29.12.2016

"Wędkarze Krajowego Towarzystwa Rybackiego w Krakowie 1879-1950"


Zaledwie dwa tygodnie temu ukazała się książka pt. 'Wędkarze Krajowego Towarzystwa Rybackiego w Krakowie 1879-1950". Autor Piotr Witold Lech. Przyznam, że długo oczekiwałem na wydanie tego rodzaju, często bezskutecznie poszukując informacji o działalności Krajowego Towarzystwa Rybackiego w Krakowie oraz kolegach tamtej epoki. Osobę i postawę Mistrza Rozwadowskiego udało się nieco przybliżyć moim czytelnikom. Jednak bezcennym będzie poznanie pozostałych, znamienitych postaci tamtych czasów. To szczególny okres w dziejach wędkarstwa polskiego. Jestem zdania, że każdy wędkarz winien poznać filozofię i model wędkarstwa przed okresem powołania Polskiego Związku Wędkarskiego. To doskonała okazja by móc właściwie, zgodnie z prawdą historyczną ocenić dokąd prowadzi nas współczesny model wędkarstwa.


Od Autora Książki - Praca ta ma charakter popularnonaukowy. Celem jej jest przybliżenie szerszej publice kilku historycznych postaci wędkarstwa polskiego, skupionych wokół pierwszej na  naszych ziemiach organizacji rybacko-wędkarskiej, jaką było Krajowe Towarzystwo Rybackie w Krakowie. Wybrałem następujące osoby: Józef Rozwadowski, Antoni Wodzicki, Edward Starzeński, Adam Potocki, Julian Nowak, Tadeusz Gabryszewski, Ludwik Stasiak, Bronisław Romaniszyn. Opowieści o nich poprzedziłem wstępem z przybliżeniem sylwetki Maksymiliana Siły Nowickiego, założyciela Krajowego Towarzystwa Rybackiego.


Muszę podkreślić, że podczas pisania spotkałem się z bardzo życzliwą pomocą bardzo wielu ludzi, a przede wszystkim znakomitego historyka wędkarstwa Kolegi Jana Marka Kochańskiego z Warszawy. Okładkę książki zgodził się uatrakcyjnić Kolega Robert Tracz z Gdańska, znany wędkarski artysta plastyk i pisarz. Ponadto zamieszczonych w niej jest 30 starych czarno-białych fotografii.

Książka jest już dostępna w księgarniach, można ją również zamawiać przez Internet bezpośrednio w wydawnictwie Marpress, w dziale Historia.


22.12.2016

Valeriana sambucifolia ... z cyklu brzegami naszych rzek


Dzisiejsza publikacja zamyka tegoroczny cykl ... brzegami naszych rzek. Na koniec jedna z najpiękniejszych bylin otoczenia wody, Kozłek bzowy Valeriana sambucifolia. Występuje w lasach łęgowych, olszynach, jaworzynach oraz nad brzegami potoków. Nie inaczej jest nad rzeką Redą, gdzie odnajdziecie jego stanowiska. Szczególnie, że wznosi się na ok 1,5 metra, górując nad większością nadbrzeżnych roślin. Kwitnie niezwykle atrakcyjnie od maja do lipca. Nie wszędzie jest tak powszechny, bo umieszczony na liście 10 gatunków ginących i zagrożonych roślin naczyniowych Pomorza Zachodniego i Wielkopolski. Wzbogaca również zbiór 180 gatunków roślin naczyniowych rezerwatu "Źródliska w Dolinie Ewy", który chroni naturalne źródliskowe zbiorowiska roślinne, w okolicach doliny erozyjnej, w rejonie Oliwy (Gdańsk).



17.12.2016

Symphytum officinale ... z cyklu brzegami naszych rzek

Żywokost lekarski (Symphytum officinale L.), Gatunek rośliny wieloletniej należący do rodziny ogórecznikowatych. Bylina. Kwitnie od maja do czerwca. Jej siedliskiem są obrzeża jezior i strumieni wolno płynących, mokre łąki,  podmokłe lasy. Dość licznie można ją spotkać w dolinie rzeki Redy. Podczas wędkarskich wędrówek trudno ją pominąć, bo oprócz przyciągających wzrok atrakcyjnych kwiatów, żywokost wznosi się na wysokość ok. jednego metra, tworząc dość pokaźną kępę. Żywokost lekarski uznawany jest za zioło a sporządzaną z jego korzeni maść już w XVII wieku stosowano jako skutecznym lek do zewnętrznych ran i owrzodzeń, a także przynoszącym ulgę w bolesnym zapaleniu stawów. Obecnie nadal stanowi surowiec zielarski.








03.12.2016

Silene flos-cuculi ... z cyklu brzegami naszych rzek


Firletka poszarpana Silene flos-cuculi, roślina o której można powiedzieć, że lubi moczyć "nogi". To za sprawą jest stanowisk nad rzekami, gdzie występuje w strefie wylewów. Jest dosłownie wskaźnikiem ich zasięgu. Gatunek charakterystyczny dla podmokłych łąk, torfowisk i moczarów. To bylina należąca do rodziny goździkowatych (Caryophyllaceae Juss). Występuje w Europie i Azji, w Polsce jest rośliną pospolitą. Atrakcyjne i obfite kwiatostany możecie obserwować na przełomie maja i czerwca. To atrakcyjny dla oczu wędkarza element nadrzecznego krajobrazu, szczególnie gdy wędrujemy w poszukiwaniu majowych pstrągów. Wiele stanowisk firletki odnajdziecie nad rzeką Redą. W sprzyjających warunkach, dostatek wód gruntowych duże naświetlenie i odczyn gleby od obojętnego do lekko kwaśnego, tworzy rozległe kompleksy, istne łany kwiatów.




Z życiem tej rośliny wiąże się pewna ciekawostka. Często można zobaczyć na firletce pienistą ciecz bardzo przypominającą ślinę. Jest to wydzielina larwy owada z grupy pieników, który wysysa z niej sok. (rodzina pluskwiaków, Pienikowate Aphrophoridae)


Strojnica baldaszkówka, strojnica włoska (Graphosoma lineatum), Gatunek owada z rzędu pluskwiaków.




02.12.2016

Lunaria annua ... z cyklu brzegami naszych rzek


Miesiącznica roczna Lunaria annua, dobrze rośnie zarówno na stanowiskach słonecznych jak i półcienistych, ma jednak duże wymagania wodne. Najlepiej rośnie na podłożu wilgotnym dlatego nie dziwi jej obecność nad brzegami rzek. Jednak nie jest to naturalne stanowisko tego gatunku, mając na myśli obszar naszego kraju. Pochodzi z południowo - wschodniej Europy, ale rozprzestrzeniła się także poza rejonem swojego rodzimego występowania. Jest efemerofitem (ephemerophyta) gatunkiem rośliny obcego pochodzenia, który przypadkowo został zawleczony i zwykle przejściowo występuje we florze danego kraju lub obszaru. Nie inaczej jest w przypadku jej stanowisk nad rzeką Redą. Tym bardziej, że spora część tej rzeki płynie przez obszar zabudowany a więc w sąsiedztwie również ogrodów, gdzie miesiącznica roczna bywa uprawiana.

Szanse tego gatunku na trwałą aklimatyzację jako rośliny dziko żyjącej są zwykle niewielkie, lub jest to długotrwały proces. Jednak znajdując odpowiednie warunki jak w przypadku brzegów Redy, póki co ma się dobrze. Okres jej kwitnienia przypada na czas wylotu jętki majowej, zatem oprócz widoku wieczornej rzeki i widowiskowych zbiórek pstrągów, można też zauroczyć się widokiem jej drobnych, ale efektownych kwiatów.





26.11.2016

Lotus pedunculatus ... z cyklu brzegami naszych rzek


Jak to zwykle bywa, gdy dni tygodnia wypełnione są pracą, świeci słońce, jest ciepło i bezwietrznie. Weekend oczywiście musi przynieść załamanie pogody i wszelkie wędkarskie plany należy odłożyć. Nie inaczej jest dziś, bo na wybrzeżu hula porywisty i lodowaty wiatr. To jednak nie jest stracony czas dla przyrodnika. W zaciszu domu można przywołać wspomnienia najpiękniejszych chwil spędzonych nad rzeką a do takich bez wątpienia należy pora jętki majowej. Przełom maja i czerwca to okres naszej wzmożonej aktywności. Emocje związane z okazją spotkania najbardziej okazałych pstrągów, wiodą nas nad wodę znacznie wcześniej niż godziny wylotu majówek. Zwykle w łowisku jesteśmy na długo przed wieczornym misterium i gdy muchowa wędka jest już gotowa, rozpoczynamy wędrówkę ku rzece. 

Wiosenne dni bywają upalne, droga prowadzi nas łąkami, trzcinowiskami oraz wszędzie tam gdzie otoczenie wody porasta bujna roślinność. To dobra chwila by zwolnić kroku dla odpoczynku, bo nawet oddychające portki już lepią się ciała a komary precyzyjnie nas namierzyły nie dając spokoju. To okazja by spojrzeć co tracimy goniąc nad wodę. Wokół pachną łąki trawą pierwszych sianokosów. Zachodzące słońce zmienia barwę drobnych kwiatów porastających łanami okoliczne nieużytki. To początek corocznego cyklu życia, gdzie owady i ptaki uwijają się na łąkami. Pośród tej scenerii mijamy czasem bezwiednie niepozorną roślinkę. To Komonica błotna Lotus pedunculatus, o pięknych żółtych kwiatach na podobieństwo storczyków, jednak należy do innej rodziny - motylkowatych. 

Jej stanowiska dość licznie występują nad rzeka Łebą, choć jako gatunek nie jest rośliną pospolitą. Wschodnie obszary naszego kraju są granicą jej występowania. Dorasta do 60 - 80 cm, więc bez trudu można ją namierzyć wzrokiem w zespołach roślinności podmokłych łąk i torfowisk. Tym bardziej, że okres kwitnienia Komonicy błotnej przypada na maj i czerwiec, czas święta muszkarzy. 


Komonica błotna Lotus pedunculatus


Pora jętki majowej i czas sianokosów na Łebą


Zespół roślinności podmokłych łąk na Łebą, stanowisko Komonicy błotnej.




21.11.2016

Rorippa amphibia ... z cyklu brzegami naszych rzek



Królestwo roślin ... dotychczas poznano ok. 310 tysięcy gatunków, jednak szacuje się ich liczbę na ok. 500 tysięcy. Z tej liczby relatywnie niewielka część występuje w naszej strefie klimatycznej. Jeszcze mnie zalicza się do roślin wodnych, bagiennych i stawowych, czyli tych które na swojej drodze napotykają wędkarze. Mimo stosunkowo nielicznej grupy tych ostatnich, nawet zaawansowany botanik czasem ma kłopot z rozpoznaniem niektórych gatunków, nie mówiąc już o przyrodnikach amatorach. Jedną z takich problematycznych w klasyfikacji roślin jest Rzepicha ziemnowodna Rorippa amphibia.

Kłopot polega na tym, że najczęściej mamy okazję obserwować jej wynurzone liście, które potrafią być niemałą zagadką. Tym bardziej, że w literaturze i opisach internetowych zwykle wskazaniem są kwiatostany oraz liście młode lub zanurzone, a te przybierają zmienne i różne od wynurzonych formy. Również części wynurzone bywają zmienne a obserwacja gatunku poza okresem kwitnienia dodatkowo sprawę komplikuje. Podobna sytuacja stała się moim udziałem, gdy przyszło mi rozpoznać wodną roślinę napotkaną nad brzegami Redy. Zwykle nie poddaję się w poszukiwaniu właściwej nazwy gatunkowej, jednak w tym przypadku przyznam, że zostałem zmuszony do konsultacji i pomocy naukowca, profesora botaniki.


Skoro ów mieszkaniec brzegów Redy został już rozpoznany, to może słów kilka o gatunku. Naturalnym obszarem występowania Rzepichy ziemnowodnej jest Europa i znaczna część Azji. Niestety została zawleczona do Nowej Zelandii i Ameryki Północnej. W naszych wodach występuje w rowach melioracyjnych, przy stawach, jeziorach, w zakolach rzek, przy leniwie płynących ciekach wodnych oraz na mokradłach. Jest rozpowszechniona na niżu, ale nie należy do roślin pospolitych.

Prezentowane jej stanowisko nad Redą związane jest z pewną historią rzeki. To za sprawą przebudowy jej fragmentu, której skutkiem była wycinka nadbrzeżnej roślinności oraz zmiana charakteru linii brzegowej, w związku z budową drogi do Osiedla Fenikowskiego w Wejherowie. Skutek to spowolnienie nurtu, a następstwo to zamulenie brzegów i zmiana warunków środowiskowych, również dla odbudowy szaty roślinnej. W takich warunkach Rzepicha ziemnowodna znalazła doskonałe warunki do zasiedlenia odcinka rzeki, który poprzednio należał do innych gatunków.



Widok, tuż po zmianie charakteru linii brzegowej


Ten sam fragment rzeki po kilku latach. Widoczna odbudowa roślinności nadbrzeżnej. Następne kilka lat - fot. poniżej. Na skutek zmiany charakteru brzegu i dna rzeki, przed linię trzcin wysunęły się stanowiska rzepichy ziemnowodnej.


20.11.2016

Symphyotrichum novi-belgii ... gatunek inwazyjny


Dla wielu wędkarzy, zwykle tych którzy pasję przyrodniczą przekładają również na uprawę ogrodu, widok tej rośliny jest znajomy. Szczególnie jesienią, aż do pierwszych silniejszych mrozów można ją obserwować za sprawą gęsto skupionych, fioletowych kwiatów. To popularne Marcinki, choć to nazwa zwyczajowa. W rzeczywistości to Aster nowobelgijski Symphyotrichum novi-belgii. Jednak niech Was nie zmyli ten sielski widok w przydomowych ogródkach, bo to ekspansywna bylina. Groźna dla rodzimego środowiska roślina inwazyjna rodem z Ameryki Północnej. Szczególnie chętnie rozprzestrzenia się w miejscach wilgotniejszych, na brzegach rzek i zbiorników wodnych, w zbiorowiskach szuwarowych.

Rozmnaża się przede wszystkim przez kłącza (podziemne pędy), również za pomocą nasion przenoszonych przez wiatr, wodę lub zwierzęta. Jest niezwykle płodna, wytwarzając nawet do 10 000 nasion na jednym pędzie. Silnie konkuruje z rodzimymi roślinami, tworząc zwarte kępy. W Polsce występuje już bardzo licznie, zwłaszcza w dolinach rzek: Odry, Wisły, Bugu oraz w ich dopływach. Spotykany jest również na obszarach chronionych, m.in. w Wielkopolskim i Słowińskim Parku Narodowym. Dlatego jednym z podstawowych zaleceń jest unikanie uprawy ogrodowej Astra nowobelgijskiego w pobliżu cieków i zbiorników wodnych oraz wilgotnych łąk, w otwartym krajobrazie oraz na obszarach chronionych i w ich otulinie.



Na zdjęciach poniżej kilka portretów Astra nowobelgijskiego. Jednak najbardziej wymownym jest ten pierwszy, ilustrujący skalę inwazji tego gatunku w zespole roślin szuwarowych w dolinie rzeki Łeby. To bezpośrednie sąsiedztwo rzeki, dlatego przemierzając jej brzegi możecie poczynić własne obserwacje jak dotkliwa w skutkach może być jej obecność wobec rodzimych gatunków.





19.11.2016

Butomus umbellatus ... z cyklu brzegami naszych rzek

To kolejna opowieść z cyklu  - brzegami naszych rzek. Dziś przyglądać się będziemy gatunkowi - Łączeń baldaszkowy (Butomus umbellatus L.). W poprzedniej publikacji pisałem o innej roślinie (Kolczurka klapowana, Echinocystis lobata), niestety inwazyjnej, która zasiedliła brzegi naszych wód. W przypadku łączenia blaszkowatego mamy sytuację odmienną, bo jest gatunkiem rodzimym. Jednak został introdukowany do Ameryki Północnej, stając się dla tego obszaru problematyczną rośliną inwazyjną. W Polsce oraz Europie jest gatunkiem różnie postrzeganym. Od pospolitego, do rzadkiego co związane jest z bardzo nierównomiernym rozprzestrzenieniem.
Przyrodnik lub wędkarz, uważniej przyglądający się otoczeniu bądź nurtowi rzeki, czasem będzie miał okazję spotkać tą pękną bylinę. Środowiskiem jej bytowania są brzegi eutroficzne wód wolno płynących lub stojących oraz mokradła. Zwykle na głębokości do 0,4 m, rzadziej 0,6 m. Może rosnąć także w całkowitym zanurzeniu w głębszych, szybko płynących ciekach, nawet do 2 m, ale wówczas nie zakwita. W efekcie gatunek ten często tworzy pas na skraju szuwarów od strony lustra wody w miejscach, gdzie występują fluktuacje jej poziomu. Tworzy niewielkie lub średnie skupiska, rzadko występując pojedynczo lub w dużych komleksach. W rzekach o silnym nurcie nie wytwarza części wynurzonych. Natomiast chętnie osiedla się w zbiorowiskach szuwarowych, w sąsiedztwie sitowca nadmorskiego, gdzie  zakwita od czerwca do września. Dość często miałem okazję spotkać tą roślinę podczas wędrówek brzegami rzek Pomorza. Jej stanowiska odnotowałem nad rzeką Redą a liczniej nad rzeką Łebą w jej środkowym biegu.





16.11.2016

Echinocystis lobata ... gatunek inwazyjny





W tym roku śnieg spadł wcześnie. Nie oszczędzają nas niskie temperatury, już z początkiem listopada poniżej zera. Dla wędkarza oddającego się połowom lipieni okres pięknej jesieni został naturalnie skrócony. Jak oddawać się przyjemności w poszukiwaniu kardynała wobec zmrożonych brzegów, ponurego dnia, w miejsce ciepła i kolorów do jakich przyzwyczaiły nas ubiegłe lata. To dobra pora by po długim rzecznym sezonie ostawić na czas jakiś wędki a wyprawę nad rzekę potraktować jak spacer w poszukiwaniu tych elementów przyrody, których na co dzień w pośpiechu nie dostrzegamy. Zwykle rośliny, które mijamy w drodze na łowisko lub stanowiące ostatnią i często uciążliwą zaporę przed lustrem wody, traktujemy jak zło konieczne. Pośród nich obok pospolitych gatunków są rzadsze a niekiedy objęte ochroną. Są też niepożądane gatunki inwazyjne, choć potrafią zachwycić formą kwiatostanów lub oryginalnymi owocami. Czasem udaje im się zwrócić uwagę wędkarza przemierzającego brzegi rzek, jednak zwykle w kategoriach botanicznego dziwa. 

Większość z nas nie zdaje sobie jednak sprawy jak rośliny z gatunków inwazyjnych destrukcyjnie wpływają na otoczenie rzeki. Wielu też nie potrafi ich rozpoznać, choć to wiedza wielce pouczająca w obserwacjach zmian środowiskowych jakim ulega Wasza rzeka na przestrzeni lat.


Jednym z gatunków, o których mowa jest Kolczurka klapowana, Echinocystis lobata Rodzina Cucurbitaceae. Roślina o łodydze nawet do 8 metrów, zaopatrzonej w wąsy czepne ułatwiające wspinanie się po podporach i innych roślinach.  Rozpoznawalna doskonale późnym latem a dalej jesienią za sprawą bardzo charakterystycznych, jajowatych, kolczastych owoców. Początkowo zielonych a po uwolnieniu nasion przybierających słomiana barwę. Kolczurka klapowana została sprowadzona do Europy na przełomie XIX i XX w. jako roślina ozdobna. Pierwsze dziko rosnące okazy zaobserwowano w 1904 r. Niestety nadal jest chętnie wysiewana w ogrodach, choć bez trudu kolonizuje szczególnie doliny rzeczne, otoczenia jezior, zbiorowiska ziołoroślowe i lasy łęgowe. Jako roślina jednoroczna posiada naturalną zdolność do odtwarzania populacji, potęgowaną rozsiewaniem nasion a więc pacyfikowaniem kolejnych stanowisk.

Należy do 100 najgroźniejszych gatunków inwazyjnych w Europie. Przyczynia się do zmiany charakteru opanowywanych siedlisk przyrodniczych. W miejscach obfitego jej występowania dochodzi do deformacji pozostałych gatunków roślin zielnych i krzewów. Jej stanowiska bez trudu odnajdziecie nad rzeką Redą. To niestety kolejny gatunek dopisujący się do listy inwazyjnych występujących nad tą rzeką.
Niecierpek gruczołowaty ... nadrzeczny gatunek inwazyjny

Opanowała też Dolinę Biebrzy, gdzie W 2013 r. Biebrzański Park Narodowy rozpoczął czynne działania usuwania kolczurki z zagrożonych siedlisk.



Na zamieszczonych fotografiach widać jak dotkliwie kolczurka opanowała nadbrzeżną roślinność Redy. Jej łodygi nie tylko sięgają kilku metrów, ale stanowią barierę dla życia ofiary. To widok po zakończony okresie wegetacyjnym, gdzie mamy do czynienia tylko z zasuszonymi pędami, co jednak gdy towarzyszy im okrywa liści ...






11.11.2016

Lipienie na szwedzkim stole



W poprzedniej publikacji opisującej zasady wędkowania na wodach górskich w Czechach, zapewne temat nurogęsi mógł być niezauważony, choćby z powodu natłoku pozostałej informacji. Jednak sprawa jest poważna, warta osobnego potraktowania. Mamy przecież do czynienia z wodnym drapieżnikiem, który z racji szkód jakie wyrządza w pogłowiu najbardziej cennych gatunków ryb, wychodzi na czoło listy rybożerców. Sprawa dotyczy wybranych wód, np. opisanych w ramach okręgu Ostrava - Czechy, ale gatunek tego ptaka daje się również we znaki populacji ryb na rzekach granicznych jak Olza. Paradoksalnie eutrofizacja rzek Polski północnej, która czyni je wodami żyznymi o mniejszej przejrzystości, póki co chroni je od inwazji nurogęsi. Ptak ten polując na ryby wymaga wody klarownej. Okresy jej mechanicznego zanieczyszczenia niesionymi osadami z wód deszczowych, w rzekach południa Polski są krótkotrwałe. Dynamika tych rzek oraz charakter dna oraz brzegów umożliwia szybkie "klarowanie" wody. Tak chwilowy brak dostępu do pokarmu gatunek ten znosi dobrze, w przeciwieństwie do czasem tygodniami trwającego "zamulenia" wody w innych rzekach, które praktycznie tylko z nazwy są wodami górskimi.

Nurogęś, tracz nurogęś (Mergus merganser) – gatunek dużego ptaka wodnego z rodziny kaczkowatych (Anatidae).






O możliwościach tego drapieżnika dowiadujemy się z opisu (Wikipedia): Pokarm -  drobne ryby słodkowodne i morskie oraz inne drobne zwierzęta wodne pełniące rolę tylko uzupełniającą jak mięczaki, skorupiaki, owady i ich larwy, które łowi nurkując. Na dziobach nurogęsi znajdują się poprzeczne rogowe ząbki, które wraz z jego zagięciem na końcu powodują, że mogą łatwo chwytać śliskie i zwinne ryby. Najpierw zanurza głowę i wypatruje małych ryb do 10 cm długości (może nawet łapać ćwierćmetrowe), wybierając te najliczniejsze. Przewaga rybiej diety jest nietypowa w porównaniu z innymi gatunkami kaczek. Nurogęś poluje pojedynczo lub grupowo. Podczas nurkowania może osiągnąć 4 metry głębokości i być pod wodą około minutę. Przez to, że posługuje się wzrokiem przy żerowaniu, nie wybiera mętnych jezior. Jesienią duże stada (do kilku tysięcy) polują zespołowo na jeziorach. Spotkać je można też w stadach z innymi kaczkami ... tyle Wikipedia.

Jednak dla Was, cenniejsze będą doświadczenia, z którymi podzieli Kazik Żertka. Wędkarz, który na co dzień obcuje z tym gatunkiem ...

Obserwacje tych ptaków odnoszą się do wód pogranicza czesko-polskiego. Jednak zacznijmy od początku. Właściwie nie mogę na 100% stwierdzić od kiedy rozpanoszyły się na rzekach górskich, może pomiędzy 2005-2010 r. Na pewno są już utrapieniem od ostatniej ostrzejszej i śnieżnej zimy czyli od 2010 r. Zaznaczam, że nie jestem ornitologiem, obserwacje sprowadzają się do okoliczności związanych z muszkarstwem.

Jak żeruje?. Żywi się tylko rybami, jak podaje encyklopedia tylko do 15 cm, choć byłem świadkiem gdy dorosły ptak doskonale poradził sobie z ok 20 cm pstrągiem. Do żerowania potrzebują czystej wody. Najczęściej płyną pod prąd, zachodząc ryby od tyłu, doskonale nurkują, radzą sobie z plątanina korzeni czy podmytymi burtami, wyciągając z nich wszystko co żywe. Potrafią ofiarę zagonić na śmierć. Dlatego potok czy strumień podczas niżówki jest dla nich jak szwedzki stół. Dorosłe żerują w parach. Matki z młodymi przebywają od wiosny do czasem późnej jesieni. Dość późno zaczynają latać, przeważnie dopiero miesiąc potem jak nowe pokolenie kaczek krzyżówek jest już samodzielne. Zresztą okres lęgowy chyba mają taki sam. Tylko samice odchowują młode, jest ich ok 15 - 20 sztuk. Matka jest naprawdę bardzo oddana potomstwu, niektóre stają w obronie swoich młodych choć najczęściej bardzo szybko uciekają. Są raczej płochliwe, choć pary mieszkające na miejskich odcinkach rzek górskich, bardzo szybko się cywilizują, zachowaniem przypominają kaczki krzyżówki. 

Jest bardzo wyraźny związek z ilością opadów i poziomem rzek a liczebnością rocznika nurogęsi. W suchych latach, kiedy matka z młodymi nie opuszcza terenu rzeki, w której bliskości wykluły się młode - jest w stanie wychować młode w 80-90%. Co wiąże się z przetrzebieniem przede wszystkim kiełbi, ślizów, strzebli czy piekielnic a właściwie wszelkiego narybku i małych rybek zwłaszcza tych żyjących stadnie. Na jednym z dopływów potoku o szerokości ok. 5-7 m i średniej głębokości ok. 80 cm, dwie matki z przychówkiem dokładnie go wyczyściły do dna. Nie było już kiełbi i stad strzebli a i pstrągów było zadziwiająco mało. Natomiast z  jednego odcinka lipieniowego matecznika, zrobiły wręcz pustynię.

Podczas tego lata, opadów było stosunkowo dużo i często woda w tych rzekach była zmącona, mogę stwierdzić, ze przeżywalność tegorocznego pokolenia nurogęsi spadła do paru procent. Jedna ze znanych mi matek, w tym roku ze stadka 14 szt odchowała do jesieni tylko jedno. Na pewno młode nie przeżywają na odcinkach rzek, które poddane są melioracji czy regulacji brzegów. Nie wiem, czy matki prowadzą młode w dół rzeki, czy opuszczają je, ale na takich odcinkach rzek nurogęsi nie występują nawet przez parę lat.

W okresie 2010-2015 skutecznie opanowały wody krainy pstrąga i lipienia. Nie mają naturalnych wrogów. Jedynie powódź, dłuższe okresy opadów powodujące zmącenie wody czy wiosenne przymrozki mogą ograniczyć nadmierną liczebność gatunku. Śnieżna zima i zalodzenie także ogranicza ich liczbę ale tego w ostatnich latach jest jak na lekarstwo. Obserwacja tych ptaków, może dostarczyć silnych wrażeń, u wędkarza może budzić mordercze instynkty. Stwierdzam, że jest szkodliwa dla zdrowia. Przyszło nam jednak żyć i polować na jednym podwórku i odnoszę wrażenie, że ptaki są na uprzywilejowanej pozycji. Kazimierz Żertka

Od redakcji: ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ŚRODOWISKA z dnia 6 października 2014 r.w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt. Na podstawie art. 49 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz. U. z 2013 r. poz. 627, z późn. zm.2) zarządza się, co następuje: Załączniki do rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 6 października 2014 r. (poz. 1348) Załącznik nr 1. GATUNKI ZWIERZĄT OBJĘTE OCHRONĄ ŚCISŁĄ Z WYSZCZEGÓLNIENIEM GATUNKÓW WYMAGAJĄCYCH OCHRONY CZYNNEJ ... Liczba porządkowa: 79. nurogęś Mergus merganser 


06.11.2016

Jak widzą to Czesi ... zasady wędkowania na wodach górskich


W poprzedniej publikacji proponowałem wydłużenie zakazu spinningowania o miesiąc wrzesień, na naszych rzekach trociowych. Uznając, że jest to właściwe postępowanie mające na celu ochronę najcenniejszych ryb idących na tarliska. Wskazywałem jednak, że takie skrócenie okresu połowu może być poczytywane jako trudny do zaakceptowania, kolejny zakaz dołączający do już wielu zapisanych w Ustawie, RAPR i przepisach okręgowych. Może on wzbudzić sprzeciw wędkarzy, bo wielu się wydaje, że sezon powinien trwać cały rok na okrągło, 24 godziny na dobę. Wobec tego narodowego parcia na rybę, spójrzmy jakim ograniczeniom poddani są nasi koledzy Czesi. Jak za południową granicą reguluje się presję wędkarską, okresy ochronne i jak chroni się stada podstawowe pstrąga potokowego i lipienia. Rzecz opiszemy wspólnie z Kazikiem Żertką, który na wodach czeskich łowi już od kilkunastu lat. Kolegom pozostawiam ocenę czy nasze, wędkarskie ręce w sposób szczególnie dotkliwy związane są krajowymi przepisami.


                                                   Úterský potok 

Pisać będziemy o okręgu Morawsko-Śląskim. By dać czytelnikom wyobrażenie o tej rzecznej krainie, można ją terytorialnie przyrównać do naszego Okręgu Gdańskiego i Słupskiego łącznie. To obszar ok. 200 km na 100 km., gdzie znacząca część rzek przypomina wielkością i charakterem naszą Bolszewkę, czy górny bieg Raduni. Czeskie rzeki tego typu są łowiskami na zasadach opisanych poniżej, jednak ich dopływy wyłączone są całkowicie z wędkowania. Do dyspozycji wędkarza korzystającego z tamtych wód, jest też precyzyjny informator w formie papierowej, który dla każdej rzeki i rzeczki określa zasady połowu.



W tym miejscu głos oddaję Kazikowi, który poprowadzi Was przez pozornie skomplikowany świat czeskich przepisów ... Czeskie przepisy na wodach górskich okręgu Morawsko-Śląskiego w Czechach Okręg Ostrava), dość znacznie się różnią od polskich przepisów. W tygodniu kalendarzowym połów ryb łososiowatych i lipienia jest dozwolony tylko przez 3 dni dowolnie wybrane Tydzień liczony jest od poniedziałku do niedzieli. Dzienny limit ryb łososiowatych i lipienia wynosi 2 szt i 40 szt w roku kalendarzowym. Jeżeli ktoś chce łowić więcej niż 40 szt w roku ryb w/w musi wykupić kolejną kartę (czyli wykupić nowe roczne pozwolenie).

Na wielu odcinkach górskich okręgu Ostrava obowiązuje połów na sztuczną muszkę która w żaden sposób nie może być obciążana, można za to łowić na wszystkich łowiskach na trzy muszki. Połów na sztuczną muszkę dozwolony jest oczywiście tylko za pomocą muszek wykonanych na haczykach bezzadziorowych.



Na wodach górskich okręgu Ostrava sezon połowu trwa od 16 kwietnia do 30 listopada i w każdym miesiącu kalendarzowym dozwolonym do połowu są wyznaczone godziny połowu i tak w kwietniu od 6.00 do 20.00, maju od 6.00 do 21.00, czerwcu i lipcu od 5.00 do 22.00, w sierpniu od 6.00 do 22.00, wrześniu od 7.00 do 20.00,październiku od 7.00 do 19.00 oraz listopadzie od 7.00 do 17.00
Na wyznaczonych wodach górskich okręgu Ostrava od 16 kwietnia do 1 lipca można łowić na spinning ale przynęta może mieć jeden haczyk albo jedną kotwiczkę maksymalnie 3 hakową bez zadziorów. Połów na sztuczna muszkę dozwolony jest we wszystkich wodach górskich w ciągu całego okresu wyznaczonego na połowy.

WYBRANE Wymiary ochronne na wodach górskich (przytaczam tylko te najbardziej popularne)
pstrąg potokowy - 25 cm, pstrąg tęczowy - 25 cm, pstrąg źródlany - 25 cm, lipień - 30 cm, brzana - 40 cm, świnka - 30 cm i np. miętus - 30 cm głowacica - 65 cm

WYBRANE Okresy ochronne:
pstrąg potokowy od 1 września do 16 kwietnia,
lipień od 1 grudnia do 15 czerwca
głowacica od 1 stycznia do 30 września
miętus od 1 stycznia do 15 marca

Poza okresem połowu na wodach górskich okręgu Ostrava wszelkie inne ryby są prawnie chronione, jednocześnie w okresie połowu na wodach górskich gdy zostanie złowiony np szczupak, okoń czy boleń to nie może wrócić do wody z której został wyłowiony. 

Trochę statystyki: Według kart uprawniających do połowu w poszczególnych sezonach pozyskano z łowisk tego okręgu następujące ilości ryb:

pstrąg potokowy    w 2006 r    4240 szt    tęczak    5147 szt     lipień     921 szt
                            w 2007 r    6190 szt                 6399 szt                  858 szt
                            w 2008 r    5141 szt                 7170 szt                1004 szt
                            w 2009 r    4132 szt                 7395 szt                1055 szt
                            w 2010 r    3347 szt                 7151 szt                  364 szt
                            w 2011 r    5387 szt                 6696 szt                  206 szt
                            w 2012 r    5956 szt                 4047 szt                  246 szt
                            w 2015 r  15044 szt               22134 szt                  961 szt    

Dane ze strony
  http://www.rybsvaz-ms.cz/

Trochę wyjaśnienia, w 2010 r. zaostrzono wprowadzony dawniej limit roczny ilości zabieranych ryb łososiowatych i lipienia. Zresztą o lipienia jest coraz trudniej, powodów jest wiele, wiele złego zrobiły suche lata oraz bardzo łagodne, bezśnieżne zimy i znaczne obniżenie poziomu wód gruntowych co przełożyło się na przepływy w rzekach, również coraz bardziej liczebne nurogesi ,które nie występowały w okolicach Ostravy skutecznie wyjadają ryby w potokach i rzekach.


Tak nielubiane w Polsce zarybianie wód górskich tęczakiem czy zródlakiem jest praktykowane w Czechach i przyznaję, że pozwala odciążyć presję na coraz mniej liczne potokowce i lipienie. Pozwalają też podrastać pstrągom potokowym i lipieniom. Bardzo cenna moim zdaniem jest zasada wprowadzająca zakaz połowu na obciążoną sztuczną muszkę na odcinkach rzek gdzie naturalnie występuje i przystępuje do rozrodu lipień. Chroni to mateczniki i głębsze doły przez wyłowieniem.



Straż rybacka jest bardzo aktywna i kompetentna, kombinowanie kończy się najczęściej odebraniem zezwolenia na połów (co przekreśla połowy w danym roku kalendarzowym). Zdarza się, że złapany łowiący nieprzepisowo muszkarz jest w szczególny sposób piętnowany, co zwykle skutkuje wykluczeniem ze środowiska i brakiem możliwości nabycia zezwolenia na połów. Kłusownictwo traktowane jest na równi ze złodziejstwem. Krótko i w temacie. W okręgu Ostrava Polacy dali się poznać niestety z jak najgorszej strony. Stereotyp polaczka-cwaniaczka niestety jest już powszechny. 

Osobiście jestem członkiem czeskiego koła od 2004r.., pozdrawiam Kolegów - Kazik Żertka


05.11.2016

Wezwany do tablicy ... w sprawie wrześniowej troci


W prywatnej korespondencji otrzymałem pytanie następującej treści: " ... jak ustosunkuje się Pan do przedłużonego sezonu spinningowego na Redzie, który trwa do końca września ? Czy nie jest to jawnym naruszeniem moralnych i etycznych reguł, sprowadzających się (w teorii) do umożliwienia wejścia rybom do rzeki i odbycia tarła ? ..."

Przyznam, że wielokrotnie "siadałem" do tego tematu, by ostatecznie odsunąć publikację mojego zdania w tej kwestii na czas bliżej nieokreślony. Pewnie spytacie skąd taka asekuracja wobec jasno formułowanych opinii w innych kwestiach, jak np. ochrona lipienia. Odpowiem wyzbywając się hipokryzji, bo sam brałem udział w połowach troci we wrześniu. Nie łowiłem jej w tym sezonie, lecz nie z powodu zahamowań etycznych a zwyczajnego braku czasu. Może ta przerwa jest dogodnym momentem, by zastanowić się nad zadanym pytaniem i zadeklarować własne stanowisko.

To trudny temat. Logika podpowiada umiar lub zaniechanie połowów troci we wrześniu z powodu argumentacji zawartej w pytaniu. Szczególnie, że mamy do dyspozycji sezon zimowy od 1 stycznia a potem wiosenno-letni, czyli kilka ładnych miesięcy by wędkarsko się "wyszaleć". Tu jednak, szczególnie w pierwszych tygodniach sezonu rzeką "idzie" kelt i tym osobnikom bezwarunkowo powinniśmy oszczędzić spotkania z naszą przynętą a jeśli to nieuniknione - darować im życie. 



Fot. Jerzy Chmielewski

To jest pierwsze ograniczenie, choć dobrowolne, jednak dołączające do już zapisanych w RAPR w kwestii wymiarów ochronnych, okresów ochronnych i limitów dziennych (bez względu czy się z nimi zgadzamy). Drugim dobrowolnym ograniczeniem jest wypuszczanie złowionych srebrniaków troci, przez cały dopuszczony prawem sezon połowu, choć to raczkująca praktyka. Jak widzicie słowo "ograniczenie" pojawia się coraz częściej w różnych kontekstach. Nakładając na to generalnie marną kondycję gatunku powodowaną UDN, odłowami sieciowymi rybaków i pospolitym kłusownictwem oraz szeregiem czynników środowiskowych, to częstotliwość tego zwrotu zdaje się być logiczna.

W tym miejscu wypada zadać pytanie ile ograniczeń jest w stanie dźwignąć przeciętny wędkarz. Zarówno tych regulaminowych jak i zwyczajowych, zwanych etycznymi a te ostatnie potrafią dotkliwie być wymuszane przez naszą społeczność, jak w przypadku "złap - wypuść" i proszę nie mylić tego z edukacją. Czy dźwignie jeszcze zakaz połowu troci we wrześniu, by w grudniu zameldować się w kolejce do związkowej kasy?. Dodajmy do tego szereg innych ograniczeń nakładanych regulaminowo lub zwyczajowo w połowie pozostałych łososiowatych oraz lipieni a także innych gatunków ryb w ogóle. Krótko mówić rozważamy skrócenie sezonu połowu jednego z nich, również w kontekście tego co powyżej.

Póki co, obracamy się wokół emocjonalnych i kulinarnych potrzeb wędkarzy, jednak by takie mogły być spełnione, w rzece po prostu musi być ryba. Spójrzmy zatem na jej potrzeby. Czym jest okres ochronny jak nie zaniechaniem połowu celem umożliwienia skutecznego a co ważniejsze naturalnego rozrodu. Szczególnie teraz, gdy gospodarka rybacka opiera się głównie na zarybieniach. W przypadku troci, tym bardziej pożądanego wobec zdeterminowanych ciągiem tarłowym osobników o największej wartości genotypowej i fenotypowej. Czyli co powinniśmy chronić? Odpowiedź zdaje się oczywista, trzy podstawowe elementy rozrodu - wędrówkę ryb ku tarliskom, bezpośredni akt rozrodu i powrót ryb do morza. O ile te dwa ostatnie regulują przepisy ustawy i RAPR oraz etyka postępowania wobec keltów, to z pewnością brakuje jednego - bezpiecznej od zapędów wędkarzy drogi ryb w górę rzeki.

Wracając teraz bezpośrednio do treści pytania a więc do Redy, myślę tak. Ze względu na specyficzny układ topograficzny rzeki oraz uprawnienia Zarządu Okręgu PZW Gdańsk, pozwalające na zaostrzenie przepisów w stosunku do Ustawy o rybołówstwie śródlądowym, okres ochronny troci powinien być wydłużony o miesiąc wrzesień w propozycji jak poniżej, na bazie zapisów Informatora wód pstrąga i lipienia, gdzie czytamy.




1. Rzeka Reda - Od jazu w Ciechocinie do ostatniego zrzutu wody z obiektu tuczu pstrąga z lewego brzegu Redy. Zakaz wędkowania od 01.10 do 31.12. Proponowana zmiana: od 01.09 do 31.12.

Uzasadnienie: To specyficzny odcinek rzeki, który jest niebezpiecznym miejscem dla troci koncentrujących się w drodze na tarło tuż przed pokonaniem jazu, wobec zakusów wędkarzy. Niezależnie od 50 - cio metrowego odcinka chronionego na mocy zapisów RAPR.


2.  Rzeka Reda - Od cementowni w Wejherowie do jazu w Ciechocinie. Zakaz spinningowania od 01.10 do 31.12. Proponowana zmiana: od 01.09 do 31.12.

Uzasadnienie: To kraina lipienia, która nie powinna być objęta całkowitym zakazem wędkowania jak w punkcie pierwszym. Stanowi natomiast odcinek rzeki, w którym przebywająca w tym okresie troć powinna być uznana za ryby zdolne to tarła. Szczególnie, że pokonały przepławkę jazu w Ciechocinie, a ta ze względu niedoskonałość konstrukcji, możliwa jest do pokonania przez osobniki wyjątkowo zdeterminowane. Zatem nie stymulowane zachowaniem pokarmowym a zdecydowanie rozrodczym.




3.  Od ostatniego zrzutu wody z obiektu tuczu pstrąga z lewego brzegu Redy do tablic wyznaczających granice rezerwatu przyrody poniżej mostu na trasie Mrzezino – Kazimierz.  Zakaz spinningowania od 01.10 do 31.12. Propozycja - bez mian.


Uzasadnienie: Zachowanie na dotychczasowych zasadach połowu troci na tym odcinku, zdaje się być zrozumiałe ze względu na obecność srebrniaków, ryb nie przystępujących do tarła. Być może, w przyszłości kraina ta również powinna być objęta proponowanymi powyżej ograniczeniami. Jednak by nie stosować terapii szokowej, zmiany takie winne być wprowadzane stopniowo, połączone z edukacją i publiczną dyskusją, której efektem mogą być propozycje innych rozwiązań. Podobnie jak w przypadku pozostałych rzek trociowych, gdzie lokalne uwarunkowania siłą rzeczy wymuszą odmienne regulacje.