30.04.2015

Jętka ... Neverending Story



Baetis balcanicus Muller-Liebenau & Soldan 1981
Fot. Paweł Ż.

Temat jętki na czasie i powracać będzie jeszcze nie raz. Nie tylko za sprawą rozbudzonych wiosenną porą nadziei spotkania okazałego potokowca, ale też dzięki licznym propozycjom Kolegów co do sposobu wiązania muchowych imitacji tego owada. Niedawno na naszym forum jeden z Kolegów zaprezentował ciekawe podejście do tematu, proponując nieco odmienne zestawienie materiałów.



haczyk: 8-ka klasyk EGO
wąsy: mallard, 
tułów: syntetyczny złotożółty dubbing przewinięty pasmem brązowego dywanu
jeżynka: sierść sarny wiązana jak do chrusta, tylko bardziej środkiem
skrzydła: mallard
Od autora: Zalety -  baaardzo dobrze pływa, sprawdzone, fruwa jak każda tego typu jętka.




To niekonwencjonalne podejście do tematu i dla mnie było inspiracją by sięgnąć po inne materiały niż do tej pory stosowałem, szczególnie po syntetyki. Powstała wersja nieomal w całości na artronu, zarówno tułów jak i skrzydełka.

Haczyk TMC 100 # 8, 
Tułów, skrzydełka artron
Jeżynka kogut czarny

Widelnica


Widelnica paskowana (Perla marginata
Gatunek owada z rzędu widelnic (Plecoptera)
Fot. Paweł Ż.

Długość ciała 15-25 mm. Skrzydła składa wzdłuż ciała, pomiędzy przyoczkami znajduje się kontrastowa, ciemna plama. Silnie zbudowana larwa jest żółtobrązowa, pokryta ciemnymi plamkami, na odnóżach ma gęste, jasne szczecinki pływne, zaś na tułowiu gęste pęczki skrzelotchawek. Występuje w całej niemal Europie; brak jej tylko na Półwyspie Skandynawskim, na Wyspach Brytyjskich, Islandii i w niektórych nadmorskich obszarach. Jej larwa w Polsce występuje głównie w czystych, dobrze natlenionych górskich potokach i rzekach. W niektórych górskich i podgórskich rejonach jest pospolita. Postać dorosła ma uwsteczniony i niedziałający układ pokarmowy. W ciągu swojego krótkiego życia w ogóle nie odżywia się. Większość czasu spędza na rozmnażaniu lub nieruchomym przebywaniu na roślinach wodnych, dużych kamieniach i nadwodnych przedmiotach. Jej larwa jest drapieżnikiem, przebywa najczęściej ukryta pod kamieniami lub żeruje na przybrzeżnych płyciznach. Odżywia się różnymi drobnymi zwierzętami wodnymi. Atakuje ofiary nawet niewiele mniejsze od siebie. Źródło: Wikipedia.

Entomologię oraz wędkarską praktykę opisuje ciekawy artykuł, do którego odsyłam: Widelnica Stonefly Nymphs



Fot. Paweł Ż.

Pośród wędkarzy, którzy darzą tego owada szczególną sympatią  i uznaniem w znaczeniu wędkarskim jest Kazimierz Żertka. Nie tylko wykonuje doskonałe muchowe imitacje larw widelnicy, z których wizerunkami mieliście okazję już się zapoznać, to w praktyce odnosi liczne sukcesy w połowie wielu gatunków ryb z udziałem nimf tego rodzaju.


Mam ogromną nadzieję, że uda mi się namówić Kazika by opisał swoje doświadczenia i wędkarskie przygody w połowach na muchy tego typu. Póki co wypada przypomnieć galerię wzorów widelnic jego autorstwa: Nimfa czy dzieło sztuki

29.04.2015

Lipieniowe nowinki



Zbliżający się czas jętki majowej to pora wiązania jej imitacji. Jednak okres wylotu oraz rójki tych owadów na wielu rzekach Pomorza przeciąga się na czerwiec i nakłada się na pierwsze dni sezonu połowu lipieni. W takie dni w oczekiwaniu na wieczorne harce pstrągów chętnie szukamy kontaktu z kardynałami. Ryby już wypoczęte po tarle i zimowej przerwie oraz długo niepokojone naszą obecnością, ochoczo nadrabiają niedostatek pokarmu zimnych miesięcy. Szczególnie na rzekach gdzie wiosenny zakaz brodzenia lub zdrowy rozsądek zadbał o spokój w krainie lipienia. Nie ma chyba nic przyjemniejszego, niż stanąć w ciepły czerwcowy dzień nad rzeką, która wydaje się wypoczęta, niemal dziewicza. 



Nie oznacza to, że lipienie skubną naszą muchę jeśli będzie byle czym. To motywacja by niezależnie od sprawdzonych wzorów z ubiegłego sezonu, szukać kolejnych na bazie obserwacji, podpowiedzi Kolegów i własnych eksperymentów przy imadełku. Jak zwykle wiążąc konkretną muchę siłą rzeczy na stole pojawia się zbiór materiałów na tą okazję i takie, które wydobywamy na światło przy okazji porządków. Czasem spojrzenie na skarby krętacza jest inspiracją do wiązania nawet klasycznej lub popularnej muchy ale w nowym zestawieniu materiałowym i nieco odmiennej konstrukcji, kolorystyce i technice łączenia poszczególnych elementów. Nie oglądając się na publikowany gdzieś step by step, już po kilku własnych próbach możemy uzyskać nie tylko odświeżony wizerunek muchy, ale też wypracować ekonomiczny co do czasu sposób wiązania na potrzeby większej ilości przynęt użytkowych. Tak powstał prezentowany wzór nimfy, w którym pokładam niemałe nadzieje u progu nowego sezonu połowu lipieni a i pstrąg pewnie nie pogardzi. To przywołanie zeszłorocznych wzorów oraz użytych materiałów, przez odmienne ich zestawienie na okazję powołania do życia nowej muszki.

Nimfy zeszłego sezonu:

Do wiązania dzisiejszej muchy: 
Nić: Uni Camel  roz. 8
Haczyk #12 Akita 751 BL 
Główka: 3,5 mm Gold
Tułów: Nić Uni Camel roz. 8, dubbing z zająca przewinięty żyłką 
Kołnierzyk: Fox Squirrel
Jeżynka: Kuropatwa  (jako nowy element)


26.04.2015

Majowa


Nadchodzi czas radości, dla każdego muszkarza świąteczna pora gdy każdy dzień wylotu jętki majowej jest jak Boże Narodzenie. Pora siadać do imadełka i rozprostować paluch po zimowych streamerach. Teraz potrzebna odrobina finezji, fantazji a może tradycji ?. Zapewne każdy z Was wyruszając na majowe łowy ma własne wzory jętek majowych, sprawdzone lub polecane przez Kolegów. Może zatem i moje wykonanie znajdzie miejsce w tej drugiej kategorii.

Haczyk: TMC 5212 #10
Jeżynka: Kogut genetyk grizzly, kuropatwa
Skrzydełka: Mallard Drake Belly


Tu miłe zaskoczenie bo z nowego materiału udało mi się już z kilku pierwszych piórek spasować skrzydełka. W poprzednich sezonach kupując Mallard w naszych sklepach internetowych miałem ogromne kłopoty by z całej paczki sklecić choć 2 - 3 muchy.

24.04.2015

Jak to onegdaj na węgorzu bywało


Jezioro Strzeleckie, Chodzież Fot: Wikipedia


Pogoda pod psem to i człowiek siedzi w domu i zbiera mu się na wspominki. Niedawno pisałem o węgorzu jako gatunku, przywołując stare, dobre czasy. Tak teraz wspominam wędkarskie wyprawy, których wyłącznym celem by węgorz. Nie tylko w nocy, na urokliwych zasiadkach w ciepłe noce ale szczególnie za dnia. Wielu z Was przytrafił się zapewne dzienny węgorz na zestaw gruntowy, czasem żywcowy, jednak skuteczne i masowe łowienie tych ryb w południe to co innego.

Była kiedyś taka woda, jezioro Strzeleckie w Chodzieży. Niezbyt rozległy i płytki akwen, który szybko się nagrzewał nawet po bardziej surowej zimie. Przez resztę sezonu znany i ceniony dzięki ogromnym leszczom a wiosną królestwo okazałych węgorzy. Pora na nie nadchodziła w maju, czasem z jego początkiem innym razem zahaczając o pierwsze dni czerwca. Jednak przez lata 80 - te ubiegłego wieku, nadchodziła nieodwołalnie. Zbliżające się wiosenne emocje splatały się z gorączkowym planowanie urlopu na przemian z telefonami do miejscowych wędkarzy - czy już nadszedł ten czas. Potem negocjacje z szefem jak tu nagle porzucić obowiązki zawodowe i wyrwać się z roboty na dwa tygodnie. Pod domem czekał Mały Fiat, samochód, który dopiero podczas pakowania okazywał się trzy razy większy niż jego skromna zewnętrzna powłoka. Do dziś zachodzę w głowę jak udawało się tam upchać zaopatrzenia na kilkanaście dni ciężkich socjalistycznych czasów, godząc to z nieprzebraną ilością sprzętu wędkarskiego, o miejscu dla kierowcy już nie wspomnę. 

Jeszcze tylko walka kijem od szczotki z rozrusznikiem ówczesnego przedmiotu pożądania wszystkich rodaków i jedziemy ... ja i Fiat. Droga wiodła przez malownicze wiosną lasy i pola okolic Kościerzyny, Chojnic i Piły, czyniąc wymaganą do przejechania odległość ok 250 km, wyprawą na cały dzień. Fiacik pykał i kichał, czasem bez żadnego powodu odmawiał dalszej współpracy ale ostatecznie dzielnie pochłaniał kilometry, choć w tempie współczesnego rowerzysty . Był za to czas rozmyślać o tym co czeka mnie u celu wyprawy, wspominać poprzedni sezon mając nadzieję, że mimo kolejnego roku nic się nie zmieniło.  Wjeżdżając do Chodzieży położone u jej bram jezioro Strzeleckie, było obowiązkowym punktem postoju zanim przyszła pora rozpakowania "kaszlaka" i choćby prowizorycznego zakwaterowania. Ledwie gaźnik wydał ostatnie tchnienie strzelając efektownie w rurę wydechową, ja już biegłem w kierunku wody rozejrzeć się co zacz. Dobrze jest, siedzą miejscowi ... idzie węgorz. To był najpiękniejszy widok i melodia dla mych wędkarskich zmysłów.

Ciężko było wytrwać do następnego dnia, by po rocznej absencji móc ponownie stanąć na brzegu jeziora i rozłożyć sprzęt. Tak było by najprościej, jednak najpierw czekało wielkie wyzwanie - pozyskać żywca. Tamtejsze węgorze wymyśliły sobie, że jedyną przynętą na którą się skuszą jest mała biała ryba, której w tamtejszych wodach było jak na lekarstwo. O połowie na miejscu nie było mowy, pozostawała jazda po dwóch innych jeziorach Chodzieży i całodniowe latanie z podrywką by choć w bańce umieścić kilka rybek. Zasada była prosta, ten kto ma żywca - ten ma węgorze ... pewne jak w banku.

Wreszcie nadeszła ta chwila, siedzę nad wodą. Stanowisko sklarowane, ekwipunek poukładany ja należy, widełki umocowane w wodzie i pierwsza rybka na haczyk ciężkiej gruntówki z adoptowanego na tą okazję spinningu. Zestaw na solidną odległość wynosi pokaźniej wielkości spławik żywcowo - szczupakowy. Plum ... i całość ląduje w oddali na zielonkawej tafli jeziora. Jest ósma rano, na tyle chłodno by odparować  pośpiech w taszczeniu sprzętu i gorączkę przygotowań. Na tyle ciepło, by każda kolejna godzina rozgrzewała nie tylko wiosenne powietrze ale też wędkarskie emocje.

Wygodnie rozparty na turystycznym krzesełku napawam się chwilą. Kłopoty dnia codziennego zostały gdzieś daleko. Przez wiele nadchodzących dni mogę jedynie raczyć się wiosną, widokiem wody i spoglądać na wielkie biało-czerwone spławiki, poniżej których rozciąga się płytka lecz tajemnicza toń jeziora. Jedyne pytanie brzmi - nie czy a kiedy będzie pierwszy węgorz. Patrzę na zestaw sąsiada, gdy nagle jego spławik rusza, patrzę na mój on też zdaje się zmieniać miejsce na wodzie. Może wolniej, mniej zdecydowanie ... za chwilę równie energicznie pokonuje metry. Teraz nadchodzi najlepsze, żyłka spada nieodwołalnie ze szpuli kołowrotka nakazując rozwagę i cierpliwość. Ryba z impetem odpływa gdzieś w granicę widoczność kolorowej bojki. Ta na przemian sunie po wodnej powierzchni, by za chwilę kolejne metry pokonać tuż pod lustrem wody. W takich chwilach w oliwkowej toni z trudem można dostrzec jej ruch, jednak żyłki nadal ubywa a upływający czas z każdą  minutą upewnia o zdobyczy. Teraz, teraz ... kabłąk w dół i zacięcie ... ech, siedzi. Potężny opór oznajmia rybę a solidny kij spinningowy ugina się jak uklejkowy bacik pod okazałą płcią.

Początkowo tylko ciężar, bliżej brzegu już wyraźnie szarpnięcia by na koniec widok zapierającego się węgorza, który wykonując wężowate ruchy zdaje się cofać ku głębinie. Potężna i silna metrowa ryba, gruba jak przedramię, która wyślizgnięta na brzeg nie daje za wygraną. Choć w sadzyku zostały tylko trzy uklejki, do końca dnia woda obdarzyła mnie jeszcze dwoma węgorzami, które południową porą zagościły na moich zestawach. Kolejne dni, kolejne węgorze, czasem tak wielkie inny razem mniejsze, jak w zegarku gdy promienie słońca zaczynały rozświetlać jezioro Strzeleckie. Po kilku podobnych sezonach ten był ostatni, gdy los rzucił mnie w inne strony. Pewnie powinienem żałować, jednak wolę by w pamięci zostały takie chwile niż powrót po latach nad tą wodę i wielkie rozczarowanie ... dla mnie, tam nadal żyją ogromne węgorze żerujące w majowym słońcu.

  

22.04.2015

Nowe forum już działa


Witam Kolegów,
Przepraszam za ten falstart i niedawne trudności z bieżącym logowaniem. Teraz nowi oraz dotychczasowi użytkownicy mogą korzystać z wygodnego forum w nowej postaci, dokonując pierwszej lub ponownej rejestracji ... zapraszam

Zmiany dotyczą nie tylko nowego serwera, witryny oraz adresu - domeny. Dodałem wiele wygodnych funkcji, jak bezpośrednie dodawanie zdjęć, filmów oraz linków, co ubarwi nasze rozmowy oraz przekaz medialny.

4fishing
Forum wędkarzy muchowych i spinningowych


21.04.2015

Nie wszystko da się spieprzyć w PZW ... Węgorz - prawda, mity i legendy



Choć gatunek ten rzadko gości w krainie pstrąga i lipienia, jednak jego tajemnicze życie od lat inspiruje naukowców i budzi ciekawość oraz emocje wędkarzy. Jest powszechnie wiadomym, że po osiągnięciu dojrzałości płciowej węgorze zamieszkujące wody Europy rozpoczynają w maju wędrówkę ku naturalnym tarliskom Morza Sargassowego. Z licznych badań nad migracją tego gatunku co raz wyraźniej wynika, że ryby te nie docierają z Europy do swoich tarlisk położonych w pobliżu kontynentu amerykańskiego. Dzieje się tak za sprawą ruchu płyt płaszcza ziemi, który przez eony zwiększał odległość obu kontynentów, czyniąc powstały dystans zbyt odległym na siły i zapasy pokarmowe migrujących ryb, szczególnie wobec dotkniętej nicieniem europejskiej populacji węgorzy. Obserwacje za pomocą wszczepianych rybom nadajników odczytywanych przez GPS ujawniają koniec ich drogi gdzieś w czeluściach Atlantyku. 



Najprawdopodobniej młode węgorze docierające do brzegów Europy należą obecnie wyłącznie do gatunku amerykańskiego, który różni się ilością kręgów od swojego krewniaka z dawnej populacji gatunku europejskiego, który miał kiedyś możliwość rozrodu i powrotu na kontynent. 

W tym miejscu wypada obalić mit o rzekomych dwóch gatunkach węgorza europejskiego (o ile jeszcze możemy o takim mówić), czyli szerokogłowym (butelkonosym) i wąskogłowym. Można jedynie uznać je za formy, w znaczeniu środowiskowym i pokarmowym a te nie są jednostką systematyczną - taksonem. Wyróżnia je nieco odmienna budowa głowy i całego ciała oraz ubarwienie. Swego czasu łowiłem węgorze zielone a czasem srebrzyste, o głowie krótkiej, butelkowatej. Innym razem o głowie smukłej w ciemnym, prawie czarnym i oliwkowym-złotym ubarwieniu. Recz ubarwienia dodatkowo komplikuje wielkość ryb gotowych do migracji rozrodczej, gdzie samce już przy 40 cm długości w niektórych wodach, bywają do niej gotowe. To praktycznie jedyna cecha, którą na siłę można uznać za rozpoznawalny dymorfizmu płciowy u tego gatunku. Taki był kiedyś wymiar ochronny węgorza na wodach PZW, zgodnie z ówczesnym RAPR. Celem była możliwość połowu tych ryb, zanim bezpowrotnie spłyną do morza. Obecnie wymiar ochronny wynosi 50 cm.


Forma szerokogłowa




Jak widać nawet węgorze z tej samej wody mogą być różnie ubarwione i reprezentować obie formy - mniejszy, ciemny wąskogłowy i drugi większy, zielonkawy, szerokogłowy. 


Liczebność populacji węgorza w naszych wodach jest wynikiem zarybień, choć młode węgorze zwane Montee, wielkości 5- 6 cm, docierają z tarlisk do wybrzeży Europy z pomocą Prądu Zatokowego -  Golfsztrom. Tu jednak są odławiane stanowiąc materiał zarybieniowy osadzany w zbiornikach słodkowodnych na kontynencie, następnie sprzedawany zgodnie z zapotrzebowaniem użytkowników wód w głębi Europy. 

Dlaczego zatem wędkarze w Polsce narzekają na brak tej ryby w naszych łowiskach i z nostalgią wspominają czasy lat 70 - tych i 80 - tych ubiegłego wieku, gdy węgorze królowały w wodach wszelkiego typu.  Jedno jest pewne, w przypadku szczupaka oraz innych ryb drapieżnych obecny ich brak to w zasadniczej części przełowienie. Tak w przypadku węgorza, nie można mówić o tym samym zjawisku.

Wspomniane lata prosperity tego gatunku w znaczeniu liczebności niestety należy uznać za stan nienaturalny wynikający z masowego pozyskiwania materiału zarybieniowego, którego był nadmiar. Zasiedlano zatem wody wszelkiego typu w ogromnych ilościach byle spożytkować dobrodziejstwo inwentarza. To co radowało ówczesnych wędkarzy w rzeczywistości było klęską urodzaju. Przyczyną był komunistyczny sposób gospodarki, polegający na eksporcie do krajów kapitalistycznych, prawie całej ilości doławianych węgorzy na wodach polskich w zamian za cenne wówczas dewizy. Jednak duża część należnych nam kwot za eksport rozliczana był w kolejnych porcjach materiału zarybieniowego, który trzeba było ponownie wprowadzić do naszych wód i kółko się zamykało, powodując jeszcze większe zwiększenie populacji, aż do wspomnianego nienaturalnego stanu. 

Dodatkowy węgorze montee w tamtych latach dostarczane były do zarybień bezpośrednio z odłowów morskich z pominięciem zbiorników słodkowodnych państw oferujących narybek. Miało to ogromne znaczenie, bo w ten sposób eliminowano zarażenie węgorzy pasożytem Anguillicola crassus. Ryby pozostawały w doskonałej kondycji a znajdując żyzne środowisko wód polskich osiągały znaczące przyrosty wagowe.

Obecnie sytuacja jest inna. Materiał zarybieniowy węgorza jest drogi, nie zawsze na kieszeń użytkownika rybackiego. Niezależnie węgorze montee jak wspomniałem osadzane są początkowo w słodkowodnych zbiornikach a tam ich populacja prawie w 90 procentach zaraża się pasożytem Anguillicola crassus i w takim stanie trafia do naszych wód. Ryby dotknięte tą przypadłością, rosną wolniej, mają trudności z pływalnością. Stanowią łatwy kąsek dla wszelkiego rodzaju drapieżników.

Mimo tej przypadłości nadal węgorze postrzegane są jako ryby o wyjątkowych siłach witalny, mogące w tajemniczy sposób przetrwać długie godziny poza środowiskiem wodnym zachowując życie. To efekt specyficznej budowy pokryw skrzelowych, które umożliwiają przez długi czas utrzymanie wilgoci w skrzelach i dzięki temu absorbowanie tlenu z powietrza atmosferycznego.



Anguillicola crassus - fot: żródło Wikipedia

Pasożyt z grupy nicieni. Pojawił się w Europie z początkiem lat 80 - tych ubiegłego wieku. Pochodzi od ryb z Tajwanu. Pierwsze zgłoszenia pochodziły z Niemiec i Włoch w 1982 roku a do populacji węgorzy a Anglii przeniknął prawdopodobnie w 1987 roku. Jego obecność w organizmach prawie wszystkich węgorzy w Europie, skutkuje osłabieniem ryb oraz obniżeniem pływalności i jest drugim czynnikiem podejrzewanym o niedocieranie dorosłych osobników do tarlisk po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego.

Jak w tytule ... nie wszystko da się spieprzyć w PZW. W niektórych sprawach bywają od nas zdolniejsi. Kraje, które beztrosko wprowadzały gatunki obce na swoje terytorium czyli węgorza japońskiego zarażonego nicieniem, co jak widać dla węgorza europejskiego skończyło się tragicznie. Inną rzeczą jest propaganda sukcesu i efekty komunistycznej gospodarki, które do dziś pokutują przekonaniem, że nasze wody są z gumy. Przyjmą każdą ilość materiału zarybieniowego, bez względu na koszty i potencjał rzek oraz jezior. Te rozbudzone nadzieje powodują roszczeniowe postawy współczesnych wędkarzy, by upychać ile się da w naszych łowiskach, nie oglądając się na przyczyny i skutki. A na dowód możliwości wspomina się stare, dobre czasy jak w przypadku węgorza. 



19.04.2015

ABC Społecznika ... zachowanie naturalnego biegu rzek

Procedury działania w aspekcie prowadzonych postępowań administracyjnych,
związanych z planowanymi przedsięwzięciami hydrotechnicznymi.

ABC Społecznika walczącego o zachowanie naturalnego biegu rzek o charakterze górskim i podgórskim.
Autor Robert Kostecki

Na dzień dzisiejszy większość wędkarsko „strategicznych“ cieków pstrągowych jest w użytkowaniu Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW). Taki stan poprzedzało wygranie przez Zarząd Okręgu PZW konkursu ofert na oddanie w użytkowanie obwodów rybackich. Wspomniany konkurs ogłasza właściwy terytorialnie Dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Po wygraniu konkursu ofert, co m.in. wiąże się z przedstawieniem stosownego operatu rybackiego, w tym przypadku ZO PZW staje się "uprawnionym do rybactwa", co w świetle obowiązującego prawa daje mu pewne możliwości sprawcze, ponieważ art. 127. ust. 7. pkt 6 ustawy z dnia 18 lipca 2001 r. Prawo wodne (t.j. Dz. U. z 2012 r. poz. 145, z późn. zm.) głosi, iż - Stroną postępowania w sprawie o wydanie pozwolenia wodnoprawnego jest uprawniony do rybactwa w zasięgu oddziaływania zamierzonego korzystania z wód lub planowanych do wykonania urządzeń wodnych.

I. Uprawnienia przysługujące stronie w sprawach o wydanie pozwolenia wodnoprawnego:

1. W trakcie prowadzonego postępowania każda ze stron ma prawo złożyć swoje zastrzeżenia i uwagi w odniesieniu do propozycji zawartych w złożonym wniosku i operacie wodnoprawnym.

2. Strona może złożyć sprzeciw przeciwko wydaniu pozwolenia, jednak sprzeciw nie musi stanowić podstawy do odmowy przez organ udzielenia pozwolenia wodnoprawnego.

3. Strona ma prawo odwoływania się od decyzji udzielającej pozwolenia wodnoprawnego.

4. Strona może złożyć uzasadniony wniosek do właściwego starosty powiatowego o zawarcie w instrukcji gospodarowania wodą, danych odzwierciedlających aktualny stan środowiska lub dostosowanie urządzeń hydrotechnicznych do panujących warunków hydrologicznych. Zgodnie z art. 128 ust. 3 i art. 133 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 18 lipca 2001 r. Prawo wodne, właściwy starosta powiatowy od aktualnego lub przyszłego użytkownika np. Małej Elektrowni Wodnej (MEW) ma prawo żądać (tym bardziej na wniosek innego użytkownika) aktualizacji instrukcji gospodarowania wodą.

5. Uprawniony do rybactwa może wystąpić do stosownego organu o informację, czy użytkownik budowli hydrotechnicznych nabył uprawnienia do urządzeń i gruntów pod wodą, poprzez zawarcie umowy cywilno-prawnej (brak takiej umowy skutkuje tym, że mimo posiadania aktualnego pozwolenia wodnoprawnego taki użytkownik nie może prowadzić działalności);

Ad. 3
Jeżeli w odpowiednim terminie dochodzi do systemu odwołań do kolegiów i sądów różnych instancji od wydanych decyzji administracyjnych, często powodującego, że sprawa ciągnie się przez wiele lat, wtedy takie postępowanie w znakomity sposób odsuwa w czasie umocnienie się pozwolenia wodnoprawnego, nie mówiąc już, że może doprowadzić do zmiany lub cofnięcia wydanej decyzji!

Ad. 4
Strona postępowania może złożyć wniosek w sytuacji, kiedy:
a) średniorocznie zmniejszyły się przepływy charakterystyczne, a w operacie wodnoprawnym powołuje się np. na dane z lat 1979-1999 (ogólna zasada mówi o wzięciu do obliczeń najnowszych, dostępnych danych hydrologicznych pochodzących z Centralnej Bazy Danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej);

b) wykazywano nieprawidłowe gospodarowanie wodą w okresie wcześniejszym, np. piętrzenie wody bez zachowania przepływu nienaruszalnego, tzw. „biologicznego“, a pogorszenie stosunków wodnych w ostatnich latach daje uzasadnione podejrzenie, że po uzyskaniu „przedłużenia“ pozwolenia wodnoprawnego na kolejne 20 lat, na dotychczasowych zasadach spowoduje, iż tym bardziej użytkownik MEW nie będzie przestrzegał warunków pozwolenia;

c) użytkownik obiektu hydrotechnicznego, chce nadal korzystać z wody, kiedy kontrole, np. RZGW wykazały, że w okresie tzw. „niżówek“ brak jest przepływu nienaruszalnego w cieku, już nawet powyżej budowli wodnej;

d) budowle i urządzenia hydrotechniczne nie spełniają określonych wymogów, np. posiadają niedostosowane turbiny do pracy w okresie krytycznych przepływów wody lub brak przepławki dla organizmów wodnych.

II. Uprawniony do rybactwa może uczestniczyć w procedurze wydania decyzji przez organ I instancji (wójt, burmistrz), która to decyzja nie nakazuje sporządzenia oceny (raportu) oddziaływania na środowisko dla szeregu przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, występując z wnioskiem o sporządzenie jednak takiej oceny, oraz odwoływać się od wydanej decyzji.

III. Uprawniony do rybactwa może uczestniczyć w procedurze wydania decyzji organu I instancji (wójt, burmistrz), która nakazuje sporządzenie oceny (raportu) oddziaływania na środowisko dla szeregu przedsięwzięć mogących zawsze znacząco oddziaływać na środowisko, występując ze stosownymi wnioskami, albo odwoływać się od wydanej decyzji.

IV. Zgodnie z art. 31 ustawy Kodeks postępowania administracyjnego – PZW jako organizacja społeczna (tu pytanie: Czy PZW jest organizacją społeczną?) może:

§ 1. W sprawie dotyczącej innej osoby występować z żądaniem:

1) wszczęcia postępowania,

2) dopuszczenia do udziału w postępowaniu, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i gdy przemawia za tym interes społeczny.

§ 2. Organ administracji publicznej, uznając żądanie organizacji społecznej za uzasadnione, postanawia o wszczęciu postępowania z urzędu lub o dopuszczeniu organizacji do udziału w postępowaniu. Na postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania lub dopuszczenia do udziału w postępowaniu organizacji społecznej służy zażalenie.

§ 3. Organizacja społeczna uczestniczy w postępowaniu na prawach strony.

§ 4. Organ administracji publicznej, wszczynając postępowanie w sprawie dotyczącej innej osoby, zawiadamia o tym organizację społeczną, jeżeli uzna, że może ona być zainteresowana udziałem w tym postępowaniu ze względu na swoje cele statutowe i gdy przemawia za tym interes społeczny.

§ 5. Organizacja społeczna, która nie uczestniczy w postępowaniu na prawach strony, może za zgodą organu administracji publicznej przedstawić temu organowi swój pogląd w sprawie, wyrażony w uchwale lub oświadczeniu jej organu statutowego.

V. Jeżeli w toczących się postępowaniach administracyjnych PZW nie został uznany przez organ za stronę, to na mocy art. 44. ust. 1. ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1235, zpóźn. zm.) - jako organizacja ekologiczna (tu pytanie: Czy PZW jest organizacją ekologiczną?), która powołując się na swoje cele statutowe, zgłosi chęć uczestniczenia w określonym postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, uczestniczy w nim na prawach strony, jeżeli prowadzi działalność statutową w zakresie ochrony środowiska lub ochrony przyrody, przez minimum 12 miesięcy przed dniem wszczęcia tego postępowania.

Ust. 2. Organizacji ekologicznej służy prawo wniesienia odwołania od decyzji wydanej w postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji, także w przypadku, gdy nie brała ona udziału w określonym postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa prowadzonym przez organ pierwszej instancji; wniesienie odwołania jest równoznaczne ze zgłoszeniem chęci uczestniczenia w takim postępowaniu. W postępowaniu odwoławczym organizacja uczestniczy na prawach strony.

Ust. 3. Organizacji ekologicznej służy skarga do sądu administracyjnego od decyzji wydanej w postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji, także w przypadku, gdy nie brała ona udziału w określonym postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa.

Ust. 4. Na postanowienie o odmowie dopuszczenia do udziału w postępowaniu organizacji ekologicznej służy zażalenie.

Uwaga!
Zgodnie z definicją legalną, zawartą w art. 3 pkt 16 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz. U. z 2013 r. poz. 1232) - organizacją ekologiczną jest organizacja społeczna, której statutowym celem jest ochrona środowiska.

W związku z powyższym na pojęcie organizacji ekologicznej składają się dwa elementy: 

1) Element podmiotowy: organizacja ekologiczna jest organizacją społeczną. Po drugie, organizacja ekologiczna jako organizacja społeczna musi działać w jednej z prawem przewidzianych form organizacyjnych oraz musi posiadać akt określający jej cele i wewnętrzną organizację. Również na gruncie ustawy Prawo ochrony środowiska uznaje się, iż akt ten nie musi być nazwany statutem (a więc określenie „cel statutowy” zawarte w art. 3 pkt 16 POŚ nie powinno być rozumiane dosłownie), lecz może to być również regulamin, jak w przypadku stowarzyszenia zwykłego (tak: wyrok WSA w Warszawie z dnia 22 września 2005 r., IV SA/Wa 736/04, LEX nr 192898).

2) Element przedmiotowy: cel statutowy organizacji, jakim jest ochrona środowiska. Pojęcie „ochrona środowiska” zostało zdefiniowane w ustawie jako „podjęcie lub zaniechanie działań, umożliwiające zachowanie lub przywracanie równowagi przyrodniczej”, polegające „w szczególności” (a więc nie wyłącznie) na „racjonalnym kształtowaniu środowiska i gospodarowaniu zasobami środowiska zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, przeciwdziałaniu zanieczyszczeniom, oraz przywracaniu elementów przyrodniczych do stanu właściwego” (U-Poś art. 3 pkt 13). Ponieważ zaś zgodnie z ustawą pod pojęciem „środowisko” rozumieć należy „ogół elementów przyrodniczych, w tym także przekształconych w wyniku działalności człowieka, a w szczególności powierzchnię ziemi, kopaliny, wody, powietrze, krajobraz, klimat oraz pozostałe elementy różnorodności biologicznej, a także wzajemne oddziaływania pomiędzy tymi elementami” (U-Poś art. 3 pkt 39), tworzy to szeroki zakres pojęcia „organizacja ekologiczna”. Organizacją ekologiczną jest bowiem m.in. taka organizacja, której celem jest wyłącznie ochrona krajobrazu lub ochrona określonego gatunku roślin. W dodatku nie jest wymagane, aby ochrona środowiska stanowiła jedyny cel działania danej organizacji. Tym samym za organizację ekologiczną uznać można zarówno organizację, dla której ochrona środowiska jest podstawowym celem działania, jak i taką, dla której jest to jeden z celów związanych z celem głównym. Ważne jest, iż cel, jakim jest ochrona środowiska, musi zostać wyraźnie określony w statucie (regulaminie), nie można go domniemywać na podstawie ogólnych zapisów statutu lub faktycznej działalności danej organizacji.

Problemy wynikłe na tym tle, w każdym przypadku, rozstrzygnąć będzie musiało orzecznictwo sądów administracyjnych, w drodze celowościowej wykładni przepisów ustawy.

Z powyższego wynika, że Okręg PZW, jeżeli chce, posiada dość szeroki zakres możliwości oddziaływania na różnego rodzaju decyzje administracyjne dotyczące przedsięwzięć na ciekach, których jest jednym z użytkowników. Przy tym, trzeba zdawać sobie sprawę, że bez udziału społeczników, działania Okręgu, wyłącznie siłami pracowników Biura, bywają ograniczone, ponieważ wymagają dużego zaangażowania czasowego, przy jednoczesnej realizacji innych obowiązków. Dlatego osoby chcące autentycznie działać w temacie, powinny zrobić wszystko, żeby zostać członkami Komisji ds. Zagospodarowania i Ochrony Wód przy ZO PZW i w związku z tym ewentualnie otrzymać stosowne pełnomocnictwa do działania w imieniu uprawnionego do rybactwa.

Wielokrotnie napływają do nas sygnały, że Okręg PZW nie został poinformowany przez organ administracji o planowanych przedsięwzięciach hydrotechnicznych na użytkowanych przez siebie wodach. Organy administracji prowadzące postępowanie mają obowiązek zawiadamiać strony o podejmowanych czynnościach. Gdy jednak liczba stron przekracza 20, co nie tak rzadko ma miejsce w postępowaniach dotyczących decyzji środowiskowych, bezpośrednie doręczanie pism wszystkim stronom jest kosztowne i uciążliwe organizacyjnie. Wówczas ma zastosowanie art. 49 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z 2013 r. poz. 267, z późn. zm.), głoszący że – Strony mogą być zawiadamiane o decyzjach i innych czynnościach organów administracji publicznej przez obwieszczenie lub w inny zwyczajowo przyjęty w danej miejscowości sposób publicznego ogłaszania, jeżeli przepis szczególny tak stanowi; w tych przypadkach zawiadomienie bądź doręczenie uważa się za dokonane po upływie czternastu dni od dnia publicznego ogłoszenia.

Należy zatem stworzyć skuteczny system wychwytujący na czas ww. przedsięwzięcia, polegający na zarejestrowaniu się na stronach internetowych następujących instytucji: RZGW; RDOŚ; Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych; Starostw Powiatowych i Urzędów Miejsko-Gminnych, tych które posiadają elektroniczną formę biuletynu, tzw. newsletter. Można też wystosować pisemną prośbę do stosownych instytucji o informowanie Okręgu na temat wszczęcia wszelkich postępowań związanych z przedsięwzięciami hydrotechnicznymi na wodach użytkowanych przez Okręg PZW.

Tyle z grubsza o uprawnieniach PZW, stowarzyszeń zarejestrowanych i tym podobnych organizacji pozarządowych. 

Teraz parę słów o możliwościach społeczeństwa: na mocy art. 5. ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1235, zpóźn. zm.) - każdy ma prawo uczestniczenia, na warunkach określonych ustawą, w postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa i każdy ma prawo składania uwag i wniosków w postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, np. w konsultacjach społecznych związanych z przedsięwzięciami wymagającymi oceny oddziaływania na środowisko.

W pozostałych przypadkach pozostają: apele, petycje, narady, demonstracje, itp. działania.

Robert Kostecki

18.04.2015

Beczki z kawiorem




Mam to szczęście pamiętać lata 60 -te i dalsze ubiegłego wieku w znaczeniu wędkarskim. Początkowo jako dzieciak towarzyszący ojcu w spinningowych wyprawach, nieco później jako pełnoprawny wędkarz z kartą wędkarską, i spinningiem w ręku. Pamiętam też ekonomiczne niedostatki tamtego okresu i kabaretową scenkę Laskowika opisującą komunistyczną rzeczywistość ... "Przed wojną stały beczki z czarnym kawiorem, z czerwonym kawiorem i komu to przeszkadzało". 










Zmieniły się czasy, zmienił ustrój a owe powiedzenie nic nie straciło ze swojego wydźwięku, gdy dziś spoglądamy na pomorskie wody i z nostalgią wspominamy odległe już lata obfitości ryb drapieżnych a szczególnie szczupaka. Teraz drapiemy się po głowie próbując wskazać wodę, na której danem nam będzie przeżyć spotkanie z choć jednym szczupakiem. Idzie maj, dzwonimy do siebie i bezradnie rozkładamy ręce na pytanie gdzie jedziemy. Odpowiedź jest jedna  - nigdzie. Nie ma zębatych, a to przez łódki, echosondy a to przez nowe przynęty i metody spinningowe, a to przez łatwy dojazd do wszelkich łowisk. Jednak opowiem wam historię ...



To był czerwiec, lata 90- te. Wyjątkowo ciepły a może zwyczajny jakim dawniej ten miesiąc bywał. Dzień długi gdy popołudniowe godziny ciągnęły się w nieskończoność i próżno było wyglądać zachodu słońca. Wieczór stanowił mieszankę ciszy gdy nawet nikły powiew wiatru nie marszczył tafli jeziora a jego otoczenie grało w uszach pohukiwaniem żab i świergotem ptaków. Nieodległe Gdyni łowisko było w zasięgu kilkudziesięciu minut spokojnej jazy samochodem i nawet po pracy kusiło, by choć na kilka godzin stanąć nad jego brzegami. 

Tak i pewnego razu wieczorną porą wszedłem w wąski pas trzciny otwierający ni to zatoczkę , ni to ugięcie brzegu. Obrotowa błystka delikatnie położyła się nieopodal trzcinowiska na płytkiej wodzie. Kilka obrotów korbką i gdy srebrny listek przynęty ledwie zagrał pierwszym połyskującym ruchem ... uderzenie, zacięcie i siedzi. 60 -cio centymetrowy szczupak wykonał kilka efektownych młynków, na chwilę unosząc tafle jeziora pozostawiając garbate wiry na wodzie. Pewnym chwytem pod skrzela uniosłem go nad wodę a wypięta z nożyczek obrotówka zwróciła mu wolność. Znałem tą wodę, wiedziałem że będą kolejne i nie ruszając się z miejsca ponownie błyska powędrowała nieomal w to samo miejsce. Jeden rzut, drugi i znów uderzenie. Scenariusz jak poprzednio i kolejne uderzenia, zacięcia hole i lądowania. Stojąc w miejscu tego wieczoru złowiłem jedenaście szczupaków. 

Ostatnią  rybę zabrałem idąc na spotkanie właściciela jeziora. Stary gospodarz siedział na ganku domu i spoglądał na swoją wodę, której dobrostan oświetlał czerwony zachód słońca. Nie gościł u Pierwszego sekretarzem partii, nie gościł u Pana Prezydenta, nie produkował znaczków okolicznościowych, nie maił sztandaru ale miał rozum. Może prosty, który jednak nakazywał mu dbać o swoje dobro, nakazywał stanowić własne prawo i obyczaje. Chronił tą uroczą wodę od nadmiernej presji, od rabunkowego pozyskania szczupaków, od zachłanności na mięso, w zamian oferując niezapomniane wędkarskie emocje ... to były beczki z kawiorem.

Minęły lata, zmarł stary gospodarz. Nastał nowy właściciel głupi i niecierpliwy. Nastał czas rabunku, niepohamowanej chciwości i daniny za wędkowanie, czas "przepisów" PZW. Dziś nie ma już tego łowiska, nie ma szczupaków. Jest martwa woda, która zadaje pytanie - komu przeszkadzały te beczki ???.

17.04.2015

Okolicznościowy znaczek z okazji 65-lecia powstania PZW

Oto powstał znaczek z okazji okrągłej rocznicy powstania PZW. Za pięć lat będzie kolejna okazja by znów okrągłą rocznicę uhonorować kolejnym znaczkiem. Jedynym pocieszeniem jest jego wizerunek w postaci nawiązania do tradycyjnego wzornictwa komunistycznego i można mieć nadzieję, że wielu Kolegów sobie odpuści. 


Teraz Zarządy okręgowe i Koła w miejsce interesowania się sprawami istotnymi dla naszych wód zajmą się zamówieniami w trybie rozwolnienia w myśl zaleceń ZG PZW cytuję: 
"Uwaga! Prosimy o niezwłoczne przesyłanie zapotrzebowania e-mailem/fax-em wyłącznie do macierzystych Biur Zarządów Okręgów PZW w nieprzekraczalnym terminie do 24.04.br " 

Może z równym zapałem, troską o nasze dobre samopoczucie i ekspresowo, działacze np. Okręgu Gdańsk zajrzą nad nasze rzeki by przekonać się co w nich pływa oprócz śmieci. Mam nadzieję, że za czas jakiś znajdą tam również owe znaczki, jako wyraz frustracji nas członków PZW wobec panującej tam rybiej pustyni. 

Zapraszam na forum: Okolicznościowy znaczek z okazji 65-lecia powstania PZW

Ktoś tam jest przekonany, że wizerunek PZW budowany jest sztandarami, spotkaniami z Panem Prezydentem RP i znaczkami okolicznościowymi. Wizerunek PZW budowany jest opłakanym stanem np. rzek i jezior Pomorza Kolego Prezesie ZO Gdańsk i Kolego Prezesie ZG PZW. Budowany jest patologią w sporcie muchowym i spinningowym oraz akceptacją łamania stanowionego przez siebie prawa i majestat Rzeczypospolitej. Można by długo wyliczać czym budowany jest a nie powinien i żadne okolicznościowe znaczki tego nie przykryją.


14.04.2015

Emocji było co niemiara


Poniższy tekst to relacja mojego młodszego Kolegi, który stawia pierwsze kroki w wędkarstwie muchowym. Co ciekawe i warte podkreślenia Kolega zaczynał przygodę z muchowaniem od kręcenia much, bez gorączki zakupu sprzętu i wyrywania się nad wodę bez choćby podstawowej wiedzy. Na zdjęciu imitacja pijawki autorstwa Mikołaja. To również efekt poszukiwania alternatywnych materiałów, co w tym przypadku zaowocowało świetną i jak się okazuje łowną jeżynką tułowia. Jednak nie uprzedzając faktów dodam, że to syntetyk z poza sieci sklepów z materiałami muchowymi. By oddać atmosferę oraz emocje towarzyszące jego wyprawie cytuję autora w całości, choć to rodzaj listu pisanego do mnie (publikacja za zgodą). Mikołaj ogromnie zazdroszczę Ci tych dziewiczych przeżyć, bo te na zawsze zapadają w pamięci. Oddaję Tobie głos wierząc, że Twój entuzjazm zainspiruje kolejnych miłośników łososiowatych ...


W sobotę wybraliśmy się z kolegą nad Radunię. On zaopatrzony w spining ruszył w górę rzeki a ja postanowiłem tym razem spenetrować odcinek w dół od mostu, od którego zwykle zaczynamy. Po ostatnim wypadzie i rozpaczliwych próbach rzucania ciężkim streamerem w górę rzeki, przy niesprzyjającym wietrze i sznurze DT 5 postanowiłem, że pójdę w dół rzeki i skradając się jak indianin będę puszczał streamera z nurtem. Jak wiadomo w sobotę pogoda była letnia i po 15 minutach mój strój wędkarski został zredukowany do spodniobutów i t-shirta. Woda wciąż dosyć niska i bardzo przejrzysta więc puszczałem streamera daleko w dół rzeki aby nie spłoszyć ryb i trochę tam nim w nurcie grałem. Puszczałem go tak daleko, że pierwsze branie ledwo wyczułem i nie miałem szans zaciąć ale drugą rybę udało mi się wyholować. Radość radość radość i drżenie rąk :) Pierwsza ryba na muchę! Jeśli chodzi o streamery to łowiłem na pijawkę, taką samą którą Tobie sprezentowałem tyle, że zawiązaną na haku 8 oraz na imitację rybki (załączam zdjęcie) też na haku 8. 
(od redakcji: serdecznie dziękuję, super wzór, zdjęcie pijawki powyżej)

Po kawie i posiłku postanowiłem ruszyć tym razem w górę rzeki i popróbować łowić na mokrą muchę. Na kołowrotku miałem nawiniętą linkę wf 6 a wiatr był nieco słabszy niż podczas ostatniej wyprawy więc postanowiłem iść w górę i rzucać w górę rzeki. Jeśli chodzi o mokre muchy to przy tym zestawie rzuca mi się bardzo dobrze ale streamery a zwłaszcza muddlery wciąż nie lecą zbyt dobrze. Nie wiem co mógłbym jeszcze zmienić żeby to poprawić. 

Wracam jednak do samego łowienia. Jak pisałem mokrą muchą rzucało mi się dobrze i udało mi się nawet skusić jednego pstrążka na Red Taga. Oprócz tego na dosyć krótkim odcinku miałem jeszcze 3 wyjścia do muchy jednak pstrągi podnosiły się po czym opadały zdegustowane na dno przyprawiając mnie o palpitacje serca :) Nie wiem czym to było spowodowane. Może mucha była zbyt duża? póki co zaopatrzyłem się tylko w haki nr 8. 

W każdym bądź razie emocji było co niemiara ... Mikołaj Burkiewicz

13.04.2015

Wędkarstwo na wodach polskich, Mistrz Feliks Choynowski

Wędkarstwo na wodach polskich, Feliks Choynowski ... wydanie 1939 rok. Tą książkę powinien przeczytać każdy wędkarz, bez względu czy po raz pierwszy staje nad brzegiem wody, czy już lata spędził nad rzekami i jeziorami.


Feliks Choynowski, to legenda polskiego wędkarstwa. Po kilkudziesięciu latach jego słowa o etyce wędkowania wydają się nadal aktualne i dobitnie słuszne. Uznaje się, że są początkiem polskiego fair fly. 

W okresie międzywojennym ukazała się tylko jedna monografia traktująca o połowach pstrągów. Próbę "załatania” luki w dotychczasowym piśmiennictwie podjął Feliks Choynowski, który w swoim podręczniku poświęcił sporo uwagi łowieniu pstrągów. Wydane w 1939 roku "Wędkarstwo na wodach polskich" było pierwszym w polskim języku kompletnym i nowoczesnym podręcznikiem wędkowania. Choć z pasją i znawstwem poławiał ryby wszelkimi technikami, Choynowski szczególną estymą darzył łowienie na sztuczną muchę. Świadectwem tej fascynacji są rozdziały poświęcone muszkarstwu. Większość liczącego 3000 egzemplarzy nakładu, przygotowanego we wrześniu 1939 roku do kolportażu, niestety spłonęła w zbombardowanym magazynie w czasie Powstania Warszawskiego. Działacze Związku Sportowych Towarzystw Wędkarskich (ZSTW), tylko część tego wydania zdążyli rozprowadzić, jeszcze w 1940 roku. 



W lutym 1947 roku, podczas zjazdu delegatów, nastąpiło wznowienie działalności ZSTW. Postanowiono kontynuować wydawanie "Wiadomości Wędkarskich" oraz zrealizować drugie wydanie książki Feliksa Choynowskiego, co się zresztą udało. Jednak we wrześniu 1949 roku ZSTW został zawieszony, a jego majątek przejęty przez kuratorów. Na lipiec 1950 roku kurator zwołał Nadzwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZSTW, w którego trakcie postanowiono powołać Polski Związek Wędkarski (PZW). Trzeba wiedzieć, że była to jawna ingerencja władz komunistycznych w celu likwidacji ZSTW oskarżanego o elitarność nie pasującą do obowiązującej idei równości społecznej. Poza tym, władze nie mogły pozwolić sobie, aby tak liczna organizacja pozostawała bez partyjnej kurateli. Zawieszono też na blisko pięć lat wydawanie "Wiadomości Wędkarskich", jedynego czasopisma wędkarzy. Konsekwencją zniesienia elitarności był szybki napływ do PZW dużej ilości nowych członków bez tzw. "kindersztuby", co wywołało upadek etyki wędkarskiej i pospolite kłusownictwo. 

Major Feliks Choynowski był człowiekiem nie pogodzonym z ówczesną rzeczywistością. Potępiał zdecydowanie pogoń za ilością poławianych ryb, a co za tym idzie, ekspansję przemysłu wędkarskiego, który to umożliwiał. Uważał, że wędkarstwa w rozumieniu łowienia żywej ryby, nie można uczynić dyscypliną sportową, bo w wędkarstwie nie powinno być współzawodnictwa w osiąganiu wyników na masową skalę. Swoją postawą naraził się na ostrą reprymendę ideologiczną, ponieważ Polski Związek Wędkarski w swojej działalności przystąpił do realizacji zasad współzawodnictwa, które stanowiły jeden z głównych czynników w budownictwie ustroju socjalistycznego. Feliks Choynowski osiadł w Grudziądzu, gdzie odkrywał łowiska pstrągowe i lipieniowe. W maju 1963 roku złowił w Brdzie swojego rekordowego pstrąga potokowego {61 cm, 3,0 kg). Żył w bardzo trudnych warunkach materialnych. Zmarł w dniu 12.01.1970 r., pozostając niezrównanym wędkarzem indywidualistą. 

Teraz, po latach, zadaję sobie pytanie. Czy poprzez kształtowanie naszych postaw, oczywiście w rozumieniu cech uznawanych przez dawnych Polaków za szlachetne - nie udało by się nam pogodzić masowości dostępu do wód PZW z jednoczesnym utrzymaniem ich w dobrej kondycji? Obawiam się, że jeżeli tego nie uczynimy, to niedługo ostanie się nam jeno sznur. 

Pozdrawiam i Wodom Cześć 
Robert Kostecki

12.04.2015

Taki mi się trafił dzień nad rzeką



Słońce i porywisty, do tego lodowaty wiatr. Takiej pogody chyba nikt z wędkarzy nie lubi, szczególnie wiosną bo woda wydaje się martwa. Taki mi się trafił dzień nad rzeką po dłuższej absencji na brzegami Redy. Gdy mało głowy nie urwie trudno o precyzję rzutów muchową linką i względną kontrolę nad pracą muchy. Może ze streamerem nieco łatwiej ale też niewielkie pocieszenie. Ostatecznie raz coś niewielkiego posmakowało streamerka i koniec emocji, nie licząc brnięcia pod wiat w drodze do domu. Otoczenie rzeki tylko czeka na eksplozję zieleni i nam wypada poczekać, by choć cieszyć się samym pobytem nad wodą.

Generalnie nie lubię kwietnia, to taki pogodowy kociołek. Loteria zastania takiej pogody jak dziś, gdy wczoraj raczył nas prawie upał. Szczególnie gdy obrane łowisko jest daleko a kosztowne kilometry ostatecznie bolą w portfelu gdy przyjdzie obrócić się na pięcie i wracać lub na siłę i bez przyjemności trwać nad rzeką. Serce jednak wyrywa się nad wodę na wspomnienie tych ciepłych dni gdy wylatuje spory chruścik. Głodne pstrągi nadrabiają zimowy czas ubogiej diety a duże March Browny lub pijawki stanowią łakomy kąsek uwieńczony pulsującym ciężarem na naszym wędzisku.


Przykro jedynie, że w tych pięknych okolicznościach przyrody przyjdzie nam podziwiać w miejsce wiosennych widoków, efekty ludzkiej głupoty. Każdej wiosny odwiedzając stare kąty Redy zamiast nowych miejscówek odnajduję kolejne śmiecie w jej korycie. Nie wiem czego brakuje w składzie chemiczny mózgów owych osobników, którzy taszczą nad wodę daleko od ludzkich siedzib takie gabaryty jak widoczne elementy samochodu. Może w ogóle brakuje im mózgów.


09.04.2015

Galerie zdjęć wędkarskich

Zapraszam do tworzenia własnych galerii zdjęć wędkarskich
www.4salmon.fora.pl

08.04.2015

Forum Krainy pstrąga i lipienia

Witam Kolegów i zapraszam do aktywnego uczestnictwa w naszym forum. Jestem przekonany,  że tu w ciszy i spokoju uda nam się pogadać o sprawach ważnych dla wędkarstwa muchowego i spinningowego. Zdaję sobie sprawę, że wiele jest miejsc gdzie o wędkarstwie się pisze. Istnieją doskonałe fora i moim zamiarem nie jest z nimi konkurować lub wpychać na rynek internetowych portali kolejnej platformy z rozdmuchanymi ambicjami. Może uda mi się zebrać niewielką grupę Kolegów, może nawet kameralną podobnie postrzegających wędkarstwo, dobro wód oraz ich otoczenia. Zaproponowane działy forum to początkowy szkic, proszę zatem o propozycje zmian lub powołania nowych działów. To Wasze miejsce ... Z mojej strony, oprócz standardowych i zawsze potrzebnych działów proponuję bardziej niszowe, które rzadko goszczą na forach wędkarskich.
Pozdrawiam Artur - admin


FORUM - W krainie pstrąga i lipienia

07.04.2015

We własnym sumieniu ...


Trudno jest dziś wyważyć, czy lata własnych doświadczeń nad rzeką, wprost i bezkrytycznie przekazać nowym adeptom sztuki połowu pstrąga i lipienia. Z jednej strony drażni współczesna niecierpliwość oraz chęć natychmiastowego i bezwarunkowego sukcesu wędkarzy, po raz pierwszy stających nad wodą z wędką muchową. Oczekują gotowych recept na wszelkie okazje, tak jakby takie istniały. Często ludzi nawet z większym stażem, nie traktujących ryby jako przeciwnika a Kolegów, którzy nieopatrznie naruszą rewir połowu. Umykających na widok innego wędkarza by zawartość muchowego pudełka pozostała tajemnicą aż po grób. Drażni buta i zachłanność rodem ze współczesnej chciwości, której przejawy tak doświadczają nas obecnie w życiu  społecznym, zawodowym a niekiedy rodzinnym. 

W przypadku połowu ryb łososiowatych nie potrafię we własnym sumieniu tak do końca rozstrzygnąć, czy wspomniane cechy i postawy uznać za zło konieczne. Nasze rzeki choć zdewastowane, zaśmiecone i bezrybne kryją jednak w swoim nurcie ostatnie pstrągowe kabany i kardynały. Ryby, którym należy się szczególny szacunek za biologiczne przetrwanie wobec wszelkich przeciwności. Żyją na przekór meliorantom, tuczarniom tęczaka, eutrofizacji, katastrofalnym suszom i powodziom. Żyją na przekór ludzkiej głupocie i chciwości. Trwają na przekór nam wędkarzom, poddającym rzeki niepohamowanej presji. Wbrew absurdalnym przepisom, które sami tworzymy lub omijamy by ryby te unicestwić.

Czy wobec tego dawać innym receptę na sukces, odsłaniać swoje tajemnice. Dzielić się radością spotkania okazałego pstrąga i lipienia wskazując rzekę, miejscówkę lub muchę. Wierzyć, że inny wędkarz uszanuje to miejsce i rybę ...?

Pstrąg to wymagający przeciwnik. W jego połowie cenimy samotność i spokój nad wodą. Płochliwy i cwany daje nam jednak szansę, gdy na upatrzonego proponujemy mu cierpliwie zawartość muchowego pudełka. Lub innym razem penetrujemy tajemniczą, rzeczną głębinę wierząc, że jest to jego królestwo. Trudno się dziwić, że w takich chwilach wolimy być sami. Jednak dzień na wodą to również długie godziny marszu, chwile odpoczynku w upalne południe gdzieś pod parasolem listowia. Pora radości z samego faktu bycia nad rzeką, to również czas dla naszych Kolegów. Siadamy, rozmawiamy, otwieramy termos z kawą, otwieramy też nasze muchowe pudełka, serca i umysły. Odrzucamy obawy i wszelkie dylematy będąc przekonanym, że siedząca obok nas postać tak samo rozumie czym jest dobrostan rzeki, na którą wspólnie spoglądamy. Tak ja i Kazek pojmujemy wędkarstwo muchowe. Wierzymy i ufamy, dzielimy się chętnie wiedzą, starając się rozumieć młodsze pokolenie. Przecież tak niedawno staliśmy w wodzie w przykrótkich spodniach, z wypiekami na twarzy łowiąc na leszczynową wędkę ...




To kolejna odsłona niezwykle łownych much Kol. Kazimierza Żertki. Tym razem propozycja pijawek, streamerów które z ogrzewającą się wodą będą podstawą wiosennych połowów pstrąga. Muchy relatywnie proste i wdzięczne do wiązania i nie przysporzą kłopotu nawet mniej zaawansowanym krętaczom. Proponowana kolorystyka to inna rzecz, bo jest efektem praktycznych prób autora nad wodą, które zaowocowały ugruntowanymi wzorami kolorystycznymi na bazie wielu złowionych, dorodnych pstrągów. Jak zwykle serdecznie dziękuję Kazikowi za przekazane muchy. Doceniam nie tylko możliwość połowu na te wzory na naszych pomorskich rzekach ale też chęć dzielenia się z Kolegami swoim doświadczeniem i wiedzą zdobytą przez lata spędzone nad brzegami niezliczonych rzek Polski i Czech.







06.04.2015

VI Puchar Przyjaciół Białej Przemszy- ukłony dla organizatorów




W przypadku towarzyskich zawodów spinningowych lub muchowych rozgrywanych w ubiegłym sezonie, granicą rozsądku organizatorów a raczej jego braku często był wymiar ochronny szczególnie dla pstrąga zapisany w ustawie - 25 cm. Chętnie naginano RAPR na potrzeby punktacji z zgodą okręgowych władz związkowych. Postępowanie proste, nie wymagające uzasadnionego wniosku do urzędu marszałkowskiego, ot przychylne spojrzenie decydentów na emocje sportowej rywalizacji. Do tego kilka peanów sławiących duch i atmosferę wspólnego wędkowania i radości ze spotkania dawno nie widzianych kolegów. Argumentacja lotna i przyjazna i jak tu wobec tej sielankowej scenerii stawiać jakieś małostkowe zarzuty o połowie małych pstrągów, mierzeniu i zaliczaniu do punktacji. Polacy nic się nie stało ... To jednak pochodna a raczej skutek podobnych praktyk rodem ze sportu kwalifikowanego, tak chętnie i bezkrytycznie przenoszonych do sportu amatorskiego i zawodów towarzyskich. 


Dlatego dziś czytając regulamin zawodów - VI Puchar Przyjaciół Białej Przemszy, można rzecz podsumować jednym stwierdzeniem - kapelusz z głowy dla organizatorów imprezy. By sprawa była jasna już na wstępie przytoczę fragmenty wspomnianego regulaminu.

Regulamin:
Rodzaj zawodów:  towarzyskie, indywidualne, na zasadach „no kill”
Klasyfikacja:
-spinning
-sztuczna mucha
-ryba zawodów.
Miejsce rozgrywania zawodów:
BIAŁA PRZEMSZA
Dozwolone metody połowu:
spinning i sztuczna mucha (haki bezzadziorowe lub pozbawione zadzioru)
Sprzęt i przynęty:
Ponieważ do punktacji będą zaliczane tylko ryby wypuszczone, obowiązuje stosowanie haków bezzadziorowych lub pozbawione zadzioru. Każdy zawodnik powinien posiadać przy sobie: podbierak, cyfrowy aparat fotograficzny (lub telefon z aparatem o dużej rozdzielczości). Sędziowanie będzie odbywać się na zasadach „koleżeńskich” – dowodem złowienia wymiarowej ryby będzie jej zdjęcie wraz z miarką 

Do punktacji będą zaliczane wyłącznie ryby przekraczające wymiar ochronny 30 cm. Aby zgłosić rybę należy zrobić jej zdjęcie z miarką i dostarczyć do komisji sędziowskiej (pokazać, przesłać MMS’em, przesłać poprzez bluetooth itp.). Pełne brzmienie regulaminu i komunikatu o zawodach: VI Puchar Przyjaciół Białej Przemszy – Zaproszenie

Jak widać można zaproponować formułę zawodów bez nadętej argumentacji i nadmuchanego do granic balonu emocji rozhisteryzowanych uczestników w obawie przed brakiem sukcesu sportowego w przypadku stosowania wprost przepisów okręgowych. Z poszanowaniem dobrostanu rzeki i pstrągowych maluchów. Z ustawieniem poprzeczki, która skłoni startujących do wykazania choćby minimum kunsztu wędkarskiego. Szczególnie, że pokusa sięgnięcia po niewymiarowe pstrągi do punktacji jest nie mała, gdy spojrzymy na poniższe dane:

Z monitoringu Białej Przemszy z 2012 roku wynika, ze populacja pstrąga potokowego stanowi 40% składu gatunkowego rzeki, w znaczeniu ilościowym a 65% wagowym a jej podział na roczniki powyżej i poniżej wymiaru ochronnego rozkłada się około - 50 na 50 procent. Średnia masa potokowców - 180 g. Zarybienia to 10 tysięcy sztuk wiosennego narybku pstrąga potokowego i raczej nic się nie zmieniło w ramach nowego operatu. W uzupełnieniu - lipień to 2% składu gatunkowego rzeki, który łącznie obejmuje 14 gatunków ryb.

Nie jest to jedynie rozsądne postępowanie organizatorów wspomnianych zawodów ale również generalnie Okręgu Katowice. Wystarczy spojrzeć na poniższe zapisy publikowane na okręgowym portalu internetowym:


Zmiany regulaminowe w zasadach wędkowania obowiązujące 
na wodach ogólnodostępnych Okręgu PZW w Katowicach od 2015 r. : 

I. Na wodach Okręgu PZW Katowice wędkarza obowiązuje: roczny limit połowu ryb w ilości 35 szt. łącznie dla następujących  gatunków ryb:  szczupak, sandacz, pstrąg potokowy,

VII. Wprowadza się następujące zmiany regulaminowe połowu ryb na wodach górskich:  - Biała Przemsza z dopływami nr 023 - wymiar ochronny pstrąga potokowego do 30 cm oraz zakaz zabierania lipieni oraz spinningowania od 01.09. do 31.01. Limit dzienny połowu pstrąga potokowego 2 szt..

Podobnych zmian i ograniczeń próżno od lat wypatrujemy w zapisach innych okręgów a szczególnie w Okręgu Gdańsk. Tu liberalna polityka stosowania zaniżonych względem własnych rozporządzeń, dla konkretnych łowisk okręgu wymiarów ochronnych, na zawodach panoszy się na dobre. Nie wspomnę o rabunkowych limitach dziennych i praktycznie nieograniczonych rocznych w przypadku pstrąga i lipienia oraz pozostałych ryb drapieżnych. 

Również poniższy zapis w regulaminie Okręgu PZW w Katowicach zasługuje na uwagę, gdzie podobny okres ochronny lipienia powinien mieć zastosowania na wodach rzek północy Polski, wobec jego rzeczywistego cyklu rozrodczego i potrzebie zmniejszenia presji na ten gatunek w miesiącach zimowych.

IX. Na podstawie porozumienia z VŬS ČRS Ostrawa, na odcinkach granicznych rzek: Olza, Odra i Piotrówka, obowiązuje następujący regulamin połowu ryb:
1) Okresy ochronne ryb:
- lipień - 01.12. ÷ 15.06

Niestety dziś dożyliśmy czasów gdzie normalność i zdrowy rozsądek są w cenie a szanowanie zapisów RAPR w przypadku sportu amatorskiego czy towarzyskiego staje się wydarzeniem wartym zauważenia. Podobnie jak stosowane wymiarów ochronnych podczas zawodów tego typu, na mocy regulaminów poszczególnych łowisk i odstępstw zapisanych w okręgowych informatorach wód pstrąga i lipienia. To co powinno być normą uznajemy za przypadek godny uznania ... sorry taki mamy klimat.