08.11.2017

"Tej rzeki nie powinno tu być. "



"Tej rzeki nie powinno tu być. "

Ten przekaz z porannych wiadomości. "Tej rzeki nie powinno tu być. " - to wypowiedź mieszkanki z Małopolski, z miejscowości zalanej deszczowym przyborem rzeki. Przecieram uszy ze zdumienia. Rozumiem tragedię ludzi, którzy wobec powodzi tacą dobytek, czasem dach nad głową a bywa że zdrowie i życie. Jednak świadomie lub nie, ludzie wybierają brzegi rzek pod zabudowę. Niektórzy dosłownie wchodzą nieomal w ich koryta z fundamentami domostw. Wędkarze, to społeczność pasjonatów o określonej wrażliwości przyrodniczej. Wiemy jak środowisko wodne jest nieodzownym elementem życia nie tylko ryb, ale większości gatunków królestwa roślin i zwierząt. Jak zatem reagować na cytowaną wypowiedź. Jak uświadomić naszemu społeczeństwu, że nie da się Wisły przenieść za wschodnią granicę a betonowanie brzegów rzek, podnoszenie wałów tylko spiętrza wody powodziowego przyboru, czyniąc jeszcze większe szkody. Urbanizacja brzegów rzek pozbawia je naturalnej strefy zalewowej. Wszyscy chcą pól uprawnych, domków letniskowych, wybagrowanych koryt rzek pod spływy kajakowe. Brakuje miejsc, gdzie woda może rozlać się bezkarnie, tak jak to czyniła od eonów. Stając się nie tylko bezpieczną dla ludzi, ale tworząc naturalne siedliska dla niezliczonych gatunków roślin i zwierząt. No cóż ... ale tej rzeki nie powinno tu być.

02.08.2017

Gdy tata nie patrzy


01.07.2017

Kormoran ... trzecia strona medalu


Ponieważ "sprawa" kormoranów jest zdecydowanie bardziej złożoną, niż wynika to z poprzedniej publikacji, winien jestem czytelnikom bardziej obszerną analizę. Niejako w odpowiedzi na głos użytkowników rybacki, wskazujących znaczne straty powodowane przez kormorany w gospodarce rybackiej, powstał Program ochrony kormorana Phalacrocorax carbo w Polsce. Mówiąc w skrócie, oprócz wnikliwej analizy, zaleca on wprowadzenie działań mających na celu ograniczenie skutków rozrostu populacji tego gatunku. To obszerne opracowanie, z którym zainteresowani mogą się zapoznać pod wskazanym adresem internetowym: Strategia zarządzania populacją kormorana w Polsce 

W tym miejscu wypada zauważyć, że w ogóle powstała tak wnikliwa analiza jednego gatunku, co wydawać się może daleko idącą przesłanką, by uznać jej treść za prawdziwą. Przeczytałem całość z niezwykłą uwagą. Jednak część zawartych tam wniosków i zaleceń opiera się na błędnych założeniach. To odważne stwierdzenie przyrodnika amatora jakim jestem. Jednak 40 -sto letnia praktyka w terenie, również nie mniejszy czas i uwaga poświęcona sprawom gospodarki rybackiej, skłoniła mnie by mieć wątpliwości o słuszności stawianych w Programie ochrony kormorana Phalacrocorax carbo w Polsce, tez i  wniosków.

By jednak w tej sprawie nie polemizować ze mną, pozwoliłem sobie zasięgnąć opinii strony niezależnej, która na rzecz "sprawy" kormorana, rzuci nieco światła z postronnego punktu widzenia. Autorem przytoczonej poniżej wypowiedzi, która jest wprost odpowiedzią autorowi wspomnianego programu, jest Pan Dr inż. Sławomir Boroń, cytuję:

Muszę przyznać, że jestem zachwycony dywagacjami autora opracowania na temat roli kormorana w ekosystemach wodnych. Okazuje się, że kormoran jako drapieżnik ma wręcz pozytywny wpływ na ichtiofaunę w naszych wodach. To bardzo niebezpieczne konfabulowanie i uproszczone przenoszenie na kormorana roli drapieżników w ekosystemach wodnych. Chciałbym przypomnieć autorowi, że użytkownicy rybaccy prowadzą swoją gospodarkę w oparciu o operaty rybackie. Ich rolą jest właśnie prowadzenie takiej gospodarki ichtiofauną, która przy racjonalnej eksploatacji nie naruszy istniejących zasobów a wręcz umożliwi poprawę ich struktury i pośrednio poprawę środowiska. Jedyne co zgadza się w wywodach autora to przyczyny eksplozji populacji kormorana w Europie. 

To zmiany środowiskowe czyli eutrofizacja wód śródlądowych i przejście jezior do etapu dominacji ryb karpiowatych w ichtiofaunie. Połączenie niekorzystnych zmian środowiskowych (ale nie z punktu widzenia = jedzenia kormorana) z restrykcyjną ochroną kormorana doprowadziło do aktualnej sytuacji. Rozumiem stanowisko autora, że należy wszelkie wnioski i podejmowane działania opierać na rzetelnych badaniach. Niestety wielu naukowców pozostaje na tym etapie bo już praktyczne wykorzystanie zdobytej wiedzy jest poniżej ich zainteresowań. Szczególnie jeśli można na to uzyskać dość łatwo spore środki finansowe z unii.

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć kilka faktów podobno już dość wiarygodnie osadzonych w opracowanych wynikach badań.

1. Dzienne zapotrzebowanie kormorana to około 30 – 40 dkg pokarmu (ryby). Nie jest to cała prawda ani absolutna prawda. Jeżeli ktokolwiek zajmował się tymi ptakami i przebywał w kolonii kormorana wie, że są jeszcze dodatkowe ubytki wynikające z dość łatwego pozbywania się zawartości przewodów przez dorosłe ptaki wracające do kolonii (np. wskutek zaniepokojenia). Tylko zapewnienie optymalnej wielkości dawki pokarmowej gwarantuje dobra kondycję danych organizmów i ich skuteczność reprodukcyjną o czym pośrednio świadczy ilość odchowywanego potomstwa. (nie wiem czy drogi autor zauważył, że skuteczność lęgów kormorana wzrosła wyraźnie w porównaniu do lat 70 i 80-tych ubiegłego wieku). Na głodnego nie da się tego osiągnąć. Proszę tylko zauważyć co się dzieje w gniazdach bocianów przy pogorszeniu bazy pokarmowej w danym roku.

2. Teren penetracji to duży obszar (od 20 km do 40 km w promieniu od miejsca zlokalizowania kolonii - autor podaje w swoich wywodach takie wielkości). Wszelkie działania lokalne z powodu tak dużego terenu penetracji są skazane na niepowodzenia.

3. Przyjmowanie nawet w dobrej wierze metody ograniczonego odstrzału za metodę ograniczania populacji kormorana jest fikcją. Czy odstrzelenie 100 czy 200 szt. z lokalnego stada liczącego kilka tysięcy osobników ma jakiekolwiek realne znaczenie poza znaczeniem propagandowym ( mieści się w granicach błędu statystycznego na poziomie 1-2 %).

4. Rozumiem, że takie fakty jak uszkodzenie 80% (wyraźne ślady po uchwycie kormorana w postaci ubytków na ciele) populacji dorosłej siei w jeziorach Warmii i Mazur to pomówienia złych rybaków. Przecież kormoran zjada tylko małe rybki będące efektem eutrofizacji i dzięki temu poprawia wręcz stan struktury ichtiofauny i na pewno nie nurkuje tak głęboko gdzie przebywa sieja i sielawa – pozostaje obarczyć tymi szkodami Nessi lub przybyszów z kosmosu. Trzeba naprawdę wiele „dobrej woli” o zabarwieniu zielonym żeby tak umniejszać problem kormorana.

5. Różne nasilenie metod walki z kormoranem w poszczególnych krajach europejskich nie wynika z ich odmiennego oddziaływania na środowisko. Wynika tylko i wyłącznie ze sposobów wykorzystania środowisk wodnych w poszczególnych krajach. Tam gdzie gospodarka rybacka zredukowana została do zabiegów interwencyjnych (oczywiście na koszt państwa) nie ma podmiotu zainteresowanego ekonomicznymi efektami sytuacji z ichtiofaunie w tych wodach. Łatwo wydaje się państwowe środki na zabiegi z których nie trzeba się rozliczyć w formie prostego rachunku ekonomicznego. Ważny jest światły cel wydawania tych środków a uzyskane efekty to sprawa dla malkontentów.

6. Rozumiem, że autor jest cenionym badaczem ptaków natomiast trochę wątpię w jego wiedzę ichtiologiczną. Tak swobodne pisanie o pokrywaniu powierzchni stawów siatkami (a kto drogi kolego za to zapłaci – bo raczej nie Państwo ani organizacje ekologiczne) czy przebudowie struktury zarybianych gatunków świadczy o braku podstawowej wiedzy praktycznej w tym zakresie. Przypominam więc, że struktura i wielkość stosowanego materiału zarybieniowego wynika z zapisów operatów rybackich. Ich wykonanie jest w chwili aktualnej kontrolowane przez Urzędy Marszałkowskie i wszelkie odstępstwa od zapisów operatowych grożą "śmiercią lub kalectwem" do zerwania dzierżawy włącznie.

7. Zachwyt stosowania suma jako elementu biomanipulacji dawno mamy za sobą. Po pierwsze jego wprowadzanie do środowiska wodnego dokonuje się na podstawie zaleceń operatów. Po drugie sum przyjął się za „dobrze” i wskutek jego niekontrolowanej naturalnej rekrutacji mamy w wielu akwenach problem z klęską urodzaju (trochę w stylu tołpygi w USA). Z góry ryby atakuje kormoran a od dołu skutecznie ogranicza wszystkie gatunki sum o szerokim spektrum gatunkowym i wielkościowym ofiar. Zaczynamy szukać metod ograniczania jego populacji w poszczególnych wodach – szykuje się Nobel dla pomysłodawcy. Przypomnę, że jest to gatunek obcy dla wielu naszych typów wód. Jego naturalnym siedliskiem są dolne odcinki dużych rzek a nie np. sadzawki śródpolne czy inne małe zbiorniki wodne. To kolejny przykład udanego grzebania człowieka w przyrodzie.

8. Bardzo lekko pisze się autorowi opracowania o zmianach w prowadzeniu zarybień, ich terminach i metodyce. Pragnę tylko skromnie przypomnieć, że materiał zarybieniowy nie kupuje się w sieci marketów w dowolnym terminie, wielkości i ilości. Ponadto łatwo się zaleca prowadzenie wszelkiego typu działań za czyjeś (w tym wypadku prywatne – użytkowników rybackich) pieniądze.

9. Oddziaływanie kormorana na wody słonawe zalewów i przybrzeżne Bałtyku to też nie bajka z happy endem. W latach 90 –tych populacja w Kątach Rybackich konsumowała około 500 - 700 ton ryb z czego zdecydowaną większość stanowił jazgarz. I tu się zaczyna problem bo jazgarz był ważnym elementem bazy pokarmowej sandacza. W chwili obecnej nie ma na Zalewie Wiślanym jazgarza i baza pokarmowa sandacza znacznie się skurczyła. Spróbujcie porozmawiać z rybakami z Zalewu (których liczebność w porównaniu do kormorana znacznie się skurczyła) o ilościach ryb łowionych obecnie i ich strukturze jakościowej. Równie interesująca jest w chwili obecnej dostępność bazy pokarmowej drobnych gatunków a przybrzeżnej strefie Bałtyku (szprot, dobijak, tobiasz). Spytajcie głodującego dorsza czyja to przyczyna. Wymieni dwie plagi egipskie – kormorana i połowy paszowe Duńczyków w naszej strefie Bałtyku.

Wszystkie te uwagi na pewno nie popsują dobrego samopoczucia badaczy kormoranów dla których ciągle wiemy za mało o roli kormorana i musimy go badać, badać i badać. Będą nowe ciekawe publikacje a Unia Europejska pozwoli zarobić trochę grosza. Tylko to tak trochę dziwnie żywić się z cudzego garnuszka i kosztem innych, dla których sprawa kormorana to nie ciekawy temat badań tylko problem egzystencji gospodarczej i pracy dla wielu ludzi. Tylko, co nas obchodzą ludzie (jacyś rybacy, którzy przecież nie muszą pracować i utrzymywać rodziny). Mogą podziwiać kormorany i czekać na akcję Kormoran+. 

Z życzeniami dalszego posiadania dobrego samopoczucia i spełnienia badawczego dla autora opracowania. Człowiek związany z rybactwem teoretycznie (badania naukowe) i praktycznie od 36 lat.
Dr inż. Sławomir Boroń

Ponieważ dyskusja nad powyższa treścią odbyła się na FB, przy udziale autora opracowania -  Pan Szymon Bzoma, winien jest uzupełnienie, tak by obu stronom dać możliwość zabrania głosu u podstawy tekstu źródłowego.

Szymon Bozma - cytuję:

"Obiecana polemika z dr inż. rzekomo bezstronnym Sławomirem Boroniem:

Zawsze zaskakuje mnie fakt, że wszystkie reguły zależności między zwierzętami w wodzie nie dotyczą kormoranów. Są to jedyne drapieżniki, które zamiast polować na chore i osłabione, małe i wolne ofiary, lubują się w bezsensownych pogoniach za największymi ofiarami, których nie mogąc zjeść, kaleczą i porzucają. W co drugiej gazecie wędkarskiej można znaleźć peany na rzecz zarybień rybami drapieżnymi, gdyż ich rola w wodzie jest pozytywna, ale kormoranów nie. No i najlepsze - jazgarz, chwast rybi, który w nadmiernej liczbie jest przyczyną spadku liczebności ryb szlachetnych, w momencie gdy jest zjadany przez kormorany staje się... bezcennym źródłem pożywienia dla tych właśnie ryb drapieżnych, a które z powodu kormoranów przymierają głodem.
W praktyce kormorany zjadają kilka procent produkcji pierwotnej ryb. KILKA PROCENT. Czy byłby to pozytywny czy negatywny wpływ - jest bardzo mały. 

Autor. bezstronny, rzetelnie opisuje zasady pracy rybaków: "Ich rolą jest właśnie prowadzenie takiej gospodarki ichtiofauną, która przy racjonalnej eksploatacji nie naruszy istniejących zasobów a wręcz umożliwi poprawę ich struktury i pośrednio poprawę środowiska" - to w takim razie kto spowodował "przejście jezior do etapu dominacji ryb karpiowatych" - czy nie gospodarka rybacka nadmiernie eksploatująca ryby drapieżne, bardziej wartościowe na rynku...?

Z artykułu przebija "świętość" operatów rybackich i niemożność ich zmiany. I to dzieje się w obliczu setek milionów strat powodowanych przez kormorany. Nic się nie da zrobić, trzeba zabijać te ptaki. I to nie lokalnie - ale masowo.

Mieszanie dorsza z kormoranami to świadczy o braku wiedzy. Kormoranów nad Zelewem Wiślanym jest obecnie 40% tego, co było 10 lat temu. Ptaki się wyniosły gdyż - uwaga, to tylko moja opinia (wcześniej zawsze opieram się na opublikowanych badaniach) - zostały wprowadzone zasady ochrony zasobów sandacza na Zalewie Wiślanym (czyli dopłaty dla rybaków za zaniechanie połowów). Człowiek zostawia w wodzie więcej ryb drapieżnych - spada liczba kormoranów. Nie odwrotnie. To nie kormoran nadmiernie eksploatuje zasoby tylko CZŁOWIEK. I szuka winnych gdy efekty jego działania bolą." ... koniec cytatu.


Odpowiedź Sławomir Boroń - cytuję:

" Staram się zawsze prowadzić dyskusję w sposób kulturalny i do obrony swoich przemyśleń nie stosuję agresji ani nazywania adwersarza oszołomem. Uważam po prostu że możemy się ze sobą nie zgadzać i przy zachowaniu swoich stanowisk nawzajem szanować. Nie możemy brać przykładu z polityków w naszym kraju bo to nie doprowadzi do niczego konstruktywnego. Cieszę się, że nad moimi opiniami (z którymi nikt nie musi się absolutnie zgadzać) w większości przypadków interlokutor przeszedł do porządku dziennego czyli nie miał kontrargumentów. Natomiast poruszył kilka wątków do których pragnę się odnieść traktując to jako zakończenie polemiki na ten trudny temat.

1. Nigdzie nie twierdziłem, że kormoran nie pełni roli drapieżnika w łańcuchu troficznym. Dotyczy to niestety sytuacji w niezakłóconych ekosystemach. Wszędzie tam gdzie gospodaruje człowiek następuje konflikt interesów. Nikt nie dąży do odtworzenia np. silnej populacji wilka w naszym kraju aby to on regulował populacje roślinożerców. Dochodzi do konfliktu interesów. Sorry takie czasy. Należy dbać o środowisko i jego stan ale jeśli przy okazji pamięta się o ludziach (mieszkańcach tu i teraz) to jest to optymalne stanowisko.

2. Peany na temat ryb drapieżnych są uzasadnione. Różnica między nimi a kormoranami jest prozaiczna: ryby drapieżne są bardzo cennym elementem gospodarki w ekosystemach wodnych a kormorany ją dezorganizują – niezależnie od skali zjawiska. Dla nich środowisko wodne jest tylko miejscem żerowania i zdobywania pokarmu. 

3. Mimo przygody z nauką (praca w MIR) posługuje się autor przestarzałą terminologią: chwast rybi. Takiego pojęcia w rybactwie nie stosuje się od wielu lat. Po prostu ryby dzieli się na gatunki eksploatowane i nieeksploatowane ze zrozumieniem roli każdego gatunku w ekosystemie wodnym. Rolą strategiczną wielu gatunków nieeksploatowanych (patrz jazgarz) jest funkcja bazy pokarmowej dla drapieżników.

4. Opinia, że to gospodarka rybacka odpowiada za przebudowę ichtiofauny a nie przyspieszone procesy eutrofizacji zbiorników wodnych jest rewolucyjnym podejściem do ekologii systemów wodnych. Reguła Colbiego i wyniki badań znacznej grupy ekologów nad eutrofizacją wód i zachodzącymi zmianami z tego tytułu należy wyrzucić na śmietnik historii. Mamy nową objawioną prawdę: to rybacy i ich rabunkowa gospodarka. Niestety w akwenach gdzie zrezygnowano z gospodarki rybackiej nie nastąpiła cudowna zmiana i odbudowa struktury ichtiofauny, której strażnikiem jest selektywny kormoran.

5. Warto zauważyć, że większość użytkowników rybackich prowadzi gospodarkę na dzierżawionych obwodach od wielu lat. Stosuje podobne techniki połowu z jednym zastrzeżeniem: z roku na rok zmniejsza się intensywność eksploatacji. W chwili obecnej gospodarstwa rybackie nie prowadzą odłowów „chwastu rybiego” właśnie ze względu na jego rolę jako bazy pokarmowej cennych ryb. Mimo intensywnych zarybień i ograniczeń poziomu eksploatacji odłowy systematycznie spadają i w chwili obecnej wynoszą poniżej 50% odłowów z lat 80-tych.

6. Nikt nie mówi o ”świętości” operatów. Jest to narzędzie wypracowane przez Państwo w celu ochrony interesów społecznych na udostępnionych do gospodarowania wodach Skarbu Państwa. Ich zawartość merytoryczna jest określona przepisami a Urzędy Marszałkowskie stoją na straży ich realizacji i przestrzegania. 

7. Jednym z istotnych elementów dyskredytowanych operatów jest opis wpływu rybożerców na stan ichtiofauny w obwodach rybackich. Tam właśnie opisuje się rolę kormorana. Jest to swego rodzaju zabezpieczenie się Państwa przed roszczeniami o odszkodowania. Po prostu dzierżawicie obwód rybacki z dobrodziejstwem inwentarza (kormoran) albo nie. I po temacie odszkodowań. No i ten cudowny stan prawny że w obwodach rybackich ryba jest własnością dzierżawcy dopiero po złowieniu. W tej materii zmiana operatu nic nie da. Jest wyłącznie argumentem dlaczego użytkownik chce (musi) zwiększyć dawki zarybieniowe.

8. Może mieszanie dorsza z kormoranami to uproszczenie myślowe. Jednak brak bazy pokarmowej dla dorsza z czegoś wynika. Proszę zobaczyć jakie i w jakiej kondycji łowione są obecnie dorsze w przybrzeżnej części Bałtyku. Chyba, że zapanowała wśród nich moda na fitness. 

9. Wprowadzone okresy postojowe mają na celu ochronę rybaków a nie sandacza. Bez tych środków rybacy po prostu stracą źródło utrzymania swoich rodzin. W tej chwili ich egzystencja opiera się na środkach pozyskanych z unii a nie ze złowionych ryb. Z tego tytułu nie występuje również prosta korelacja – mniej odłowów więcej drapieżników bo jest jeszcze coś takiego jak intensywność eksploatacji. Ale tego nie muszę wyjaśniać koledze po fachu.

Problem kormorana to typowy przykład efektów ingerencji człowieka w środowisko. Najpierw bezkrytycznie eksploatowaliśmy środowisko a teraz próbujemy je naprawiać. Szkoda, że naprawianie nie wychodzi nam najlepiej a przyroda cały czas nas karze za wcześniejszą bezmyślność i obecne niedoróbki. Jednym z tych elementów naprawiania przyrody jest bezkrytyczna i bezwarunkowa ochrona gatunkowa. Brak elastycznej polityki ochrony i jej dostosowywania do zachodzących zmian doprowadza do sytuacji patologicznej. Gatunki chronione mają się tak dobrze, że zaczynają zagrażać środowisku i innym organizmom. Patrz: żubr, bóbr, wydra, kormoran.

Dlatego zwracam się z gorącą prośbą do interlokutora o pomoc we wciągnięciu na listę gatunków chronionych rybaka polskiego – bo grozi mu wyginięcie. Chyba, że poprawimy łańcuch troficzny zbiorników wodnych i drapieżnika końcowego jakim jest rybak zastąpimy drapieżnikiem selektywnym jakim jest kormoran. 

Wszystkiego najlepszego na tak pięknie rozwijającej się naukowej drodze życia życzy starszy kolega ichtiolog.

www.facebook.com/groups/ptaki



29.06.2017

Eliminować kormorany, czy "zielonych"


O ile w poprzedniej publikacji rozważałem hipotetyczny scenariusz redukcji populacji żurawi, o tyle w przypadku kormoranów mamy do czynienia z faktem. Posłużmy się przykładem gdzie w w woj. warmińsko-mazurskim, RDOŚ zezwoliła na redukcję 1610 sztuk ptaków tego gatunku, czyli o ok. 200 osobników więcej niż w poprzednich latach. Według danych Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Olsztynie, właściciele stawów hodowlanych i gospodarstw rybackich użytkujących jeziora, starali się o zgodę na odstrzał w tym roku blisko 2,5 tys. kormoranów.

Co mówią nam liczby, zgodnie z argumentacją jednej strony: Ok. 100 mln zł rocznie tracą rybacy z powodu żerowania kormoranów i czapli na stawach hodowlanych. Według Instytutu Rybactwa Śródlądowego (IRŚ) w Olsztynie, populacja kormoranów w Polsce szacowana jest na 20-22 tys. par i jest ona ponad dwudziestokrotnie większa niż 30 lat temu.

Z kormoranem jest jeszcze jeden problem w kontekście gospodarki rybackiej. Ryba w stanie wolnym, np. w jeziorze jest własnością Państwa. Nawet jeśli trafiła do jeziora na skutek zarybień, a więc kosztów które ponosi użytkownik rybacki danego akwenu. Czyli Państwo nie jest zobowiązane do wypłaty odszkodowań rybakom za ewentualne straty w populacji ryb. Zatem jedyną propozycją minimalizowania strat jest zgoda na odstrzał.

Tegoroczne odstrzały mogą objąć również 183 sztuki czapli siwej i 90 wydr. Tu na marginesie należy dodać, że odstrzał czapli siwej niezależnie od sezonu polowań w ramach uprawnień Polskiego Związku Łowieckiego, jest możliwy również w czasie sezonu lęgowego. Czapla siwa (Ardea cinerea). Na czaple wolno polować od 15 sierpnia do 21 grudnia. Na terenach stawów zagospodarowanych wolno polować na czaple cały rok.

Wszystkie te gatunki zwierząt są uznawane za szkodniki rybackie, choć są objęte w Polsce częściową ochroną prawną, która ma uniemożliwić ich zabijanie, w ilościach zagrażających ich populacji. Właściciele stawów i gospodarstw rybackich muszą zatem występować do RDOŚ o zgodę na ich redukcję, którą uzasadnią koniecznością ograniczenia strat hodowlanych. Tyle co do legalizacji zabijania kormoranów oraz pozostałych wspomnianych gatunków. Argument o skali strat hodowlanych ryb, jakie powodują te gatunki, zdawać się może logicznym i łatwym do społecznej akceptacji. To prosty mechanizm - szkodników rybackich jest zbyt dużo, zatem należy ich liczbę zredukować przez odstrzał.

Jaką wobec tego postawę powinien przyjąć przyrodnik, tym bardziej miłośnik ptaków. Już z samej definicji powinien sprzeciwić się takim praktykom. Czy jednak wobec kormorana jest to postawa słuszna? Na to pytanie spróbujcie odpowiedzieć sami, mając na uwadze co następuje. 

W społecznym, również przyrodniczym postrzeganiu gatunku, kormoran jawi się romantycznym obrazem z lat 50 - tych ubiegłego wieku. Nieliczne pary lęgowe na Mazurach wzbudzały zachwyt turystów. Chyba najbardziej wyrażały to słowa pieśni Piotra Szczepanika -  "Noc się przybrała w czerń. To smutny lata zmierzch. Już kormorany odleciały stąd poszukać ciepłych stron, powrócą z wiosną nad jeziora".

Był zatem dumą oraz symbolem dziewiczej polskiej przyrody i przez długie lata takim pozostawał. Tam gdzie obecnie bytuje nielicznie, nadal wzbudza podobne emocje. Jednak minęły lata a nawet ich dziesiątki i oto w przestrzeni publicznej nagle wybuchła "sprawa kormorana". Nagle, bo problem jego nadmiernie rozrośniętej populacji zauważony został wobec konieczności jego redukcji przez odstrzał tysięcy osobników. Dopiero wtedy medialnie zderzyły się racje "zielonych" z argumentami rybaków i wędkarzy. Obie strony zdają się stać na barykadach swoich argumentów, zapominając, że kormorany nie pojawiły się bez przyczyny i znikąd. Wbrew pozorom ten wybuch populacyjny gatunku był przewidywany już w początkach latach 90- tych ubiegłego wieku Część naukowców ostrzegała o możliwości rozrostu liczebności kormoranów do stanu, który doprowadzić może do katastrofy w gospodarce rybackiej. Mechanizm zdawał się relatywnie prost, tym bardziej dziwi jak przez tyle tal był bagatelizowany. 

Kluczem do obecnego sukcesu populacyjnego kormoranów w Polsce jest baza pokarmowa. Krotko mówiąc niepohamowany wzrost liczebności gatunków ryb w jeziorach, którego przyczyną była eutrofizacja wód. Dotyczy to gatunków jak płoć czy leszcz oraz innych drobnych karpiowatych, które w zmienionym środowisku wodnym przez wzbogacenie substancjami mineralnymi, znalazły doskonałe warunki do rozrodu i bytowania. Przyczyn samej eutrofizacji upatrywać można w wielu czynnikach, choć głównym jest rolnicza działalność człowieka. Intensywna gospodarka rolna, jak wiemy wymaga stosowania ogromnej ilości nawozów a te prędzej czy później, dostają się również do wód gruntowych, cieków wodnych i w konsekwencji do jezior. Tam następuję rozrost wodnej roślinności, której konsekwencją jest wypłycanie wód, nagrzewanie i szereg innych procesów, które sprzyjają tworzeniu bazy pokarmowej kormoranów. Kłopot w tym, że był to pierwszy krok a kolejnym stało się przeniesienie zainteresowania ptaków na ryb gospodarczo cenne.

Słowem to człowiek stworzył kormoranom warunki do ekspansji i teraz człowiek musi z tym problemem sobie poradzić. Jak wiemy kormoran nie ma praktycznie naturalnego wroga. Niezależnie wobec stworzonych mu warunków, jego kolonie stały się nieporównywalnie liczniejsze z przełożeniem na ilość piskląt wyprowadzanych z gniazd przypadających na jedna parę lęgową. Jeśli uwzględnić terytorium łowickie konkretnego kormorana, szacowane nawet na 40 km kw., to mamy gotową receptę na klęskę urodzaju gatunku i klęskę gospodarczą. Wzrasta też liczba ptaków zimujących, które wobec ciepłych zim mają nieograniczony dostęp do pokarmu w tym okresie.

Ekolodzy lub jak kto woli "zieloni", winni postrzegać ochronę przyrody kompleksowo, dostrzegając wszystkie zachodzące w niej procesy, a nie wybiórczo kierować swoją uwagę w do wybranych gatunków, w oderwaniu od genezy ich ekspansji lub zaniku. W przypadku kormoranów tak się nie stało, bo przez wiele lat działania "zielonych" powstrzymywały stosowne ministerstwa i polityków od podjęcia działań w kierunku utrzymania populacji kormoranów pod kontrolą. 

Obecnie mleko się wylało i zdaje się nikt nie ma pomysłu jak opanować sytuację. Wobec braku odszkodowań wypłacanych przez Państwo użytkownikom rybackim za straty, jedynym rozwiązaniem, choć nadal oprotestowanym przez przyrodników (a przynajmniej ich część) zdają się odstrzały kormoranów. To jednak nie jest takie proste. Technicznie rzecz ujmując, to ptaki niezwykle ostrożne, które też łatwo się uczą jak unikać kłopotów w relacji z człowiekiem. Do tego ich okrywa piór jest dość skuteczna osłoną przed śrutem z broni gładkolufowej, a strzelanie kulą sztucerów zdaje się niedozwolone. Poza tym kto ma strzelać do ptaków w takiej skali, bo członkowie Polskiego Związku Łowickiego, zdają się być niezainteresowani. Przynajmniej do czasu umieszczenia kormorana na liście gatunków łownych, w załączniku do ustawy Prawo Łowickie. To pewnie też niewiele zmieni wobec potencjalnie wysokich kosztów polowań i cen amunicji, w stosunku do jedynie "satysfakcji" oddania strzału.

Proces naturalnego regresu populacji kormoranów wydaje się mało realny, a przynajmniej nieprzewidywany w najbliższych latach, czy dziesięcioleciach. Przeciwnie, uwzględniają tempo eutrofizacji wód różnego typu, oraz potencjał jeszcze nie opanowanych siedlisk, możemy raczej spodziewać kolonizacji znacznie większych terenów Polski, z całymi tego konsekwencjami.

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy, szczególnie my mieszkańcy Polski i szerzej pojętej Europy. Od dziesięcioleci niszczymy naturalne mechanizmy, regulujące wielkość populacji wszystkich gatunków oraz relacje między nimi. Doraźnie korzyści gospodarcze, rolnictwo, urbanizacja, motoryzacja, turystyka i wiele innych, już dawno przysłoniły właściwe postrzeganie tych utraconych wartości. Nie bez winy są stojący po drugiej strony barykady "zieloni", czasem zbyt uparcie wierzący, że wspomniane mechanizmy samoregulacji nadal funkcjonują.

Myślę, że kierunek rozwiązania problemu powinien oscylować wokół potencjalnych odszkodowań dla rybaków. Mówimy tu jednak o stratach 100 milionów złotych. Zatem nie trudno się domyśleć, że Państwo umyje od tego ręce, jak robi to do tej pory w alternatywie proponując jedynie odstrzał. Jestem też przekonany, że gdyby zadośćuczynić rybakom finansowo, to ilość kormoranów, tylko by wszystkich cieszyła, poczytywana jako sukces polityki ochrony środowiska, choć tak nie jest. Bo swój sukces kormorany zawdzięczają paradoksalnie jego dewastacji. 

Dlatego w poprzedniej publikacji o żurawiach wskazywałem propozycję wypłat odszkodowań rolnikom za szkody czynione w uprawach rolnych przez te ptaki, z celowego funduszu RDOŚ, co może ostatecznie uchronić ten gatunek przed zakusami odstrzału, jak w przypadku kormoranów.

29.05.2017

Foto majówki