30.06.2015

Wędkarstwo widziane przez lupę


Bałtyk jaki znamy w obecnej postaci jawi się  jako kraina ryb łososiowatych oraz innych gatunków ryb o ogromnym znaczeniu dla rybołówstwa również rekreacyjnego. Ze względu na małą wymianę wód oraz niskie zasolenie nie utrzymuje takiego bogactwa gatunków zwierząt jak Morze Północne.


Morze Bałtyckie przechodziło burzliwe przemiany w stosunkowo krótkim okresie geologicznym, którego zarys zamieszczam poniżej. To oczywiście bardzo uproszczony schemat, jednak w dzisiejszej publikacji jest przyczynkiem do zwrócenia uwagi na drobne organizmy, których my jako wędkarze zwykle nie zauważamy, czyli mięczaki.

Historia Bałtyku zaczyna się w erze holocenu w chwili ustąpienia najmłodszego lodowacenia. Początki to okres 8.200 r. p.n.e., kiedy powstało z nagromadzenia wód roztopowych słodkowodne Bałtyckie Jezioro Lodowe zwane jeziorem zaporowym (obecnie akwen południowego Bałtyku).  W tej postaci przetrwało do roku 7.700 p.n.e. a dalsze ocieplanie klimatu spowodowało podniesienie się poziomu wody. Most lodowy, który istniał między kontynentem a Skandynawią zanikł. Utworzyło się Morze Yoldiowe ( od mięczaka Yoldia arctica ). Nastąpiło zasolenie morza do poziomu wyższego niż tez panujący obecnie a ze względu na klimat nosiło cechy morza arktycznego. 



Yoldia arctica (Gray, 1824) 

Dalsze topnienie lodowca podniosło dno cieśniny i połączenie, które istniało z morzem na zachodzie zamknęło się.  Dopływy słonej wody ustały, jednocześnie ogromne ilości wody słodkiej, pochodzącej z topnienia lodowca doprowadziły do "wysłodzenia" wody morza. Skutkiem tego było wyginięcie ogromnej ilości zwierząt, żyjących w zasolonych wodach. Zmiana budowy morza wiązała się również ze zmianą nazwy. Powstało gigantyczne jezioro słodkowodne - Jezioro Ancylusowe (nazwa wywodzi się od mięczaka Ancylus fluviatilis). 



Przedstawiciel słodkowodnych Ancylus fluviatiliMüller, 1774 

Około 5,000 r .p.n.e. otworzyło się połączenie, tworzone przez cieśniny Skagerrak, Kattegat, Wielki i Mały Bełt oraz Sund. Wówczas morze nazywało się Morzem Litorynowym ( w tym przypadku nazwa wywodzi się od małża Littorina littorea . Początkowo połączenie było głębsze i szersze niż jest dzisiaj, a wody morza były bardziej słone. Wypiętrzanie się południowych okolic Skandynawii spowodowało wypłycenie cieśnin, a co za tym idzie wysłodzenie wód morza, dlatego Bałtyk jest zaliczany do mórz jedynie słonawych.




Littorina littorea  Linnaeus, C., 1758, obecnie występuje u wybrzeży Norwegii


Fauna mięczaków Bałtyku, choć tak istotna w łańcuchu pokarmowym i prawidłowo funkcjonującym ekosystemie jest jednak uboga. Egzemplarze w ramach gatunku nie osiągają takich rozmiarów i liczebności jak ich odpowiedniki w Morzu Północnym.



Dla przykładu Sercówka  pospolita Cerastoderma glaucum Poiret, 1789 osiąga rozmiar ok 50 mm w wodach wzdłuż wybrzeży Europy, natomiast w Bałtyku dorasta do 30 mm.

W Bałtyku można spotkać tylko kilka gatunków morskich małży, a zasięgi ich występowania są wyznaczone spadkiem zasolenia wody. Najbardziej odporny na spadek zasolenia rogowiec bałtycki (Macoma balthica) zasiedla prawie cały Bałtyk. 


Rogowiec bałtycki (Macoma balthica) – 25 mm.
Gatunek małża z rodziny rogowcowatych (Tellinidae). Żyje głównie w strefie brzegowej, w miękkim podłożu, w powierzchniowej warstwie dna, na głębokości do 40 m.


Pospolite ale mające mniejsze zasięgi występowania, są: omułek (Mytilus edulis), małgiew piaskołaz (Mya arenaria) oraz sercówki (Cerastoderma glaucum i Cardium hauniense). Znacznie gorzej znoszące obniżenie zasolenia Astarte borealis i A. elliptica. Najdalej na wschód, można napotkać jeszcze tylko w Bruździe Słupskiej, a Arctica islandica w Głębi Arkońskiej. W najbardziej wysłodzonych rejonach ujść rzecznych notuje się około 15 gatunków małży słodkowodnych.



Omułek (Mytilus edulisLinnaeus, C., 1758

Bałtyk zamieszkuje około 40 gatunków ślimaków, w tym 20 gatunków ślimaków słodkowodnych. Występują wśród nich roślinożercy, drapieżcy, filtratory, detrytożercy i pasożyty. Są to głównie słodko– i słonawowodne gatunki bytujące w strefie przybrzeżnej. Ślimaki z rodziny Hydrobiidae spotykane są także głębiej, nawet do głębokości 50 m.

Ten krótki przegląd to jedynie zwrócenie uwagi na tajemniczą i relatywnie mało znaną gromadę zwierząt. Jak widać mięczaki nie tylko stanowią nieodzowny element środowiska bałtyckiego ale wyznaczały epoki w historii morza. Niejako stając się gatunkami przewodnimi dla zmian geologicznych, środowiskowych i klimatycznych Bałtyku. Może teraz przychylnym okiem spojrzycie na małą muszelkę na plaży podczas turystycznych i wędkarskich wędrówek bałtyckim wybrzeżem.




29.06.2015

Co nad rzeką fruwa ... Wielbłądka żółtonoga


Raphidia flavipes – wielbłądka żółtonoga, przedstawiciel owadów z rzędu Wielbłądki Raphidioptera.



Nie wiem czy owad ten wchodzi w skład diety pstrągów i lipieni ale nad rzeką fruwa a raczej łazi, bo to wychodzi mu lepiej. Jego obecność możemy dostrzec szczególnie na odcinkach rzeki, do których przylega las. Jeśli nawet nie znajduje uznania ryb a tym bardziej wędkarzy odpuszczających wykonanie muchowej imitacji tego filigranowego stwora, to choć dowiemy się nieco o tym mieszkańcu strefy wody i lasu. Przybliżyłem Wam fotograficzny wizerunek wielbłądki a łatwo nie było, bo to ruchliwe i małe stworzenie. Ciekawych jej życia odsyłam do opisu rodem z Wikipedii, który cytuję w całości.

Występowanie
Głównie na półkuli północnej na obszarach o klimacie umiarkowanym. W Polsce występuje lokalnie i licznie[1], głównie w południowo-zachodniej części kraju[2]. Jest bardzo trudna do rozróżnienia od pozostałych gatunków wielbłądek występujących w Polsce. Spotkać ją można od kwietnia do sierpnia na krzewach i drzewach w parkach, zaroślach, ogrodach oraz na obrzeżach lasów.

Cechy
Rozpiętość skrzydeł 10–40 mm. Jak wszystkie wielbłądki, ma silnie wydłużony i podniesiony do góry przedtułów, swoim kształtem przypominający nieco szyję wielbłąda. Przednie nogi wyrastają na końcu tułowia. Głowa duża, w kształcie gruszki, wyraźnie zwężająca się za oczami. Na głowie długie czułki, duże oczy złożone, 3 przyoczka i aparat gębowy typu gryzącego. Skrzydła silnie żyłkowane, w czasie spoczynku składa je dachówkowato.

Tryb życia
Prowadzi dzienny tryb życia. Lata dość słabo, ale dobrze biega. Jest bardzo żarłocznym drapieżnikiem, poluje na drzewach i krzewach. W polowaniu pomaga jej bardzo ruchoma głowa.

Rozmnażanie
Okres godowy rozpoczyna się pod koniec maja. W czasie trwających kilka godzin zalotów, para goni się po gałęziach pomiędzy liśćmi dotykając się nawzajem czułkami. Zaraz po kopulacji samica za pomocą długiego pokładełka składa jaja do szczelin w korze drzew. Rozwój larw trwa 2–3 lata, przebywają one w tym czasie pod korą lub przy korzeniach drzew i krzewów. Są, podobnie jak owad dorosły, drapieżnikami. Odżywiają się owadami, m.in. kornikami i ich larwami. Zimują pod korą drzew. Tutaj też, po ostatnim zimowaniu przeobrażają się w poczwarkę typu wolnego. Bezpośrednio przed przeobrażeniem w postać dorosłą staje się ona bardzo ruchliwa, rozprostowuje nogi i opuszcza kryjówkę pod korą. Na zewnątrz kory mocno przyczepia się do niej i tutaj następuje jej przeobrażenie w owada dorosłego.

Znaczenie dla człowieka
Z punktu widzenia gospodarki człowieka jest pożyteczna w sadach i ogrodach, a także w lasach, gdyż żywi się owadami – szkodnikami, głównie mszycami i czerwcami. Zjada także gąsienice, korniki i ich larwy. Wykorzystywana jest w biologicznym zwalczaniu szkodników.

28.06.2015

Na klenie w bokserskich rękawicach



Poprzedni opis wędkowania pstrąga na suchą muchę, potraktowałem nieco żartobliwie wznosząc się na wyżyny moich umiejętności poetyckich. No cóż drań na to zasłużył, zmuszając mnie do przepuszczenie przed jego nosem całej zawartości muchowego pudełka. Ryba nie była okazem ale zbierała przednie w miejscu bardziej dostępnym niż czynią to zwykle pstrągi Raduni. Miałem okazję długo obserwować jego dziesiątki zbiórek na przestrzeni metra kwadratowego. Rozległa łąka za plecami pozwalała sporo odsunąć się od lustra rzeki, czyniąc mnie niewidzialny. Tak więc w pozycji klęcząc spędziłem dobre 40 minut aż do skutku znajdując muchę, która była w stanie zastąpić brak imitacji maleńkich chruścików rojących się tego dnia nad rzeką. W tym miejscu wypada przywołać słynne powiedzenie  Jerzego Kuleja - nie ma pięściarzy odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni.

Ten nieco przydługi wstęp jest przyczynkiem do kolejnych przemyśleń, tym razem rzecz dotyczy kleni. Łowienie ryb tego gatunku na rzece Raduni jest karkołomnym zajęciem, szczególnie na muchę a już połów w sobotnie południe przejawem pełnej desperacji a może brakiem rozsądku. Przy cudownie klarownej wodzie i setkach kajaków od biedy można liczyć na kontakt z kleniowym maluchem. 

W specyficznych warunkach, przy dużej ostrożności można pokusić się jak w opisywanym przypadku pstrąga, na prezentację kleniowi szeregu much na upatrzonego. Różnica jest pewnie taka, że kropek zbirze dokładnie to co nad rzeką wylatuje a kleń niekoniecznie. Wczorajsze obserwacje mniejszych kleni, które mniej ostrożne i bardziej zapalczywe próbowały zebrać podawane muchy lub z ciekawością odprowadzały je chwilę ... uczą, że niewiele ma to wspólnego z gatunkami owadów, które mamy okazję obserwować na rzeką. To oczywiście duże uogólnienie ale przyglądając się chrząszczom zasiadającym na nabrzeżnej roślinności można dojść do takiego wniosku. Może gatunki te rzadko trafiają na tafę wody i od biedy stanowią uzupełnienie kleniowej diety, która wydaje się bardziej bogata niż w przypadku pstrąga. Zatem skuteczne są muchy, których żywego odpowiednika trudno wypatrzyć na brzegu rzeki.

Wszystko to czyni połów kleni wielką loterią, której główna wygrana póki co nie staje się moim udziałem. Mam wrażenie, że warto zaufać kleniowym klasykom bardziej niż przyglądaniu się owadom okolicy rzeki i usilnym szukaniu w muchowym pudełku ich imitacji jak w przypadku pstrąga.  Cały ten wywód to głos amatora a być może łowcy kleni uśmiechają się teraz pod nosem. Oba scenariusze ostatecznie przyniosą korzyć, bo albo ktoś wyprowadzi mnie z błędu albo mam rację i nie będę się oglądał na owady, które akurat dojrzałem nad rzeką.  Przyjrzyjmy się zatem co po krzakach siedzi nad brzegami Raduni. 

Donacia simplex – Rzęsielnica, przedstawiciel owadów z rzędu Chrząszcze Coleoptera. 

Występuje nad różnymi zbiornikami słodkowodnymi, czyli głównie jeziorami, rzekami oraz stawami. Ulubione stanowiska zwykle porośnięte są trzcinowiskami, ale również tatarakiem, turzycami i pałkami wodnymi. Posiadają chemiczny mechanizm obronny, czyniąc je trującymi dla mniejszych organizmów i być może z tego powodu nie interesują kleni. Dokładny opis gatunku



O tej porze korku trudno spotkać pojedyncze owady, bo kopulują na potęgę tworząc nawet mini "sex - grupy".



Donacia simplex – Rzęsielnica

Poniżej ... Phyllopertha horticola – ogrodnica niszczylistka, przedstawiciel owadów z rzędu Chrząszcze Coleoptera


Pisząc o otoczeniu rzeki to pospolity chrząszcz występujący na skrajach lasów. Osiąga długość 10-12 mm. Dorosłe osobniki żerują przede wszystkim na liściach i kwiatach roślin łąkowych. Larwy dorastają do 2 cm długości rozwijają się w glebie około dwóch lat żywiąc się korzeniami traw i innych roślin. Z końcem maja masowo wylęgają się postacie dorosłe. Rozwój owada trwa jeden rok. Samice jaja składają w ziemi na głębokość 10-15 cm po 15-25 jaj. Po okresie 3 tygodni wylęgają się pędraki żerujące aż do października a następnie zimują w ziemi na głębokości 40 cm. Po okresie zimowania i żerowania przeobrażają się w poczwarkę a następnie w osobnika już dorosłego.


Phyllopertha horticola – ogrodnica niszczylistka



Pośród kleniowych much dobieranych według klasycznego klucza na pierwszy plan wysuwa się Moodah Poodah. Poniżej wykonanie Mikołaja, muchy na którą skutecznie łowi również pstrągi. Duży kleń też miał z nią przyjemność, jednak skończyło się sponiewieranym zestawem i wolnością ryby przed uwiecznieniem efektu muchowych poszukiwań. Poniżej filmowy step by step.




Muszka niezwykle ciekawa choć wymagająca nieco odmiennych materiałów. Potrzebna jest pianka o grubości 2 mm, którą możemy oczywiście zakupić w internetowym sklepie wędkarskim. Jednak znów z pomocą spieszy Mikołaj, podpowiadając że piankę można dostać bardzo tanio w Empiku. 3 arkusze A 4 za 6 zł, różne kolory. Poniżej przegląd wzorów z tego źródła, którymi poczęstował mnie Mikołaj  - ogromnie dziękuję. Od siebie dorzucę jeszcze, że materiał na odnóża w postaci Sili Legs, zastąpić można gumką od majtek.

Teraz tak ... we wzorze wykonanym przez Mikołaja brakuje jednego istotnego elementu, czyli tej szczypty jaskrawego antronu na szczycie główki. Praktyka uczy, że jest to ważny element. Inaczej ciemna mucha z czarnej pianki niewidoczna jest dla wędkarza na wodzie. Zapewne wspomniany element łowności nie poprawi ale obserwację muchy z pewnością.



Na koniec wypada dorzucić jeszcze klika kleniowych wzorów jako efekt poszukiwań Kolegów. Nie wiele to zmieni w mojej sytuacji, bo im dłużej myślę o kleniu na muchę, tym bardziej staję się głupi.









27.06.2015

Pod kapeluszem



Letnia Radunia niezbyt przyjaznym łowiskiem jest dla muszkarzy. 
Zwykle w dni wolne, gdy rzeką płyną wielkie kajaków armady.
Zdjęć nie zamieszczam, bo wszyscy znają a reszta widzieć nie pragnie. 
Zielsko zalega, zatem nimfowi na brzegach stoją bezradnie.

Wyznawcy suchej czapki zdejmują i drapią się w skronie uważnie.
Co pływa w wodzie, co pstrągi jedzą, gdzie mucha je łatwiej dopadnie. 
To chruścik maleńki, którego portrecik dziś gratis wszystkim dodaję.
Bo wstydu nie ma, gdy siedzi w krzakach i coś mu z dupki wystaje.

Chodzenie za pstrągiem to marne zajęcie, gdy ryba pod krzakiem marudzi.
Pod brzegiem przeciwnym, gdzie mucha nie sięga a nurt ją tylko zasmuży.
Gałąź ogromna nad wodą zwisając, kryjówkę ryby otula.
I jakbyś podawał, jakbyś się sprężał sztuka ta ci się nie uda.

Próżno nad rzeką brzegi przemierzać, lepiej na łące zasiąść wygodnie.
Plecy zbolałe, nogi schodzone do cienia schować porządnie.
Siedzę na trawie, patrzę na wodę, opodal kółka i zbiórki liczne.
Mój ty kochasiu! - do pstrąga mówię, patrząc na niego cynicznie.

Po muszkę sięgam, najlepszy smaczek zaraz na wędce umieszczę.
Pstrąg pływa wokół, głupiś ty, myślę, zaraz się z tobą popieszczę.
Muszka bezradnie wodę przemierza, rybka zasysa opodal.
Pogardził moją, wybrał tę żywą, chlupną i znowu się schował.

Sięgam po drugą, ta na pewniaka rybę niejedną skusiła. 
Pod nos mu podam, nic tylko pląsa i obrażony odpływa.
Sięgam po trzecią, po szóstą chwytam i gdy już brakło pomysłów
Gdzieś w kapeluszu siedzi zgnieciona, muszka ze starych zamysłów.

Mole ją gryzły, piórko odstaje, ledwie to zipie na wodzie.
Przecież nie stracę, wiąże i puszczam, nie mając wiele w odwodzie.
Gdy tylko rzeki lekko  dotknęła, woda zmarszczyła się nagle.
W miejscu gdzie była, pstrąg degustator na wędce dyndał bezradnie.

Morał się przyda, bo saga długa o jednej rybie rozprawa.
Cóż można począć by muszka mała, pstrąga dużego złapała.
Pod kapeluszem masz wielką głowę, oczy natura też dała.
Patrz wokół siebie, bo czasem mrówka dla ryby nie jest zbyt mała.








26.06.2015

Uwaga na pchły z sierści sarny



Podwój wielki Saduria entomon – Fot. Adam Adamski  

Źródło zdjęcia oraz opis gatunku: Z cyklu „MIESZKAŃCY BAŁTYKU” Muzeum Przyrodnicze Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, przygotowany przy współpracy ze Stacją Morską Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego  Podwój wielki

Pchła ( Wsza ) Morska, przysmak dorszy Bałtyckich, to w rzeczywistości Podwój wielki Saduria entomon – drapieżny, morski skorupiak z gromady pancerzowców Malacostraca i rzędu równonogów Isopoda. Jest największym z żyjących w Bałtyku skorupiaków dochodzącym do 8 cm długości. To spore zwierzę, które doczekało się wędkarskich imitacji w postaci dorszowych przywieszek wykonanych techniką kręcenia much. Te zaś przypominają wielkiego i okaleczonego Goddarda z jakimś ogonkiem w postaci wabika, lub może bardziej imitacje myszy kręconej na mongolskie rzeki. Jak zwał, tak zwał czyli ostatecznie do trzonka sporego haczyka wiążemy pęczki sierści sarny. Następnie strzyżemy, strzyżemy i strzyżemy, by ostatecznie uzyskać coś na podobieństwo obrazu jak na zdjęciu.


Przy główce dodałem nieco spektry dla rozweselenia wizerunku, choć bardziej zapalczywi uznają to za akcent wzmagający apetyt dorszy. W coś trzeba wierzyć, podobnie jak w kolorowe paski i kropki, artystycznie umieszczone na pilkerach. Zawsze można się umówić, że to mutanty z epoki Czarnobyla a dorsze miały czas przywyknąć do pomarańczowych śledzi lub fioletowych szprotek. Z resztą poniesiony własnym efektem spektry, nie będę Kolegom odbierał przyjemności zakupu malowanych pilkerów bo można się nimi pochwalić małżonce, sprytnie odwracając uwagę od ceny słowami .... zobacz kochanie jakie to ładne. Na szczęście kobiety tak szybko nie myślą i zanim wybiorą zestaw kolorów, który psuje do ich paznokci, zawsze zdążymy pozbyć się paragonu o ile czujność zawiodła nas przy kasie.

Tak przy okazji ... dawniej był taki wynalazek jak żyletka ale nie wiem czy jeszcze można go nabyć. Jednak szczęśliwym posiadaczom takiego urządzenia polecam jego użycie do golenia sarny i formowania tułowia w miejsce mozolnego ściubania nożyczkami. Idzie znacznie szybciej a uzyskany kształt jest równiejszy. Ja nie mam, stąd taka klucha.



Generalnie sarna to duży kłopot i wkład pracy, którego dorsze nie docenią. Mam nadzieję, że podobny efekt można uzyskać stosując dubbing j/w a jeszcze lepiej chenille lub crystal chenille, której chwilowo nie mam. Okropna dłubanina przy tych przywieszkach oraz duże zużycie muchowych materiałów i pewnie skończy się to zastępstwem w postaci dużego twistera w kolorze piasku. 

Teraz tak ... nie łowiłem jeszcze na takie dziwo a najbliższa okazja nadarzy się za kilka dni. Póki co wypada podejść do tematu naukowo. Wszystkie wizerunki tej przynęty jakie napotkałem w internecie są wykonane na samych haczykach bez obciążenia i montowane klasycznie jak przywieszka powyżej pilkera. Natomiast intuicja podpowiada, że imitacja takiej pchły jako zwierzęcia dennego powinna znajdować się poniżej pilkera na jakimś dłuższym troku i maksymalnie trzymać się strefy dna. Musi zatem żyć swoim bytem, czyli należy ją obciążyć. Dlatego wybór haka jigowego. 

Może sprawa jest zbyt przekombinowana i całość będzie się plątać ale spróbować warto. Zawsze można rzecz potraktować klasycznie i ostatecznie dowiązać w miejscu, jak Bóg przykazał. Pragmatyczne podejście wymaga odwagi w przeciwieństwie do mojej córki, która nie lubi pomidorów a na pytanie - czy próbowałaś kiedyś ? ... odpowiada - NIE.

Szczerze mówiąc nie wiem po co to robię, bo pewnie wystarczy użyć tradycyjnych przywieszek, typu papryczki ale ciekawość mnie zżera. Może przynęta tego rodzaju będzie skuteczna na inne drapieżniki Bałtyku, okonie i sandacze, bo przecież przypomina klasycznego koguta. Niech się z tym męczą morscy spinningiści ... powodzenia.

23.06.2015

Linka Super ... super linka


Każdy z nas ma swoje preferencje sprzętowe, ulubione firmy oraz wybrane ich produkty. Niestety jako społeczność wędkarzy muchowych jesteśmy okropnymi snobami i piszę o tym z przykrością. Mam wrażenie, że to kompleks polskiego narodu na europejskim dorobku, który stara się być bardziej europejski niż reszta wolnego świata. Czujemy się w obowiązku pokazać bogato i bez znaczenia czy na raty, czy na kredyt lub kosztem naprawdę ważnych rodzinnych wydatków. Bo jak tu stanąć nad rzeką pośród bywalców wędkarskich salonów bez wędki Sage czy kurtki Sims i nie ważne, że doskonały, nowy model Geoff Andreson Raptor kosztuje połowę tego co wyżej wspomniana. 

Być może wyznajemy zasadę -  " Jeśli jesteś biedny to kupuj rzeczy drogie" i w takim przypadku rozgrzeszam kolegów, bo sam chętnie korzystam z dobrodziejstw tego stwierdzenia. Jednak nie dajmy się zwariować magii metek i znaków firmowych, gdzie dobrze widoczne logo w naszym imieniu oznajmia światu ... to jest gość. Nie tylko w znaczeniu majętności i pozycji społecznej ale co gorsza wędkarskich umiejętności, których rzekomym wyznacznikiem jest marka sprzętu. Jeśli nie macie odwagi by prezentować się w mniej "światowym" stylu, to choć zadbajcie by muchy były prezentowane należycie.

Na szczęście nawinięty na kołowrotek sznur muchowy automatycznie pozbawia się metki, bez obawy tych wstydliwych co to łowią jeno Cortlandem, Scientific Anglers lub Airflo. Szczęśliwie możemy zająć się właściwościami linki muchowej pozostawiając na boku wszelkie dylematy jak pokazać się w łowisku. Ponieważ nie będę teraz pisać o flagowych firmach muchowych, w zasadzie wędkarze w bawełnianych koszulach za parę stówek z naszytym znamienitym logiem mogą darować już sobie resztę mojego wywodu. Mam natomiast nadzieję, że przed ekranem pozostaną muszkarze, którzy w prezentacji suchej muchy odnajdują radość i chętnie poczytają jak ułatwić sobie życie, czyniąc kładzenie muszki prawdziwą sztuką. 


Chruścik na haczyku Ego -  Dry Fly BSBN-1 roz. 14

Nie oznacza to oczywiście, że jestem wprawny w tej sztuce ale własnie dlatego wszelka pomoc w postaci projektowanej na tą okazję dobrej linki jest nieocenioną pomocą. O czym zatem mówimy? ... o specjalistycznej lince muchowej Firmy Ego przeznaczonej do łowienia szczególnie drobnymi suchymi muchami i emergerami. 

Dziś miałem okazję przekonać się nad rzeką o jej właściwościach i zderzyć te doświadczenia z opisem firmowym, który zawsze twierdzi, że ich produkt jest najlepszy. Niewielką przeszkodą był nieoczekiwany stan Redy, woda sporo podniesiona i dość mocno trącona co było dziwaczne po okresie kilku miesięcy niżówki. Na suchą muchę ryb można było szukać jedynie w płytkiej strefie tuż pod brzegami, zatem wędkarskim efektem było tylko kilka krótkich pstrągów. Nie to jest jednak najważniejsze, bo warunki wędkowania szybko wyleczyły mnie z usilnej potrzeby kontaktu z rybą pozostawiając czas na testy samej linki.

Pierwsze wrażenie ... o Boże, to nie załaduje wędki. Chude to jakieś, mikre i takie myśli rodzą się aż do pierwszego rzutu. Następnie Ego Super wylatuje jak z katapulty, by cichutko i delikatnie położyć się na wodzie zgodnie z rytmem długiego przyponu konicznego. Faktycznie WF 5 sprawia optyczne wrażenie jak WF 3. Drugi rzut musiałem sporo przyhamować by pamięć ruchowa starej linki, tej nowej nie poniosła w korony krzaków na przeciwległym brzegu. Sznur jest miękki coś na podobieństwo Cortlanda bez przesadnej plastyczności jak w linkach SA. Powłoka niezwykle gładka i przyjazna, cichutko przemieszcza się przez przelotki a jednocześnie pozwala pewnie trzymać sznur w ręku. Głowica i runnig wykonane są w różnych kolorach przy czym ta pierwsza w barwie jasnej kości słoniowej a w pełnym słońcu wydaje się biała.

Zdania na temat koloru linki przemieszczającej się nad stanowiskami ryb są podzielone. Jedni twierdzą, że są bez znaczenia byleby dobrze widział ją wędkarz. Inni szukają swojej szansy w sznurach Clear, które być może ryby mniej płoszą ale są sztywne jak lina do wieszania bielizny. Jeśli kolor sznura ma mieć znaczenie to wolę taki jak w opisywane lince, bo pamiętać musimy, że ryba widzi to co na powierzchni na tle jasnego nieba a barwa kremowa jest doskonałym kompromisem między niewidzeniem przez ryby a możliwością obserwacji przez wędkarza. 

Ta delikatna linka do minimum redukuje smużenie muchy, pozwalając komfortowo ją nadrzucać lub położyć muchę na wprost swojego stanowiska układając linkę za przynętą do swobodnego dryfu. Wszystkie te zabiegi są bezgłośne, nie czynią rumoru w łowisku szczególnie gdy łowimy na małych rzekach a potencjalne miejscówki lub przejawy powierzchniowego żerowania są w niedalekiej odległości od wędkującego. Jednak prawdziwa przyjemność to prezentacja małych much, z których rozmiarem zjechałem dziś do haczyka #14 i już nie mogę się doczekać by spróbować na jeszcze mniejszych. Precyzja prezentacji linką Ego Super typu WF, na relatywnie małej rzece jak Reda przypomina przyjemność łowienia sznurem typu DT. 

Tyle pierwszych wrażeń ... jednym słowem cieszę się na kolejne wędkowanie, mając na kołowrotku wspomniany sznur muchowy.

Dla porządku rzeczy pozostaje jeszcze przywołać opis producenta: EGO linki SH



22.06.2015

Poznawcze aspekty wyprawy na dorsze cz II ... bez paniki



Zmiany na skórze oraz płetwach ryb zwykle zapalają nam czerwone światło w głowie ...  i dobrze. Szczególnie te rozległe i głębokie są symptomem poważnej infekcji bakteryjnej. Nawet usunięcie tkanek z widocznymi objawami nie uchroni nas przed przeniknięciem bakterii do naszych organizmów w przypadku spożycia rybiego mięsa, ponieważ infekcja może dotyczyć już całego organizmu nosiciela. Wnikliwe i obszerne opracowanie na temat chorób ryb bałtyckich oraz łososiowatych tego akwenu, opublikował Zespół Edward Grawiński, Alicja Kozińska, Ewa Paździor z Gabinetu Weterynaryjnego w Rumi oraz Zakładu Chorób Ryb Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach - pod tytułem (plik PDF do pobrania z internetu) "Badania nad patologią ryb południowego Bałtyku".

To oczywiście lektura dla zainteresowanych chcących zgłębić temat. Natomiast na użytek powszechnej wiedzy wypada słów kilka napisać o doświadczeniach płynących z rybołówstwa rekreacyjnego. Tym wszystkim, którzy wędkują szczególnie na wschodnim stadzie dorsza a dokładniej w akwenie Zatoki Gdańskiej i otwartych wodach łowisk Władysławowa wypada zasugerować ostrożność ...  spokojne bez paniki. 

Od jakiego czasu zdarzają się przypadki na szczęście powierzchownej infekcji bakteryjnej z objawami jak na zdjęciu. To jeszcze niewielkie zmiany choć podczas ostatniej dorszowej wyprawy złowiłem rybę w 1/3 i obustronnie pokrytą dość litą masą podobnych wybroczyn i guzów. Niestety początkowo instynkt zawiódł i zamiast wykonać zdjęcie z dość dużym obrzydzeniem szybko pozbyłem się "zdobyczy". Dopiero drugi widoczny egzemplarz stał się przedmiotem uwiecznienia objawów. Przypadek ten został skonsultowany ze specjalistami od chorób ryb, którzy wskazują jako przyczynę widocznej infekcji jedynie osobnicze osłabienie organizmu. Choć ryb o podobnym lub większym stopniu zrażenia na wspomnianych akwenach spotyka się coraz więcej co może sugerować obniżającą się odporność miejscowej populacji. Przyczyn może być wiele np. niedostateczna baza pokarmowa. 

Widoczna ryba jest nadal konsumpcyjną oczywiście po usunięciu zainfekowanego fragmentu, jednak dalej idące zmiany powinny budzić nasz niepokój. Oczywiście łowimy dalej, jednak trzeba się dorszom bacznie przyglądać. Nie tylko w kategoriach estetycznych i kulinarnych ale wypada mieć na uwadze ewentualny rozwój i nasilenie ilości przypadków lub optymistycznie, samoistne wygaśnięcie zagrożenia w zarodku.

21.06.2015

Poznawcze aspekty wyprawy na dorsze



Rybołówstwo rekreacyjne, bo tak dziś nowa ustawa określa wędkarstwo morskie zwykle jest sposobem na pozyskanie większej ilości mięsa. Wprawdzie podczas połowów bałtyckich łososiowatych, belon, okoni czy szczupaków można oddać się przeżyciom czysto wędkarskim, z całym majestatem "złap i wypuść" lub bardziej subtelnym metodom połowu typu mucha. Inaczej ma się sprawa z połowem dorszy z kutra bo rzecz sprowadza się odłowu ryb konsumpcyjnych. 

Zasada jest prosta, płyniemy, płyniemy, płyniemy następnie trochę łowimy. Dwa dzwonki ...  odchodzimy by powtórzyć manewry a rezultacie sumy dość monotonnych wydarzeń zakończyć dzień wypełnioną rybami pokładową skrzynką. Jednak podczas wypraw tego rodzaju możemy odnaleźć w sobie nutkę wnikliwego obserwatora ludzkiej natury a czasem odkrywcy przyrodniczych osobliwości.

Na szczęście w życiu poławiacza dorszy zdarzają się sytuacje burzące rutynowy porządek rzeczy. Bywają zabawne jak pompowanie ogromnej zdobyczy, która okazuje się kawałkiem rybackiej sieci. Innym razem dwóch wędkarzy na przeciwległych burtach zmaga się jednocześnie, jak im się wydaje z dorszem gigantem gdy ciągną nawzajem swoje zestawy splątanie silnym dryfem łodzi. Bywa, że ktoś zanęci ryby oddając morzu zawartość żołądka lub nagle pogoda zmieni spokojne lustro wody w wysokie fale na podobieństwo sztormu, podczas którego "nawet mewy rzygają".

Ważne by postrzegać świat nie tylko przez pryzmat czubka własnej wędki ale wszędzie gdzie to możliwe widzieć jego złożoność i różnorodność. Okazją ku temu są wędkarskie przyłowy, które zdarzają się również podczas dorszowych wypraw. Szczególnie gatunków mniejszych ryb podczas wędkowania na płytszych akwenach ( do 40 m) gdzie stosujemy relatywnie niewielkie przynęty w postaci przywieszek z twisterów lub innych gumek. To sposobność by przyjrzeć się gatunkom ryb koegzystującym  w środowisku wód Bałtyku. 




Kur diabeł (Myoxocephalus scorpius)

Jedną z najciekawszych a zarazem najbardziej tajemniczym jest Kur diabeł. Jego diaboliczny wizerunek oraz rzadkość występowania czyni tą rybę pełną tajemnic a pierwszy kontakt wędkarza z tym gatunkiem zwykle budzi zdziwienie i emocje. Również te nieuzasadnione wynikające z mitów o rzekomych trujących właściwościach kolców i wyrostków skóry, co czasem kończy się dla ryby dość brutalnym potraktowaniem z pominięciem rąk. Kur diabeł z pewnością na to nie zasługuje i należy wypiąć go ostrożnie zwracając uwagę na relatywnie delikatny pyski i wypuścić.

Oczywiście kur wyposażony jest w wyrostki, kolce jednak spełniają one funkcję obrony mechanicznej. Nie produkują toksyny jak w przypadku innych gatunków Jednak pokryte są śluzem jak całe ciało ryby. Ten zaś  po przypadkowym ukłuciu dostaje się do rany i jako substancja obca dla naszego organizmu o odmiennym składzie białek może spowodować infekcję. Podobnie ma się przecież sprawa z ukłuciem wyrostkiem płetwy grzbietowej sandacza lub okonia, jednak nikt nie posądza tych ryb o toksyczność.

Jak wspomniałem to gatunek rzadki choć często wrzucany z racji pewnego zewnętrznego podobieństwa do jednego koszyka ze współczesnymi gatunkami inwazyjnymi  jak Babka bycza (Neogobius melanostomus (Pallas 1811), która współcześnie dotarła do naszego morza prawdopodobnie w wodach balastowych statków podróżujących z Morza  Czarnego, Kaspijskiego lub Azowskiego. Podobnie jak babce przypisuje się kurowi ogromną żarłoczność a co za tym idzie szkodliwość dla ekosystemu. Faktem jest, że żywi się małymi rybami w domyśle narybkiem gatunków cennych. Jednak natura uczyniła go drapieżnikiem i nie ma w tym nic nadzwyczajnego a nieliczna populacja kura nie stanowi zagrożenia pojmowanego jak w przypadku babki byczej. 

Niestety "diabeł" traktowany jest  jako bałtyckie dziwo, które rzekomo czyni ogromne szkody. Na wodach Bałtyku wędkuję od lat 60 - tych ubiegłego wieku i nawet w tamtych czasach świetności wód przybrzeżnych złowienie "diabła" było sporym wydarzeniem ograniczonym do kilku sztuk rocznie przy dużej dozie szczęścia. Nie ma też znaczenia gospodarczego, ponieważ równie rzadko "gości" w sieciach rybaków, choć w przekazach internetowych bez trudu odnajdziemy przepisy kulinarne zachwalające rzekome walory smakowe tej ryby. 

Jestem zdania, że Kur diabeł zasługuje na szczególne traktowanie i winniśmy choć zastanowić się nad jego ochroną gatunkową, ponieważ to przedstawiciel  "starej imigracji", którego bałtycka historia sięga eonów i należy uznać go gatunek rodzimy. Nie ma rzetelnych danych o jego obecnej populacji a to już jest niepokojące wobec postrzegania drapieżników bałtyckich wyłącznie i bezkrytycznie przez pryzmat szkodliwości dla ryb o znaczeniu gospodarczym.

Bałtyk to młode morze w kategoriach geologicznych. Powstało początkowo z połączenia jezior zastoiskowych istniejących przed czołem cofającego się lodowca skandynawskiego 12 000 lat p.n.e. Bałtyckie Jezioro Lodowe kilkakrotnie zmieniało swoje granice. Okresowo miało nawet połączenie z wodami Morza Północnego. Pierwszy prawdziwie morski, silnie zasolony zbiornik wodny pra-Bałtyku powstał jednak dopiero około 9000 lat p.n.e. Ostatecznie ukształtował się na podobieństwo prawie współczesnego obrazu około 4800 lat p.n.e. Najmłodsza faza rozwoju Bałtyku rozpoczęła się około 2000 lat p. n. e., zakończona małą wymianą wód Bałtyku z Morzem Północnym i ten czas można uznać za wyodrębnienie bałtyckiej populacji Kura diabła, który obecnie zasiedla również przybrzeżne wody wschodniego i zachodniego Oceanu Atlantyckiego.

Przyglądając się ichtiofaunie Bałtyku nie możemy postrzegać ją w kategoriach jedynie interesów rybołówstwa morskiego i teraz rybołówstwa rekreacyjnego. Nie wolno nam w każdym morskim drapieżniku widzieć konkurenta i zagrożenia dla tej części gatunków, które dostarczają nam mięsa i emocji wędkarskich. Powinniśmy pamiętać o  bałtyckich reliktach, które od eonów dzielą ten akwen z innymi mieszkańcami. Szanować je, chronić, znać ich historię i znaczenie oraz miejsce  w złożonym ekosystemie. Na taką uwagę i troskę z pewnością zasługuje kur diabeł.

Dla porządku rzeczy ... wody Bałtyku zamieszkuje inny, nieco podobny gatunek Kur rogacz (Myoxocephalus quadricornis), ryba z rodziny głowaczowatych. Oprócz cech morfologicznych odróżnia go od kura diabła inny zasięg występowania. Globalnie w strefie przybrzeżnej mórz arktycznych. W Bałtyku spotykany głównie na północy. W południowym Bałtyku zasiedla tylko głębsze, tj. zimniejsze wody. W Polsce spotykany jest w Głębi Gdańskiej. Gatunek objęty ochroną.



Kur rogacz (Myoxocephalus quadricornis) źródło: www.zoofirma.ru

19.06.2015

Rzuć między klenia a pstrąga


Ups ... haczyk jest zadziorowy ale tylko taki miałem w tym kształcie i rozmiarze 8 - a to miała być spora mucha.

Relatywnie niewiele jest much kleniowych. Pewnie proporcjonalnie do ilości wędkarzy, którzy próbują mierzyć się z ta rybą zestawem muchowym. Są klasyki jak Red Tag, March Browny, imitacje koników polnych oraz pewna ilość tajnych much, które nie goszczą w galeriach internetowych. Pozostaje samemu podjąć próbę i eksperymenty przy imadełku wiedząc co kleń zjada w naturze. Powszechnie jest wiadomym, że chrząszcze i temu dają wyraz spinningiści wytwarzając najczęściej metodą hand- made doskonałe woblery naśladujące te owady. Idąc tym tropem nie pozostaje nic innego jak spróbować związać chrząszcza z dostępnych materiałów muchowych. Prezentowana mucha jest póki co wyobrażeniem jak wyglądać powinna i jak ma zachować się na końcu muchowego zestawu. Zatem zrodził się pomysł przy okazji motania chruścików, gdy na stole zalegała sierść sarny, promienie pawia i pióra ogonowe bażanta. Pozostało połączyć to w całość na podobieństwo wizerunku, który widzicie. 

To prosty zestaw kolorystyczny, jednak sierść sarny jako materiał barwiony na różne kolory z pewnością pozwoli na większą swobodę i fantazję przy tworzeniu bardziej realistycznych lub jaskrawych oraz prowokujących much. Dalej farbowane ogonowe pióra bażanta użyte na grzbiet również wzbogacą paletę możliwości. Do tego spectra dodana do dubbingu w różnych kolorach z powodzeniem zastąpi promienie pawia. Można dodać jeszcze jakieś czułki lub odnóża np. w postaci jeżynki tułowia (palmer) lub jeżynkę przednią np. z kuropatwy, rozbudowując podstawową konstrukcję. Może coś takiego ...


To oczywiście założenia teoretyczne jak sam prezentowany prototyp. Pozostaje teraz stanąć gdzieś nad kleniową wodą i się przekonać. Póki co bliżej mi to pstrągowego łowiska i przy najbliższej okazji spróbuję podstawić tego "chrząszcza" pod kropkowany nos. Może potokowcom skojarzy się to również z czymś jadalnym i raczą posmakować.

17.06.2015

Haczyki muchowe Ego



Haczyki muchowe Dry Pupa Shrimp Caddis Classic ... na szczególną uwagę zasługują wszystkie modele bezzadziorowe stanowiące podstawę współczesnej oferty.  Trzymają rybę równie pewnie jak coraz rzadziej stosowane modele z zadziorem.


Stajemy się nowoczesną społecznością wędkarzy muchowych, nawiązującą do najlepszych wzorów i postaw wyznających zasadę - złów i wypuść. To klucz do zasobności również naszych rzek w łososiowate oraz inne gatunki. Nie ma innej drogi wobec skromnego potencjału naszych wód, w dużej części jedynie o charakterze górskim oraz ogromnej presji wędkarzy. Na tej drodze winniśmy pozbyć się wszelkich dylematów i wątpliwości o spadających rybach z haczyków bezzadziorowych ... wystarczy zaufać modelom Firmy Ego.

Współpraca z najlepszym japońskim producentem haczyków muchowych z Osaki, zaowocowała niezwykłym programem haczyków muchowych. Haczyki wyróżnia bardzo wysoka jakość, odporna i trwała powłoka oraz perfekcyjne ostrze, dostosowane profilem i zbieżnością do modelu i zastosowania.


16.06.2015

Zmu (su) szone lipienie


Podczas ostatnich wyjść nad wodę wielokrotnie widziałem dość liczne zbiórki lipieni. Powierzchniowe żerowanie tych ryb jest znacznie subtelniejsze od pstrągów. To tylko kilka cichych kółek na wodzie, które szybko rozmywa nurt. Pstrąga najpierw słychać a skierowanie wzroku w miejsce chlupnięcia zwykle pozwala dostrzec spory wir w miejscu gdzie zebrał muchę. To oczywiście spore uogólnienie ale zwykle różnica w zbiórkach z tafli wody obu gatunków jest dostrzegalna. Rozglądając się za lipieniem trzeba mieć oczy z tyłu głowy choć to ryba, której akurat na głowę można "nadepnąć". Potrafi zebrać zaraz za naszymi plecami w chwili gdy dopiero co przeszliśmy to miejsce. 

Gorzej ma się sprawa z tym co lipienie obecnie zbierają. Zwykle pod koniec sezonu nie mam kłopotu z doborem muchy. Z upływem jesiennych dni coraz mniejszy chruścik zwykle załatwia sprawę by listopadzie kończyć bezjeżynkową jego wersją na haczyku 16 - 18. Do tego wszelkiego rodzaju jęteczki - popielatki i podobne muszki. Teraz, po okresie jętki majowej praktycznie nic nad Redą nie lata, chyba że ja nie potrafię tego dostrzec. Od biedy fruwa trochę większego chruścika, którego klasycznymi imitacjami miejscowe ryby się nie interesują i odrobina sieczki. Przyznam, że dość uważnie przyglądałem się miejscom zbiórek lipieni i dalibóg nadal nie wiem co one zjadają. Może delektują się wspomnianą sieczką albo tylko przez nie dostrzegalną entomologiczną enigmą.

Właściwie to ciekawe doświadczenie i wyzwanie by przygotować im muchę na okazję skutecznego spotkania. Jednym z pomysłów jest prosta sucha muszka widoczna powyżej. Ot tułów z nici wiodącej w kolorze Tan, segmentacja to kolejne zwoje tej nici pociągnięte czarnym markerem. Skrzydełka  - odrobina sierści sarny i jedno piórko CDC. Główka dubbing z zająca i haczyk #12, którego rozmiar może trzeba będzie zredukować. Z pewnością taką konstrukcję da się też przytopić, co czasem bywa skuteczne, przynajmniej tak uczą jesienne praktyki. Nie wiem kiedy uda mi się odwiedzić rzekę co oznacza, że pewnie znajdzie się czas na dalsze poszukiwania przy imadełku kolejnych czerwcowych, lipieniowych smaków.

Z doświadczeń Mikołaja wynika, że jeszcze podczas wylotu majówki łowił lipienie na suchą muchę jego pomysłu, na tych samych odcinkach rzeki gdzie ja obecnie bezskutecznie próbuję. Choć w tej chwili całkowicie ją ignorują, warto zapamiętać będzie jak znalazł na przyszły sezon. Patent kolegi to: haczyk roz. 10, ogonek antron lub wełna, w tym przypadku żółty i dubbing z sierści foki z odrobiną spectry. Dodam, że muszka doskonale pływa bez konieczności wspomagania żelami.



15.06.2015

Suche muchy z Body Glass


Kolejny dzień nad rzeką i próby nowych much. Tym razem eksperymenty z tułowiem wiązanym z Body Glass. Materiał łatwy do położenia, efektowny i w rezultacie dający ciekawy i łowny efekt. Syntetyk ten jest nieco ciężki jak na konstrukcje suchych much ale spora główka i skrzydełka z sarny spokojnie to rekompensują. Muszka pływa bardzo dobrze a jak widać jej wizerunkiem z czerwonym tułowiem nie pogardził pstrąg. Widoczną poniżej wersję zieloną również ryby ochoczo zbierały. 

Body Glass Half Round Micro  to bardzo ciekawy materiał dający sporo możliwości, szczególnie w konstrukcji nimf i pewnie dla streamerów można znaleźć sporo pomysłów. Oferowany w wielu kolorach, również wersji większej niż mikro. Nie tylko w postaci przekroju Half Round ale również Body Glass Round czyli pełnego owalu do wiązania bardziej tłustych kąsków. Można fantazjować wybierając kolor pośród wielu propozycji. Jednak ostateczny efekt tułowia powstaje dzięki zdecydowanej barwie podkładu, czyli nici wiodącej. W takim przypadku zwykle wybieram Body Glass w kolorze Transparent lub Gray.

Suche muszki tego typu bardzo dobrze prowokują pstrągi metodą "na wymuszonego". Nie musimy rozglądać się za przejawami ich powierzchniowego żerowania, wystarczy posłać je w miejsce przewidywanych stanowisk ryb dbając by nie smużyły a naturalnie spływały z nurtem. Życzę miłej zabawy z Body Glass przy imadełku będąc przekonanym, że Wasza fantazja podsunie kolejne pomysły ...


Haczyk # 10
Tułów: nić wiodąca czerwona jako podkład lub inne kolory, Body Glass Half Round Micro
Skrzydełka i główka - sierść sarny





Poniżej ślady futrzanej konkurencji lub jak kto woli - koegzystencji. Wyglądają na tropy norki amerykańskiej.



14.06.2015

Krótki żywot muchy


Gdy mucha ląduje na powierzchni wody i zbiera ja pstrąg, nazywamy to łowieniem ryb. Dla nas jednak ostatnie dni nad rzeką to nic innego jak testowanie much. Od dłuższego czasu razem z Mikołajem poszukujemy przy imadełku różnych wzorów i wariantów by podczas wspólnych spotkań nad Redą oceniać na żywo nasze starania. Cała sztuka polega na tym by na kolejny wyjazd przygotować nowe muchy. Ich żywot nad wodą jest najczęściej krótki, czyli po złowieniu pierwszej ryby lądują z powrotem w pudełku. Robią miejsce na przyponie by dać szanse kolejnym. I te zwykle nie zawodzą, choć bywają muszki omijane przez ryby. Tak powstaje swego rodzaju bank much użytkowych, których praktyczne testy weryfikują wzory podpatrzone w galeriach wędkarzy.

Dzisiejszy dzień był również z tych testowych. Choć łowiliśmy w nieco innych porach i miejscach rzeki udało nam się spotkać o zachodzie słońca by pogadać i podsumować wyniki. Do mojego pudełka na stałe przybyły kolejne dwa wzory widoczne na zdjęciach poniżej. Szczególnie tą z czerwoną dupką chętnie zebrał pstrąg już w pierwszej prezentacji. 



Mikołaj miał więcej przygotowanych nowości, z który kilka wykazało się skutecznością. Wszystkie jednak również moje, to muchy pstrągowe co oznacza, że póki co nie pobierały ich lipienie. Może to specyfika Redy bo tutejsze kardynały należą do wyjątkowo leniwych i niechętnie podnoszą tyłek z dna. Jest jednak taka sucha mucha z grupy ostatnio wiązanych, która rokuje spotkanie z lipieniem. To patent Mikołaja, którymi w postaci kilku sztuk uraczył mnie dziś nad wodą. W najbliższych dniach zapewne znajdę nieco czasu by przespacerować się z tym kudłaczem nad rzeką.

Póki co Mikołaj prezentuje do zdjęcia jedną ze swoich much z dzisiejszego dnia, na którą skusił Pstrąga. To wędkarz z grupy nawróconych. Zaczynał klasycznie od spinningu i samodzielnie wykonywanych kogutów. Ta wprawka szybko zaowocowała nie tylko fascynacją połowem na muchę ale radością z kręcenia własnych much. Bardzo szynko opanował warsztat a powstające z pod jego ręki wzory są nie tylko staranne, również łowne. Jego przewodnikiem duchowym i wzorem jest Davie McPhail, którego stepy publikowane w internecie przez wielu są znane i niezwykle cenione.




Jak widać po doświadczeniach Mikołaja, krótki żywot muchy staje się udziałem również za sprawą okolicznych drzew.