwierzęcego Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach  ... plik PDF patrz Google

Czytaj również: Pasożyt ryb Anisakis simplex - przypadki kliniczne



Źródło: /wiecej-fok-baltyku

Oczywiście nie ma jeszcze mowy o masowym zagrożeniu inwazją pasożyta na populację bałtyckich śledzi, jednak pamiętać wypada o udziale ssaków morskich w jego cyklu rozwojowym. W tym miejscu przytoczę dane dotyczące badań nad populacją fok Bałtyku, wykonanych przez fińskie Centrum Zasobów Naturalnych. Wynika z nich, że według danych ze stycznia 2015 roku w Bałtyku żyje już ponad 32 tys. fok szarych. Choć jak to u naukowców bywa zdania są podzielone co do ich wpływu na rozwój  Anisakis simplex : Foki a zapasożycenie ryb
  

Poważne zagrożenie pojawia się w chwili gdy surowe śledzie próbujemy przygotować do spożycia domowymi sposobami, mam na myśli zalewy z solanki lub octowe. Samo patroszenie ryb, nie uchroni przed dalszą obecnością Anisakis simplex, ponieważ nawet po śmierci ryby pasożyty próbując przetrwać przemieszczają się z jamy ciała do mięśni. Natomiast zbyt krótkie, lub w zbyt małym stężeniu soli lub octu zaprawianie ryb w warunkach domowych nie doprowadzi do ich uśmiercenia, nie wspominając o próbach spożywania na surowo. Rozliczne przepisy kulinarne serwowane w internecie niestety obarczone są wieloma błędami co do czasu i stężenia zapraw, niejako pomijając fakt sporego zagrożenia przeniesieniem intruza do naszych organizmów. Bezpiecznym natomiast pozostaje zakup solonych śledzi w handlu, gdzie reżimy technologiczne na etapie przygotowania ryb do spożycia raczej gwarantują nam uniknięcie przykrych konsekwencji. Również proces smażenia lub pieczenia ryb świeżych eliminuje zagrożenie. Na koniec proszę nie ulegać narodowej histerii a raczej nieco podmuchać na zimne ... smacznego.

07.02.2015

Orać do dna


Właściwie można by zakończyć tą opowieść na tytule i zamieszczonych zdjęciach, ale może wzbudzić mimo wszystko nadzieję na spotkanie z rybą, bo woda nadal w rzece płynie. Jednak by rozwiać Wasze złudzenia Reda jest pusta jak dzwon i przeorana do ostatniego rzecznego kamienia. Setki spinningowych przynęt, tysiąckrotnie przepuszczonych przez rzekę skusiły już dawno te kilka ryb, które od pierwszego stycznia czekały na wędkarzy. Teraz nadszedł czas rzecznego recyklingu bo jedynie domowe sprzęty i alkoholowe opakowania padają łupem najbardziej zatwardziałych trociarzy. Ma to swoje dobre strony bo oprócz ubywającego z koryta rzeki złomu, niekiedy dane jest przeżyć nieoczekiwane emocje.

Taką przygodę przeżył mój przyjaciel, gdy w czasie orania Redy nagle coś z impetem zastopowało wobler a następnie po szarpnięciu przywarło do dna. Ryba życia, serce wali jak młot, nagle ruszyła z nurtem szukając ratunku w parciu ku morzu. Na dokręconym do granic wytrzymałości hamulcu kołowrotka wybiera żyłkę, której z każdą chwilą dramatycznie ubywa. Czas na decyzję, albo ja albo ona ... hamulec do oporu i uniesienie zdobyczy ku powierzchni. Gdzieś w oddali pod lustrem wody przewala się wielkie szare cielsko, stan przedzawałowy, drżenie rąk i palpitacje ... wreszcie się poddaje. Pozwala odzyskać metry żyłki, z każdą chwilą zbliżając się do granicy rozpoznawania ... i oto jest -  wielka, stara puchowa poduszka.



Miałem nieco więcej szczęścia, łowiąc błystki zamiast starych wiader. 


Reda ... kocham tą rzekę. Ma lepsze i gorsze chwile. Czasem zaskoczy piękną rybą, innym razem deską do prasowania. Dziś jednak wygląda jak wyciśnięta do granic możliwości szmata. Posępna, zimna i ponura, z której ociekają resztki wody oraz nadziei na jej świetność ... 

01.02.2015

Trociowe dowody zbrodni


Już od dłuższego czasu kusiło mnie by poruszyć temat zażenowania jakie towarzyszy niektórym wędkarzom, których zdjęcia martwych troci z przeszłości, przywoływane są dziś na użytek potępienia, czy słusznie ... ???

Pominę te zakrwawione obrazy kuchennych lub kiblowych prezentacji ale piszę o tych gdzie wędkarz uwiecznił swój sukces w sposób estetyczny pozując z rybą na tle rzeki. Zasoby internetu są jak puszka pandory i wystarczy właściwy kluczyk by na potrzeby personalnej przepychanki wydobyć archiwalne obrazy szczęśliwych łowców z trocią w rozmiarach, o których dziś wielu może jedynie marzyć. Niestety dla wielu z nas internet stał się podstawowym sposobem uprawiania wędkarstwa, głównym miejscem personalnych relacji, niekoniecznie tych pozytywnych. Nawet specjalistyczne fora wędkarskie nie uchroniły się od prób przekształcania ich w portale społecznościowe, ale odrzucając nawet tą część politycznych, religijnych czy obyczajowych wynurzeń, pozostaje niemała doza wędkarskiej frustracji, zawiści czy zwyczajnej złośliwości, by nie nazwać rzeczy po imieniu -  personalnej nagonki.

Czy można to wytłumaczyć ... ???., do pewnego momentu tak, bo zniechęcenie wędkarstwem w realnym świecie narasta a to produkuje złe emocje. Dla wielu z nas kolejne sezony przynoszą co raz to większe rozczarowania a choćby kontakt z trocią urasta do rangi wydarzenia. Dla tych co bezskutecznie przemierzają kilometry rzek, obraz sukcesu kolegi niekoniecznie bywa powodem do radości a zadośćuczynieniem może być jedynie podpis pod zdjęciem - ryba wróciła do wody. Ba, musi być to warunek podstawowy inaczej nasz adwersarz wpada w rodzaj histerii. Po części za sprawą bycia trendy w kreowaniu własnego wizerunku wobec mody na złap i wypuść, której idei czasem nawet nie rozumie. Jeszcze gorzej gdy eskalacja internetowego konfliktu skłania do przywołania zdjęcia z przed kilkunastu lat z dopiskiem w formie wyroku - ta ryba to dowód  zbrodni. Mam wrażenia, że w myśl tej zasady, wielu upatruje w nadmiernych połowach wędkarskich obecne słabą kondycję populacji morskiego pstrąga, również tych w latach mienionych dekad i w ten sposób szuka przyczyn własnych niepowodzeń atakując kolegów.

Temat uwalniania dziś troci a szczególnie kelta jest gorący, budzi emocje i jak zwykle dzieli środowisko wędkarzy. Daleko nie szukać, by wspomnieć choćby o świeżej dyskusji na FORS. INFO ZNAD PARSĘTY. ( posty w okolicach nr 703 - 705). Jednak nie dajmy się zwariować bo przywoływanie obrazów i postaw z dawnych czasów jest nieporozumieniem. Gorące głowy zapominają jak młoda jest idea C&R i rodziła się wobec spadku populacji przede wszystkim pstrąga i lipienia. Choć dziś podejmowane są próby przeniesienia jej do połowu troci, to pomijając jej zasadność lub nie, jest zaledwie początkiem drogi.  W tym miejscu dodam, że o ile mam mieszane uczucia wobec zabierania kelta, to jestem przeciwnikiem rozwoju idei C&R wobec srebrniaka. Pisać o tym można by wiele, jednak temat w argumentacji rozległy i zapewne na osobna publikację. Może i w tej ostatniej kwestii moja postawa ulegać będzie ewolucji i któregoś pięknego dnia stanę się gorącym przeciwnikiem srebrniaka na patelni. Póki co stanąć muszę w obronie Kolegów, których ryby z przed lat, dziś stanowią kryterium oceny czyjeś niewłaściwej postawy. Ale też współczesne wizerunki ryb i wędkarzy z trociowych rzek również wymagają dystansu i pozbawionych zaślepieniem C&R wyważonych: ocen, komentarzy czy osądów.