31.05.2015

Kto rzuci cumy ... ?


Ostatnio jakoś zebrało mi się na morskie tematy. Może to dziwić zważywszy na tytuł portalu ale wody Zatoki Gdańskiej, Zatoki Puckiej oraz otwartego morza są środowiskiem życia również ryb łososiowatych. Nie tylko pstrągiem i lipieniem człowiek żyje a wszelkie kwestie dotyczące wędkarstwa winne być nam bliskie, bo to łańcuch wspólnych i nierozerwalnych zależności. 

Już za kilka tygodni Jastarnia oraz podobne morskie kurorty zatoki oraz polskiego wybrzeża zaludnią się turystami. W tej grupie będziecie również Wy, wędkarze. Często z rodzinami, dla których nie zawsze Wasza pasja jest szczególnie porywającym zajęciem, nie licząc korzyści kulinarnych. Wakacyjny pobyt w taki miejscach to również rodzinne spacery, czasem portowym nabrzeżem, może zatem warto wchłonąć nieco wiedzy by podczas takiej wycieczki móc domownikom i znajomym odsłonić kulisy morskiego rybołówstwa, zabłysnąć znajomością tematu oraz własnymi przemyśleniami. Jestem przekonany, że pozwoli to bardziej przychylnym okiem spojrzeć na nasze hobby nie tylko przez najbliższe otoczenie ale postrzegać naszą wędkarską społeczność jako ludzi, którzy nie patrzą na świat przez pryzmat czubka wędki.

Miałem dziś okazję odwiedzić Jastarnię w sprawach niezwiązanych z wędkarstwem, jednak znalazłem chwil kilka by przespacerować się nabrzeżami portu rybackiego. Raczej w nadziei spotkania wędkarzy, miłej pogawędki i zajrzenia do siatek i wiaderek amatorów moczenia kija z falochronu. Niestety nabrzeża są puste, nikt nie wędkuje i trudno szukać jak przed laty łowców morskich okoni, pstrągów tęczowych, okazałych płoci a nawet fląder. Dla oka pozostały jedynie scenki sennej atmosfery sobotniego dnia życia portu. Czy jednak tylko dla oka?


Morskie połowy wędkarskie obecnie stanowią 5% ogólnie poławianej ilości dorsza bałtyckiego obu stad. Prognozy wskazują na potencjalny szybki wzrost tego udziału, który w niedługim czasie może być szacowany nawet na 10%. Moda na wędkarstwo morskie trwa od lat a szybki rozwój tej dziedziny został zauważony, czemu dano wyraz w zapisach nowej ustawy o rybołówstwie morskim, która obowiązuje od 4 marca 2015 r. Już sama definicja wędkarstwa uprawianego na morskich akwenach znalazła swój wydźwięk w postaci określenia - " rybołówstwo rekreacyjne" co wskazuje odejście od tradycyjnego postrzegania tego rodzaju wędkarstwa jako mało znaczącej i niszowej dziedziny. 

To wystarczająca przesłanka by nasze zainteresowanie kierować ku rybołówstwu morskiemu. Postrzegać jego obecny stan z wszelkimi trudnościami i osiągnięciami, jako szansę lub nie dla wędkarzy. Czy rybaków morskich traktować jak naszych konkurentów, czy sprzymierzeńców w trosce o liczebność populacji ryb Bałtyku. Dzisiejsza publikacja nie jest próbą analizy lub odpowiedzi na pytania. Jest raczej przyczynkiem do stawiania kolejnych pytań. Okazją by port rybacki postrzegać nie tylko jako atrakcję turystyczną ale miejsce, które jak soczewka skupia w jednym miejscu i czasie gospodarcze i ludzkie dylematy.

Mamy trwającą od 2004 roku znaczącą redukcję bałtyckiej, rybackiej floty połowowej. Część kutrów przemianowała się na jednostki wędkarskie, część szyprów odeszła z zawodu. Przyczyn jest wiele. Z jednej strony ograniczenie kwot połowowych Bałtyku w ramach uregulowań Unii Europejskiej.  Podział kwot połowowych na Morzu Bałtyckim na 2015 r.

Z drugiej strony ogromny rozwój turystyki Półwyspu Helskiego a więc alternatywne źródła utrzymania. W Jastarni powstało wiele obiektów małej gastronomi oraz baza noclegowa. Obecnie swoim wizerunkiem tak dalece i pozytywnie odbiegająca od dawnych betonowych konstrukcji stawianych w ramach jedynie słusznych projektów kwadratowych, piętrowych domków epoki socjalizmu.






Relatywnie najniższy spadek liczby obsługiwanych statków rybackich miał miejsce w Jastarni (26%). W porcie tym wyładowywane są ryby niemal wyłącznie ze statków, dla których jest on portem macierzystym. Dane z roku 2011  - 41 jednostek. Nie zmienia to faktu, że czasy świetności i liczebności floty rybackiej w stosunku do poprzednich dziesięcioleci uległy znaczącej redukcji. Zainteresowanych stanem polskich portów rybackich odsyłam do obszernego opracowania Morskiego Instytutu Rybackiego  - dokument PDF do pobrania w internecie pod hasłem  - "Analiza stanu infrastruktury w portach rybackich i przystaniach pod kątem dalszych potrzeb inwestycyjnych". 

Jak wynika z zawartych tam wniosków i zaleceń port w Jastarni nie wymaga już daleko idących inwestycji, poza pogłębieniem toru wodnego podejścia od strony wody. Pytaniem jest tylko, czy obecnie funkcjonalny i urokliwy pozostanie nadal żywym gospodarczo organizmem. Być może zamieni się w skansen lub miejsce cumowania jedynie jachtów i łodzi wędkarskich. Zastanawiałem się jak posumować tą uczoną część owego wywodu, może również pytaniem. Czy polskie rybołówstwo na Bałtyku przetrwa mimo solidnego zaplecza portowego ?.

W ramach tego opracowania dostępne są również dane o udziale wyładunku poszczególnych gatunkach ryb. Jak wynika z poniższej tabeli port w Jastarni jest głównym miejscem wyładunku łososiowatych.





Na zdjęciu załadunek po remoncie rozpory włoka. Ciężkiej blachy służącej do do rozwarcia wlotu sieci podczas dennych połowów.



Wiele cumujących w porcie Jastarnia kutrów rybackich to starsze jednostki. Wymagają stałej troski szyprów i załóg, czasem kapitalnych remontów.


Obok nieco nowszej technologi jest też miejsce na stare klimaty, nie tylko w wizerunku mniejszych łodzi ale również takielunku i sprzętu rybackiego.







29.05.2015

Zmiany w zasadach rekreacyjnego rybołówstwa morskiego



W dniu 4 marca 2015 roku, weszła w życie ustawa USTAWA z dnia 19 grudnia 2014 r. o rybołówstwie morskim. Tekst w części -  Rybołówstwo rekreacyjne, przytoczony w całości poniżej. Co to oznacza dla wędkarzy ...?

Opłaty i zezwolenia ... w tej części nastąpiły istotne zmiany.

Na pierwszy rzut oka dość enigmatycznie brzmi zapis ustawy: 
2.  W rozporządzeniu, o którym mowa w ust. 1, uwzględnia się odpowiednio:
1) konieczność zapewnienia ochrony żywych zasobów morza oraz bezpieczeństwa i porządku podczas wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
2)  okres, na jaki dana osoba fizyczna uzyskuje uprawnienie do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego, przy czym wysokość opłaty nie może przekroczyć odpowiednio:
a)  1/100 wysokości wynagrodzenia – w przypadku tygodniowego okresu połowów,
b)  1/50 wysokości wynagrodzenia – w przypadku miesięcznego okresu połowów,
c)   1/20 wysokości wynagrodzenia – w przypadku 12-miesięcznego okresu połowów.

Oczywiście nie oznacza to, że musimy dokumentować nasze wynagrodzenie a tym bardziej okazywać podczas kontroli oprócz dowodu wpłaty zaświadczenia o zarobkach.  Okręgowy Inspektorat Rybołówstwa Morskiego zdefiniował to w następujący sposób:

Połowy w celach sportowo-rekreacyjnych w polskich obszarach morskich mogą być prowadzone na podstawie: dowodu uiszczonej opłaty przez osoby fizyczne z brzegu lub innych niż statek urządzeń pływających: 
na okres tygodnia 37,83 zł, 
na okres miesięczny 75,67 zł, 
na okres 12 miesięczny 189,17 zł

Numer rachunku bankowego podany jest na stronach Okręgowych Inspektoratów Rybołówstwa Morskiego np:  

Pośród rozlicznych druków do pobrania. nie ma tam wzoru dokumentu wpłaty. Zadzwoniłem do wskazanego Inspektoratu, uzyskując następująca informację:

Tytuł wpłaty jest dość dowolny np. amatorski połów ryb na obszarach morskich lub bardziej poprawnie - połów w celach sportowo-rekreacyjnych w polskich obszarach morskich. Ważne by dowód wpłaty zawierał imię i nazwisko osoby, która będzie się nim posługiwać. Obowiązuje również obowiązek posiadania dowodu tożsamości podczas wędkowania na wypadek ewentualnej kontroli.

Natomiast nie ma obowiązku zaznaczenia na dowodzie wpłaty okresu wyrażonego w czasie, ponieważ data i kwota wpłaty określają powyższe. Nowością są same opłaty okresowe w miejsce dawniej stosowanych rocznych.

Jak widać nie pojawia się się tu pojęcie zezwolenia jak w poprzednich latach w formie niezależnego druku wydawanego przez OIRM.  Sam dowód wpłaty spełnia tą funkcję i jest jedynym wymaganym dokumentem uprawniającym do połowów sportowo-rekreacyjnych w polskich obszarach morskich.

Jeśli chodzi bezpośrednio o wody Okręgu Gdańsk zmieniła się sytuacja połowu na określonych obszarach morskich wód wewnętrznych, co spowodowało zawieszenie do odwołania np. porozumienia z Okręgowym Inspektoratem Rybołówstwa Morskiego w Gdyni, tekst zamieszony na stronie internetowej ZO PZW Gdańsk. 


Źródło: strona internetowa  ZO PZW Gdańsk

Wszystko wskazuje na to, że póki Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie zmieni statusu w/w wód w ramach nowego wytyczenia granic między wodami morskimi a śródlądowymi (patrz pismo poniżej) obowiązywać będą zapisy nowej ustawy. Na wskazanych wyżej odcinkach przyujciowych rzek, w obecnym sezonie obowiązują opłaty stanowiące zezwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego na obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej. 



Źródło: strona internetowa  ZO PZW Gdańsk




Rozdział 2
Rybołówstwo rekreacyjne

Art. 90. 1. Wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego na obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej może być prowadzone na podstawie:
1) pozwolenia na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego wydanego dla:
a) organizatora zawodów sportowych na prowadzenie połowów z brzegu lub ze statku albo
b) armatora statku na prowadzenie połowów z jego statku;
2) dowodu uiszczonej opłaty – w przypadku osób fizycznych niebędących podmiotami, o których mowa w pkt 1 – na prowadzenie połowów z brzegu lub z innych niż statek urządzeń pływających.

2. W czasie wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego:
1) podmioty, o których mowa w ust. 1 pkt 1, są obowiązane posiadać dokument pozwolenia na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego;
2) osoba fizyczna, o której mowa w ust. 1 pkt 2, jest obowiązana posiadać dokument tożsamości, zawierający jej imię, nazwisko i adres oraz dowód uiszczenia opłaty.
3. Okręgowy inspektor rybołówstwa morskiego właściwy dla miejsca wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego:
1) wydaje, w drodze decyzji, pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego na wniosek podmiotów, o których mowa w ust. 1 pkt 1;
2)  prowadzi rejestr pozwoleń na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego.
Art. 91. 1. Wniosek o wydanie pozwolenia na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego, o którym mowa w art. 90 ust. 3 pkt 1, zawiera:
1) imię, nazwisko, miejsce zamieszkania i adres albo nazwę, siedzibę i adres wnioskodawcy;
2) serię i numer dokumentu tożsamości lub numer identyfikacji podatkowej (NIP), lub numer identyfikacyjny w krajowym rejestrze urzędowym podmiotów gospodarki narodowej (REGON) wnioskodawcy;
3) wskazanie okresu, na jaki ma być wydane pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego;
4)  nazwę statku, z tym że dla statku rybackiego – oznakę rybacką oraz nazwę, jeżeli została nadana;
5) rodzaj i liczbę narzędzi połowowych, które będą wykorzystywane do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
6) wskazanie gatunku organizmów morskich, które będą celem połowów oraz obszaru połowów;
7) w przypadku organizatora zawodów sportowych – listę uczestników zawodów oraz miejsce, datę i godzinę rozpoczęcia i zakończenia zawodów.

2. Pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego zawiera informacje, o których mowa w ust. 1 pkt 1–6, a w przypadku organizatora zawodów sportowych także informację, o której mowa w ust. 1 pkt 7.
3. Jeżeli gatunek organizmów morskich objęty pozwoleniem na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego został objęty planem wieloletnim, o którym mowa w art. 9 rozporządzenia nr 1380/2013, w pozwoleniu określa się obowiązek sporządzenia raportów z połowów rekreacyjnych.
4. Pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego wydaje się na okres miesiąca albo 12 miesięcy, albo na czas trwania zawodów sportowych.
5. Okręgowy inspektor rybołówstwa morskiego właściwy dla miejsca wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego odmawia, w drodze decyzji, wydania pozwolenia na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego, w przypadku gdy ogólna kwota połowowa danego gatunku organizmów morskich została wyczerpana, z wyłączeniem pozwoleń, o których mowa w art. 90 ust. 1 pkt 1 lit. a.

Art. 92. 1. Wniesienie opłaty, o której mowa w art. 90 ust. 1 pkt 2, uprawnia osobę fizyczną do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego przez okres tygodnia, miesiąca albo kolejnych 12 miesięcy od dnia wniesienia tej opłaty.
2. Opłata, o której mowa w art. 90 ust. 1 pkt 2, stanowi dochód budżetu państwa i jest wnoszona na rachunek bankowy inspektoratu obsługującego właściwego okręgowego inspektora rybołówstwa morskiego.
Art. 93. Rejestr pozwoleń na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego jest prowadzony w formie elektronicznej i zawiera:
1) imię, nazwisko, miejsce zamieszkania i adres albo nazwę, siedzibę i adres podmiotu, któremu wydano pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego;
2) okres, na jaki zostało wydane pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego;
3) rodzaj i liczbę narzędzi wykorzystywanych do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
4) wskazanie gatunków organizmów morskich podanych we wniosku o wydanie pozwolenia na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego oraz określonych w pozwoleniu, a także wskazanie obszarów ich połowów;
5) serię i numer dokumentu tożsamości lub numer identyfikacji podatkowej (NIP) lub numer identyfikacyjny w krajowym rejestrze urzędowym podmiotów gospodarki narodowej (REGON) podmiotów, którym wydano pozwolenie na wykonywanie rybołówstwa rekreacyjnego;
6) nazwę statku, a dla statku rybackiego oznakę rybacką oraz nazwę, jeżeli została nadana.

Art. 94. 1. Raport z połowów rekreacyjnych, o którym mowa w art. 91 ust. 3, zawiera:
1) ilość i gatunek złowionych lub przyłowionych organizmów morskich;
2) datę i obszar prowadzenia połowów;
3) rodzaj i liczbę użytych narzędzi połowowych.
2. Raport z połowów rekreacyjnych sporządza się, w przypadku armatora statku wykonującego rybołówstwo rekreacyjne, po zakończeniu tych połowów, nie później niż przed wejściem tego statku do portu.

3. Raport z połowów rekreacyjnych doręcza się okręgowemu inspektorowi rybołówstwa morskiego w przypadku:
1) organizatora zawodów sportowych – w terminie 7 dni od dnia zakończenia zawodów;
2) armatora statku wykonującego rybołówstwo rekreacyjne – nie później niż w dniu następującym po dniu zakończenia rejsu rekreacyjnego.

Art. 95. 1. Minister właściwy do spraw rybołówstwa określi, w drodze rozporządzenia:
1) wymiary i okresy ochronne organizmów morskich dla wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
2)  szczegółowy sposób i warunki wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
3)  wysokość opłaty, o której mowa w art. 90 ust. 1 pkt 2.

2.  W rozporządzeniu, o którym mowa w ust. 1, uwzględnia się odpowiednio:
1) konieczność zapewnienia ochrony żywych zasobów morza oraz bezpieczeństwa i porządku podczas wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego;
2)   okres, na jaki dana osoba fizyczna uzyskuje uprawnienie do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego, przy czym wysokość opłaty nie może przekroczyć odpowiednio:
a)  1/100 wysokości wynagrodzenia – w przypadku tygodniowego okresu połowów,
b)  1/50 wysokości wynagrodzenia – w przypadku miesięcznego okresu połowów,
c)   1/20 wysokości wynagrodzenia – w przypadku 12-miesięcznego okresu połowów.

Art. 96. Zabrania się:
1)  używania do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego narzędzi połowowych wykorzystywanych do wykonywania rybołówstwa komercyjnego;
2) połowu organizmów morskich na obszarach wyłączonych z wykonywania rybołówstwa komercyjnego;
3) wprowadzania do obrotu organizmów morskich pochodzących z wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego, z wyłączeniem przypadku ich nieodpłatnego przekazania placówkom opiekuńczo-wychowawczym lub organizacjom pożytku publicznego w rozumieniu ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie.

28.05.2015

Pierwszy polski przekład książki Izaaka Waltona "Wędkarz doskonały"

Już wkrótce ukaże się pierwszy polski przekład książki Izaaka Waltona Wędkarz doskonały.  Jest to książka, która po Biblii jest najczęściej wydawaną publikacją na świecie. Od czasu pierwszego wydania w 1653 r., do dzisiaj tych wydań jest już ponad 500. Mimo upływu ponad 360 lat, Wędkarz doskonały ciągle pozostaje aktualny w swoim przekazie filozoficznym i kulturowym, dzięki czemu niezmiennie cieszy się ogromna popularnością. Zawiera on kwintesencję wędkarstwa, czyli bliskiego kontaktu z naturą, poznania i szanowania jej, umiejętnego i racjonalnego korzystania z jej darów, a także opierania sukcesu w wędkarstwie na rozmyślnym stosowaniu przynęt, wynikającym z obserwacji ryb, ich zachowania się, a także zachowania ich ofiar. Wędkarstwo cechuje spokój, cisza i harmonia z naturą, które razem sprzyjają kontemplacji, a także odpoczynkowi, zarówno ciała, jak i duszy. Walton doskonale opisuje urok życia wiejskiego i przenosi czytelnika w krainę pełną kwiatów, poezji, pieśni i spokoju, odwołując się do jego wyobraźni i uczuć. Książka sprzyjała silnemu wzrostowi wędkarstwa w Wielkiej Brytanii i w wielu innych krajach zachodnich od końca XVIII w., gdzie wędkarstwo, w szczególności na sztuczną muszkę, wręcz stało się symbolem rozrywki nie tylko osób wykształconych, ale nawet najwyższych sfer.





Pierwsze polskie wydanie w nakładzie 500 numerowanych egzemplarzy.

Wydrukowano na ekskluzywnym satynowanym papierze w przyjemnym dla oka odcieniu kości słoniowej nadając książce szlachetny i wyjątkowy charakter. Oprawiono w skórę  ekologiczną w kolorze zieleni angielskiej tłoczoną i złoconą z obszyciami.

Wydawca: Akapit Sp.z o.o., Lublin

Pierwszy dzień sprzedaży 11.06.2015 r
Cena książki: 150 PLN
Koszt przesyłki kurierskiej: 15 PLN

27.05.2015

Rzeka Reda ... pstrąg potokowy i lipień 35 cm


Od 1 czerwca zapewne zwiększy się presja wędkarzy na wielu odcinkach rzeki Redy. Po części za sprawą przestającego z tą datą obowiązywania zakazu brodzenia. Otwiera się sezon lipieniowy i wylot jętki majowej, który ma miejsce nieco później niż na innych rzekach pomorza. Pewnie pojawi się więcej okazjonalnych wędkarzy z Trójmiasta oraz gości z Polski, którzy mogą kierować się utkwionymi w pamięci starszymi zapisami regulaminu łowiska.

Warto zatem zwrócić uwagę na nowe zapisy w informatorze -  WODY PSTRĄGA I LIPIENIA OKRĘGU PZW W GDAŃSKU

1. W punkcie 2. regulującym zasady wędkowania na odcinku  no - kill, zmiana dotyczy dodania pstrąga potokowego obok lipienia, do ryb objętych zakazem zabierania z łowiska.

2. Zmiana dotyczy również wymiaru ochronnego pstrąga potokowego na całej długości rzeki Redy, który obecnie wynosi 35 cm, podobnie jak wymiar lipienia.

Zwracam się też z apelem i prośbą do Kolegów odwiedzających Redę, by uszanować odradzającą się z trudem miejscową populacje lipieni i nieliczne pstrągi potokowe oraz o powszechne i rutynowe wypuszczanie tych ryb, nie tylko na odcinku no-kill.



26.05.2015

Zagrożenie dla wspólnotowego dziedzictwa przyrodniczego

Przed RDOŚ w Bydgoszczy toczy się postępowanie w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla nowego stopnia na dolnej Wiśle – w Siarzewie. Oceniamy, że skala zagrożenia dla przyrody jest porównywalna z Czorsztynem czy Via Baltica. Dlatego uważamy (kilka ngosów – nieformalnych koalicjantów antystopniowych), że niezależnie od poczynań na gruncie krajowym powinniśmy zawiadomić Komisję Europejską. Pismo nie ma charakteru skargi, ale ma uczulić KE, która będzie opiniować to przedsięwzięcie w związku z wymogami art. 6(4) dyrektywy siedliskowej, na kilka spraw. 

Bardzo proszę o:

1/ Przysłanie informacji o poparciu listu- Nazwa organizacji + Imię nazwisko i funkcja osoby reprezentującej sygnatariusza – do czwartku, 28 maja, do końca dnia

2/ Przysłanie konstruktywnych propozycji do treści listu – tylko dotyczących zasadniczych kwestii merytorycznych, które pominęliśmy i literówek,  bez wchodzenie w wording – list już przeszedł kilkukrotne mielenie, a wiemy, ze takie pisma można poprawiać w nieskończoność – również do końca czwartku 28 maja

3/ Możliwe szerokie rozesłanie listu celem pozyskania jak największej liczby organizacji - sygnatariuszy.

Im więcej organizacji się pod tym listem podpisze, tym jego moc sprawcza będzie większa. Dlatego proszę o przesłanie go do tych ngo-sów, których nie ma na liście adresatów (z góry przepraszam za cross posting). W szczególności proszę Asię o dystrybucję tego maila wśród organizacji członkowskich PZS (kilka już jest), Przemka i Piotrka o wysłanie do koalicjantów wodnych WWF, których pominąłem oraz Pawła, Mikołaja i Artura o rozesłanie do organizacji wędkarskich i „towarzystw przyjaciół rzeki ….”.

Chcielibyśmy wysłać list w następny poniedziałek (1 czerwca). Jeszcze sprawdzamy, który Dyrektor czy Head of the Unit  powinien być adresatem listu, aby jak najkrócej błąkał się pomiędzy komisyjnymi biurkami i dlatego nie ma jeszcze wpisanego konkretnego adresata.

Z góry dziękuję za wsparcie i pozdrawiam serdecznie


Jacek Engel
/Prezes Zarządu/
Fundacja Greenmind
ul. Kaleńska 7 m. 33,  04-367 Warszawa, kom: 691 38 42 42


Dotyczy: planowanego stopnia energetycznego "Siarzewo" na dolnej Wiśle, zagrażającego integralności obszarów Natura 2000 i ciągłości ekosystemów wodnych i od wód zależnych

Szanowny Panie Dyrektorze,
W imieniu polskich ekologicznych organizacji pozarządowych, wymienionych poniżej sygnatariuszy listu, pragnę zwrócić uwagę Komisji Europejskiej na zagrożenie dla wspólnotowego dziedzictwa przyrodniczego związane z planowaną budową nowego energetycznego stopnia wodnego na dolnej Wiśle. 

Inwestycja, której rzeczywistym celem jest budowa piętrzenia i elektrowni wodnej, a która w złożonym wniosku o wydanie decyzji środowiskowej przewrotnie została nazwana „Zapewnienie bezpieczeństwa publicznego w rejonie stopnia wodnego Włocławek przy wykorzystaniu energii wody oraz poprawie ekosystemów wodnych o od wód zależnych”, zagrozi integralności co najmniej 6 obszarów Natura 2000: Solecka Dolina Wisły PLH040003, Dybowska Dolina Wisły PLH040011, Nieszawska Dolina Wisły PLH040012; Włocławska Dolina Wisły PLH040039, Dolina Drwęcy PLH280001; Dolina Dolnej Wisły PLB040003. Celem niniejszego listu jest poinformowanie Komisji o tych faktach. Wprawdzie nie nastąpiły żadne rozstrzygnięcia na gruncie prawa krajowego, ale postępowanie, które prowadzi Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Bydgoszczy wymaga zaopiniowania Komisji w związku z wymaganiami art. 6(4) dyrektywy 92/43/EWG.

Budowa nowego stopnia, zlokalizowanego na dolnej Wiśle poniżej Zbiornika Włocławskiego w Nieszawie, była w przeszłości przedmiotem zainteresowania organów Unii Europejskiej. Na zagrożenie dla obszarów Natura 2000 zwracano uwagę zarówno w dokumentach informacyjnych polskich organizacji pozarządowych ( np. ulotka WWF: The Nieszawa Dam –A threat to European Biodiversity), jak i w opiniach i stanowiskach doradczych organów Ministra Środowiska (opinie Państwowej Rady Ochrony Przyrody z 17 czerwca 2005 r. i 7 października 2008 r.) i Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (opinia Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko z 8 października 2008 r.). Obecne postępowanie dotyczy co prawda nieco innej lokalizacji stopnia – w miejscowości Siarzewo, ale skala i zakres możliwych oddziaływań będą tylko większe z uwagi na dłuższy odcinek doliny Wisły, będący pod negatywnym oddziaływaniem planowanego piętrzenia. 

Niepokój ekologicznych organizacji pozarządowych budzi również tryb, w jakim prowadzone jest postępowanie o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (dalej jako „dśu”). Wnioskodawca - Gmina Miasto Włocławek – deklaruje we wniosku z dnia 27 lutego 2015 r., że dśu będzie stanowić podstawę do ubiegania się o wydanie decyzji o pozwoleniu na realizację budowli przeciwpowodziowej w rozumieniu ustawy z dnia 8 lipca 2010 r. o szczególnych zasadach przygotowania do realizacji inwestycji w zakresie budowli przeciwpowodziowych (Dz. U. Nr 143, poz. 963, tzw. specustawa powodziowa). Tymczasem planowane przedsięwzięcie to typowy stopień piętrzący wodę na potrzeby energetyki wodnej. Wprawdzie cytowana specustawa powodziowa w art. 2 wylicza wśród budowli przeciwpowodziowych stopnie wodne, ale ustawa z dnia 18 lipca 2001 r. Prawo wodne (DZ. U. Nr 115, poz. 1229 ze zmianami) definiując w art. 9 ust. 1 punkt 1a budowle przeciwpowodziowe stopni wodnych nie wymienia1. W opinii podpisanych poniżej organizacji korzystanie z uprzywilejowanej ścieżki decyzyjnej, jaką daje specustawa powodziowa, jest nadużyciem w opisywanym przypadku – przedsięwzięcia polegającego na budowie stopnia wodnego na potrzeby energetyki. Porozumienie zawarte 26 lutego 2015 r. pomiędzy Gminą Miasto Włocławek a spółkami ENERGA S.A. i ENERGA INVEST S.A. jednoznacznie wskazuje, że podmiot wnioskujący o wydanie dśu – Gmina Miasto Włocławek - nie zamierza ubiegać się o wydanie pozwolenia na realizację budowli przeciwpowodziowej, gdyż w cytowanym porozumieniu zobowiązuje się przenieść dśu na „podmiot wskazany przez Energa Invest” w ciągu 30 dni od dnia uprawomocnienia się dśu. Raport o oddziaływaniu na środowisko przedsięwzięcia, który Gmina Miasto Włocławek załączyła do wniosku, powstał również nie na zlecenie gminy, ale na zlecenie i za pieniądze koncernu energetycznego. 

Innym zagadnieniem, na jakie pragniemy zwrócić uwagę Komisji Europejskiej jest wątpliwa racjonalność wydatkowania środków Funduszu Spójności. Na pierwszym miejscu wśród celów głównych planowanego przedsięwzięcia znalazło się „zapewnienie trwałego bezpieczeństwa stopnia wodnego Włocławek, poprzez podniesienie poziomu zwierciadła wody dolnej tego stopnia i poprawę jego stateczności”. Tymczasem Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie w okresie 2009 - 2015 realizuje projekt „Poprawa stanu technicznego i bezpieczeństwa powodziowego Stopnia Wodnego Włocławek", którego celem jest m.in. „poprawa stanu technicznego i bezpieczeństwa obiektów Stopnia Wodnego we Włocławku poprzez wykonanie robót budowlanych obejmujących: śluzę z awanportami, jaz, zaporę czołową, rozbudowę i modernizację automatycznego systemu kontrolnopomiarowego” 

2. Projekt ten, jako jeden z projektów indywidualnych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007-2013, jest finansowany w głównej mierze ze środków Funduszu Spójności. Całkowity budżet projektu wg informacji dostępnej na stronie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju wynosi 123,18 mln PLN, z czego 74,07 mln PLN pochodzi ze środków wspólnotowych. Warto przypomnieć, że ten sam projekt na liście projektów indywidualnych POIiŚ w roku 2009 nosił tytuł „Ekologiczne bezpieczeństwo stopnia wodnego Włocławek: modernizacja stopnia wodnego we Włocławku i poprawa bezpieczeństwa powodziowego zbiornika włocławskiego”, a jego celem było  „trwałe zabezpieczenie stopnia wodnego we Włocławku, umożliwiające stworzenie lepszych warunków zabezpieczenia Doliny Wisły”. Wobec politycznej presji na budowę nowego stopnia i deklarowania dla niego funkcji zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, nieodzowne jest zbadanie czy środki wspólnotowe przeznaczone dotychczas na poprawę  bezpieczeństwa stopnia Włocławek zostały wydane racjonalnie.

Jeśli tak i realizowany przez RZGW w Warszawie projekt spełnia zakładany cel, to nie ma potrzeby podejmowania innych środków zaradczych, a budowa kolejnego stopnia nie może być uzasadniana poprawą bezpieczeństwa stopnia Włocławek. Budowy nowego stopnia nie mogą też uzasadniać względy bezpieczeństwa powodziowego, bo ze względu na charakter przedsięwzięcia – pracę na potrzeby elektrowni i niską pojemność retencyjną możliwą do uzyskania wobec objętości fal wezbraniowych na Wiśle – nie może on pełnić, co do zasady, funkcji przeciwpowodziowej.

Organizacje pozarządowe pragną również zwrócić uwagę Komisji na forsowanie umieszczenia realizacji nowego stopnia na dolnej Wiśle w aktualizacji Planu Gospodarowania Wodami i w Planie Zarządzania Ryzykiem Powodziowym dla obszaru dorzecza Wisły. Jednocześnie nie ustaje lobbing , by inwestycji tej zapewnić dofinansowanie ze środków europejskich w perspektywie finansowej 2014-2020. Np. śluza na planowanym obiekcie znalazła się w Dokumencie Implementacyjnym do Strategii Rozwoju Transportu (7.4.5. Project pipeline dla projektów wodnych śródlądowych; poz. 14) przyjętym uchwałą nr 201/2014 Rady Ministrów z dnia 13 października 2014 r.4, w Szczegółowym Opisie Osi Priorytetowych Programu Infrastruktura i Środowisko 2014-2020 również umieszczono zapisy gwarantujące jej dofinansowanie.


Powyższymi faktami dzielimy się z Komisją Europejską mając na względzie ekstremalne zagrożenia, jakie niesie budowa nowego stopnia na Wiśle dla celów ochrony wielu obszarów Natura 2000, jak i celów środowiskowych wynikających z dyrektywy  2000/60/WE.
Z wyrazami szacunku,
W imieniu wymienionych poniżej sygnatariuszy listu
Jacek Engel, Fundacja Greenmind


25.05.2015

Jak tanio pozyskać ... materiał



Nie wiem czy warto jeszcze pisać o wędkarstwie muchowym, bo może niedługo "Naród" zdecyduje w ogólnokrajowym referendum o potrzebie likwidacji rzek w Polsce ze względu na zagrożenie powodziowe. Może jednak się zdarzyć, że w najbliższej kampanii wyborczej usłyszymy obietnicę " po 500 zł miesięcznie dla każdego wędkarza" w ramach dotacji na rekreację a zakupy sprzętu wędkarskiego odliczane będą od podatku. Obietnice miła rzecz zatem i ja coś Wam obiecam z tą jednak różnicą, że moja propozycja jest prawdziwa - obiecuję Wam pióra kuropatwy.

O walorach i zaletach piór okrywowych kuropatwy łownej wielu z Was przekonywać nie muszę. Dla mniej wtajemniczonych to nieoceniony materiał na jeżynki mokrych much, nimf i jętek majowych. Kłopot w tym, że skórki kuropatwy w ofertach sklepów z materiałami dla muszkarzy są bardzo drogie, zwykle ok 90 zł. a czasem sporo więcej. W obrocie mniej oficjalnym nadal ich koszt kształtuje się na poziomie ok. 50 zł, czyli nadal sporo. Jeszcze gorzej ma się sprawa z niby selekcjonowanymi piórami sprzedawanymi w paczuszkach po kilkadziesiąt sztuk. Z takiego opakowania od biedy uda się uratować kilkanaście piórek i koniec. Jak zatem pozyskać ten cenny materiał za małe pieniądze. 

Rozwiązaniem są ośrodki hodowlane (OHZ) bażanta i kuropatwy na potrzeby łowiectwa. Tam zwykle dorastają tysiące ptaków i nawet przy najbardziej właściwych warunkach straty są nieuniknione. To właśnie ptaki usunięte z hodowli są obiektem naszego zainteresowania. Po wykonaniu kilkunastu telefonów do tego rodzaju obiektów dość często uzyskiwałem informację, że kuropatwy mrożone są jako całe tuszki i można je nabyć. Oferowane są w cenie ok 15 zł za sztukę, do odbioru osobistego lub przesyłką pocztową za pobraniem. Rzadziej natomiast w formie skórek (cena ok. 30 zł) bo raczej nikt nie ma tam czasu zajmować się skórowaniem.



Tak przy okazji próbowałem podpytać o sposób masowego, szybkiego i prostego zdejmowania skórek. Okazuje się, że jest metoda za pomocą kompresora. Wystarczy wbić pod skórę igłę podłączoną wężykiem to maszyny, mnie więcej na wysokości nóżki i dmuchnąć sprężone powietrze. Ciśnienie oddziela skórę od ciała na całej powierzchni i wystarczy potem tylko ją rozciąć i w prosty sposób zdjąć. Nie wiem ... nie próbowałem, nie mam kompresora.

Zatem i ja się skusiłem kupując na próbę pierwsze dwa ptaszki. Doszły bardzo sprawnie i szybko jednak przy obecnych temperaturach nie ma co liczyć, że dojdą nadal zamrożone. Mimo, że nadawca pakuje w styropian i torby termiczne. W takim stanie skórki nie nadają się do zdejmowania w całości i pozostaje wyskubanie piórek na kupkę. Szczęśliwie lekko "podgotowane" kuropatwy łatwo oddają upierzenie a skubanie trwa zaledwie minutę. Skrzydła natomiast odcinamy i suszymy na słońcu. Będą jak znalazł gdy przyjdzie nam wykorzystać lotki na skrzydełka mokrych much.



Wracając do wyskubanych piórek, warto pozostawić je początkowo w obszerniejszym pojemniku, tak aby nieco się przewietrzyły i podeschły. Nie oznacza to, że wydzielają przykry zapach po skubaniu, ale ptak to ptak a tuszka to tuszka i zawsze swój aromat posiada. Po niedługim czasie można dać już nura do pojemnika i do woli przebierać, dobierając wielkość i odcień do naszych potrzeb przy imadełku. 



Adresy wspomnianych hodowli uzyskacie w internecie, są ich dziesiątki. Wato teraz rozejrzeć się za łownym ptactwem, w chwili gdy na dobre podrastają tegoroczne wylęgi. W ten sposób można również pozyskać wszelakie gatunki bażantów w tym kury bażanta łownego, o które trudno u myśliwych bo nie można na nie polować. Czasem uda się trafić również rzadsze kaczki i kaczorki.  

23.05.2015

Nie da się tylko wcisnąć łódki ... a może ?



Być może dzisiejszy opis jest lokalną propozycją ponieważ bohaterem jest sklep wędkarski w Gdyni. Dla porządku rzeczy znajdujący się na ulicy Morskiej w pobliżu dworca PKP - Gdynia główna, po numerem 41. Choć z drugiej strony mając na uwadze milionową społeczność Trójmiasta i znacząca w tej liczbie grupę wędkarzy, którzy z ochotą i zapałem wędrują w poszukiwaniu zaopatrzenia warto ten sklep przybliżyć. Niezależnie nasze strony za chwilę odwiedzą kolejne tysiące wędkarzy skuszonych możliwościami wędkowania podczas urlopu na Pojezierzu Kaszubskim oraz na wodach morskich. Dla nas wszystkich sprzętu, przynęt i wszelkiego ekwipunku zawsze mało, zatem czuję się w obowiązku i bez nieukrywanej przyjemności wskazać Kolegom miejsce nieprzebranych wędkarskich skarbów.


Jak widać, skromna i niewielka witryna sklepu nie zdradza jego zawartości ale wchodząc do środka niewiele jest miejsca gdzie możemy postawić nogę. Trudno też na zadawane pytania o nasze potrzeby uzyskać odpowiedź - nie mam. Mnie się to jeszcze nie zdarzyło, choć dla przekory dopuszczałem się pytań z gatunku tych podchwytliwych. Jeśli mój wzrok samodzielnie nie wyśledził pożądanego towaru a jak widać może być to trudne, to natychmiast właściciel sklepu wyciągał jak królika z kapelusza. 



Kolega Tomek prowadzący ten sklep choć może wydawać się nieco ekscentryczny w relacji na żywo, oczywiście w najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa, jest wędkarzem z krwi i kości. Jednym słowem zawsze jest miło i wesoło a przy okazji profesjonalnie. Mimo natłoku towaru nigdy nie czułem presji wciskania mi czegokolwiek. Chcesz posłuchać porad (a wato) to posłuchaj. Nie chcesz  ... wybierz sam. Przy okazji mnie znający wody pomorza sporo mogą dowiedzieć się o panujących na nich zwyczajach i metodach skutecznego połowu. Tomek to szczery gawędziarz, może zbyt szczery jak na dzisiejsze czasy zachłannego wędkarstwa, ale już taki jest.  Proponowany sprzęt w jego wydaniu postrzegany jest zawsze jak klucz do wędkarskiego sukcesu a nie droga do uzyskania handlowych obrotów i zysku. 

Widziałem już wiele sklepów wędkarskich. Są takie co to ledwie zipią na resztach Jaxona. Są też komercyjne salony, gdzie właściciel ledwie cedzi informacje traktując klienta jak wędkarza, który jest potencjalnym rywalem w "jego" łowisku. Takiego dyskomfortu nie zaznacie odwiedzając Gdynię, odwiedzając Tomka ...

Sklep wędkarski
Tomasz Seyda
Gdynia ul. Morska 41
tel. 507 012 734






21.05.2015

Muchy w sklepie ... użytek czy komercja ?.


Na zdjęciu imitacja skrzydlatej postaci mrówki (Black gnat wet fly), autorstwa doskonałych much użytkowych i katalogowych - Huberta Janeczka. Przed laty wszedłem w posiadanie całego zestawu tego wzoru na różnych wielkościach haczyków. Co ważne autor zadbał o stuprocentową powtarzalność proporcji i położenia tak pięknych skrzydełek w muchach przeznaczonych do wędkowania, czysto użytkowych.   


Choć nie kupuję much w sklepach wędkarskich na potrzebę stanu moich pudełek, zdając się na własną dłubaninę przy imadełku jednak chętnie i przy każdej okazji przyglądam się ofercie handlowej. Z poziomem wykonania i wzornictwem much "komercyjnych" bywa różnie. Jeśli spojrzeć na chińską masówkę lub standard np. Jaxona oraz ofertę większości sklepów internetowych również eBay - u, to wolę owe wynalazki omijać nieco szerszym łukiem. 

Jednak na sklepowych półkach trafiają się niezłe muchy użytkowe, najczęściej wychodzące spod ręki wędkarza praktyka. To zwykle oferta, którą odnajdziemy w mniejszych sklepach, szczególnie tych znajdujących się w pobliżu rzek i łowisk. Autorem takiej propozycji jest zwykle wędkarz rutynowo łowiący w w/w miejscach a więc jego muchy, rozmiarem, kolorystyką i doborem materiałów skutecznie trafiają w gusta miejscowych ryb.  Często sam przyglądam się z uwagą muchom tego rodzaju, czasem nawet kupuję, traktując jako ciekawy wzór do powielenia. Generalnie jednak początkujący wędkarz w obliczu natłoku kształtów, kolorów i rozmiarów może się nieco pogubić i trudno mu będzie odróżnić to co wartościowe, jak widać na przykładzie poniższych zdjęć much oferowanych w sklepie.






Niekiedy też udaje mi się namówić Kolegę z grupy uznanych krętaczy, by związał mi kilka wzorów szczególnie tych, z którymi sam sobie nie radzę, jak w przypadku skrzydełek z lotki bażanta, kuropatwy a nawet kaczki. Tak pozyskuję nawet klasyczne March Browny oraz inne skrzydełkowe klasyki. Warto jednak być aktywnym krętaczem, bo można specjalizować się w innych typach much a to zawsze popłaca w przypadku wymiany korespondencyjnej lub bezpośrednio nad wodą. 

Gorzej jest z ofertą niby - muszkarzy proponujących swoje dzieła na portalach handlowych w internecie lub w komisie na wędkarskich stronach tematycznych. Tam zwykle królują nimfy, często w pokaźnej ilości stanowiącej set do kupienia w całości. Większość tak proponowanych a czasem wszystkie z kompletu nie warte są uwagi i bardziej przypominają radosną twórczość autora niż potencjalny użytek. Bywa, że robią wrażenie na kupującym, szczególnie gdy równiutko prezentowane złote główki maskują resztę konstrukcji. To bardziej przypomina hurtową wyprzedaż tego co autorowi nie wyszło i na co ryby nie złowił. 

Już na początku swojej muchowej drogi wiedziałem, że będę kręcił własne wzory i klasyki, mimo to podpierałem się muchami znanego i cenionego wędkarza i krętacza - Kuby Chruszczewskiego. Nabyłem od Kuby proste chruściki oraz bardziej wyszukane niewielkie jęteczki, zanim w moim warsztacie pojawiły się pierwsze narzędzia i materiały. Chciałem mieć przekonanie, że wszelkie ewentualne niepowodzenia nad wodą powinienem przypisać niedostatecznej umiejętności prezentacji, czytaniu wody lub brakowi wiedzy o biologi owadów i ryb łososiowatych. Chciałem eliminować ryzyko błędów w konstrukcji własnych much a spojrzenie na żywo na muchy uznanego praktyka było nieocenionym doświadczeniem.

Niezmiernie rzadko sprzedaję swoje muchy, chętniej wymieniam lub oddaję gratis. Jednak zawsze staram się by nabywca lub obdarowany otrzymał wzory sprawdzone w łowisku i skuteczne. Moje muchowe fantazje pozostają w szufladzie  lub traktowane jako etap poszukiwań kolejnego wzoru po prostu idą pod żyletkę. Uważam się jedynie za rzemieślnika i bardzo daleko mi do perfekcji wielu kolegów, dlatego nie przychodzi mi do głowy pchać się na afisz z ofertą handlową. 

Oczywiście nie odmawiam nikomu wchodzenia na muchowy rynek, jednak proponuje zawsze dobrze rozważyć zakup tego typu, szczególnie wobec możliwości zwrócenia się o pomoc i skorzystania z propozycji uznanych krętaczy. Ma to dodatkową zaletę bo możecie uzgodnić przy zamówieniu nie tylko typ, wielkość, kolor muchy i rodzaj haczyka, ale skorzystać z podpowiedzi co do skuteczności w warunkach Waszego łowiska, zależnie też od gatunku ryby i pory roku. Pamiętając oczywiście, że nie ma much uniwersalnych, również nimf.




Bywają też niezłe gotowce w postaci kompletów much na "kilka okazji" jak te widoczne na zdjęciu oferowane w Norwegii. Otrzymałem je w prezencie od Kolegi z tego kraju, jako ciekawostkę do mojej kolekcji - Adam, dziękuję serdecznie. Wiele z tych wzorów wydaje się być gotowe by skusić nasze pomorskie ryby. Jest tam kilka klasyków pod oryginalnymi nazwami a wykonanie wszystkich jest staranne i widać rękę praktyka lub choćby jego nadzór.

Jednym słowem, jeśli sytuacja zmusza Was lub zachęca do zakupu much, warto wykazać nieco rozwagi i bez gorączki wywołanej hasłem "okazja" zastanowić się czego Wam potrzeba. Może warto dowiedzieć się nieco o praktyce autora nad wodą, by w ten sposób nie napychać swoich pudełek kompletnie nieprzydatnymi oraz niełownymi muchami. Nie kupujcie muchowego badziewia a zaoszczędzicie sobie wielu niepowodzeń oraz irytacji nad rzeką.

19.05.2015

Nie ma skutków bez przyczyny

Felieton Kazimierza Żertki


Czymże jest wędkarstwo muchowe, dla Ciebie, dla mnie, dla tych którzy tą formą wędkarstwa realizują własne spełnienie. Przecież o stosunku do wędkarstwa, spędzania wolnego czasu każdy musi zdecydować sam. Dlaczego tak rozpoczynam? Łowię metodą muchową od lat 80-tych ubiegłego wieku. Byłem krótko zawodnikiem, przeżyłem etap gdy ponosiły mnie dodatkowe emocje, przeżywane podczas zawodów, współzawodnictwa. Już dawno powiedziałem sobie: nie napinaj się, niczego już sobie nie musisz udowadniać.

Trwa dyskusja nad ogólnie pojętym wędkarstwem muchowym. Trwa... od zawsze. Podsumowałbym ją cytując Pawła Bugajskiego z historycznego artykułu "Nasze muszkarstwo tradycja czy skuteczność" ( publikacja WW 1'89) "... szlachetności łowionych ryb nie zawsze odpowiada szlachetność i kultura ich łowców". 

Osobiście mogę powiedzieć i potwierdzić wprost o rozpanoszonym wśród muszkarzy kłusownictwie, oszustwach na zawodach oraz o pustoszeniu rzeki legalnymi kompletami pstrągów i lipieni. Nie ma się co obrażać; byłem strażnikiem, wielu wyszkoliłem, wiem co piszę.

Obiektywnie trzeba napisać i uderzyć się w piersi, że to głównie my muszkarze odpowiadamy za spadek populacji pstrąga a zwłaszcza lipienia. Jestem przekonany, że zaraz odezwą się koledzy wiedzący wszystko o wszystkich rzekach w Polsce, znawcy nie mający nigdy najmniejszych nawet wątpliwości ... lektura portali wędkarskich i czasopism uspokaja mnie. Specjalistów nie zabraknie.

Niektórzy pamiętają jaką burze i jakie autorytety polskiego muszkarstwa zaangażowane były w batalię o tzw: "ciężką nimfę" z połowy lat 90-tych i okazało się, że była i jest bardzo skuteczną, szczególnie w połowie dużych lipieni. Potem metoda żyłkowa.... aż strach pomyśleć co będzie

Popatrzcie. Dla przykładu; wyczyn wędkarski. Jak wszystko w Polsce też ewoluował. Od socjalistycznego współzawodnictwa po ściganie drobiazgu dla paru punktów w rankingu. Dziś nie liczą się ryby tylko punkty a wszystko to opanowane i przesiąknięte przez przemysł, dla którego nie jest jak twierdzą producenci poligonem doświadczalnym, lecz polem zwykłej handlowej rywalizacji.

Co dalej? 

Mamy OS San, OS Dunajec, OS Łupawa... i pustkę. Jesteśmy krajem ubogim w wodę, a jej zasoby się kurczą, czy to poprzez zmiany klimatu czy coraz większe ograniczenia. Z pewnością głupie melioracje, rabunkowa gospodarka prowadzona w nurcie i nad brzegami rzek oraz bezkarne kłusownictwo są znaczącymi czynnikami zmniejszającymi rybność rzek. Nie zmienia to faktu i nie rozgrzesza naszego środowiska, iż pod rozwagę musimy brać aktualną sytuację z jej wszystkimi zagrożeniami, także tymi na które nasz wpływ jest iluzoryczny. Nie sposób więc uniknąć samoograniczeń. Przez portale przetacza się "pokolenie" NO KILL... cieszy to, daje nadzieję. Wierzę w szczerość wypowiedzi ... chociaż czasem praktyka strażnika temu przeczy a to już TRAGEDIA.

Popatrzmy na siebie.  Który z nas doświadczonych muszkarzy pokazał młodym jak łowić na March Brown, co to jest Hofland's Fency, gdzie zastosować Cochman'a i dlaczego Greenwell's Glory jest skuteczna w sierpniu? Który? Dziś w dobie szybkości światłowodu, coraz więcej ludzi zapięło się w kieracie, jadąc na ryby nie potrafią już wyluzować, oni MUSZĄ ... Nie potrafią wyłączyć telefonów, są dalej na dwóch etatach dzieląc uwagę pomiędzy pracę i hobby.

Dlatego szukają recepty na co, gdzie, na jaką muchę, w jakiej płani. ONI MUSZĄ ... i mamy takich co mimo wszystko potrafią, tacy co nie mają pojęcia o co chodzi i takich (naprawdę sporo) co nie mają pojęcia jednocześnie myśląc, że potrafią.

Dlatego apeluję, kolejny raz o uwalnianie reliktów istoty naszego hobby a jednocześnie cytując kolejny raz Pawła Bugajskiego - proszę by "...opisując metody połowu muchowego, przedstawiajmy także ich ciemne strony, uczulajmy młodych muszkarzy na problemy ekologiczne i etyczne a adwersarzy, myślących o muszkarstwie inaczej, nie określajmy mianem oszołomów.

Kazimierz Żertka


17.05.2015

MayFly



10.05.2015

Zgotował sobie taki los i jeszcze za to zapłacił



Umówmy się co do jednego ... połów dorszy na wędkę z kutra lub łodzi nie jest wędkarstwem. To amatorska choć komercyjna forma rybactwa morskiego uprawianego za pomocą pilkerów i przywieszek celem pozyskania ryb konsumpcyjnych. Nie wymaga praktycznie żadnych umiejętności, wiedzy o gatunku poza tym, że dorsze przebywają przy dnie. Wymaga jedynie nieco pieniędzy lecz nie wymaga kultury.

Relacji z wyprawy na dorsze były już setki a może tysiące. Zwykle zaczynają się tak ... na parking portu we Władysławowie zajeżdża wesoły autobus. Mniej lub bardziej zmęczeni podróżą przybysze gorączkowo krzątają się przy ekwipunku by za chwilę odbyć forsowny marsz ku swoim jednostkom pływającym, na których miejsce rezerwowali wiele tygodni temu. Weterani dorszowych wypraw pewnym krokiem idą w kierunku łodzi i kutrów a ich głowę zaprząta jedyna myśli by zająć dogodne miejsce na burcie. Za nimi żółtodzioby łypią na doświadczonych kolegów by naśladując ich ruchy wtopić się tłum weteranów. Inni ostentacyjnie manifestują morską inicjację, tak na wszelki wypadek by ewentualne niepowodzenie móc przypisać brakowi doświadczenia. Poranek w porcie to pospiech, gwar i gorączka, która długo jeszcze nie ustępuje  mimo, że armada wszelkiego pływającego dobra minęła już portowe główki. Oto otwiera się bezkresny ocean ... pytań co przyniesie dzień ?.


Tak bezpowrotnie minęły najpiękniejsze chwile poranka, malowniczego początku dnia, których wielu zdawało się nie dostrzegać. Uśpiony nocną porą wiatr czynił morską taflę gładką jak lustro, na której wielka tarcza czerwonego słońca malowała swe oblicze. Ścieliły się mgły dopełniając wrażenia spokoju, którego nic nie było w stanie naruszyć. W uśpionej scenerii portu rysowały się kontury statków na tle purpurowej poświaty. Na przemian zdające się być zmęczone wydarzeniami poprzedniego dnia a to gotowe do kolejnych wyzwań. 

Uwielbiam te chwile i wcale mi nie spieszno by ich koniec oznajmiał rybackie emocje. Zwykle o poranku gubię się gdzieś w zakamarkach portu a odszukanie miejsca cumowania przydzielonej mi łodzi jest ostatnią rzeczą, która mnie zaprząta. Ten spokój, ten nastrój maluje się też na twarzach szyprów. Ludzi, którzy widzieli już wszystko, również tysiące amatorów - rybaków okrętowanych na ich jednostkach, dla których u progu dnia należy o wszytko zadbać. To ich codzienna praca, siedem dni w tygodniu w powtarzającym się rytmie przybywających na pokład ludzi pełnych emocji. Trudno się dziwić, że szukają nieco spokoju by jeszcze chwilę delektować się ciszą sterówki, spokojnym dźwiękiem pracy silnika i płynącą gdzieś w tle muzyką z pokładowego radia. Łykami gorącej kawy, dymkiem z papierosa gdy na ich pokładzie trwa gorączkowa krzątanina przybyłych gości.





Idziemy w morze ...  pierwszy komunikat - "przelot" do łowiska dwie godziny. To wiadomość wielu zwala z nóg. Już słychać głosy protestu, niezadowolenia. To jak wygrana przez polaka rodaka szóstka w totolotka. E tylko milion a zeszył tygodniu była kumulacja. Rejs dziewięć godzin a tu cztery na podróż do łowiska i z powrotem, to się nie opłaca, to się nie zwróci. Drogo, taki inwestycje. Niepogodzeni z losem spoglądają na nerwowo na swoje wędziska, na błyszczące pilkery bezużytecznie dyndające na markowych plecionkach. Na puste skrzynki umocowane na pokładzie gotowe przyjąć dziesiątki a daj Boże setki dorszy. Zdające się wołać już, już napełniajcie nas.



Wreszcie nadchodzi chwila gdy trzeba pogodzić się z losem, przecież nie da się wysiąść w drodze. W takich chwilach amatorsko - rybacka społeczność dzieli się na dwie grupy. Jedni pozostając na pokładzie bacznie lustrują horyzont, w każdej fali upatrują upragnionej miejscówki. Pośród nich płynie mała rzeczka stanowiąc mieszaninę wszelkich trunków. Tu odnajdziemy ekspertów od farmacji, porad babuni i ludowej medycyny, czyli jak nie rzygać na okręcie gdy pokład pod nogami faluje. Ścierają się frakcje zwolenników " Żołądkowej gorzkiej", czyściochy i browarku, który rzekomo delikatniej opływa wnętrzności mniej narażając pobrany płyn na ponowne ujrzenie światła dziennego. W cenie są autorytety od żeglugi pod żaglami, bo któż jak nie oni rozróżniają nawietrzną od zawietrznej a to wyznacza bezpieczną pozycję wobec osoby zwracającej trunek i pokarm. 

Inni podchodząc do tematu naukowo, bacznie zza pleców szypra obserwują pokładowe przyrządy. W tej grupie bez trudu odnajdują się specjaliści od radaru, echosondy, morskich map nawigacyjnych oraz lingwiści od interpretacji komunikatów radiowych, szczególnie tych nadawanych z innych łodzi i kutrów w miejscowym języku szyprów. Cel pozostaje jeden ... ustalić miejsce pobytu ryb, bo szyper się nie zna i będzie tu pływał i pływał.


Nadchodzi te chwila, wyraźnie obroty silnika spadają a łódź zatacza koło stając w dryf.  Rozlega się dzwonek, pilkery idą w dół, emocje do góry. Teraz wypada być czujnym i mniejsza o to czy coś uwiesi się na zestawie. Ważne by nie uwiesiło się sąsiadowi. Niestety ten po prawej już pompuje rybę ku powierzchni. Ale sapie, ale się męczy a dobrze mu tak. Sam zgotował sobie taki los i jeszcze za to zapłacił ... a może się jeszcze urwie?. Reszta nerwowo włączając dopalacze wprowadza pilkery w ruch z prędkością turbo. Dwa dzwonki, odchodzimy. Słychać głosy niezadowolenia, przecież tu są ryby, jedną złapali. Teraz pora dać nura do pudełek z przynętami. Na szlę rzucić całe swe rybackie doświadczenie - wybrać łowny kolor. Uwierzyć, że gustownie barwy przywieszek i pilkerów dobrane przez producenta mają jakieś znaczenie na głębokości 70 -ciu metrów gdzie nie dociera światło. Pewnie mają bo kropki, paski i kolorowe plami są przecież dla ryb a nie dla łowiących.


I tak mija dzień, kolejne stanowiska, ryby zakrywające dna skrzynek, pierwsze uśmiechy i rozbudzone nadzieje. dziesiąty dorsz, dwudziesty, mało, mało. Jeszcze tu, jeszcze tam, szyper uwija się jak może by zadość uczynić nienasyconym. Koniec ... trzy dzwonki i powrót. Czas na bilans zysków i strat. Słychać głosy ... e za tyle pieniędzy to mogłem sobie kupić pół portu dorszy a jeszcze paliwo na dojazd, ten wyszynk w knajpach po drodze. Tylko kasy na gorzałę nie żal.

A dorsze jak dorsze. Ryb jest dużo, są jednak zdecydowanie mniejsze jak łowiło się przed laty. Jednak nierzadko trafiają się dublety nawet triplety. Z pewnością wystarczy by nasycić rybackie i kulinarne zmysły.



Dziś ryby tego skromnego rozmiaru uchodzą za duże.

Dobijamy do kei, jedni schodzą nazwijmy to o własnych siłach, innym wypada podstawić nosze. Pustoszej pokład, pustoszej port. Za chwile otulą go ciemności nocy. Jednak nadejdą najpiękniejsze chwile poranka, malowniczego początku dnia ... ruszajmy w morze.

Porzucając sarkastyczny ton, na koniec już zupełnie poważnie dziękuję za wspólny rejs szyprowi jednostki "Nautic". Doskonała, komfortowa łódź ze wspaniałą załogą. W standardzie gorące napoje, kiełbaska na ciepło, patroszenie i filetowanie ryb. Jednak najważniejsze to wielkie chęci i starania szypra by skutecznie odnaleźć stanowiska ryb, co w trudnych obecnie czasach udało się doskonale. Nałowiłem się do syta i do bólu, wbrew niektórym głosom malkontentów, zdających się nie rozumieć jaka jest obecnie kondycja populacji dorsza bałtyckiego. Szczerze polecam kolegom tego armatora: www.nautic-dorsz.pl

Film ze strony armatora