31.05.2013

Niszczenie polskich rzek za setki milionów złotych

W rozwinięciu poprzedniego tematu polecam uwadze artykuł ” Niszczenie polskich rzek za setki milionów złotych "    
źródło:  Salmon.pl 



Tak wyglądały prace regulacyjne na rzece Stradomce. © WWF Polska / Artur Furdyna

30.05.2013

Mayfly i smutne wieści ... Relacja z portalu Salmon. pl


Długo w tym roku przyszło nam czekać na majowe święto wędkarzy muchowych. Od kilku dni docierały do mnie informacje, że pojawia się już jętka, że są pierwsze wyniki, w końcu usłyszałem - "zaczęło się, przyjeżdżaj...".

Na drugi dzień, pod wieczór, byliśmy już we trzech nad jedną z rzek wschodniej Polski. Ledwo montowaliśmy sprzęt, rozpoczął się godowy taniec jętki pospolitej (Ephemera vulgata). Ten widok zawsze wzbudza euforię, rozpala nadzieje, jest spełnieniem rocznych oczekiwań...

Nad wodą widzieliśmy też wychodzące, pojedyncze osobniki jętki górskiej (Ephemera danica) - tej większej, o jaśniejszym ubarwieniu, ale najwyraźniej był to początek jej wylotów.


Ephemera vulgata


Ephemera danica

Od napotkanych kolegów - wędkarzy dowiedzieliśmy się, że wczoraj był ten dzień - "dzień smoka", kiedy na żer wyszły miejscowe olbrzymy, a kto był nad wodą, mógł zmierzyć się z godnym przeciwnikiem. Mimo, że z naszym przyjazdem nadeszło ochłodzenie, a na horyzoncie szykowała się burza, wyruszyliśmy nad rzekę pełni nadziei i optymizmu. Kiedy tylko jętka zaczęła siadać na wodzie, rozpoczęło się żerowanie.


wyjście "smoka"

Szybko namierzyłem 3 okazałe ryby, które jednak - jak to na tej rzece często bywa - nie trzymały się jednego punktu, lecz zbierały owady niejako w ruchu - po kilka zebrań wokół jednego miejsca, potem niżej, jeszcze niżej, przerwa, a następnie znowu pojawiały się w górze rzeki. Trzeba przyznać - sprytna metoda. Dla wędkarza to trudne wyzwanie - trzeba poznać trasę, wyczuć interwał i po pierwszym, góra drugim, wyjściu podać muchę idealnie w czasie i w obszar zasięgu kropkowańca. Na dodatek rzeka kameralna, teren trudny - ciężko podejść po cichu i niezauważenie do wychodzącej, "doświadczonej"  ryby. Mam w tym pewną wprawę i w końcu udało się - smoczysko wessało moją muchę, chwila wyczekiwania, opóźnione zacięcie i ...nic!. Nawet nie poczułem ryby, mimo, że mucha znikła na 2-3 sekundy pod wodą - może tym razem ciut za długo...?

Bywa. Zostawiłem rybki dwóm mniej doświadczonym przyjaciołom i pognałem w dół rzeki na dobrze mi znane "smocze jamy". Nic to, że najpierw wpadłem jedną nogą w bobrowy wentylator, napełniając cały kalosz wodą, nic to, że niedługo po tym drugą nogę zanurzyłem w cuchnącej, bagnistej brei, nic, że komary żarły niemiłosiernie, a pot zalewał oczy i spływał ciurkiem po plecach - gnałem obciążony aparatem z teleobiektywem i akcesoriami kilka kilometrów, chcąc zdążyć o właściwej porze.

Nie zdążyłem. Jętka przestała latać - skryła się wraz z ochłodzeniem i nadciągającą burzą. No, może nie do końca. Wypatrzyłem pojedyncze zebranie, choć much na wodzie już nie było widać. Pierwszy rzut i czterdziestaczek usiadł na muchówce. Przypon miałem na grubsze sztuki, więc szybki hol, dwie fotki bez wyjmowania ryby z wody i niezbyt gruby samczyk odzyskał wolność. Były też i inne atrakcje, a mianowicie dwie watahy dzików, które w trawie do pasa przeszły 20-30 metrów ode mnie bez specjalnego strachu. Nie dość tego - jedna z loszek okazała wręcz niepokojące zaciekawienie moją osobą i zbliżała się, aż klaśnięciem i okrzykiem określiłem granicę swojego terytorium  - odbiegła do stada, zatrzymując się kilka razy i oglądając do tyłu. Ciekawe też, że jedna z dzikich świń była w jasne plamy - czyżby krzyżówka ze świnią domową...? Robiłem dzikom zdjęcia, ale jeszcze przy rybie, kiedy operowałam właściwie jedną ręką, chcąc podwyższyć ISO (było już dość ciemno) przestawiłem niechcący aparat w tryb samowyzwalacza i nie zorientowałem się, sądząc, że zepsuł się mój wierny canon. Oczywiście zdjęcia nie wyszły - ból jak przy tej nie zaciętej rybie.


Potem powrót, ognisko, kolacja, kilka kieliszków za zdrowie niedawno narodzonej Kornelki, córki kolegi Konrada - i noc wśród zapachu łąk i odgłosów przyrody Podlasia.

W nocy przyszedł deszcz i dalsze ochłodzenie. Ten niezbyt dobry prognostyk na następny dzień sprawdził się całkowicie. Było zimno, dobrze, że nie padało. Jętka praktycznie nie wychodziła, a wieczorem nie siadała na wodzie. Mimo to koledze Jackowi udało się, podobnie jak mnie poprzedniego dnia, złowić pstrąga 42 cm. Ja stałem kilka godzin jak czapla na swoich ulubionych miejscach nie widząc ani jednego, godnego machnięcia muchą wyjścia. Nie było dzików, nie dopisały też ptaki, obiekt alternatywnego polowania, bo choć było ich w bród, to brak odpowiedniego światła wykluczał pracę z teleobiektywem. Cóż, tak bywa. Dodatkowo prognoza pogody zapowiadała dalsze pogorszenie aury. Uznaliśmy, że trzeba się poddać i wracać do Warszawy.

Kiedy pakowaliśmy graty, zatrzymał się koło nas samochód z wędkarzami, a wśród nich - kolega Artur Furdyna, szef Towarzystwa Przyjaciół Rzeki Iny i Gowienicy, znany bojownik o nasze górskie rzeki, który przyjechał tu z drugiego krańca Polski. Kompletne zaskoczenie. Jaki ten świat mały... Chłopaki przyjechali na "ostatnią" godzinę łowienia, z tym, że Artur spóźnił się o 2 dni.

Mało, że jętka zawiodła. W krótkiej rozmowie potwierdziły się moje najgorsze obawy, którym nie raz dawałem wyraz -  melioranci na Pomorzu jedną ręką budują przepławki, bratają z wędkarzami i chwalą działaniami proekologicznymi, drugą zaś prostują, bagrują, wycinają, umacniają, itd. - niszczą nasze rzeki, wykorzystując unijne środki na poprawę bezpieczeństwa powodziowego. Nie liczą się przy tym z ochroną obszarów Natura 2000, czy dyrektywami unijnymi, dotyczącymi ochrony środowiska i bioróżnorodności. Mało kto wie, że poprawa jakości wód i udrożnienie rzek do 2015 r. to wymóg UE, z którego Polska będzie musiała się rozliczyć. Dla meliorantów to tylko kasa do przerobienia i głupi ten, kto dał się złapać na piarowskie chwyty i uwierzył, że wilk zmienił się w baranka.

Nie dość złych wieści. Melioranckie lobby uderza już w niezniszczone ekologicznie Podlasie. Teraz przekopać chce cudowną Sokołdę, rzekę z którą jestem od lat związany. To dobitny przykład zbrodni i braku sensu działań, których niczym się nie da uzasadnić. A jednak!

Krótko to wyjaśnię.
Sokołda bierze swój początek na Wzgórzach Sokólskich i płynie podmokłą doliną przez Puszczę Knyszyńską, by po 57,5 km znaleźć ujście w Supraśli. Po drodze mija kilka miejscowości, w dużym stopniu opuszczonych, z zanikającym rolnictwem. Dla przykładu podam, że od miejscowości Straż do Międzyrzecza (odcinek górski - kraina pstrąga i lipienia), to jest na około 12 km długości rzeki, na szacunkowym areale około 500 ha łąk pasie się 15 krów w tym jedno ssące cielę (w Ostrówku)! Łąki, o charakterze naturalnym, w tym z turzycą wysoką, w większości nie są koszone w ogóle.


dolina Sokołdy


Dworzysk - miejscowość nad Sokołdą (woda domostw nigdy nie sięga)

Kilka cichych miejscowości nad Sokołdą położonych jest w sposób tradycyjny - na wzgórzach, tam, gdzie nawet najwyższa woda nigdy nie sięga. Sama dolina została niegdyś zmeliorowana, a i sama rzeka też nosi ślady ludzkiej ingerencji m.in. w postaci jazów do regulacji poziomu wody. Na szczęście rzeka nie została ofaszynowana, a liczne bobry zrenaturyzowały rzekę do stanu dzikiego. Zróżnicowana roślinność łąkowa, często o charakterze wyspowym, mokradła, śródłąkowe zagłębienia z oczkami wodnymi, nadbrzeżne trzcinowiska oraz bliskość lasu stwarzają doskonałe warunki dla wielu rzadkich, chronionych ptaków, płazów i innych zwierząt. Spotkać tu można czarnego bociana (o białym nie mówiąc), kanię czarną, orlika krzykliwego, błotniaka stawowego i łąkowego, żurawia, czaplę siwą, bąka, rokitniczkę, trzciniaka, brzęczka, dziwonię zwyczajną i wiele innych. Część tych gatunków jest silnie związana z trzcinowiskami, które nad Sokołdą występują w bezpośredniej bliskości rzeki i zostałyby podczas bagrowania i regulacji zniszczone. Szczególnym sentymentem darzę osobiście podlaską "papugę" - dziwonię zwyczajną, której nigdzie indziej nie udało mi się spotkać, ba! na Podlasiu widywałem ją wyłącznie nad Sokołdą.


błotniak stawowy i jego gniazdo


rokitniczka


moja ulubiona "papuga" - samiec dziwonii zwyczajnej

Jak wiemy, wszystkie płazy w Polsce objęte są ochroną gatunkową, ochronie podlegają też ich siedliska, a nawet trasy wędrówek


żaba z grupy zielonych (Rana esculenta)

Ssaki związane z wodą reprezentowane są przez liczne bobry i wydrę - oba gatunki pod ochroną. Bliskość puszczy powoduje, że w dolinie można spotkać też faunę leśną. Omówienie rzadkich i chronionych roślin doliny Sokołdy wymagałoby dłuższego i bardziej fachowego opracowania.

Sama rzeka posiada bogaty rybostan, z gatunkami szlachetnymi - pstrągiem i lipieniem. Nie wiem niestety, jakie gatunki chronione występują w Sokołdzie. Wysoce prawdopodobne jest występowanie piskorza, różanki czy kozy. Wypatrzyłem natomiast minoga strumieniowego.


gody minoga strumieniowego (Lampetra planeri)

Według mnie ścisłej ochronie siedliskowej powinna podlegać jętka majowa, zarówno pospolita jak i górska (Ephemera wulgata i danica). Obecnie w Polsce rzek z dobrze zachowaną (nie szczątkową) populacją jętki majowej jest mniej niż niedźwiedzi brunatnych, których populację ocenia się na ok. 120 osobników! Pamiętajmy, że owady stanowią ważny składnik diety ryb we wszystkich stadiach ich rozwoju. Wciąż mam w pamięci zbagrowany i osuszony jeden z najpiękniejszych odcinków Wdy, gdzie na wielu kilometrach zniszczono unikatowe siedliska chronionego storczyka z rodzaju Dactylorhiza oraz populację jętki majowej i chruścika. Mimo, że owady zachowały się jeszcze obok w tej samej rzece, do dziś nie ma ich w zniszczonym odcinku. Nie wyrosły też storczyki i nie wróciły pstrągi, a przecież w miejscu gdzie było kiedyś trzęsawisko żyły największe osobniki.


kukułka szerokolistna (Dactylorhiza majalis) - nasz rodzimy storczyk

Rodzi się pytanie, czy to Unia Europejska cierpi na schizofrenię, czy raczej nasz kraj na cwaniactwo i bezwzględną pazerność władz i lobbystów. Niewątpliwie ostatnie lata to sezon "kręcenia lodów" i nie ma chyba po co chodzić ze skargami po instytucjach - wszędzie kolesie. Należy skarżyć bezpośrednio do instytucji unijnych, pisać do mediów zagranicznych, zaprosić specjalistów i pokazać im, co Polacy potrafią zrobić z idei, mających służyć przyrodzie i społeczeństwu. Chyba tylko to może powstrzymać bezsensowne wydawanie publicznych środków i wykorzystywanie ich do niszczenia wartości ponadczasowych, które winniśmy zachować dla przyszłych pokoleń.

Na tle tych informacji - wkrótce znacznie więcej szczegółów - rośnie znaczenie naszej inicjatywy społecznego dokumentowania stanu polskiej przyrody...

tekst i fot. Ostjan
(oprócz storczyka zdjęcia wykonane w dolinie Sokołdy)

Czy wiesz, że ... ?


Czy wiesz że, obserwowane nad brzegami naszych rzek podczas majowych wylotów ważki w różnych kolorach, to nie dwa osobne gatunki ?. To przedstawiciele gatunku Świtezianka dziewica (Calopteryx virgo), której dymorfizm płciowy wyróżnia odmienne ubarwienie samca i samicy.


Samiec, o ciemnoniebieskim zabarwieniu skrzydeł


Samica, o brązowych skrzydłach z białą plamką

28.05.2013

Skórzane tuby Salix Alba


Salix Alba, producent znany i ceniony, jego wiklinowe kosze oraz podbieraki towarzyszą nam już od 24 lat w rzecznych wędrówkach. Cenimy ja za styl, walory użytkowe, solidność wykonania, która zapewnia nam komfort wędkowania w każdych warunkach. Wśród dziesiątek użytkowych akcesoriów trudno wyróżnić jeden flagowy produkt, bo wszystkie ze względu na jakość zasługują na nasze uznanie. Jenak stając wobec takiego wyboru, można wskazać skórzane tuby na wędziska muchowe. 

Nowatorskie spojrzenie na temat w połączeniu ze szlachetnością skóry pozwoliło stworzyć nie tylko pewne i solidne zabezpieczenie naszych wędzisk w transporcie, ale też efektowny sam w sobie przedmiot stanowiący w myśl tradycji muchowej, dopełnienie naszego ekwipunku. Tuby ręcznie wykonane, obszyte skórą z pięknym grawerowanym przez plastyka wizerunkiem pstrąga lub lipienia. Nie ma tu chińskiej sztampy a indywidualnie wykonany wzór według parametrów wędziska, zgodnie z oczekiwanym przez odbiorcę wizerunkiem, wybranym pośród sposobów łączenia skóry. Do wyboru obszycie juchtem, lub szycie krzyżowe, transportowe paski oraz niepowtarzalne zdobienia w postaci wizerunków ryb. Niezależnie od własnej satysfakcji posiadania skórzanych tub Salix Alba, doskonały pomysł na prezent dla Kolegi po kiju, nagrodę w wędkarskich zmaganiach, lub uhonorowanie pracy Kolegów w terenie. Podobne wzornictwo i rodzaj materiału towarzyszy propozycji producenta w postaci skórzanych pudełek na muchy, lub juchtowych futerałów na kołowrotki. Zapraszam Kolegów na internetową stronę Salix Alba w poszukiwaniu niepowtarzalnych w swym wizerunku i wykonaniu użytkowych akcesoriów a ja pakuję mój dwuskład do skórzanej tuby i jadę rozejrzeć się za jętką.








27.05.2013

Boleniowe tuby z Adamem Gierczakiem Step by Step


Opracowanie, tekst i zdjęcia Adam Gierczak

Prosta, szybka w wykonaniu, tania i piękna mucha - czyli mucha boleniowa zbudowana na tubie. Zdecydowanie jest ona muchą na wody bieżące. Na tubie dlatego, że umożliwia nam ona w prosty i szybki sposób zbudować gruby tułów z mylaru, co wierzę że jest bardzo istotne w przypadku tej muchy. To jakby modyfikacja słynnej  Brooks Sunray Shadow.

Moja mucha ma imitować ukleję. Co potrzebujemy do jej wykonania:
- rurki tubowe, dopasowane do siebie tak, aby jedna wchodziła w drugą na wcisk
- mylar dopasowany średnicą do tuby grubszej
- bucktail biały, szary i oliwka
- oczy 3D i klej epoxy
- czerwony materiał na gardełko
- mocna płaska nić ( u mnie jest to UTC ultra thread )
Zbrojenie: haczyki polecam double, dopasowane tak do tuby aby na wcisk się w niej chowały. podwójny hak lepiej stabilizuje muchę i to dużo lepiej. 


1. grubsza tuba idzie w igłę. 


2. zapalniczką przypalamy jeden z jej końców - tak aby oparła się na nim nić kiedy będziemy robić główkę


3. nakładamy mylar na tubkę - odcinamy  taką długość jak tubka


4. wiążemy mylar jak na zdjęciu, jakieś 3-4mm od nieprzypalanego końca tubki, kończymy węzeł i dajemy kropelkę szelaku lub lakieru na nić


5. a teraz mylar naciągamy jak pończochę :-) jakby wywracamy go na drugą stronę, tak aby nie było widać nici


6. teraz bierzemy cieńszą tubkę i przypalamy jeden koniec


7. odcinamy jakiś 1 cm i umieszczamy jak na zdjęciu jedną tubkę w drugiej. ta wewnętrzna rurka daje nam sztywność zewnętrznej, a bucktail należy mocno wiązać, więc bez wzmocnienia po prostu ta szersza rurka by się zwężała


8. wiążemy mylar


9. resztę mylaru odchylamy do tyłu


10. wiążemy bródkę - tu u mnie jest to foka 


11. bródka w tył, na zamek


12. pierwszy pęczek bucktail - u mnie biały, gdyż robię ukleję. Jest to część spodnia muchy, długość sierści dobieram na długość tułowia


13. odcinam nadmiar bucktail i dobrze całość mocuję siłowo. Bucktail należy bardzo mocno wiązać, inaczej będzie nam zjeżdżać nitka


14. przekręcam muchę i wiążę kolejny pęczek bucktail, tym razem dłuższy, kolor biały


15. odcinam nadmiar i całość dobrze zakrywam nicią


16. kolejny pęczek bucktail, dłuższy od poprzedniego i kolor szary


17. podobnie jak wcześniej, odcinam nadmiar


18.  i dobrze stabilizuję całość nicią, siłowo. tworzy się kształt główki


19. wiążę pęczek bucktail, oliwka. najdłuższy ze wszystkich, bo ostatni


20. odcinam nadmiar i całość dobrze zabezpieczam nicią. robimy węzeł końcowy, odcinamy nić


21. dajemy oczy 3D


22. zalewamy główkę klejem epoxydowym. jeśli nie mamy suszarki obrotowej - obracamy w palcach aż przestanie spływać klej, da się to zrobić

I jak wygląda Twoja mucha??
Życzę wszystkim ukręcenia :) i bolenia skaczącego z hukiem!



26.05.2013

Zielnik rzecznej doliny ... Żywokost lekarski


Żywokost lekarski (Symphytum officinale L.), zwyczajowo nazywany także kosztywałem – gatunek rośliny wieloletniej należący do rodziny ogórecznikowatych. Występuje w Europie, z wyjątkiem południowych krańców, w środkowej Azji, na Syberii, w Azji Mniejszej. Zawleczony do Ameryki Północnej. W Polsce jest rośliną pospolitą na terenie całego kraju. Siedlisko: Obrzeża jezior i strumieni wolno płynących, mokre łąki, zarośla, rowy, podmokłe lasy. Rośnie na żyznych i wilgotnych glebach (torfowe, glejowe).

Obok licznie opisywanych zastosowań rośliny w medycynie ludowej i ziołolecznictwie, na uwagę zasługują jej właściwości, jako leku pierwszej pomocy w przypadku powstałych ran. Dzięki zawartościom klejów roślinnych szybko zasklepia uszkodzoną skórę, nie dopuszczając do powstania infekcji. Również obecna w składzie rośliny substancja - Alantoina,   przyspiesza gojenie się tkanek. Warto zapamiętać tą roślinę, szczególnie gdy złapiesz się na własny haczyk ...


25.05.2013

Czy urzędnik potrafi czytać ... sprawa Łupawy


Zaledwie kilka dni temu pisałem o zagrożeniach dla pomorskich rzek - Ręka, rękę myje …. w rzece. Niedługo przyszło czekać na wizję kolejnej katastrofy, tym razem mogącej dotknąć Łupawę. Wynika to z planów rozbudowy Gospodarstwa Rybackiego Kozin,  ( patrz: strona internetowa Gospodarstwa i zakładka ”Perspektywy rozwoju”) , które zamierza zwiększyć produkcję pstrąga ze 100 ton do 300 ton rocznie. Towarzyszyć mają temu liczne inwestycje, również w postaci budowy nowej wylęgarni, basenów narybkowych oraz obiektów przetwórczych. Nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie – Jak to jest możliwe, że w świetle jednoznacznej opinii Państwowej Rady Ochrony Przyrody z roku 2004 i wynikającej z niej świadomości zagrożeń dla rzek pomorza, urzędnicy wydali na to zgodę.

Przypomnę, że w treści przytaczanego stanowiska PROP, czytamy:
”Do najbardziej destrukcyjnych zagrożeń - wpływających w zasadniczy sposób na populacje "dzikich" ryb w rzekach - należą intensywne hodowle ryb - nieraz po kilkanaście hodowli w zlewni jednej rzeki - zrzucające duże ładunki zanieczyszczeń. Z koncentracją obiektów hodowlanych związane jest rozpowszechnienie krwiotocznej posocznicy ryb łososiowatych (VHS) - wirusowej, zaraźliwej choroby ryb, powodującej ogromne straty nie tylko w intensywnych hodowlach ryb łososiowatych, ale również w populacjach naturalnych. Rozprzestrzenianie jej następuje głównie przez transport ryb drogą wodną. Może być ona również przenoszona przez ludzi (sprzęt, odzież), jak i przez zwierzęta. Jedyną skuteczną metodą zwalczania VHS jest całkowita likwidacja ryb i dezynfekcja stawów hodowlanych.”

Możemy się jedynie domyślać uzasadnienia wydania zgody na rozbudowę Gospodarstwa Kozin, zapewne pod chwytliwymi hasłami: Nowe miejsca pracy, Lokalny rozwój, Polska żywność, Unijne inwestycje, itp. Zatem plany rozbudowy pozostają faktem, niezależnie od zaleceń w/w Państwowej Rady, która opisała je jednoznacznie:

”Między innymi ograniczyć należy na rzekach pomorskich budowę takich obiektów, jak: intensywne hodowle ryb; zbiorniki retencyjne; elektrownie wodne, a w obszarze zlewni tych rzek dążyć do: ograniczenia liczby intensywnych hodowli roślin i zwierząt oraz zakładów przemysłowych, w tym zakładów przetwórstwa ryb; eliminacji ośrodków, zakładów, budynków i urządzeń nie posiadających własnych oczyszczalni. ”

Widać od Ministerstwo Środowiska oraz Państwowej Rady Ochrony Przyrody do miejscowych urzędników zbyt daleka droga a jak zwykle górę bierze lokalnie pojmowany interesik.

24.05.2013

Dostęp do wody



Wędrówka brzegami rzek pomorza nie zawsze należy do łatwych. Póki jej trudy wyznaczają naturalne przeszkody w postaci okresowych podtopień, rowy, czy zwarta, nabrzeżna roślinności przyjmujemy to z godnością rzecznego wędrowcy. Gorzej gdy napotkaną przeszkodą nie do przebycia jest płot posesji wchodzący wprost do rzeki. Nad brzegami Redy wiele było niegdyś takich barier, część zabrała rzeka, inne zdemontowano jednak jedna się ostała i ma się doskonale. Stanowi ogrodzenie wielkiej i sądząc z rodzaju zabudowy bogatej posesji, której płot jak na zdjęciach widać całkowicie uniemożliwia dostęp do brzegu Redy. Nawet niskie stany wody nie pozwalają ominąć ogrodzenia i suchą nogą przejść kilkuset metrowym brzegiem, który właściciel ziemi uznał za nieodłączną część swoich włości. Niemożliwe jest też ominięcie tego fragmentu brzegu nurtem rzeki, ze względu na głębokość wody. Pozostaje obejść kilka tysięcy metrów kwadratowych posesji przez osiedle domków jednorodzinnych, by móc powrócić na szlak rzecznej wędrówki.

W tym miejscu należy zadać pytanie o równych i równiejszych wobec prawa, szczególnie w świetle kontroli dostępu do wód Redy, które jak czytałem miały miejsce. Nie potrafię odpowiedzieć, czy ogrodzenie to umknęło uwadze kontrolujących - (nie sądzę ), lub czy ich spostrzeżenia i wnioski do dziś są bagatelizowane przez wejherowskich urzędników a sprawa zamieciona jest pod dywan. Pozostaje faktem, że ilekroć zapuszczę się brzegiem Redy na tym odcinku, to od lat koniec marszu wyznacza solidny płot. Może odpowiedź znajdę w głosach Kolegów z wędkarskiego, lokalnego środowiska czytających ten wpis a jeśli nie pozostaje mi pofatygować się do Urzędu Miasta i tam szukać wyjaśnienia, dlaczego wbrew prawu właściciel posesji zamknął dostęp do rzeki.

Nie może być naszego przyzwolenia na traktowanie linii brzegowej jako prywatnej własności w kontekście jej dostępności dla wędkujących oraz pozostałych użytkowników wód. Również zgody na urzędnicze kruczki lub zaniedbania, inaczej pozostanie nam w miejsce wędkarstwa, nowa dyscyplina – skok przez płoty.  


Regulacja prawna: Dostęp do wody






22.05.2013

Reda rzeka Jangcy


Tak wygląda kolor wody w Redzie po ostatnich burzach. Jeśli nieco się sklaruje i opadnie to nadchodzi kolejna nawałnica i ponownie zamienia rzekę brunatną bryję. Czas jętki już lada chwila, lipienie gotowe do wędkarskich zmagań a tu taki pasztet. Prognozy pogody dla regionu niezbyt optymistyczne, bo końca przechodzących burz nie widać, zatem inauguracja sezonu się opóźni. Szkoda, że natura tak nas doświadcza w tym sezonie, bo po wyjątkowo długiej zimie i barku typowej dla ubiegłych lat wiosny, mamy pełnię lata w maju ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wszystko wskazuje na to, że 1 czerwca rzeka przywita nas podobnym widokiem ...